Zetenwupe
Bejbo(2015)
Alkopoligamia

„Wyobraź sobie świat bez kobiet/wiem, to trudne, a świat bez ziomów?” — nawijał kiedyś Stasiak na producenckiej płycie O$ki. Niemożliwe, żeby wtedy przewidział, że kilka ładnych lat później jego wytwórnia wyda płytę, która w tytule będzie zawierała synonim słowa kobieta. Jednak stało się — w sobotę, 4 lipca (4.07., przypadek?) Hade i Mada oficjalnie przedstawili światu Bejbo. Jaka jest ta niewiasta?
Charakterna, zmienna, zabawna, temperamentna, a co najważniejsze — ma błysk w oku. Takie właśnie wrażenie można odnieść słuchając tej płyty o wielu obliczach. Chłopaki przewieźli nas po różnych muzycznych sferach, ale każdą z nich potrafili poskromić i nadać jej swój własny sznyt. Prawie każdy utwór ma tutaj inny klimat. Bez trudu można wyłapać g-funk, elektronikę, Nowy Jork lub nutę cloudu. Nieważne, czy numer jest muzycznie agresywny („Awantura”), letni („Wisełka”), refleksyjny („Wstyd”), albo prześmiewczy („Ciach bajera”) — każdy z nich jest na wybornym poziomie. Właśnie singlowe „Bejbo”, gdzie bit płynie sobie jak Wisła przy alkoholowych posiadówach, jest majstersztykiem, podobnie jak „Whiplash”, czy bujająca „Wisełka”. Wszystkie wymienione podkłady łączy niesamowity Wrotas, aż chce się rzec klasyczne już „co za bit!”. Muzycznie jest miazga, która idealnie pasuje pod warszawski duet.
Kaietanovich i Mada sprawnie wplatają niewiasty w swoje numery w mniejszym lub większym stopniu. Tak, jak na Wszystko z dymem Włodiego, opary ze skręta owijały numery, tak tutaj można niemal wyczuć ślady po kobiecych paznokciach. Czasami panowie je chwalą, czasami trochę szydzą, lekko wyśmiewają, by następnie znowu podziwiać. Do tego dostajemy multum historyjek, spostrzeżeń, poglądów, czy fragmentów życia Warszawy (szczególnie nocnej!). Tego wszystkiego dobrze się słucha za sprawą ich osobowości, charakterów i ciekawej narracji. Żaden nie odleciał, bo spokojnie da się wyczuć równowagę i gust w opowiadaniu o kobietach, czy kolejnych anegdotach. W porównaniu do Serwusa, słychać znaczny progres, pewniejsze poczynania przy mikrofonie jednego i drugiego. Obaj posiadają charyzmę i charakterystyczne głosy, które są gwarancją solidnego rapowania. Kajtek może nieco bardziej kombinuje z flow, natomiast Mada podchodzi do tematu metodycznie, co oczywiście nie jest wadą. Żaden bit ich nie przygasił. Uzupełniają się idealnie i ta synergia jest bardzo wyraźna. Dodatkowo album wzbogaca niezliczona ilość follow-upów, nawiązujących do klasycznych wersów polskiego rapu.
Mieszając to wszystko razem koniecznie trzeba wyróżnić „Pusty Kurs”, który przypomina poczynania 2cztery7 (świetny Stasiak), a także wcześniej już wspomniane, tytułowe „Bejbo”, „Wstyd”, „Nagi Instynkt” oraz „Whiplash”. Do tych numerów chce się wracać bardzo często, nawet do znudzenia. W „Awanturze”, bojowym numerze, genialnie na końcowych cutach (zasługa Lazy One) znalazł się Tomasz Stańko ze swoją trąbką z numeru „Grande Finale”. Oddzielny kawałek tekstu należy się Głośnemu, który w gronie gości zdecydowanie wypadł najlepiej i udowodnił, że jago refreny (talkbox) to czołówka rodzimego rapu. Pomimo dobrego bitu, dużym minusem jest „Kawka”, w której irytuje zapętlony wers oraz „Nie miała”, gdzie dobry patent na numer zepsuła muzyka. To są najsłabsze momenty tej płyty.
Bejbo jest mega równym, ciekawym i zetenwupowskim, ale niezbyt odkrywczym albumem. Są i bejby, i ziomy, więc wers Stasiaka z początku recenzji został idealnie wyważony. Chłopaki przebyli wzorową drogę do tego, jak wyjść na legal. Świetnie przyjęta undergroundowa płyta, masa gościnnych zwrotek oraz pobocznych projektów (Mada nagrał z Kubą Knapem Clint Eastwóóód), a do tego spora liczba koncertów w całej Polsce. Teraz będzie już tylko lepiej — jestem o to dziwnie spokojny i czekam na więcej.



Komentarze