Oto jest! Długo wyczekiwany przez fanów teledysk Mariah Carey do utworu „Infinity”. Spodziewaliście się czegoś innego od diwy? Niepotrzebnie. W zapowiedziach teledysku można było ujrzeć mizdrzenie się do kamery i wycięte suknie. Szoku nie doznałem. Byłbym zaskoczony, gdybym zobaczył wokalistkę na przykład w habicie. Niedoczekanie moje. Niemniej jednak jest seksownie, elegancko i symbolicznie, gdyż Carey, przynajmniej w teledysku, doznaje ponownego szczęścia w postaci przystojnego kochanka. Wizualizacja promuje trasę koncertową w Las Vegas, a dobra promocja jest potrzebna gwieździe, słysząc doniesienia z pierwszych występów. Podobno nie jest źle, ale wciąż nie jest dobrze. Życzę Mariah powrotu do formy i poważniejszego traktowania swojej kariery muzycznej. Krążek #1 to Infinity już w sklepach.
Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies. Użycie cookies możesz skonfigurować w ustawieniach swojej przeglądarki.Więcej informacji.
Komentarze