Jessie Ware - What's Your Pleasure

Recenzja: Donnie Trumpet & The Social Experiment Surf

Data: 30 czerwca 2015 Autor: Komentarzy:

Surf-862x862

Donnie Trumpet
& The Social Experiment

Surf (2015)

self released

Po wydanym dwa lata temu Acid Rapie Chance the Rapper mógł spokojnie wkroczyć na ścieżkę mainstreamu, by razem z Drake’ami i Kendrickami polować na nagrody Grammy i złote albumy. Nie zrobił tego — nie tyle z powodu braku ofert, co własnego braku chęci angażowania się w głęboki, wysokoobrotowy szołbiznes. Dużą rolę w jego decyzji odegrała również najprostsza na świecie, szczera miłość do muzyki. Chancellor nie chełpi się swoją pozycją, tylko wykorzystuję ją jako wyskocznię dla innych muzyków dzielących z nim podobną wizję współczesnej czarnej muzyki. Tak właśnie powstało Surf, przesympatyczny projekt zrzeszający młode muzyczne talenty z Chicago. Zresztą nie tylko młode i nie tylko z Chicago.

Ciężko powiedzieć, z jakiego gatunku wywodzi się przewodnia myśl tego materiału. Najczęściej wszystko zaczyna się tutaj od akcentowanego przez samego Donniego Trumpeta przystępnego dla każdego fusion jazzu, przeskakuje na pulsujący południowy soul, a kończy zabarwionym lekkim syntetycznym duchem disco. Neo-soulowy ślad po sobie zostawia Erykah Badu (zdecydowanie trzeba to nazwać śladem, oznaczeniem się na muzycznym tajmlajnie, niż prawdziwym występem gościnnym, niestety), silne akcenty rapowe pozostawiają tutaj raperzy — od wciąż żyjącego funkiem Busty Rhymesa, po błyszczące gwiazdy J. Cole’a i Big Seana. Jest i Chance, któremu poświęciłem prawie cały wcześniejszy akapit. Wycofany na drugi plan emcee tylko sprawia pozory niezaangażowanego zbyt bardzo w Surf. W rzeczywistości nie wyobrażam sobie tego albumu bez niego, skaczącego z piosenki na piosenkę, namaczając je swoją śpiewająco-rapującą osobowością. Co byłoby wtedy tym spoiwem i wspólnym mianownikiem?

Surf miesza w swoim tyglu bardzo wiele, czasem niemalże gryzących się ze sobą pomysłów. Jak przystało na tego typu mieszanki, więcej znajdziemy tutaj zabawy konwencjami i nastrojami, niż prawdziwego i świeżego, kompozycyjnego mięsa. Pomimo tego album jako całość jest wyraźnym i jednoznacznym stanowiskiem przedstawionym współczesnemu słuchaczowi. To miejsce odpoczynku dla wszystkich zmęczonych trendami trawiącymi mainstream. Oaza, w której nieważne jest kto gra, tylko jak gra. Wszystko to bez cienia irytującej mantry o tym jak to kiedyś muzyka była lepsza. Jak mozna nie lubić czegoś, co nikomu nie wadzi?

Komentarze

komentarzy

Jessie Ware - What's Your Pleasure