Recenzja: Andreya Triana Giants

Data: 18 maja 2015 Autor: Komentarzy:

5054429000948

 

Andreya Triana

Giants (2015)

Ninja Tune / Counter Records

Rok 2010 był przełomem w karierze brytyjskiej wokalistki — współpraca z Bonobo przy albumie Black Sands, debiut wydany w Ninja Tune oraz remiksy, takich tuzów współczesnej muzyki eksperymentalnej jak Flying Lotus. Stało się to przepustką do zdobycia szerszego grona słuchaczy. Od premiery Lost Where I Belong minęło już 5 lat — z perspektywy współczesnego przemysłu muzycznego to prawie wieczność. Co jest w stanie zaoferować Andreya Triana po tak długiej przerwie? Jaką muzyczną ścieżkę obrała? Właśnie na te pytania odpowiada drugi krążek Brytyjki zatytułowany Giants.

Główną zmianą w stosunku do debiutu jest przede wszystkim brzmienie. Podczas gdy na Lost Where I Belong pieczę producencką trzymał Bonobo, kompozycjami na Giants zajął się, znany ze współpracy z Palomą Faith, Matt Hales. Różnicę słychać od samego początku, gdy w głośnikach zaczyna brzmieć otwierające album „Paperwalls”. Zamiast mieszanki elektroniki z soulowym głosem Andrei dostajemy energetyczną dawkę popu zbudowaną na kanwie szybkich oklasków i soczystych bębnów. W podobnym klimacie pozostajemy w trakcie obcowania z singlowym „Gold”. Przy całym quasi-eksperymentalnym klimacie Lost I Where I Belong, utwory z drugiej solówki Triany wypadają pod tym względem jeszcze bardziej zachowawczo — nowa płyta jest zwyczajnie przewidywalna. Obok utworów z klubowym potencjałem, dostajemy też spokojne kompozycje — akustyczne „That’s Alright With Me” czy „Song for a Friend oparte na dźwiękach pianina i skrzypiec. Chciałoby się czegoś więcej niż tylko solidnego popu. Na plus zasługuje z pewnością przejmująca oda do matki „Everything You Never Had Pt. II” czy tytułowe „Giants”, gdzie znakomity głos Andrei możemy usłyszeć w pełnej krasie. Niesprawiedliwe byłoby jednak stwierdzenie, że na płytę trafiły piosenki, które nie powinny byłyby się tu znaleźć. Przy całej pozornej poprawności projektu, starzy fani mogą jednak poczuć głębokie rozczarowanie, gdy usłyszą Trianę w wersji Adele.

Mimo wszystko nie można uznać Giants za porażkę. Nie jest to w żadnym wypadku krok w tył, a obranie innego kierunku. Trochę żal, że zamiast eksperymentalnych smaczków dostaliśmy album wypełniony chwytliwymi, ale wtórnymi pomysłami. Żywię wielkie nadzieje, że trzeci album utalentowanej Brytyjki w końcu ukaże jej pełen potencjał, który bez wątpienia w niej drzemie.

Komentarze

komentarzy