Jessie Ware - What's Your Pleasure

Recenzja: Hiatus Kaiyote Choose Your Weapon

Data: 8 maja 2015 Autor: Komentarzy:

Choose-Your-Weapon-Hiatus-Kaiyote-Large

Hiatus Kaiyote

Choose Your Weapon (2015)

Sony Music Entertainment

Hiatus Kaiyote to bez wątpienia wyjątkowy zespół. Nie tylko z racji swojego pochodzenia, ale także muzyki, jaką wykonuje. Już na ich pierwszym albumie Tom Tomahawk muzycy dowiedli, że mamy do czynienia z nietuzinkową grą niedającą się wpisać w żaden konkretny nurt. Multi-Dimensional, Polyrhythmic Gangster Shit — swojej muzyce nadali określenie, które niewiele mówi, ale jednocześnie podkreśla ich dynamiczność. Choose Your Weapon jest kontynuacją ich wizji. Na nowej płycie Hiatusi przygotowali tytułową broń, którą celują w serca, umysły i gusta słuchaczy.

Pierwsza myśl jaka nasuwa się po przesłuchaniu albumu to jego różnorodność. Zespół w idealny sposób łączy soul z elementami elektroniki. Do tego dodaje odrobinę funku, jazzu czy nawet elementy folku, co owocuje rewelacyjnymi rezultatami. Hiatusi charakteryzują się dużymi umiejętnościami muzycznymi i świetnym zgraniem. Utwory często są rytmicznie skomplikowane, szczególnie „Breathing Underwater”, „Swamp Thing” czy „By Fire”. Mimo to w piosenkach znakomicie słychać współpracę między muzykami, z których jednocześnie każdy wyróżnia się czymś wyjątkowym. Dźwięk syntezatorów jest pomysłowy, nowatorski, dodaje muzyce tajemniczości i przestrzenności. Ciekawe brzmienie słychać w szczególności w utworze „Atari”, gdzie muzycy naśladują dźwięk starej konsoli. Oryginalny głos wokalistki hipnotyzuje i intryguje, a chórki urozmaicają efekt. Cieszy więc to, że słyszymy tu głos artystki częściej niż na pierwszej płycie. Klawisze i gitara (zarówno elektryczna jak i akustyczna) stwarzają ciepłą atmosferę, a pianino dodaje wszystkiemu jazzowego pierwiastka. Bas świetnie dopasowuje się do każdego utworu. Perkusja zaś jest klamrą spinającą całą grę, pilnuje akcentów i nadaje szalony, skomplikowany rytm. W niektórych momentach także uspokaja muzykę i z powrotem doprowadza ją do ładu. Z kolei inne instrumenty perkusyjne dodają muzyce korzennego charakteru.

Najważniejszym jednak elementem charakteryzującym płytę jest jej klimat. Całe nagranie jest niesamowicie magnetyzujące. Słuchając go, ma się wrażenie jakby było się w muzycznym śnie, z którego budzi się dopiero wraz z końcem ostatniego utworu. Atmosfera rozkręca się bardzo szybko, przez co już od samego początku pochłania słuchacza i wymaga od niego niemałego zaangażowania. Piosenki wypełnione są skrajnymi emocjami — mają w sobie tajemniczość, spokój i szaleństwo. Niektóre z nich od początku kipią energią („Swamp Thing”, „By Fire”), inne z kolei rozkręcają się z każdą kolejną sekundą („Jekyll”, „Shaolin Monk Motherfunk”). Są też i takie, które dają wytchnienie od intensywnych wrażeń („Fingerprints”). Zespół łagodnieje w szczególności na końcu płyty, za sprawą dwóch ostatnich utworów: „Molasses” — z lekka przypominającego hit „Nakamarra” oraz „Building a Ladder”. Finałowy utwór rozpoczyna się chwytającym za serce wokalem przy akompaniamencie pianina, przywołującym na myśl dawne piosenki Alicii Keys. Zakończony jest repetytywnym tekstem — „Hand in hand we fly away”, co stanowi idealne pożegnanie.

Hiatus Kaiyote na nowej płycie, poza niebywałą umiejętnością hipnotyzowania słuchacza, wprowadzają innowacyjne brzmienie przy pomocy tradycyjnych instrumentów zmieszanych z syntezatorami. To wyjątek w kręgu czarnych brzmień, coraz częściej zdominowanych przez elektronikę. Nowe nagranie nawiązuje do wcześniejszej twórczości Australijczyków, ale teraz sprawiają wrażenie dojrzałych, dysponując przy tym większymi umiejętnościami. Ewoluują — w dobrym kierunku.

Komentarze

komentarzy

Jessie Ware - What's Your Pleasure