bitamina

Bitamina z nowym kawałkiem

Jeden z najciekawszych polskich składów, Bitamina, podzieliła się z fanami nowym utworem. „Na uchu słonia” to drugi numer zapowiadający nadchodzącą płytę zespołu. Krążek ma nosić tytuł Kwiaty i korzenie. Podobno ma się ukazać już niebawem. Czekamy z zaciekawieniem, bo jak na razie „Na pół” oraz „Na uchu słonia” prezentują zupełnie inną stylistykę. W przypadku tego drugiego numeru, na wokalu słyszymy Piotra Sibińskiego, którego mogliśmy wcześniej poznać między innymi dzięki „Ani słowa” opublikowanemu w zeszłym roku. Niedawno, na Instagramie Moo Latte, pojawił się filmik z urywkami poszczególnych nowych kawałków Bitaminy — czekamy!

Recenzja: Rosalie. Flashback

Rosalie.

Flashback (2017)

Alkopoligamia

Kali Uchis, niegdyś raczej kojarzona z przyjemnym głosem gdzieś w tle charakterystycznego flow Tylera, The Creatora, coraz wyraźniej stawia na swoim, a w solowych projektach daje się poznać jako doskonała wokalistka, świadomie miksująca czarne brzmienia. Jorja Smith już od dawna nie jest tylko dziewczyną od „Jorja Interlude” z More Life Drake’a. Muzyczny światek z ogromnym zaciekawieniem śledzi jej indywidualne projekty. Wschodzące kariery wspomnianych Jorji i Kali czy zmysłowej Kilo Kish to wyraźne sygnały, że w kobiecej muzyce po raz kolejny dzieje się coś znaczącego. Zwłaszcza za oceanem i w Wielkiej Brytanii coraz widoczniej zaobserwować można renesans wokalistek balansujących gdzieś między szeroko rozumianym R&B, brzmieniami okołosoulowymi a hip-hopem. Wizerunek rap girl kontrastujący z soulową delikatnością zaskakująco działa, a wspomniane panie mają szansę ugrać naprawdę wiele w nadchodzącym roku.

Moda ta nie do końca jeszcze została podchwycona przez naszą krajową scenę. Wokalistki zwykło się traktować zero-jedynkowo — albo mocny rockowy głos, albo przyjemny mainstream. Leniwy neo-soul, R&B czy, coraz chętniej łączone z nimi elektronika i hip-hop, to wciąż doskwierająca luka, jeśli chodzi o śpiewające Polki. Ostatnio znaczący krok od tej otchłani postawiły Paulina Przybysz znakomitym Chodź tu czy recenzowana niedawno na naszych łamach Min t.

Nagle wchodzi ona. W 2016 roku wydaje epkę Enuff, która okazuje się znakomitym preludium prężnie rozwijającej się kariery. Kogoś takiego jak Rosalie. potrzebowaliśmy w polskiej muzyce jak powietrza — trochę zachodnia, alternatywna, trochę „nasza”, skromna dziewczyna z sąsiedztwa. Mimo tak dużej różnorodności, u Rosalie. wszystko gra — od wizerunku po wysoki głos. Całość zagrała jeszcze lepiej, dzięki wyczekiwanemu debiutanckiemu albumowi Flashback.

Po sukcesie Enuff, koncertach na sporych festiwalach muzycznych i kilku udanych featach, chociażby na płycie Flirtni, można było spekulować, czy artystka nie pójdzie przypadkiem w stronę nieco bardziej mainstreamowych brzmień. Nic bardziej mylnego, bo jej nowe LP to zmysłowy krążek, który rozczula od pierwszego leniwego „U.N.D.E.R.S.T.A.N.D.” aż po nawiązujące do epki „Enuff”. Rosalie. postanowiła, paradoksalnie, pójść naprzód, cofając się — takie wnioski to oczywiście wynik potraktowania literalnie tytułu płyty. Głębsza analiza dowodzi, że powrotu użyto w kontekście muzycznym, chodziło o nadanie świeżości dawnym inspiracjom wokalistki oraz w kontekście tematycznym, bo teksty dotyczą refleksyjnego „flashbacku”, rozmyślań nad przeszłością, a szczególnie nad ostatnim, szczególnie owocnym dla Rosalie. okresie. To wszystko sprawiło, że z drobnymi przerwami album utrzymany został w melancholijnej i intymnej lirycznie konwencji.

Flashback to debiut skrupulatnie przemyślany, stworzony w oparciu o indywidualną wizję, ale wśród grupy znamienitych dla polskiej nowej sceny osobistości. Rosalie. tekstowo wsparł chociażby Ras, pisząc dla niej słowa znakomitych „Królowej” i „Spokojnie”. Muzycznie piosenkarka postawiła zarówno na tych, z którymi współpracowała już przy Enuff (tu chociażby Jordah), weteranów elektroniki pokroju Hatti Vatti czy młodych beatmakerów takich jak Suwal. Nie sposób nie wspomnieć, i to dwukrotnie, o Bitaminie. Po pierwsze, w kontekście produkcji klimatycznego „About Us” oraz genialnego w swojej muzycznej ascetyczności „Po co”. W drugim numerze gościnnie udzielił się wokalista grupy, Mateusz Dopieralski, który głosem wszedł w niezwykle zgodny dialog z Rosalie. Różnorodność mogłaby zaszkodzić, gdyby nie spoiwo, o które naturalnie zadbała sama piosenkarka. Spinaczem jest zmysłowość, miejscami przeradzająca się w erotyzm, zarówno w warstwie brzmieniowej, jak i wokalnej. Szepczący głos przyjemnie otula miarowe stopy czy syntezatory. Ta sensualność sprawia, że nieraz przypomina wspominaną już Kilo Kish, ale Rosalie. wydaje się nawet bardziej charakterystyczną postacią. Jej wyrazistość to bynajmniej nie wynik buty czy przesadzonych popisów wokalnych, chociaż bije od niej samoświadomość wizerunkowa i niezwykły luz, z jakim radzi sobie z bitami.

Tytuł drugiego singla z Flashback, „Spokojnie”, to najlepsze określenie na podejście, zarówno Rosalie., jak i tych, którzy będą jej słuchali. Stonowanie, ale nie przezroczystość, niechęć do bycia „królową rwących rzek”, ale i nie wycofanie. Flashback chyba aż nadto spełnia oczekiwania i doskonale odrabia swoje zadanie. Muzyczna luka spowodowana bolesnym deficytem dobrego polskiego R&B powoli się napełnia. Oczywiście, jest ona na tyle głęboka, że potrzeba więcej wydawnictw pokroju debiutu młodej piosenkarki z Alkopoligamii. To dalekosiężna misja, na razie więc może lepiej zwolnić, by w spokoju móc nasycić się otulającymi swym ciepłem brzmieniami od Rosalie.

Nowy teledysk: Bitamina „Tacosy”

Bitamina to zespół tworzony przez trójkę przyjaciół Amara, Mateusza i Piotra, których drogi skrzyżowały się ponad dwanaście lat temu. Od tego czasu ich współpraca zaowocowała trzema dobrze przyjętymi albumami, z którego ostatni zatytułowany „Kawalerka” zdobył największą popularność. Z niego pochodzi utwór „Pornosy”, który w wersji wizualnej nosi nazwę „Tacosy”.

„Tacosy”/„Pornosy” to piosenka, która przypomina o mniej lub bardziej udanych spotkaniach z pięknymi dziewczynami na klubowym parkiecie. Wideoklip to doskonała wizualizacja zarówno tekstu utworu, jak i ogólnego charakteru zespołu. Nakręcony z przymrużeniem oka, przepełniony sentymentem do lat 90-tych, oczywiście z udziałem dziewczyn w różnym wieku, które jak mówi zespół na samym początku utworu „są bardzo ważne w życiu”. Doskonały montaż, przemyślana fabuła, widoczna między innymi w zaangażowaniu do klipu aktorów i aktorek w różnym wieku, tylko podkreśliły historie o których śpiewa Bitamina. I fakt, że nie mają one terminu ważności.

Poznajcie pierwszych artystów tegorocznego Good Vibe Festival

Już po raz piąty w Koszalinie, i po raz pierwszy w Kołobrzegu, w połowie czerwca rozbrzmi Good Vibe Festival, czyli impreza propagująca muzykę z pogranicza takich stylów jak: funk, jazz, elektronika czy hip-hop. W tym roku honorowy patronat nad imprezą objął Hirek Wrona. Ogłoszono oficjalnie już cztery projekty muzyczne, które wystąpią między 14 a 17 czerwca na GVF. Podczas festiwalu zobaczymy i usłyszymy:

Sotei (16 czerwca)

Flue (16 czerwca)

Bitamina (17 czerwca)

Moo Latte (17 czerwca)

Wydarzenie pierwszy dzień odbędzie się w Kołobrzegu, a kolejne trzy w Koszalinie. Bilety już wkrótce będą dostępne na oficjalnej stronie festiwalu, o czym na pewno jako patron medialny Was poinformujemy.

Recenzja: Bitamina Plac zabaw

bitamina16

Bitamina

Plac zabaw (2016)

Astigmatic

Pamiętacie czasy, kiedy byliście dziećmi? Wtedy każdy za wszelką cenę chciał być dorosły. Odgrywanie sytuacji z poważnego życia, udawanie problemów czy też rodzinnych scen było na porządku dziennym. Z wiekiem sporo się zmieniło i wiele osób dałoby teraz naprawdę dużo, żeby choć na moment wrócić do beztroskich chwil dzieciństwa. Jak się okazuje, jakiś czas temu powstał bilet na podróż w czasie, który może to znacznie ułatwić. Ten bilet przeleżał jakiś czas w ukryciu, po czym udostępniony został większemu gronu, ale zauważony jedynie przez nielicznych. Znalazło się na szczęście kilku zapaleńców, którzy podjęli się zadania, aby w tę niesamowitą podróż, wyruszyć mógł każdy z nas. Zapnijcie więc pasy.

Album Plac Zabaw zespołu Bitamina to sentymentalny powrót do czasów dzieciństwa. Nie jest to jednak naiwna wyprawa pełna zabawy i robienia głupot. W warstwie lirycznej znajdziemy wiele niepewności, strachu przed konfrontacją z dorosłym światem, którego autorzy nie do końca rozumieją, pierwsze miłosne zawody czy w końcu robienie pierwszych planów na przyszłość. Odpowiedzialny za niemal wszystkie teksty i wokale na płycie Vito potrafi całkiem sporo. Przez cały album serwuje nam bardzo emocjonalne i poetyckie wersy, które w większości wyśpiewuje (a dobrze wie, jak to robić!) swoim bardzo oryginalnym głosem. Kilka razy pojawia się tu też rapowanie, gdzie jest nieco zadziorny, jak np. w zaczepnym „Przepraszam Pana”, czy pewny siebie, gdy wychwala swoje umiejętności w „Burzy”. Najlepsze momenty to jednak te, w których przekazuje nam nieco więcej emocji. Tutaj prym wiedzie rewelacyjne „Po Burzy”, wywołująca ciarki, bardzo osobista „Dobranocka”, czy wreszcie zamykające album przepiękne „Pytanie do mamy”. Gwarantuję, że wsłuchując się we wszystkie, bardzo uniwersalne zresztą teksty na płycie, co raz stawać Wam będą przed oczami sceny sprzed kilkunastu lat, a to już bardzo duża zaleta.

Te plastyczne opowiadania wspiera równie udana muzyka. Od pierwszego do ostatniego kawałka otacza nas klimat przesiąknięty zarówno tym, co w swoich produkcjach pokazywali Madlib oraz J Dilla, jak i jazzowe jazdy, w których słychać inspiracje (niekiedy też sample) takimi gigantami jak Miles Davis czy Sun Ra. Momentami jest tu nieco eksperymentalnie, innym razem mocno klasycznie, jednak zawsze głowa buja się jak należy. Całość brzmienia dopełnia pojawiający się w kilku momentach dograny na żywo bas i saksofon. O klasie Vito czuwającego nad materiałem do spółki z Amarem świadczy też to, że już wcześniej pokazał swoje umiejętności, produkując pod ksywką Drumlinaz klika rzeczy na album HAOS Hadesa i Ostrego, gdzie jego bity nie odbiegały zupełnie od tych przygotowanych przez Killing Skills. Utwory przygotowane na płytę są z reguły krótkie i przeplatają je cytaty z bajek, układające to w konceptualną opowieść. Taka kompozycja krążka oraz wspomniane wcześniej muzyczne inspiracje, przywodzą trochę na myśl równie „bajkowy” album The Unseen Quasimoto.

Po przesłuchaniu całości w uszy rzuca się niesamowity luz autorów wydawnictwa. Słychać, że nie jest to niczym wymuszone, w zupełności szczere i nagrane z wielką radością. Wpływ na to mogło mieć miejsce i czas, w jakim dokonano rejestracji tego materiału. Zarówno w muzyce, jak i w tekstach nie uświadczycie miejskiej klaustrofobii, gdyż całość powstawała podczas wakacji spędzonych na jednej z podwarszawskich wsi. Przestrzeń, wolność i bark jakiegokolwiek parcia na komercyjny sukces słychać już od pierwszej minuty. Przyznacie, że w czasach gdzie nawet ci uważający się za najbardziej wyluzowanych, prześcigają się w polowaniu na kolejne lajki czy wyświetlenia, tacy ludzie jak trójka tworząca Bitaminę, to prawdziwy skarb. Pozostaje jednak pytanie, czy każdy będzie w stanie docenić jego wartość?

Największy problem z odbiorem albumu może mieć młodsze pokolenie. Ludzie, których łączny czas spędzony na Facebooku znacznie przekracza ten spędzony na osiedlowym trzepaku, mogą czuć się nieco zdezorientowani zawartością krążka. Aby odnaleźć więź z zamieszczonymi na nim treściami, pewne rzeczy trzeba mieć już za sobą i nie chodzi tu tylko o dziecięce zabawy. Twardogłowych hip-hopowców może odrzucić wyśpiewywanie tekstów. Cała reszta odnajdzie tu na pewno mnóstwo szczęścia i wzruszeń, o które jest naprawdę trudno w dzisiejszych czasach. Jeżeli trafiał do Was poziom emocjonalny, który w swoich utworach o dzieciństwie prezentowali kiedyś choćby Eldo lub Fisz i czuliście się z tym choć trochę związani, podróż zapewniona przez Plac zabaw jest dla Was i gwarantuję, że odbędziecie ją niejeden raz.

Show Your Soul promuje: Bitamina i Restrict Flavour

800 x 800 bandcamp

15 maja, to bardzo miła data dla serwisu soulbowl.pl. Tego właśnie dnia do Waszych głośników trafiła druga część kompilacji Show Your Soul, która pozwoliła rzucić szerzej uchem na to, co moglibyśmy ogólnikowo nazwać ‚rodzimymi około-soulowymi brzmieniami’. Od tego momentu minęły już przeszło dwa tygodnie, czas najwyższy zapoznać się nieco bliżej z bohaterami naszej składanki, wśród których znajduje się pokaźne grono utalentowanych wokalistów, producentów i instrumentalistów. Kończąc już powoli przybliżanie sylwetek naszych składankowiczów, przedstawiamy dziś skład Bitamina oraz producenta Restrict Flavour.

BITAMINA

Bitamina, to grupa, która składem zahacza również o Niemcy. Niewiele o nich wiadomo, część ich muzyki czeka cierpliwie w szufladach, choć na swoim koncie mają już dwa długogrające materiały: Listy Janusza oraz Plac Zabaw. Trudno jest precyzyjnie określić muzykę Bitaminy. Podobno, każdy z czterech członków zespołu szuka inspiracji gdzie indziej, a w studiu wspierają ich dodatkowo inni muzycy. W zespole pulsuje lokalność, nie tylko w bliskich rzeczywistości tekstach, ale i w palecie brzmieniowej, która twórczo korzysta z polskiej melancholii. Mimo geograficznego rozdarcia między trzema miastami chłopaki tworzą wspólnie od 2009 roku.

RESTRICT FLAVOUR

Za ksywką Restrict Flavour kryje się 17-latek z Wrocławia. Adrian, bo tak ma na imię, tworzę od 4 lat, a jednym z jego największych sukcesów jest prezentacja jego remiksu utworu Sonar Soul pt. „Dive”, który został zagrany w  Radiowej Czwórce. Doczekał się również uznania w Programie Alternatywnym Agnieszki Szydłowskiej, z kolei w Radiowej Trójce, Jego reinterpretacja singla „EGO” zespołu RYSY znajdzie się na winylu, obok remiksów przygotowanych również przez Hatti Vatti, Kixnare’a, Enveego czy Teielte. Adrian pracuje obecnie nad swoim debiutanckim albumem, który ujrzy światło dzienne jeszcze w tym roku.

POBIERZ materiał w całości

Recenzja: Szatt Bloom

Szatt

Bloom (2015)

Flirtini Records

 Solowy album Future Voices, niebanalne remiksy Samphy, Kwabsa, Destiny’s Child, Rhye, C2C, mistrz Polski w beatbattle.poznan, udział w Heartbreaks & Promises, projekty Nocne Nagrania Zaburzenia. Cała lista mocnych pozycji w muzycznym CV producenta tylko zaostrzyła apetyt na drugi album. Po wielu nieprzyzwoicie przyjemnych chwilach spędzonych z płytą pozostaje tylko pogratulować nowo powstałemu labelowi Flirtini Records tak utalentowanego reprezentanta pod swoimi skrzydłami.

Okrutnie trudno podpiąć cały album pod jeden gatunek. Wszystko opina się wokół szeroko pojętej elektroniki — od trip-hopu, przez glitch, nową falę r&b, po klimaty, które jednoznacznie kojarzą się wszystkim entuzjastom nowego brzmienia z Soulection. Na pierwszy plan wysuwają się jednak punktujące dźwięki w różnych, często skrajnych warstwach pasma, które potrafią nadać niewymuszonej dynamiki nawet spokojniejszym utworom. Imponuje ilość poukrywanych w tle detali, rozdmuchujących przestrzeń wokół ciężko osadzonych, przeciągających się syntezatorów. Nie można oczywiście zapomnieć o gęsto ciętych, wielokrotnie przemodulowanych samplach wokalnych, które w niektórych momentach potrafią zdominować całość. Pomimo tak szerokiej gamy brzmień, czy to w eklektycznym „Skylines” otwierającym cały album, czy w bardziej klubowym „Digitown”, od razu słychać, że album jest dziełem jednego producenta, a cofając się do poprzednich produkcji, łatwo rozpoznać jego dopracowaną, rozwijaną już od dawna wizję muzyki. Kluczem do całości jest równowaga — prawdziwe bombardowanie krótkimi samplami zaraz równoważone jest przeciągającymi się aranżacjami, które powodują, że płyta nie męczy swoją różnorodnością, a zachęca do wycieczek po meandrach elektroniki.

Na osobny akapit zasługują kolaboracje z wokalistami. Zdecydowanie najbardziej wyróżniają się kawałki, w których wokalnie udziela się VitoBitaminy. Zarówno w singlu „I Guess My Brother Got Shot” jak i w „Burn Till I Fell It”, chłopaki czują swoją muzyczną jazdę doskonale. „Be Fine” z Joannapple i „Changeless” z Kasią Lins zabierają nas w muzyczne podróże do indie R&B, bliżej  AlunaGeorge niż The Weeknd. Jeszcze inne jest „Our Little Steps”, w którym usłyszymy Jaqa Mernera, dzięki któremu każdy fan Bonobo poczuje się jak w domu. Każdy z tych numerów ma szansę przebić się do szerszej świadomości słuchaczy niż w przypadku bardziej wymagających produkcji instrumentalnych. Nikt nie powinien być zaskoczony, jeśli uda mu się usłyszeć którykolwiek z tych utworów w radiu czy nawet u Zane Lowe’a.

Bloom to powiew świeżości. Naprawdę udany album, przy którym ciężko się nudzić. To zasługa tego, że całość została bardzo skrupulatnie przemyślana, zarówno w aspekcie pojedynczych utworów jak i ogólnego konceptu. Pozostaje teraz tylko zastanowić się co dalej — co jeszcze można zrobić, by znów pozytywnie zaskoczyć słuchacza, nie rezygnując przy tym ze spójności materiału i wypracowanego stylu? Kiedy Szatt  stanie się tak popularny, jak powinien, biorąc pod uwagę jakość jego najnowszego albumu? I ostatnie, chyba najważniejsze — kiedy tego materiału posłuchasz samemu, najlepiej na żywo w swoim mieście?

Miska prezentuje: Bitamina

15oiej8
Tworzysz własną muzykę? Próbujesz się wybić? Szukasz miejsca, gdzie mógłbyś zaprezentować swoją twórczość? Jeśli odpowiedziałeś twierdząco na choć jedno z tych pytań, trafiłeś na właściwą stronę. Startujemy na soulbowl.pl z nowym cyklem, w którym będziemy prezentować młodych i ciekawych muzyków z Polski. (więcej…)