Recenzja: The-Dream Crown EP

Data: 26 kwietnia 2015 Autor: Komentarzy:

thecrownep

The-Dream

Crown EP (2015)

Def Jam

Solowe albumy The-Dreama zostały ciepło przyjęte przez krytykę, pomimo tego artysta wciąż pozostał raczej znany z przytrzymywania koron na głowach Beyonce, Rihanny, Mariah Carey, Ushera i wielu innych. Tytuł recenzowanej epki mógłby być zarówno wyrazem nieprzerwanej wiary w siebie, jak i po prostu subtelnej autoironii. Odstawiając na bok dywagacje, trzeba przyznać że Crown EP to krótki zbiór wcale niepozbawionych swego blasku, przyjemnych utworów.

Przyjemnych jeśli przymkniemy oko na typowe czerstwe teksty wyzwolonych, przesiąkniętych rapową bezpośredniością artystów r&b („ona Ciebie nie kocha, bo gdyby kochała nie wisiałaby na moim telefonie jak na moim ch…”). W pozornie generycznym r&b-rapowym bangerze „That’s My Shit” muzyk przypomina nam swojej umiejętności uzupełniania tego typu banałów w pewną dozę płynącego z jego głosu ciepła i wrażliwości. „Prime” to już The-Dream na całego — artysta śpiewa o dawnej miłości, która motywowała go do życia i artystycznego rozwoju, nie stroniąc od okazywania prawdziwych emocji. Tak samo jak nie stroni od nich w „All I Need”.

Artysta wierny jest brzmieniom popularyzowanym przez niego już od czasu pierwszych trzech albumów solowych, przypominając o sobie jako jednym z architektów obrazu współczesnego rhythm and bluesu. Od tamtego czasu wielu nanosiło poprawki, a The-Dream nie pozostał na nie obojętny. Stąd na jego brzmieniu lekkie piętno odcisnął kalifornijski ratchet sound spopularyzowany przez DJa Mustarda, a zamykające epkę „Cedez Benz” z dystansu przypomina dowolny utwór Young Thuga. Z bliska natomiast cieszy dbałością o szczegóły i głębią.

Crown EP nie jest powrotem króla, na jaki mieliśmy nadzieję po słabszym IV Play z 2013 roku, ale jako epka zapowiadająca właściwy album (Jewel) sprawdza się wystarczająco dobrze. Czujemy się zachęceni i czekamy na przysłowiowy klejnot w koronie.

Komentarze

komentarzy