Recenzja: MIN t Assemblage

Data: 10 stycznia 2018 Autor: Komentarzy:

MIN t

Assemblage (2017)

Regime

Berlin najwyraźniej pozytywnie wpływa na polskich artystów. Kontakt z tamtejszą sceną i klimatem inspiruje, szczególnie jeśli chodzi o muzykę elektroniczną. Zachodni kierunek obrała także studiująca właśnie w Berlinie wrocławianka Martyna Kubicz. Niegdyś zasiadała przy fortepianie, odgrywając nuty klasyków, obecnie bliżej jej do konsolety i eksperymentów z brzmieniem. Co się dzieje, kiedy studentka szkoły muzycznej buntuje się i coraz chętniej zgłębia elektroniczną otchłań, psychodeliczny rock czy neo-soul? Odpowiedź tkwi w tytule debiutanckiej płyty długogrającej MIN t — Assemblage!

Pierwszy odsłuch był dla mnie przejściem przez różne stadia: od niezrozumienia, może wręcz wyparcia, przez niepokój i wrażenie ogromnego chaosu, po rosnące zainteresowanie. Chaos ten nie ma tu jednak wydźwięku pejoratywnego, ale gdyby mój kontakt z płytą skończył się na pierwszym przesłuchaniu, subiektywna opinia o materiale nie byłaby tak klarowna. Nastrojowy i brzmieniowy kolaż pozostawia bowiem u odbiorcy jakąś niepewność. Do tego wydawnictwa należy więc wracać, cierpliwie i uważnie zagłębiać się w nim, by odkrywać coraz to nowe detale (jak chociażby ciekawą klamrę kompozycyjną, na którą składa się otwierający utwór „Icarus” oraz przedostatnie „One Two Free Fall”), porządkować ten twórczy miszmasz oraz wyczuć klimat — raz klubowy, raz przypominający niszowe koncerty rockowe.

Assemblage — temu nieco tajemniczemu tytułowi towarzyszy równie tajemnicza i niezwykle estetyczna oprawa wizualna. Czy to nawiązanie do muzyki MIN t? Z jednej strony trudno nazwać płytę estetyczną, ale sama Kubicz przyznała, że zdarza jej się wizualizować dźwięki. Aspekt wizualny należy brać pod uwagę podczas rozmyślania nad samym tytułem. Asamblaż to rodzaj sztuki polegającej na artystycznym recyklingu, wykorzystywaniu rzeczy codziennego użytku do tworzenia trójwymiarowych kolaży. Szukając przykładów, natknęłam się na przyklejone do kartonów sukienki czy obrazy z odpadków. Związku na pierwszy rzut oka brak. Assemblage nie jest albumem tworzonym z elementów ready-made, chociaż uważny słuchacz może się na nie natknąć. Zbieżność nazwy i materii to przede wszystkim kolażowość, czyli sprawca początkowego zamieszania po przesłuchaniu albumu. MIN t zdecydowała się nieco zboczyć z wytyczonej epką Turn the Lights Down ścieżki. Nie rezygnując z niej ostatecznie, postanowiła nie tylko wyraźniej okrasić surowe brzmienia klasycznym fortepianem, gitarowymi riffami i perkusją, ale i własnym wokalem, który na tym krążku odgrywa istotniejszą rolę. Warstwa muzyczna, dzieło Kubicz, przypomina wzburzone morze, które niekiedy uspokaja kojącym głosem, aby zaraz agresywnie podburzyć je krzykiem. Całość wyszła więc dosyć eklektycznie. Nieraz czujemy się jakbyśmy biegali po ciemnych korytarzach w rytm mrocznego i budzącego niepokój „Mousetrap”, a innym razem wypełnia nas energia IDM-owej rytmiki.

Niedosyt? Na pewno nie przy tej płycie, bo Assemblage to muzyczny róg obfitości wypełniony po brzegi wspomnianym IDM, psychodelicznym rockiem czy neo-soulem. Wszystko to przy akompaniamencie żywych instrumentów. Na takie dopracowane, przemyślane debiuty na polskiej scenie czekamy. MIN t szuka, eksperymentuje i ryzykuje, ale wszystko to robi z wyczuciem doświadczonego muzyka zgrabnie lawirującego między gatunkami. Jej kolaż być może wygląda nieco chaotycznie, ale sęk w tym, aby znaleźć czas i należycie się nad nim pochylić.

Komentarze

komentarzy