70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475

Recenzja: Sokół / Hades / Sampler Orchestra Różewicz — Interpretacje

Data: 20 czerwca 2015 Autor: Komentarzy:

Sokół / Hades / Sampler Orchestra

Różewicz — Interpretacje (2015)

Prosto

Różewicz wielkim poetą był i kropka. Teraz dzięki temu wydawnictwu jego twórczość przez rap może dotrzeć do szerokiego grona osób, szczególnie młodych. „To nie jest hip-hop” — jak mawiał klasyk i nie warto oceniać tego albumu w takich ramach. Najmocniejszym punktem jest twórczość Różewicza, a reszta jest dodatkiem. Przyjemnym, ale tylko dodatkiem.

Panowie z Sampler Orchestra (Staszek Koźlik oraz Paweł Moszyński), z których inicjatywy powstał ten projekt, postawili na to, aby w produkcje nie były monotonne. Cały czas coś się dzieje, dźwięki mieszają się ze sobą w dużych ilościach, zwalniają bądź przyśpieszają. Muzyka jest rewelacyjna. Bity są różnorodne, dobrze budują napięcie i w zdecydowanej przewadze są mroczne. Produkcja została maksymalnie dopieszczona i zdecydowanie wychodzi poza ramy hip-hopu — znajdziemy tutaj chociażby romanse z elektroniką, jazzem czy ambientem.

Wybrane utwory Tadeusza Różewicza (jest ich 13, twórcy płyty mogli wybrać z 15 pozycji wyselekcjonowanych przez rodzinę autora) również nie są lekkie. Wiersze dają do myślenia i pozostawiają sporo miejsca do własnych interpretacji. Dobra sztuka nie dezaktualizuje się i dlatego teksty nawinięte przez Sokoła i Hadesa dalej są świeże i nie tracą nic na aktualności. Utwory są oszczędne w słowach, nie zawierają wielu kwiecistych zdań, a trafne i proste obserwacje, bez upiększania niczego na siłę.

Raperzy, a w zasadzie ich charakterystyczne głosy, wypadli pozytywnie. Sokół (pseudonim: Narrator) — jest stworzony do takich projektów (co udowodnił już na Poetach od White House) i brzmienie jego głosu idealnie współgra z tekstami i muzyką. Ma to coś, o czym wspominał na ostatnim Kodexie i jest odpowiednim przedłużeniem słów Różewicza na fonii. Hades ma arcyciekawy głos, z czego zresztą słynął przecież od zawsze, ale momentami ramy projektu wydają się mu przeszkadzać. Zdarza się, że w niekiedy czuje się nieswojo z konkretnym tekstem. Takie wrażenie można odnieść za sprawą dziwnej modulacji chociażby przy „Zielonej róży” czy „Nie śmiem”. Sokół wydaje się nie mieć takich momentów.

Dobrze, że powstają takie płyty. Nie tylko dlatego, że to porcja nowej muzyki od dwóch czołowych raperów czy ciekawych producentów, ale przede wszystkim z powodu nazwiska Różewicza na okładce. Warto mieć nadzieję, że przynajmniej część osób sięgnie nieco dalej po odsłuchu albumu i sprawdzi twórczość tego poety. Dlatego wielki ukłon dla Narodowego Centrum Kultury, które najpierw wydało Antologię Polskiego Rapu, a teraz angażuje się w taki projekt. Promocja literatury w takiej formie to zasadny wybór.

Komentarze

komentarzy

70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475