„Lubię mówić o kimś, kto mnie fascynuje” – Eskaubei dla Soulbowl.pl

Data: 11 sierpnia 2015 Autor: Komentarzy:

eskaubei

Zdaje się, że podejmuje decyzje instynktownie i niepośpiesznie. Dobrze wie, kiedy może się czymś pochwalić. Konsekwentnie realizuje plany. Sprawia wrażenie, że rzadko robi coś niechętnie i nie zmusza się do niczego. Raper, aktywista, dziennikarz, animator. Człowiek, którego warto poznać i zakumplować się z jego dokonaniami.

Dekadę temu „mieliście funk” z Lilu i Deną. Z kim obecnie czujesz jazz najpewniej?

Oczywiście najpewniej czuję go z kolegami z Tomek Nowak Quartet. Muszę powiedzieć, że świetnie się rozumiemy i naprawdę lubimy ze sobą grać. Dzięki współpracy z nimi wnikam coraz bardziej w to środowisko, szczególnie skupione wokół Krakowa i Katowic, poznaje kolejnych świetnych muzyków, co w przyszłości może zaowocować nowymi projektami. To, co najbardziej ujmuje mnie w tym środowisku, to otwartość i życzliwość z jaką jestem przyjmowany zarówno przez najlepszych młodych kotów w tym biznesie jak i przez wielkie nazwiska. To ludzie otwarci, osłuchani, z olbrzymią muzyczną wiedzą, którzy dzielą muzykę na dobrą albo złą. Oczywiście kluczem do wejścia w ten świat i zainteresowania się muzyką graną na żywo, muzyką improwizowaną, była moja współpraca i znajomość najpierw z Piotrkiem Walickim (i to zaczynało się wtedy kiedy „mieliśmy funk” z Lilu i Denzem) a następnie ze Zbigniewem Jakubkiem, znakomitym pianistą, który zapisał się zacnie w historii polskiego jazzu.

Raperzy z reguły nie boją się eksperymentować z muzyką improwizowaną, jednak większość z nich traktuje ją przelotnie. „Vibe” z Będzie Dobrze poniekąd daje wskazówki dotyczące procesu narastania w Tobie jazzowej potrzeby. Chciałbym jednak, żebyś doprecyzował kiedy i w jakich okolicznościach zdecydowałeś się, by wejść pełnoprawnie w jazz.

Jakieś 10 lub więcej lat temu, kiedy freestyle-owałem z Sistars podczas ich koncertu w rzeszowskiej Akademii zdecydowałem, że chcę grać z muzykami, a potem grając z różnymi z nich stopniowo zagłębiałem się w muzykę jazzową, choć cały czas uważam się za laika w tej kwestii. Przełomem był koncert „Art Celebration Jazz & Hip Hop” w 2013 roku, który organizowaliśmy ze Zbigniewem Jakubkiem i Estradą Rzeszowską. Tam pośród całej plejady zajebistych wykonawców zagrał Tomek Nowak, z którym nagraliśmy też utwór ”Pogadajmy” promujący koncert. Pół roku później Tomek zadzwonił z propozycją wspólnego zespołu. Tej klasy muzykom nigdy się nie odmawia, także to trochę Tomek zdecydował za mnie. Na pewno narastającą przyczyną zaangażowania się na 100% w granie z jazzmanami była wieloletnia obojętność słuchaczy hip hopowych na moje produkcje i stopniowe rozchodzenie się mojej wizji twórczości z oczekiwaniami tychże słuchaczy.

Od premiery Będzie Dobrze minęło już kilkanaście tygodni. Jesteś zadowolony z jej odbioru?

Do tej pory ukazało się kilkanaście recenzji płyty. Wszystkie były pozytywne, a niektóre mocno entuzjastyczne, choć w prawie każdej przewijał się temat tego, że płyta przejdzie bez echa i nie ma szans na sukces przy obecnej specyfice rynku. Nie mogę powiedzieć żeby sprzedaż była oszałamiająca ale zagraliśmy 10-koncertową trasę, a od końca sierpnia ruszamy z drugą, na której znajdzie się też co najmniej 11 przystanków, na dzień dzisiejszy: Gdańsk, Poznań, Zielona Góra, Warszawa, Kraków, Kielce, Przemyśl, Rzeszów, Głogów, Biała Podlaska i Tarnów. Przed wyjściem płyty naszą największą obawą były koncerty. Wiedzieliśmy, że to one cementują i rozwijają każdy zespół. To oczywiście efekt ciężkiej pracy, którą wykonujemy z naszą managerką. Na każdym z koncertów stykamy się z publicznością, która w dużej mierze nie wie czego się spodziewać, i za każdym razem spotykamy się ze świetnym przyjęciem, a ludzie wychodzą zadowoleni, kupują płyty, rozmawiają z nami o muzyce. Nasi słuchacze, którzy kupili płytę spontanicznie wrzucali jej zdjęcia na swoje profile w portalach społecznościowych. Całą kolekcję można obejrzeć na naszym profilu fb gdzie zebraliśmy te wszystkie dowody sympatii i szacunku. Singiel „Będzie Dobrze” był propozycją do Listy Przebojów 3-ki. Nasze utwory były grane w Trójce a ostatnio Hirek Wrona zaprosił mnie do swojej audycji. Nie mogę nie być zadowolony z tak wspaniałego roku, chociaż to wszystko tylko dopinguje cały zespół do jeszcze większego wysiłku, większej ilości koncertów, kolejnej płyty.

Wspominałeś o oczekiwaniach hiphopowych słuchaczy. Świadomość, że tego typu sprawy nie mają na Ciebie większego wpływu pewnie dało Ci poczucie wolności?

Przez kilkanaście lat nie udało mi się trafić ani w oczekiwania dużej grupy słuchaczy hip hopowych, ani w oczekiwania hip hopowych wydawców. Być może dlatego, że nigdy nie zastanawiałem się nad tym co ich może zadowolić. W pewnym momencie na bekstejdżach rapowych koncertów zacząłem czuć się nieswojo. Widziałem tabuny ludzi gdzie każdy chciał coś od kogoś, a wykonawcy byli traktowani totalnie instrumentalnie jako obiekt z którym można zrobić zdjęcie albo coś załatwić. Pewnie z tego powodu sami raperzy też w takich sytuacjach stają się zdystansowani i kryją się za różnymi „maskami”. W środowisku hip hopowym panuje też swego rodzaju hierarchia, która funkcjonuje nie na podstawie umiejętności czy dokonań, ale na podstawie ilości internetowego i realnego fanbejsu i obecnego hajpu na konkretną osobę. Między innymi z tego powodu spotykałem się często ze ścianą, wyłączając kilku ludzi z którymi znamy i szanujemy się od lat. W pewnym momencie przestałem mieć jakiekolwiek oczekiwania a powstanie Eskaubei & Tomek Nowak Quartet było najlepszą rzeczą jaka mogła mi się w tym momencie przytrafić. Rzeczywiście czuję się wolny, nie czuję presji. Nie byłem „na szczycie”, z którego spadłem, rap nie dał mi pieniędzy, które teraz miałbym stracić. Robię co chcę i jak chcę, a w tym momencie chcę rapować pod muzykę graną przez świetnych muzyków. Myślę nad kolejnymi projektami. Odczuwam ulgę widząc na koncertach nowe twarze, ludzi z totalnie różnych bajek, naturalnych, uśmiechniętych i życzliwych…

Faktycznie, środowisko jazzowe to zupełnie inna bajka. Wielobarwne życiorysy, setki doświadczeń, blizn, styl, klasa i pokora. Może to górnolotny wniosek, ale faktycznie, da się wyczuć piękną energię, nierozerwalną więź z muzyką i potrzebę tworzenia. Pewnie znasz zresztą anegdotę o rozmowie jazzmanów: „Kupiłem Twoją płytę” „A, to byłeś Ty, dzięki!” Raperzy często przewidują, że w pewnym wieku skończą rapować. Tak jakby wiedzieli z góry, że będą mogli bez tego żyć. Wielu dobrych polskich jazzmanów chałturzy za kilka stów kilka razy w miesiącu i w większości nie tracą werwy. Pewnie są tym zmęczeni, ale jakby komornik chciał im zabrać instrument, miałby ciężką przeprawę. Dla raperów, których często syndromem jest megalomania i sprawdzone koncerty z djem i hypemanem tego typu wartości mogą być niezrozumiałe. Nie miałeś kompleksów zanim wszedłeś na scenę z piątką wykształconych muzyków?

Rzeczywiście stawki w polskim jazzie są różne, ale na pewno nie nazwałbym grania jazzu chałturzeniem. Różnie toczą się koleje losu muzyków, ale w kraju funkcjonuje spora grupa regularnie koncertujących i żyjących z jazzu artystów. Rzeczywiście Ci ludzie to skarbnice wiedzy, anegdot i ciekawych historii. To ludzie otwarci, bo to przecież istota jazzu. Zachowują witalność, jasność umysłu bo cały czas zmagają się z materią improwizacji i grają wiele różnych „programów”. Wielu wielkich Mistrzów gra dalej… Hancock, Shorter, Lee Konitz!, u nas Stańko, Urbaniak, Karolak czy Muniak. Osobiście dużo lepiej i naturalniej czuję się w środowisku jazzowym. Przede wszystkim ono przyjmuje mnie życzliwie i z szacunkiem. Jestem dumny i szczęśliwy mogąc powiedzieć, że Zbigniew Jakubek. Bernard Maseli czy Kuba Badach to moi koledzy. Trzymamy też sztamę z nową falą jazzowych muzyków, do których zaliczam m.in. moich kolegów z zespołu. Jest masa piekielnie zdolnych muzyków. O przyszłość polskiego jazzu jestem spokojny. W tym środowisku podoba mi się też ta „sztafeta pokoleń”. Starzy Mistrzowie biorą pod skrzydła młodych catów, którzy przy nich rozwijają się, nabierają doświadczenia i dostają często najważniejsze w życiu lekcje. Potem zakładają swoje zespoły i tak to idzie. Wiedza jest przekazywana. Zawsze cieszy mi się gęba kiedy gramy w Krakowie, bo zazwyczaj spotykamy Pana Janusza Muniaka. Przywitana z nim moich kolegów z zespołu wyglądają jak spotkania synów z ojcem.

Co do kompleksów przed wejściem na scenę z tej klasy muzykami…szybko się ulotniły dzięki temu w jaki sposób mnie przyjęli. Zamieniły się w motywację, bo kiedy wychodzisz na scenę z ludźmi posiadającymi takie umiejętności musisz zrobić wszystko, żeby nie być dla nich tłem i żeby rapując dorównywać do ich poziomu.

DSC_8620

Spałeś spokojnie w fazie początkowego zgrywania się z kwartetem Tomka? To chyba spora dawka motywacji, kiedy zdajesz sobie sprawę, że nauczyłeś się rozmawiać z jazzmanami w „ich języku”?

Spałem spokojnie bo już na pierwszej próbie wszystko się zgadzało i nikt nie zadał nawet pytania w stylu: „to co, gramy razem?”. Pojawił się mój kolega Patryk, cyknął nam parę fotek i nagrał ujęcia do teasera i po prostu zaczęliśmy funkcjonować. Cieszę się, że na koncertach widać chemię i fun jaki mamy z grania razem. Z koncertu na koncert jest coraz lepiej i za każdym razem trochę inaczej. Co do języka rozmowy z jazzmanami to mam wrażenie, że cały czas mówię swoim językiem, rapuje przecież swoje teksty, ale staram się dobierać i rapować je tak, aby korespondowały z warstwą muzyczną. Płytę nagrywaliśmy na setkę, na koncertach też zawsze siła rzeczy jest setka więc nie można grać pod siebie. Jesteśmy zespołem.

Ta sztafeta pokoleń to rzeczywiście świetna kwestia, też to niejednokrotnie zaobserwowałem. Gdzie i przy jakich okazjach można w Rzeszowie poczuć ten klimat?

Ten klimat w Rzeszowie czuć rzadko i niestety w małej skali. Środowisko jazzowe nie jest duże, raz do roku odbywa się Rzeszów Jazz Festiwal, do którego mój kolega organizujący go zazwyczaj dokłada. Czuję ten klimat spotykając się z Tomkiem Nowakiem i Zbyszkiem Jakubkiem, którzy na co dzień tu mieszkają. Obaj uczą na Wydziale Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego i tam przekazują swoją bogatą wiedzę. Dzięki staraniom Zbyszka w tym roku w Rzeszowie powstał kierunek Jazz i Muzyka Rozrywkowa. Wszyscy mamy nadzieję że dzięki temu środowisko muzyczne w Rzeszowie będzie się rozwijać, ruszą jamy, powstaną interesujące projekty. Zbyszek Jakubek wraz ze stowarzyszeniem w którym działamy z naszą managerka zorganizował niedawno Bieszczadzkie Warsztaty Muzyczne. Uczestniczyłem w nich ucząc się gry na perkusji i było to coś niesamowitego. Tam było czuć klimat o który pytasz. Ta i kolejne edycje warsztatów na bank przyczynią się do rozwoju środowiska w Rzeszowie. Sporo muzyków rodem z Rzeszowa kiedyś stąd wyjechało i świetnie radzą sobie w Warszawie czy Krakowie. Ja sam żeby poczuć w pełni klimat o którym rozmawiamy jeżdżę do Krakowa ale najlepiej czuję go podczas podróży i koncertów z Eskaubei & Tomek Nowak Quartet.

Kto wpadł na pomysł by mianować Stańkę Honorowym Obywatelem Rzeszowa?

Miałem szczęście i przyjemność kilkukrotnie przeprowadzać wywiady z panem Tomaszem, bo jak pewnie wiesz zajmuję się dziennikarstwem. W 2013 oprócz rozmowy udało mi się przeforsować pomysł aby Tomasz Stańko został bohaterem okładki miesięcznika Day&Night z którym współpracuję. Wywiad i okładka anonsowały koncert pana Tomasza w Rzeszowie. Chodził mi po głowie pomysł honorowego obywatelstwa dla człowieka, który urodził się w Rzeszowie, spędził w nim pierwsze kilka lat życia i czuje się emocjonalnie związany z tym miejscem. Mając oręż w postaci okładki i wywiadu w którym pan Tomasz bardzo pięknie się o Rzeszowie wypowiadał ruszyliśmy z ówczesną redaktor naczelną Day&Night, Roksaną Głowińską do Prezydenta Tadeusza Ferenca, który po przedstawieniu naszych argumentów i przeprowadzeniu na mojej osobie małego quizu na temat wiedzy o Tomaszu Stańko, polecił złożenie formalnego wniosku. Od tego czasu pozostawałem w kontakcie z Anną Stańko i starałem się co jakiś czas przypominać się w Wydziale Kultury i w Radzie Miasta w tym temacie. Po jakimś czasie zapadła pomyślna decyzja i w Filharmonii Podkarpackiej odbyła się ceremonia nadania tytułu, podczas której Tomasz Stańko zagrał w duecie z Marcinem Wasilewskim. To był świetny wieczór. Z tego co się orientuję, przed naszą wizytą u prezydenta do Anny Stańko docierały jakieś luźne sygnały na temat honorowego obywatelstwa, nie wykluczam więc, że nie byliśmy jedynymi, którzy tego chcieli.

Pomarzymy trochę? Przypuśćmy, że Stańko zaprasza Cię do zespołu i prosi o wskazanie kilku nazwisk, które chciałbyś zaangażować. Bez ograniczeń terytorialnych i finansowych.

Zacznijmy od tego, że to pytanie mocno hipotetyczne abstrakcyjne, ale jeśli już uderzamy w taką konwencję, to poprosiłbym o Poogie Bella na bębnach i Bilala na wokalu a całość mógłby wyprodukować (dodając swój wokal i gitarę) Raphael Saadiq. Zasugerowałbym jeszcze Kamashi Washingtona na saxie i Pino Palladino lub Thundercata na basie. Świetnie gdyby na featuring dało się zaprosić Q-Tipa i chłopaków z De La Soul. Wracając jednak na ziemię gdyby ktokolwiek zapytał mnie o sugestie, rekomendował bym kolegów z zespołu i jeszcze kilku świetnych zaprzyjaźnionych muzyków z kraju. Mam na przykład na myśli ludzi pojawiających się na koncertach Art Celebration w Rzeszowie.

Skoro jesteśmy już przez Drużynach Marzeń – jakby sytuacja miała się z koszykówką? Wiem, że jesteś w temacie na bieżąco.

Interesuje się i staram się grać w miarę regularnie. Uważam, że koszykówka jest nieodłącznie związana z hip hopem. Moim idolem od początku był Gary Payton. Kibicowałem Seattle Supersonics i jestem mocno zniesmaczony przeniesieniem drużyny do Oklahomy. W tej kwestii polecam obejrzeć dokument „Sonicsgate” dostępny na youtube. Wierzę w to, że NBA kiedyś wróci do Seattle. Zdarzyło mi się też popełnić kilka tekstów o tematyce koszykarskiej.

Wielu uważa, że najlepszym okresem dla NBA były lata dziewięćdziesiąte. Być może dlatego, że zbiegło się z okresem naszej młodości. Czatowałeś na All Stary w TVNie i DSF?

Oczywiście. Pamiętam jeszcze „hej hej tu NBA” w TVP, potem TVN i DSF. Kupowałem Magic Basketball i Pro Basket, a pierwsze wyniki i tabele śledziłem na telegazecie. Nie wiem czy lata 90-te były najlepszym okresem dla koszykówki, ale na pewno były tym, który wspominam z sentymentem, głównie z powodu Gary-ego Paytona i Seattle Supersonics. Miałem okres, w którym przestałem oglądać NBA i śledziłem rozgrywki europejskie. Od kilku lat NBA znów jest dla mnie atrakcyjna. Uwielbiam zespołową grę Spurs i myśl trenerską Pop-a. Jaram się np niezwykle inteligentną grą Borisa Diawa, który prawie nie odrywa się od ziemi i porusza się w slo mo ale jest niesamowity.

Ja z tamtego okresu najbardziej pamiętam karty. Upychaliśmy się w w 8 osób w jednym pokoju, żeby dokonywać transakcji. Nie wybaczę polskiemu hip hopowi, ze nikt nie nawinął numeru zatytułowanego „Upper Deck”. Telegazeta też była świetna, NBA było chyba na 265 stronie! Kogo typujesz na finalistów w nadchodzącym sezonie?

Mnie się wydaję, że NBA była na stronach od 230 do 234 ale mogę się mylić. Uchylam się od typowania przyszłorocznego finału. Za wcześnie na to, ale widziałbym finał Wizards vs. Spurs. A co do koszykarskich utworów, to poza kilkoma które się ukazały, mam dawno napisany numer „Koszulki Paytona”, który graliśmy z pierwszym i drugim składem Eskaubei Band lata temu. Kolekcjonuje jerseye Paytona, obecnie mam ich 10. Ostatnio Piotrek Walicki (obecnie Lemon), który dowodził naszymi pierwszymi „żywymi składami” przypomniał Ostremu nasze wspólne koncerty w rzeszowskim klubie Pod Palmą, na co Adam odpowiedział: „pamiętam, graliście wszyscy w koszulkach Paytona”.

Chętnie bym usłyszał, masz talent do składania tribute’ów. „Miles Gra” jest tego przykładem. O ile dobrze pamiętam, to jedna z pierwszych rzeczy które zrobiłeś z kwartetem Tomka.

Tekst do „Miles Gra” miałem napisany już kilka lat temu. Powstawał autentycznie pomiędzy 3 w nocy a 5 rano. Tak mniej więcej jak jest to opisane w tekście. Bardzo lubię mówić o kimś, kto mnie fascynuję. Popełniłem zwrotkę, w której mówię o wielkich ludziach związanych z Rzeszowem, Wojciechu Kilarze, Tomaszu Stańko czy Tadeuszu Nalepie. Dwa razy zaprezentowałem ją na żywo, ostatnio w towarzystwie Rzeszów Klezmer Band, wcześniej w autorskiej interpretacji Zbyszka Jakubka „Orawy” Wojciecha Kilara, w towarzystwie świetnych muzyków (Jakubek, Młynarski, Grott, Nowak, Kurasz) 16 osobowej sekcji smyczkowej, Lilu i Dja DBT. Być może oba te nagrania live w wersji video trafią do sieci. Kiedyś nagrałem zwrotkę na miksie Tribute to Michał Urbaniak, a kawałek „Props” z mixtape „Coraz Trudniej” to jeden wielki tribute dla wszystkich kolegów „z branży” których lubię i szanuję. Nie mam z tym problemu, ludzie mnie fascynują.

Podejrzewam, że będzie można Cię namówić na gościnne zwrotki na samplowanych bitach, jednak życzę Ci żebyś jak najdłużej czerpał z jazzowego świata. Kiedy będziemy mogli spodziewać się kolejnego albumu?

Dziękuję. Tak właśnie mam zamiar robić. Kilka dni temu dostałem od Tomka pierwszy prawie skończony szkic numeru na nową płytę, na dniach mam dostać kolejny. Jesienią chcemy popracować w Bieszczadach nad kształtem nowej płyty i mam nadzieję że w 2016 ta płyta się pojawi. Może powstaną jeszcze jakieś inne składy z moim udziałem. Myślimy nad tym. Pracujemy, codziennie robimy mały krok w przód.

Komentarze

komentarzy