„Jestem mega egoistą i to się nie zmieni” — VNM dla Soulbowl.pl

Data: 17 lipca 2015 Autor: Komentarzy:

Screen Shot 07-16-15 at 07.20 PM
Na ten wywiad czekaliście nie tylko Wy, ale i my sami.

Poniższa rozmowa to zapis jednego z (naj?)ciekawszych spotkań na linii Miska-artysta, na dodatek z bardzo barwną postacią rodzimej rap sceny. Rozmowa trwała baaardzo długo, co zresztą rzutuje w ilości tekstu — mamy jednak nadzieję, że jego jakość wynagrodzi tę czytankę. Gadaliśmy o wszystkim: o płytach, słuchaczach, raperach, serialach czy emocjach. Pełen przekrój. Dlatego nie będziemy tutaj nic streszczać, bo… cicho — czytajcie. VNM!

Dżesi/Rafał: Tęsknisz za kurczakiem?

O jaaa, bardzo.

Wiadomo było, że przy 10 000 followersach będzie on „uśmiercony”, ale tyle wspólnych przygód, wspomnień…

Łapię się na tym, że raz na jakiś czas przeglądam sobie Instagram i obczajam wszystkie zdjęcia od początku — łezka się w oku kręci. Utwierdziłem się też w przekonaniu, że tak czy inaczej był to dobry pomysł melanżowo-marketingowy, bo tak jak w rok zrobiłem 10 koła followersów, to teraz w 2,5-3 miesiąca mam już 6,5 tysiąca nowych ludzi.

Nie myślałeś, żeby po prostu odstawić go na półkę, żeby mimo wszystko jakoś tam z tobą był? Tylko taki „ubój rytualny” i kurczaka nie ma?

On był świeczką, więc w dniu, w którym Bezczel namówił mnie do założenia Instagramu, z miejsca powiedziałem mu, że gdy będę miał 10 koła followersów, to kurczak spłonie i zrobię dokumentację z jego śmierci.

Emocje w rapie są najważniejsze — ta płyta ma dużo emocji, autobiografii czy po prostu odkrycia się tak jak na poprzednich płytach? Taka idea przyświeca ci cały czas?

Nie wiem, czy są najważniejsze. Jak jesteś chujowym raperem, ale wywołujesz jakieś tam fajne emocje u kogoś, to z perspektywy czasu niekoniecznie ten ktoś będzie chciał cię słuchać. Jeżeli jednak opanowałeś sztukę napierdalania, to myślę że… to jest tak, jak w tym kawałku „Chcę to widzieć” — ja po prostu robię taki rap, którego sam chciałbym słuchać. Jeżeli oprócz jarania się czyimiś umiejętnościami i stylistyką jestem w stanie poznać charakter drugiej osoby tylko przez to, że słucham jej kawałków, to jest to dla mnie najcenniejsza rzecz w muzyce. Dlatego słucham ludzi, którzy oprócz dobrego napierdalania nie mają problemu z obnażaniem się… nie fizycznie oczywiście (śmiech).

No to jest wkrętka.

Każdy z kawałków jest fragmentem długiego snu, gdzie miesza się (tak jak we śnie) rzeczywistość z fantazją. Dla przykładu, pierwszy numer — „Skalpel”. Był taki motyw, że ordynator tego szpitala miał mi robić operację, ale miał rozjebany palec i musieli ją zrobić jego adiunkci. Ja nie wiem czy on był alkoholikiem i czy w ogóle jeszcze żyje — może ma osiemdziesiąt lat, chodzi o lasce i czuje się świetnie. Natomiast przez fakt, że pocięli mi twarz w taki sposób, a nie tędy jak mieli oryginalnie zrobić (pokazuje na twarzy – przyp.red.), byłem wkurwiony, więc uśmierciłem go w kawałku podświadomie winiąc go za zaistniałą sytuację. Część prawdy, część snu.

Jasne, ale chodzi mi o ten fragment; czy faktycznie śnił ci się lekarz.

Takie rzeczy oczywiście śniły mi się wiele razy, tylko kluczem do tego jest to, że każdy numer jest zainspirowany jakimiś moimi przeżyciami, które się faktycznie wydarzyły. Na przykład „Chcę to widzieć”. Nie mam pojęcia, czy ten gościu dalej rapował czy nie. Spotkałem takiego gościa w Poznaniu, który zadał mi takie pytanie jak w tym kawałku. Chciałem zrobić numer, który traktuje o tym, gdzie leży granica otwierania się przed ludźmi na płytach i przypomniało mi się o tym gościu.

Ale kiedy wpadłeś na ten pomysł, że to będzie koncept? Czy to faktycznie było po jakimś fragmencie snu, który miałeś i wtedy na to wpadłeś, czy totalnie nie było z tym związane?

Nie, nie. Wiedziałem jaki chcę klimat bitów na tę płytę i zacząłem je gromadzić w kwietniu 2014, a trwało to do listopada. W międzyczasie, w lipcu, byłem na urlopie na Sycylii. Mój najlepszy przyjaciel i booker, Ciemny, o którym jest mowa w kawałku „HopeUknow”, podsunął mi pomysł, żebym teraz może nagrał koncepcyjną płytę. Ja z kolei nigdy nie chciałem tego robić. Uwielbiam słuchać koncepcyjnych płyt, ale sam nie miałem na to zajawki. A ponieważ bardzo lubię nowe wyzwania i sprawdzanie się w rzeczach, których nie robiłem – pomyślałem… kurwa, czemu nie? Teraz po 3 płytach na legalu mogę zrobić coś zupełnie innego. Sam koncept wymyśliłem w grudniu, jak już miałem wszystkie bity i… pewnego pięknego wieczoru najebałem się…

(śmiech)

Zawsze najlepsze pomysły na kawałki przychodzą jak jestem porobiony (śmiech). To znaczy po winie czy dwóch, nie tak, że nie wiem co się dzieje. Natomiast piszę zawsze na trzeźwo. Wtedy kupiłem sobie dwa winka i zacząłem kminić. Najpierw powstał tytuł i wiedziałem, że chcę to połączyć z Cloudem z Final Fantasy VII, a że on w tej grze szukał swojej tożsamości, wtedy wpadłem na pomysł całości. Od razu to zapisałem na jednej stronie w Wordzie i zacząłem opowiadać o tym bliskim i każdy mówił, że koncept jest zajebisty. Wtedy już wiedziałem, że go zostawię i on się nie zmienił od tamtej pory. Później przyszedł czas nagrywania. Zaczęliśmy 30 stycznia — powiedziałem sobie, że zrobię płytę w 3 miesiące. Ustaliliśmy datę premiery na 15 maja i zacząłem zapierdalać.

I poszło.

No tak, tylko już nigdy więcej nie będę robił tak płyty, bo nie masz życia przez te 3 miesiące. Nie ma w ogóle niczego. Wstajesz rano i nie myślisz o śniadaniu, tylko otwierasz oczy i mówisz „kurwa, to miałem zrobić, to miałem zrobić, maile, telefony”. Zero relaksu, żadnego. Przy następnej płycie… albo dobra, bo się rozkręcam, a macie jeszcze pewnie dużo pytań.

Przed E:DKT, na De Nekst Best, miałeś mocno zróżnicowany styl. Były bangery, storytellingi, a teraz wszystko jest bardziej „ustabilizowane”. Nie brakuje ci trochę tego przeskoku, tego szału?

Nie i jest na to proste wytłumaczenie. De Nekst Best był moim debiutem i dopiero wtedy pokazywałem się szerszej publiczności, która niekoniecznie… no, umówmy się, że 80% nie znało mnie z podziemia. Wtedy jeszcze nie było Facebooka, a dobrych typów w podziemiu, takich jak ja Wena, Tetris, Bisz czy Zeus, można było zobaczyć tylko na forach o tematyce hip-hopowej, czyli jednym głównym hip-hop.pl i na Ślizgu na przykład. Nie wiem czy wtedy już był?

Był.

No to wiesz, jeżeli nie interesujesz się rapem, to nie wchodzisz na takie fora. Teraz jak jest Facebook, nagra ktoś fajny numer, leci „viral” i dowiadujesz się o gościu w jeden dzień. Więc ja wychodząc na legal czułem, że muszę pokazać tym ludziom, którzy poznają mnie dopiero teraz, dlaczego wychodzę na ten legal. Chciałem zrobić eklektyczną płytę, która będzie…

Zbiorem skillsów.

Tak. To było takie… „the best of” podziemnego mnie. Chciałem pokazać, że mogę robić zarówno cautious tracki, takie dające do myślenia, jak i bangery na bibę, mocno techniczne rzeczy i storytellingi. Tak jak zauważyliście, każdy kawałek jest tam inny — miało to na celu pokazanie, że jestem wszechstronnym raperem, którego nie można podpiąć pod jedną stylistykę, tak jak wielu innych raperów. Dla mnie — jeśli masz umiejętności, to później rozwijasz je wszechstronnością.

A czy nie brakuje ci tego, żeby zrobić mocno bangerową płytę? Chociaż w sumie masz dużo gościnek i wydaje mi się, że tam wykorzystujesz tę „umiejętność” z De Nekst Best.

Tak, zwłaszcza, że 80% ludzi zaprasza mnie do numerów, z którymi najbardziej kojarzony byłem w podziemiu, czyli do kawałków braggowych i bangerów. Więc skoro robię już tego tyle na featach, a nagrywam ich kurwa z 30 rocznie — to jest bardzo dużo. Wiesz, niektóre wyjdą dopiero teraz i może nagle być tak, że przez dwa miesiące wychodzi osiem moich featów i wyskakuję z lodówki. To jest chujowe, ale niektórym osobom nie mogę i nie chcę odmówić. Wracając do pytania. Czuję, że jak nagrywam featy i 80% z nich jest bangerami, to już nie czuję potrzeby robić tego na swoich płytach.

Od razu wiedziałeś, że będzie 13 numerów, pomijając „Fan 3” i „Linie”? Zastanawiam się, czy od początku rozpisałeś sobie wszystkie osoby na albumie po kolei, czy były jeszcze historie o innych ludziach, tylko nie weszły one na płytę?

Tak jak mówiłem wcześniej, bity miałem skompletowane i było ich 13. Tego się trzymałem. Wiedziałem, że pierwszy numer będzie zasypianiem, w którym jeszcze zhintuję o czym będzie ta płyta, bo w „Dziewiątej Chmurze” w połowie numeru budzę się i mówię „spałem dopiero 15 minut, ale co mi się śniło” i wymieniam wtedy fragmenty kilku kolejnych numerów z płyty, a później zapadam w ten głęboki sen będący wszystkimi 11 trakami bez intro i outro. Wiedziałem, że w ostatnim, „Mirror Error”, obudzę się i będę opowiadał chronologicznie o tym, co mi się śniło. Jak wymyśliłem koncept, to jednego wieczoru wymyśliłem cztery tematy, a później jak je nagrałem, to dopiero myślałem o następnych. Tak po prostu szło to swoim torem, a niektóre tematy zostały wymyślone tydzień przed skończeniem płyty.

Jednym z gości na płycie był Mes; rapowałeś z jego perspektywy o sobie. Wielokrotnie mówiłeś, że obaj przecieracie te szlaki i wyprzedzacie tę scenę.

No tak, on zresztą też tak mówi.

Chodzi mi o to, że wasza rywalizacja…

Ja z nim nie rywalizuję (śmiech).

No nie to, że się zabijacie czy coś. To przypomina sytuację Messiego i Cristiano Ronaldo. Jest dwóch wypierdalaczy — kto byłby kim?

(Chwila zastanowienia) Kurwa mać… Kto jest lepszy technicznie, Ronaldo czy Messi? Chyba Messi jest bardziej finezyjny, a Cristiano Ronaldo jest bardziej wypracowanym robotem. To ja byłbym chyba Ronaldo (śmiech). Mes przestał już dawno korzystać z podwójnych i potrójnych rymów, ale on zwraca uwagę bardziej na ich unikatowość i „niedokładność”. A ja mimo tego, że również zwracam na to uwagę, to najważniejsze jest dla mnie… oczywiście na początku jest kurwa sens treści — ale później masz ograniczyć swoją myśl do tego, żeby opowiedzieć ją tak jak chcesz, ale zamknąć ją jeszcze w ten podwójny czy potrójny rym, tylko nie kosztem samej treści oczywiście. Także wydaje mi się, że to ja byłbym Ronaldo (śmiech).

A łatwiej jest go przepić, czy być lepszym raperem?

Nie wiem, nigdy nie melanżowaliśmy tak, żeby ktoś padł. Nigdy tak nie było, że ktoś był bardziej porobiony i powiedział „dobra przesadziłem, idę na chatę” (śmiech), nie mamy dwudziestu lat. Czy można być w ogóle od Mesa lepszym raperem? Nie wiem, ale fajne jest to, że jak słucham jego płyty to mówię „kurwa, no nie da się nic lepszego zrobić”, ale właśnie to mnie motywuje, żeby pobić samego siebie jeszcze raz. Mam nadzieję, że on ma podobnie z moimi płytami, a wiem, że jara się nimi.

To tak jak Kendrick.

W „Control”, to był zajebisty ruch w ogóle. Największą beką jest to, że… on tak naprawdę dał propsy tym, których ksywy przewinął, a dupę pospinali tylko ci, co nie zostali wymienieni (śmiech).

A miałeś myśl, żeby go zaprosić do tego numeru, żeby to on nawinął z twojej perspektywy?

Nie, bo nie chciałem gości rapowych, tylko wokalistki. I to też wymyśliłem przed rozpoczęciem nagrywania płyty.

Dostałeś jakiś feedback od osób, które wymieniłeś na płycie? Pomijając rodziców, ale raper, dziewczyna z Drugiej…

Raper z „Chcę to widzieć” nie ma ze mną kontaktu. Nie mogę mieć feedbacku od 80-letniego ordynatora, bo on pewnie nie wie, że w ogóle istnieję. Słuchałem z rodzicami „Izolacji”, moi przyjaciele też słyszeli kawałki o nich — Denver albo Ciemny, Antek czy Krug. Feedback był zajebisty. Nie tylko wśród moich znajomych, bo ta płyta siadła też oporowo słuchaczom i jestem bardzo zadowolony z tego stanu rzeczy.

Teraz bardziej wrażliwy temat: blizna. To zostało najmocniej poruszone na ProPejn, bo wcześniej nie nagrałeś całego numeru o bliźnie, tylko gdzieś tam o tym wspominałeś. Nie ukrywam, że ten numer mnie strasznie poruszył…

Nie tylko ciebie (śmiech).

Wiadomo. Z różnych względów osobistych dla mnie to było mocniejsze nawet od „Bag Lady” Eryki Badu, które było na piedestale numerów uderzających w moją emocjonalną stronę. Chciałeś tym kawałkiem poruszyć umysły odbiorców, ich wrażliwość, czy chciałeś po prostu rozliczyć się ze sobą samym?

(Cisza) To jest dobre pytanie, ale nie potrafię ci na nie odpowiedzieć. Mogę powiedzieć jak wymyśliłem temat. To był ostatni bit na ProPejn, a ja miałem tydzień na skończenie płyty. Od razu jak go usłyszałem, pomyślałem — bo on jest dość taki wzruszający — że skoro nigdy nie poświęciłem bliźnie całego numeru, to może przedstawię tę historię od początku do końca i to co się działo w mojej głowie w związku z nią kiedy byłem dzieckiem oraz jak było później. Nie zastanawiałem się, czy to poruszy ludzi, bo skoro ja sam miałem ciary jak to pisałem, to wiedziałem, że będzie to bardzo emocjonalny numer. Jak coś mi się podoba, to jestem przekonany, że większości moich słuchaczy też będzie się to podobać. Zauważyliście, że nie upraszczam treści, żeby dotrzeć do mas. Nie mógłbym wtedy spojrzeć w lustro.

Czyli w pewnym sensie chciałeś się rozliczyć, oczyścić się.

Nie wiem, czy chciałem się oczyścić, po prostu czułem, że ten bit mi to podyktował i… I just went with the flow. Efekt był taki, że uroniłem nawet parę łez jak pisałem ten trak, więc wiedziałem, że trafi do ludzi.

Mnie poruszyła nie tylko ta sama opowieść. Pierwszy odsłuch: „wow, co za historia”, a z drugiej strony dotknęło to jakieś moje własne doświadczenia, blizny wewnętrzne…

To jest… to jest najlepsza rzecz w muzyce, że możesz się utożsamić z tym, czego słuchasz. Nawet nie dosłownie, ale kawałek może otworzyć ci jakieś obszary w mózgu, o których istnieniu dawno już zapomniałaś. To jest zajebiste w muzyce.

Read between the lines.

Dokładnie tak, read beetween the lines. Idziemy jarać?

Jasne, możemy iść.

Piwo wam się i tak skończyło…

Teraz odgrzewany temat. Po pierwszym singlu jak zwykle padły porównania do Drake’a.

Ale promocyjnie, czy z rodzajem kawałka?

Słyszałem i takie i takie, że wypaliłeś z tą płytą…

Kendrick i J.Cole zrobili to samo haha, ale pierwsza zrobiła to Beyoncé.

W twoim przypadku te porównania były jak zwykle do Drake’a, brzmieniowo również. Czy polski słuchacz zawsze będzie zamknięty? Bo jeśli wspomnisz, że się jarasz Drake’em, to będziesz wrzucany do szufladki „zrobił to jak Drake”.

Wiele osób tak będzie robiło, ale nie mogę na to nic poradzić. Pewnie jakbym trąbił o tym, że słucham dużo nowej płyty Big Seana, która notabene jest zajebista, to by się przypierdalali, że nowe rodzaje double tempo wziąłem od niego, a niektóre numery miałem już napisane zanim zacząłem słuchać tej płyty. Widzisz, nie mówiłem tego i nikt tego nie robi. Jest tak jak mówisz: jeśli wspomnisz, że kogoś słuchasz, to później obojętnie co zrobisz, np. zaśpiewasz refren — Drake. Jakby nikt inny nie śpiewał refrenów, jakby Eminem nie robił tego 15 lat temu. Tak jest i nie zmienimy tego, trzeba się przystosować i nie wczuwać w to. Przystosować… przyzwyczaić. Nie jestem gościem, który się wkurwia o jakieś komentarze. Chcesz słuchać mojej muzyki? Fajnie. Nie chcesz słuchać? Też fajnie, mam wyjebane. Jakby nagle moi słuchacze, powiedzmy 80% z nich, zaczęli mi wkręcać, że któraś moja stylówka to centralnie Drake czy J.Cole i zjebałem, to wtedy zacząłbym się zastanawiać o co chodzi, ale tak się nie stało.

Refreny…

Hmmmm.

To twoje ulubione pytanie?

Tak (śmiech).

Wiadomo, że na tej płycie jest lepiej, ale ludzie cały czas hejtują. Masz to gdzieś i będziesz robił swoje, czy jakoś się tym przejmujesz? Bo byłeś chyba tylko na dwóch lekcjach…

Teraz idę w lipcu, postanowiłem sobie. Bankowo. Na Speech Level Singing w Warszawie, Gonix na to chodziła. To nie jest tak, że się przejmuję bo wiem, że nie potrafię śpiewać. W moim mniemaniu natomiast, jakbym tłumaczył się z tego samemu sobie, to dla mnie nie robię tego na tyle chujowo, że nie mógłbym absolutnie sobie na to pozwolić. Z płyty na płytę jest coraz lepiej, bo śpiewam te refreny na koncertach i chcąc nie chcąc czegoś się uczę. Nie jest to normalna nauka, ale jeżeli chcę urozmaicić numer jakimś podśpiewywaniem, mimo że wiem, że to nie jest dobre, to i tak to zrobię, bo mam taką kurwa ochotę, po prostu. Wiem, że będę za to krytykowany, ale co z tego? Część osób lubi te refreny i ja też je lubię, chociaż mam świadomość, że mogłyby być wiele razy lepsze, ale tak jak wspomniałem – u watch me do this (śmiech).

Ale są twoje.

Dokładnie. Nie ma też wielu gości w polskim rapie, którzy to robią. Nie przeszkadza mi, że robię to… nie no, nie robię tego najgorzej – na pewno nie jestem jednym z topowych gości od refrenów, ale nie jestem też na szarym końcu. Nie jest to stunowane jak skurwysyn. W większości prawie w ogóle nie ma tune’a. Swoje podśpiewki nagrywam bardzo długo, aż w końcu wyjdą i ewentualnie z realizatorem odpowiednio podnoszę lub obniżam pitch w paru sylabach.

Poza tym dużo raperów w Polsce nie śpiewa refrenów w ogóle.

No właśnie, dlatego ja uważam, że jest to fajny motyw odróżniający jednego rapera od drugiego. W rapie możesz zmienić flow milion razy, tematyka to inna kwestia. Jak dodajesz do tego śpiewanie, albo melodyjne double tempo, to masz duże możliwości różnicowania kawałków. Ja nagrałem już 14 płyt, więc chcę czegoś innego niż zwrotka, refren, zwrotka, refren, cuty i do widzenia, płyta co roku i odcinanie kuponów. Pierdolę to, znudziłbym się tym sam. Nie czułbym się dobrze robiąc ludzi w chuja, nie zmieniając niczego; wiedząc, że to się i tak sprzeda. Nie tak ma to dla mnie działać.

Producenci. ProPejn w całości wyprodukował SoDrumatic, a tutaj mamy jeszcze kilka innych osób. Nie chciałeś dalej popłynąć z Wojtkiem? To była fajne połączenie… Bałeś się wtórności?

(śmiech) właśnie odpowiedziałem przed chwilą na to pytanie.

No tak, ale to był taki sztos! Osiągnęliście z Wojtkiem — moim zdaniem — brzmienie idealne; świetnie się dopełnialiście mocno emocjonalnie nacechowanymi tekstami i nie mniej temperamentnymi bitami, które wjeżdżają tak, jak muzyka wjeżdżać powinna. Nie chciałeś utrzymać tego poziomu, nie bałeś się odbioru w stylu „za dużo tu producentów, zbyt to inne”?

Ja właśnie nie myślę o tym, jak to ludzie odbiorą. Bardziej bałbym się tego, że jak zrobię kolejną płytę z SoDrumaticiem – mimo, że i tak ProPejn zrobiliśmy w innym klimacie niż E:DKT – to będzie gadka w stylu „ooo, to mu usiadło, to teraz będzie tak cisnął wszystkie płyty”. Tak jak mówiłem wcześniej, cały czas chcę coś zmieniać. Producentów jest dużo, ale ten oniryczny, senny, cloudowy klimat został utrzymany na całej płycie. Osiem miesięcy zbierałem same bity.

Dużo ich przerzuciłeś?

Między 500 a 1000.

Od cholery!

Tak. W ogóle na Klaud N9JN są również producenci tacy jak Dryskull czy Du:it, którzy na co dzień robią muzykę elektroniczną. Nie mówiłem im jakiego rodzaju chcę bity. Po prostu znają mnie, jarają się tym co robię i wiedzieli, że słucham np. dużo Twigs, Banks czy The Weeknd i że nie chcę powielać tego, co robiłem wcześniej. Wysyłali mi takie bity, którymi czuli, że mogę się zajarać. Tak było. Nie mówiłem nikomu, że robię taką płytę i oczekuję konkretnej stylówki. Czekałem tylko, aż ktoś mógł mi wysłać… Sherlock np., znam go z 4 lata i na ich przestrzeni wysłał mi wiele bitów, a dopiero teraz wziąłem od niego sztos, który pasował mi do koncepcji K9, a nie wspomniałem mu jakiej stylistyki ma się trzymać. Fajnie, że to wszystko wyszło naturalnie, ale dlatego tyle to trwało.

Zagrałeś już jakieś koncerty z tą płytą?

Jeden, na koncercie premierowym.

Ta płyta nie jest materiałem koncertowym tak jak ProPejn. Powiedz, jak to siada na żywo — „REM” to banger, ale jak reszta? Storytellingi i tak dalej. Myślisz, że to będzie banglać?

Po ProPejnie stawialiśmy na sinusoidę emocji programu koncertowego — masz kilka kawałków bardziej energicznych, po czym kilka spokojniejszych i tak na przemian. Ja nie oczekuję, że przez cały koncert ludzie będą parzyć herbatę (pokazuje koncertowy ruch ręką – przyp. red.), mam to w dupie. Chcę tylko, żeby się dobrze bawili, a to niekoniecznie oznacza machanie łapami i darcie japy.

I pogo pod sceną.

Dokładnie. Np. gdy słuchasz „Dymu” — który jest spokojnym numerem — na koncercie początkowo rapuję go spokojnie, a potem od połowy zwrotki zaczynam krzyczeć, żeby za chwilę znów uspokoić głos. Wtedy ludzie mają inne doświadczenie, niż jakby słuchali płyty. To jest fajne. Natomiast przez to, że ten album jest jeszcze mniej koncertowy niż ProPejn, to zrobiliśmy totalną odwrotność. Postanowiliśmy, że przez 80% czasu ludzie nie będą mieli chwili na odpoczynek. Gramy ponad 25 numerów, ale nie gramy ich wszystkich całych, a np. zwrotka-refren i dołączyliśmy też moje featy u innych ludzi, których jeszcze wcześniej nie grałem. Dobraliśmy te numery tak, żeby przez niemal cały czas była turbo energia i pierwszy koncert pokazał, że program jest rozpierdolem. Poszliśmy dobrą drogą. Idąc na koncert po KlaudN9jn nie spodziewasz się czegoś takiego.

Dlatego zapytałem.

Gramy w Warszawie w lipcu, także zapraszam i przekonacie się sami.

A jaki numer siadł najlepiej z nowej płyty?

Wszystkie. Może najmniej „Kent Stej”, bo jest najspokojniejszy. Gramy ogólnie 10 numerów z tego albumu. Robimy to w taki sposób, żeby nie było zamuły. Jeżeli to jest spokojniejszy numer, to wjeżdża tylko zwrotka i refren, który ludzie i tak chcą usłyszeć na żywo – ale na przykład „REM” gramy cały.

Często są hejty na artystów, którzy grają numery we fragmentach. Nie boicie się tego?

Naprawdę?

Tak, chociażby po koncercie Nasa na Open’erze, gdzie zagrał chyba ze trzydzieści kawałków, popłynęła fala nienawiści. Niektóre numery trwały minutę-dwie i potrafili je ucinać w kulminacyjnych momentach.

Też myśleliśmy o tym z moim DJ’em Krugiem — trzeba zachować odpowiednie proporcje, bo jak na koncercie usłyszysz wszystkie ulubione kawałki danego wykonawcy po minucie, to nie będziesz zadowolony. Myślę, że najważniejsze numery gramy w całości. Nie będzie żadnej fali hejtów bo sprawdziliśmy to i wiem, że to działa.

Grasz dużo koncertów, a na jakie koncerty ty chodzisz? Kogo byś chciał zobaczyć?

Prawie w ogóle nie chodzę na koncerty. W Anglii byłem na The Weeknd, Banks, Kendricku i Drake’u. Muszę jeszcze koniecznie zobaczyć J.Cole’a i Childisha, bo Yelawolfa będę miał okazję sprawdzić na Kempie. W Warszawie byłem tylko na koncercie Nneki w Palladium kilka lat temu, ostatnio z kolei na FKA Twigs w Basenie.

Jak wrażenia?

Powiem ci, że stałem u góry i było chujowo słychać. Ci, którzy stali pod sceną mówili, że zajebiście to banglało. Ja gdybym nie znał tekstów, to nie wiedziałbym co ona śpiewa, więc byłem trochę zawiedziony. Wiem — to była moja wina, zamiast stać przy barze i chlać, mogłem zająć sobie fajne miejsce, bo byłem tam godzinę przed koncertem. Pójdę jeszcze raz jak będzie okazja.

Moim zdaniem wokalnie zawiodła, bo za bardzo się wczuwała w taniec i wjeżdżała w takie dźwięki, że momentami to wręcz bolało. Byłam zawiedziona, pomimo stania na płycie.

Czyli nie było ze mną aż tak źle. Podobnie mam jak oglądam jakiś jej performance na żywo, u Lettermana na przykład — ona nie jest jakąś super wokalistką. Tyle, że jak nagrywasz w studio, to możesz siedzieć i dłubać do bólu aż wszystko będzie brzmieć jak należy, natomiast granie tego na żywo to zupełnie inna kwestia. Ja na żywo też gorzej śpiewam te refreny niż na płycie, bo tak mogę jeden – gdzie są raptem cztery linijki — nagrywać dwie godziny, a jak muszę zrobić to na raz, to siłą rzeczy nie ma to prawa wyjść lepiej.

A na dodatek ona tańczy.

No właśnie! Przez to męczy się oporowo.

Przy ProPejnie promocja płyty…

…Była niemal zerowa.

Udzieliłeś tylko kilku wywiadów.

CGM, Popkiller, Kampus u Procenta i dopadli nas na listening party, MIXtape.

Ten z SoDrumaticiem?

Tak, trzech łysych typków siedziało na kanapie. (śmiech)

No i to było zamierzone, a czy przy tej płycie będzie tak samo?

Chciałem udowodnić, że dobra muzyka obroni się sama i tak też się stało. Jak już sobie to udowodniłem, to stwierdziłem, że kolejną płytę będę promował jak najbardziej się da, żeby zobaczyć czy w moim przypadku przełoży się to na jakąś wartość dodaną. Jeszcze przed rozpoczęciem prac nad płytą pomyślałem, że zrobię surprise album jak Beyonce i jednego dnia wrzucę okładkę, pierwszy singiel z klipem i preorder i zobaczymy jak to wyjdzie. Obiecałem sobie, że dam więcej wywiadów i będzie ich ponad dziesięć, poza tym robię też konkursy ze znajomości K9. Oprócz trzeciego czy czwartego klipu, działania promocyjne chyba się zakończą, bo same koncerty to też promocja, a mamy ich sporo zabookowanych do marca przyszłego roku.

Pytanie miało być o rymowaniu, że nieprzeciętnie…

Nieprzeciętnie zapatrzony w siebie #Kanye (śmiech).

Widziałeś tę aplikację, że klikasz jego zdjęcie i pojawiają się cytaty?

Słyszałem o tym (śmiech)! Muszę sprawdzić!

Na ostatnich dwóch płytach są praktycznie sami śpiewający goście, wokalistki.

Na ProPejnie jest jeszcze Flojd.

No tak, ale chodzi mi o to czy nie myślałeś, żeby zrobić całą płytę z jedną, konkretną wokalistką?

Abstrahując od tego, że ludzie od razu porównaliby to do Sokoła i Marysi (śmiech), to chyba nawet nie chciałbym angażować się w taki projekt. Będąc tak zapatrzonym w siebie (śmiech) nie chcesz, żeby ktoś odwracał uwagę od tego, co sam robisz. Jakbym nagrywał płytę z wokalistką, byłoby to 50/50 i do niej należałaby część płyty. Jestem zbyt dużym egoistą, żeby na to pozwolić. SoDrumatic też zrobił ProPejn, ale nie nazwałem tej płyty tak jak np. Bonson/Matek – VNM/SoDrumatic, tylko powiedziałem, że kupuję od niego wszystkie bity i tyle. Jestem mega egoistą i to się nie zmieni.

Jak się czujesz z tym, że w pewnym sensie ludzie wystawiają cię na piedestał, uznają za jednego z najlepszych raperów w Polsce? Nie krępuje cię ten fejm i nieustająca fala zachwytów rosnąca z każdym kolejnym wydawnictwem?

Nie, bo uważam, że w pełni na to zasługuję. Wkurwiam się tylko, że wcześniej nie zacząłem na tym zarabiać, tylko musiałem pracować w banku, a przecież w wieku 21 lat wygrałem z moją ówczesną ekipą 834 konkurs na najlepsze demo w Polsce, gdzie zgłoszenia wysłało około 250 innych ekip. Wtedy nie było Facebooka, a YouTube dopiero wjeżdżał i nie było opcji szybkiego wybicia się, nawet jak byłeś dobry. Z internetową promocją bankowo znalazłbym się szybciej na legalu albo miałbym hajs bez niego. Po czternastu płytach i po niewątpliwym sukcesie, jaki osiągnąłem, nie dziwi mnie to, że ktoś stawia mnie w czołówce — dziwi mnie raczej, kiedy ktoś w tej czołówce mnie nie stawia.

I zupełnie nie krępuje cię to, że ludzie do ciebie podbijają, zaczepiają, atakują i tak dalej? Niektórzy robiąc super rzeczy są zamknięci w sobie, skromni i nawet płochliwi.

Każdy ma inny charakter, ja akurat mam w sobie zero skromności. Pracowałem na to w chuj długo i po prostu mi się to należy.

Słusznie.

Dziękuję (śmiech).

Będą kolejne części „Fana”? Skojarzyło mi się to z rocznikowymi numerami Piha. Czy będzie to cyklicznie kontynuowane np. na kolejnych płytach?

Faktycznie, jest co płytę, nie myślałem o tym. W ogóle pomysł na „Fana 3” powstał tak, że wiedzieliśmy, że do edycji specjalnej będą dodane „Linie” i inny kawałek – od razu przyszedł mi do głowy „Fan 3”. Wiedziałem tylko, że nie chce kontynuować tego patosu, tylko specjalnie zrobię taki twist i będzie on nieco zabawny. Moim zdaniem taki właśnie wyszedł i widzę na YouTube, że ten numer ludziom usiadł. Oczywiście są ortodoksi, którzy mówią, że to numer o dupie i czemu nie zarymowałem o prawdziwych fanach – tego też nie ominiesz, ale nie chciałem być przewidywalny. Cytując Drake’a “I had to switch the flow up on you niggas, the shit was gettin’ too predictable” (śmiech).

„Linie” to odpowiedź na hot16 challenge, gdzie wszyscy niemal od razu położyli swoje zwrotki, ale ty do tematu podszedłeś poważniej. Wiedziałeś później, że dołączysz to do płyty jako bonus?

Dopiero w momencie wymyślania preorderu. Zastanawialiśmy się w jaki sposób go wzbogacić, by zachęcić ludzi do kupna i wtedy pomyślałem, że mogą być tam dwa dodatkowe numery. Przez sukces „Linii” część ludzi chciała mieć ten numer na nośniku więc wybór był prosty.

A czy jak była ta główna fala hot16 challenge i każdy każdego nominował, to specjalnie czekałeś na koniec i nagrałeś to inaczej niż wszyscy?

W ogóle nie chciałem brać w tym udziału, ale gdy we wrześniu wróciłem z urlopu, to Ciemny, mój booker, hypeman i bohater numeru „HopeUknow”, zaczął mnie namawiać do tego, żebym to ogarnął. Spytałem go dlaczego mam to robić, skoro 90% tych filmików to beka, a ja nikomu nie muszę nic udowadniać, a on na to: „Właśnie po to, żebyś to rozjebał i zamknął japy”. W końcu powiedziałem, że jeśli mam to zrobić, to zrobię to po swojemu. I zrobiłem.

Kto w tej chwili ma potencjał na rozwalenie sceny?

Ale rozumiesz to poprzez milionowe wyświetlenia, podwójną platynę, czy ludzi propsujących na forach? Można rozjebać na wiele różnych sposobów.

VNM 2.0.

Aaa, chodzi ci o młodszych gości, którzy już są. Quebo już rozpierdolił. Czekam na Sitka i wiem, że on… nigdy nie postawię na nim krzyżyka i wiem, że jak wyda płytę, to też rozpierdoli, jest zajebistym raperem. Dużo jest dobrych, młodych raperów, ale nie jestem w stanie przepowiedzieć, kto za 2-3 lata będzie niszczył.

A w kogo wierzysz?

Przede wszystkim w Sitka, tak jak wszyscy chcę, żeby wydał w końcu płytę. Czekam na Oxona i Kojota z Krakowa, oczywiście na Flojda i Wira z Elbląga. Tych gości jest na pewno ponad dziesięciu, których ja skillowo postrzegam na podobnym poziomie do siebie, gdy byłem w ich wieku. Ale najbardziej chyba czekam na Sitka, tak.

Czy jest taki etap, kiedy powiesz sobie, że jesteś mega spełnionym raperem?

Już jestem spełnionym raperem. Kiedy nagrałem ProPejn, stylówki zmieniały się co chwilę i zastanawiałem się co zrobić, żeby to było jeszcze lepsze. Uważam, że z Klaud N9jn mi się to udało. Nie mam zielonego pojęcia jak będzie wyglądała moja następna płyta, ale nigdy nie chciałbym poczuć się tak, że jestem już FINALNIE spełniony, bo wtedy miałbym pewnie depresję jak Andre3000, a on był oporowym królem i przestał po prostu czerpać satysfakcję z robienia muzyki. Ostatnio przecież jak grał trasę Outkastu z Big Boiem, to mówił, że nie miał z tego satysfakcji. Mówił, że fajnie widzieć fanów po 10 latach, którzy starzeją się razem z nimi, ale dodał, że ten rozdział jest zamknięty i nie chce mu się już robić nowych rzeczy. Nie chciałbym się tak nigdy poczuć i mam nadzieję, że mnie to nigdy nie spotka.

Zrobisz kiedykolwiek płytę z innym raperem? Chociaż jak mówiłeś wcześniej — jesteś egoistą, więc nie wiem, czy to pytanie jest zasadne.

(śmiech) No tak, ale myślałem, żeby kiedyś z kimś nagrać jakąś krótką EPkę. Jest akurat paru raperów, z którymi mógłbym ogarnąć coś takiego, ale nie będę ich teraz wymieniał, bo po co (śmiech). Mam jeszcze 9 lat rapowania, więc kiedyś to zrobię. W Polsce na razie nie ma raperów, którzy mają ponad czterdziestkę. Zastanawiam się, czy ktoś w wieku np. 45 lat będzie w stanie zainteresować słuchaczy swoją muzyką. Ja chyba sobie nie wyobrażam siebie grającego koncert w wieku 40 lat. Na swoich koncertach nieraz widzę ludzi, którzy mają 30 czy 35 lat, ale tacy ludzie rzadko już chodzą na koncerty, a jak miałbym 40 lat i pod sceną zobaczyłbym grupę ludzi, którzy są o połowę życia młodsi ode mnie… ciężko mi to sobie po prostu wyobrazić.

Zawsze dużo wspominałeś o Eisie jako raperze, który cię inspirował. Prześcignąłeś go?

No tak, bo mamy 2015 — nie wiem jak wyglądałoby to, gdyby dalej rapował (śmiech). On wyprzedził swój czas oporowo i mało kto go wtedy kumał. Zrobił przezajebisty materiał, na który niestety nie było hype’u, więc pomyślał, że nie ma sensu robić tego dalej. Największą nobilitacją i zajawką dla mnie była sytuacja po nagraniu „Oni zrobią to za mnie” na E:DKT, gdzie wymieniam wszystkich raperów ze sceny, jak The Game. Eis napisał do mnie wtedy o 2 w nocy, że zajebista płyta i żebyśmy się napili jakoś na dniach, pomyślałem wtedy „o ja pierdoleeee”. Miałem z nim tam kiedyś okazję rozmawiać 10 minut na pecie czy coś, a nagle mój największy idol… on był jedyną osobą w Polsce — niektórzy mają aktorów, piosenkarzy, których chcieliby poznać – dla mnie jedyna taką osobą był Eis. I napisał mi smsa czy nie wpadnę do niego na melanż. Nie wiedziałem jak się zachować, czy mam sobie z nim zrobić zdjęcie czy co? (śmiech) Wpadłem do niego, wypiliśmy, pogadaliśmy, później poszliśmy na miasto i popłynęliśmy tak grubo, że nastąpiło klasyczne odcięcie prądu, totalnie, a rano telefon co się stało (śmiech). Potem jeszcze melanżowałem z nim parę razy, ale ostatnio kontakt naturalnie się urwał.

A co sądzisz o digitalizacji? Co w sytuacji, gdy nie będzie fizycznych nośników, tylko same mp3 i wtedy piractwo wzrośnie jeszcze bardziej? Nie boisz się, że hajs nie będzie się zgadzał?

Piractwo w Polsce i tak jest maksymalne. Dochód ze sprzedaży płyt w skali roku to jest może 1/6 tego, co zarabiam. Nawet jakbym sprzedał 2000 płyt, a tę płytę i tak by sprawdziło 100 000 ludzi — bo tak jest; podejrzewam, że nawet więcej — to i tak znajdą się ludzie, którzy będą chcieli usłyszeć tę płytę na żywo, dlatego nie obawiam się tego. Tak czy inaczej z cyfrą w Polsce jest tendencja zwyżkowa — ilości, które są sprzedawane na iTunes czy na prosto.pl, choć są bardzo małe, to i tak z roku na rok rosną.

No teraz również liczymy YouTube do sprzedaży.

Tak, 2500 wyświetleń to jedna płyta. 1 milion wyświetleń to 400 płyt, więc zaraz pewnie E:DKT ProPejn będą złote. Fajnie, jakby wszystkie razem z Klaud n9jn w jednym roku były złote. Teraz w ogóle jak twój klip ma 20 baniek, to masz 8 000 sprzedanych płyt (śmiech), więc teraz jest trochę tak jak mówił Quebo „złota płyta to wyróżnienie jak pracownik miesiąca” (wcześniej rapował o tym O.S.T.R — przyp. red.). Gdyby Wardęga zrobił soundtrack do Psa Mutanta, to miałby pewnie diament (śmiech)… nie, poczekaj… (liczy)… podwójną platynę! (śmiech)

Teraz trochę luźniejsze pytanie. Zarówno ty jak i Czarny mówiliście, że wspólnie gracie w Fifę na konsoli. Kto jest lepszy? Z kim jeszcze grasz i kto jest najlepszy wśród polskich raperów?

Ja głównie gram z Ciemnym, czyli moim przyjacielem i bookerem, no i z Antkiem, moim realizatorem, który miksował Klaud N9jn po raz pierwszy, bo wcześniej robił to właśnie Czarny. Później jakoś naturalnie zacząłem zapraszać na konsolę również Rasmentalism i Czarnego. Tylko Czarny nie pije tak dużo, więc nie przychodził tak często (śmiech). Ale faktycznie, jak ja byłem porobiony, a on po dwóch piwkach, to wygrywał. Musiałbym się spotkać z nim na totalnego trzeźwiaka i to sprawdzić.

A Ras, Mentos?

Ras gra dobrze. Mentos wygrywał jak grał Realem, ale jak przestał, to zaczął dostawać. Generalnie nie ma dużego stopnia dominacji, raz wygrywa jeden raz drugi.

Tylko FIFA, czy coś innego jeszcze?

Ja cisnę w różne gry, ale jak się spotykamy, to tylko FIFA. Jak byśmy zagrali w Street Fightera to nikt by nawet z podłogi nie wstał, bo jestem kozakiem w bijatyki.

Tekken?

Tekken 6, Street Fighter 4 — giniesz od razu!

Robiłeś numery z Robertem M. Jak ci się widzi Gang Albanii, sprawdzałeś?

Sprawdzałem, no. Jak mówi sam Popek — robią sobie jaja z muzyką. Nie jest to coś, czego słucham, ale fascynuje mnie, w przerażający sposób oczywiście, skala przedsięwzięcia i jak to poszło. Mam tylko nadzieję, że nie zostanie to sklasyfikowane jako rap i nie będzie żadnej z dupy nagonki mediów, że raperzy szerzą tylko podobny PRZEKAZ (śmiech). Dopóki taki będzie wyglądał obrót spraw, to niech robią swoje (śmiech).

W marcu grałeś imprezę jako DJ.

DJ to za dużo powiedziane!

Selektor?

Statik Selektah (śmiech).

Co grałeś, jakie numery? Przy czym ludzie najlepiej się bawili?

To była druga moja impreza w roli selektora. Na pierwszej grałem to, co lubię, dużo The Weeknda na przykład i Mentos wtedy stał obok mnie i mówił: „to nie poleci na bank, to też nie – tym zamulisz” i wywalił 60% mojego materiału (śmiech). Na drugiej imprezie więc, nauczony doświadczeniem, wybrałem numery, których niekoniecznie słucham na co dzień, ale podobają mi się i myślę, że ludzie będą się przy nich bawić. Wyobraźcie sobie, że Hubson nie pozwolił mi puścić „King Kunta”! Przecież ludzie skakaliby jak pojebani (śmiech). Miłym zaskoczeniem było również to, jak puściłem „Cytryny” w remixie Auera i Err Bitsa, które gramy na koncertach i wszyscy oszaleli. Wziąłem ogólnie same szlagierowe bangery, przy których nie ma opcji nie ruszania się. Na przykład Chrisa Browna i Lil Wayne’a „Loyal” – przy tym każdy będzie się bawił.

A gdyby Mentos nie stał obok, to co by leciało?

Gdy powiedział mi „weź co chcesz”, to wziąłem dużo The Weeknd, bo jego słucham najwięcej (na półkach pełna dyskografia, przed wywiadem obejrzeliśmy jeszcze nowy teledysk do „The Hills” – przyp. red.). Nie pamiętam, co mi jeszcze wyrzucił, bo to było ponad 2 lata temu podczas cyklu „Raperzy Grają Piosenki”. Teraz oprócz dwóch kawałków zostały puszczone numery np. Augusta Alsina, J. Cole’a, Childisha Gambino, Big Seana.

Czego słuchasz teraz?

Kurde, różnej muzyki. Bardzo dużo FKA Twigs, Banks. Z rapu ostatnio Yelawolf, Big Sean, Childisha ciągle słucham. Jakichś mniej znanych, typu Cam Smith z Kanady. Co jeszcze? Emilio Rojas…

Będzie numer z nim?

Nie odezwałem się do niego od tamtej pory, ale jaram się nim ciągle. Myślę, że jeżeli jego kariera nie wybuchnie i nie zostanie podpisany przez Grubego w MMG i będę jeszcze miał szansę z nim nagrać, to ten numer powstanie. Chciałbym, żeby powstał, a nie miałem czasu i chęci myśleć o tym, bo miałem na głowie Klaud N9jn.

A z tych rzeczy, które teraz wychodzą, obserwujesz coś? Jest mega fala wydawnictw… Bilal, Kamasi Washington, Hiatus Kayiote?

Hiatus Kayiote słuchałem kilka numerów i bardzo mnie zaciekawili, chcę kupić płytę i posłuchać całej. Bilala znam tylko z nazwy, a tego drugiego… nie wiem co to jest.

Jazzowe wydawnictwo — płyta trwa 3 godziny.

Ja jazzu bardzo mało słuchałem w życiu, ale podejrzewam, że trzeba to zmienić, bo czuję, że w tym wieku mógłbym się już zajarać. Słuchałem kiedyś bardzo dużo Modestep, który był takim pussy dubstepem, i choć nigdy nie słuchałem tego gatunku, to to mi się akurat spodobało. Słucham też np. Pauliny Przybysz, bardzo lubię ostatnią płytę Afromentalu. Wracam też do starszych rzeczy, typu Tracy Chapman czy jakieś folkowe vibe’y. Nieraz też Mayera Hawthorne’a, częściej Flirtini, Florence and The Machine, słucham dużo różnej muzyki.

A Sade?

O jaaaa! Mam na telefonie i często słucham jej do snu. Wiele jej kawałków znam na pamięć.

Co przeważnie ci się śni?

Sporo piję, co słychać w kawałkach i jak kładę się spać podpity, to coś mi się śni, ale potem tego nie pamiętam. Głównie jakieś popierdolone rzeczy. Jacyś ludzie, z którymi zamieniłem może kiedyś dwa zdania też mi się śnią. Coś w kosmosie, jakieś potwory… Szalone gówno.

Szukasz analogii pomiędzy tym, co ci się śni, a tym co jest w życiu?

Czasami mam tak, że myślę o czymś i nagle zastanawiam się, czy to mi się przypadkiem nie śniło i nie mogę dojść do tego, czy to był wczorajszy sen, czy faktycznie tak było. To jest chujowe, bo potem siedzę i kminie, czy mam zadzwonić do danej osoby i zapytać, czy to działo się naprawdę (śmiech).

Co jest twoim azylem? Wiesz, jak już jesteś przytłoczony, nagrywasz płytę, nie masz na nic czasu, nie chodzisz na siłkę i tym podobne. Co robisz, żeby ochłonąć?

Marzę o tym, żeby być kurwa sam. Jak robisz płytę i gadasz codziennie z dwudziestoma osobami, do tego maile, facebook, instagram, koncerty, i widzisz ciągle ludzi dookoła… Uwielbiam być sam. Mógłbym siedzieć w domu sam przez miesiąc i nigdzie nie wychodzić, zamawiać tylko zakupy, słuchać muzyki i grać na konsoli i mieć wyjebane. To się nie stanie, dlatego staram się celebrować każdą chwilę samotności. Nieważne czy jestem w mieszkaniu, czy idę parkiem i słucham muzyki – to już jest relaks. Jak jadę na wakacje, to jadę przeważnie z dziewczyną lub ze znajomymi. Nie jeżdżę sam, chociaż myślałem o tym kiedyś, bo do Portugalii latam co roku i pomyślałem raz, żeby polecieć sam na tydzień. Ciekawe jakbym się czuł. To byłby w sumie rozpierdol: wyłączasz telefon i jesteś tydzień tylko ze sobą. Tylko książki i muzyka… Chyba to spraktykuję. Tak jak w „Bipolarze”: lubię pić sam i nie mam z tym problemu, ale musi być w tym wszystkim muzyka. Uwielbiam pić i słuchać muzyki, nawet swoich płyt, bo będąc porobionym zawsze patrzę na nie z innej perspektywy – bez analizowania tego, co zrobiłem; słucham wtedy swoich płyt tak, jakby zrobił je ktoś inny.

Poleć na koniec coś oprócz muzyki. Książki, filmy, seriale?

Ostatnio czytałem autobiografię jakiegoś francuskiego pisarza, który został zgarnięty za ćpanie kokainy na masce jakiegoś luksusowego samochodu i w celi przypomniało mu się całe jego dzieciństwo i to opisał. Teraz czytam “This is Your brain on music (Understanding a human obsession)”, którą napisał Daniel Levitin. Ten gościu nie dość, że był realizatorem jednych z największych światowych gwiazd muzycznych, to później zaczął studiować psychologię i książka jest o tym, jak to się dzieje, że muzyka w naszym życiu jest aż tak obecna: jest na weselach, pogrzebach – jest wszędzie. No i które części twojego mózgu odbierają bodźce z nią związane i jak to jest, że nie mając pojęcia o muzyce, możesz na przykład wystukać rytm. To jest mega fascynujące, ale książka jest tylko po angielsku, także jak ktoś język zna, to polecam. Jak widzicie (przyniósł książkę – przyp. red.), przeczytałem dopiero 1/3, ale na przyszłym urlopie doczytam do końca.

Z seriali natomiast… Mój ulubiony ever to „Dwóch i pół” z Charlie’em Sheenem, który dostawał 2 bańki za odcinek; jest absolutnym królem. Lubię też „Jak poznałem waszą matkę”, jest bossem. Mogę oglądać nawet na TV, nieważne który sezon, który odcinek – mogę oglądać na ripicie. Jednym z moich ulubionych jest też „Entourage” i pójdę do kina 19 czerwca na premierę filmu. Widziałem trailer i, jak on się nazywał? T, D?

E.

Przecież on się nic nie zmienił, a minęło kurwa 7 lat. Z seriali lubię jeszcze „Suits” i „Wikingów”.

Filmy?

Mało filmów ostatnio oglądałem, ale na pewno w ulubionych będzie „Zielona Mila” — klasyk straszny. Dużo mam takich filmów, „Armagedon” nawet. Ostatni film oglądałem chyba z pół roku temu, ale jakbym pomyślał, to miałbym z dziesięć absolutnych klasyków, które mógłbym oglądać w kółko, ale teraz nie potrafię sobie przypomnieć.

Tym pięknym akcentem możemy zakończyć i zapalić papierosa.

I pierdolnąć kieliszek wiśniówki, jeżeli nie macie nic przeciwko.

Komentarze

komentarzy