Recenzja: Szatt Bloom

Data: 19 maja 2015 Autor: Komentarzy:

Szatt

Bloom (2015)

Flirtini Records

 Solowy album Future Voices, niebanalne remiksy Samphy, Kwabsa, Destiny’s Child, Rhye, C2C, mistrz Polski w beatbattle.poznan, udział w Heartbreaks & Promises, projekty Nocne Nagrania Zaburzenia. Cała lista mocnych pozycji w muzycznym CV producenta tylko zaostrzyła apetyt na drugi album. Po wielu nieprzyzwoicie przyjemnych chwilach spędzonych z płytą pozostaje tylko pogratulować nowo powstałemu labelowi Flirtini Records tak utalentowanego reprezentanta pod swoimi skrzydłami.

Okrutnie trudno podpiąć cały album pod jeden gatunek. Wszystko opina się wokół szeroko pojętej elektroniki — od trip-hopu, przez glitch, nową falę r&b, po klimaty, które jednoznacznie kojarzą się wszystkim entuzjastom nowego brzmienia z Soulection. Na pierwszy plan wysuwają się jednak punktujące dźwięki w różnych, często skrajnych warstwach pasma, które potrafią nadać niewymuszonej dynamiki nawet spokojniejszym utworom. Imponuje ilość poukrywanych w tle detali, rozdmuchujących przestrzeń wokół ciężko osadzonych, przeciągających się syntezatorów. Nie można oczywiście zapomnieć o gęsto ciętych, wielokrotnie przemodulowanych samplach wokalnych, które w niektórych momentach potrafią zdominować całość. Pomimo tak szerokiej gamy brzmień, czy to w eklektycznym „Skylines” otwierającym cały album, czy w bardziej klubowym „Digitown”, od razu słychać, że album jest dziełem jednego producenta, a cofając się do poprzednich produkcji, łatwo rozpoznać jego dopracowaną, rozwijaną już od dawna wizję muzyki. Kluczem do całości jest równowaga — prawdziwe bombardowanie krótkimi samplami zaraz równoważone jest przeciągającymi się aranżacjami, które powodują, że płyta nie męczy swoją różnorodnością, a zachęca do wycieczek po meandrach elektroniki.

Na osobny akapit zasługują kolaboracje z wokalistami. Zdecydowanie najbardziej wyróżniają się kawałki, w których wokalnie udziela się VitoBitaminy. Zarówno w singlu „I Guess My Brother Got Shot” jak i w „Burn Till I Fell It”, chłopaki czują swoją muzyczną jazdę doskonale. „Be Fine” z Joannapple i „Changeless” z Kasią Lins zabierają nas w muzyczne podróże do indie R&B, bliżej  AlunaGeorge niż The Weeknd. Jeszcze inne jest „Our Little Steps”, w którym usłyszymy Jaqa Mernera, dzięki któremu każdy fan Bonobo poczuje się jak w domu. Każdy z tych numerów ma szansę przebić się do szerszej świadomości słuchaczy niż w przypadku bardziej wymagających produkcji instrumentalnych. Nikt nie powinien być zaskoczony, jeśli uda mu się usłyszeć którykolwiek z tych utworów w radiu czy nawet u Zane Lowe’a.

Bloom to powiew świeżości. Naprawdę udany album, przy którym ciężko się nudzić. To zasługa tego, że całość została bardzo skrupulatnie przemyślana, zarówno w aspekcie pojedynczych utworów jak i ogólnego konceptu. Pozostaje teraz tylko zastanowić się co dalej — co jeszcze można zrobić, by znów pozytywnie zaskoczyć słuchacza, nie rezygnując przy tym ze spójności materiału i wypracowanego stylu? Kiedy Szatt  stanie się tak popularny, jak powinien, biorąc pod uwagę jakość jego najnowszego albumu? I ostatnie, chyba najważniejsze — kiedy tego materiału posłuchasz samemu, najlepiej na żywo w swoim mieście?

Komentarze

komentarzy