„Ta płyta jest wyładowana pomysłami” – Sampler Orchestra dla Soulbowl.pl

Data: 24 sierpnia 2015 Autor: Komentarzy:

rafałZnowu wyszedł długi, bardzo długi wywiad. Wybaczcie, ale niestety (stety) nie dało się inaczej. Przed Wami twórcy płyty Różewicz — Intrpretacje, czyli Staszek Koźlik oraz Paweł Moszyński!

Rafał: Co czytaliście w młodości?

Paweł: Tego pytania się zawsze bałem.

Staszek: W jak dalekiej młodości?

Mówiliście przy tej płycie, że chcieliście uciec od obrazu Różewicza z liceum. Co czytaliście wtedy, a co czytacie teraz?

Staszek: W liceum czytałem głównie dziwne, pokręcone rzeczy. Przeczytałem chyba wszystkie książki Burroughsa. Lubiłem Vonneguta. Czytałem Witkacego. Ta literatura miała w sobie pierwiastek offowy, eksperymentalny, często  zanurzona była w oparach różnych substancji. Silne zainteresowanie taką literaturą było zapewne elementem młodzieńczego buntu. Oczywiście trafiała też do mnie i bardziej klasyczna literatura – Kafka, Dostojewski. Przyznam, że nigdy nie byłem jakimś wielkim wyznawcą, ani fanem literatury. Być może wynika to z mojego wychowania. U mnie w domu czytało się książki, ale przede wszystkim słuchało się muzyki i zawsze muzyka była moim buforem bezpieczeństwa, moim katharsis. Różewicz z kolei był w liceum jednym z niewielu poetów, który wówczas do mnie trafiał.

Paweł: Był “czytalny”.

Staszek: Tak, na tyle były “czytalne” wiersze wybrane, że sięgnąłem po inne.  Zauważyłem, że jego poezja jest stygmatyzowana przez kanon, w którym chce go umieścić oświata, w dużym uproszczeniu wsadzając go w powojenny obraz Polski. Jeżeli jednak wyjdziesz po za schemat, który proponuje oświata w liceum, to jego poezja jest znacznie szerszym tematem…

Paweł: W szkole przerabia się “Ocalony”, “Warkoczyk”, a prawda jest taka, że to jest bardzo wąski wycinek, który… nie chcę powiedzieć, że nie jest reprezentatywny, ale jeżeli wejdziesz w to głębiej tak jak my, to zobaczysz, że  poezja Różewicza poświęcona jest kondycji człowieka w ogóle.

Czyli w liceum pierwszy raz się z nim zetknęliście?

Staszek: Tak.

Paweł: Tak. Nie zburzę chyba teraz naszego wizerunku, jeśli powiem, że to jest jedyny poeta, którego realnie czytamy. Nie jesteśmy też koneserami literatury – raczej nie moglibyśmy dyskutować na ten temat na salonach. O muzyce za to jak najbardziej.

Czytaliście może książkę napisaną przez Tomasza Kukołowicza z Narodowego Centrum Kultury „Raperzy kontra filomaci”?

Staszek: Słyszałem o tym projekcie, ale nie miałem przyjemności się zapoznać.

Paweł: Ja też nie. Słyszałem o niej w kontekście naszego projektu – to fajnie, iż NCK dostrzega kulturę miejską i stawia ją na równi jako kontrkulturę, zjawisko… Wydaje mi się, że słowo kontrkultura jest w ogóle fajne. To jest dobre słowo.

Zgodzicie się z taką tezą, że twórczość Różewicza można zawrzeć w stwierdzeniu, że „każdy wybór jest zły”?

Staszek: Wiesz… te wiersze często nie pozostawiają nadziei… Podczas miksowania tej płyty, kiedy siedzieliśmy 10 dni z rzędu po 10-12 godzin dziennie, po wyjściu ze studia świat wydawał nam się inny. Jest w tym pierwiastek prawdy. Paweł ma ciekawe spostrzeżenie na ten temat, jak spaceruje po parku w słoneczny dzień…

Paweł: Miałem taką akcję. Mieszkam przy jeziorku, faceci łowią ryby (to był maj), jest piękny dzień, a my tylko dłubiemy w tym studiu. Idę przez ten park, świeci słońce i mówię sobie – to nie kwestia żadnej pozy – Jezus Maria, oni nie wiedzą, oni nie zdają sobie sprawy, co się dzieje i dostrzegają tylko powłokę rzeczywistości. Podczas gdy pod nią nie ma zbyt wiele, albo jest kiepsko…

Staszek: Rozmawialiśmy o tym później, że nie staramy się odbierać poezji Różewicza, tylko z tej gorszej, czarnej strony… bo gdzieś jakby namiastki tej nadziei istnieją, muszą istnieć. Gdyby nie istniały, to on by też nie pisał.

Paweł: Ja powiem więcej. Wręcz nie zgodziłbym się z tym, co mówisz. Mieliśmy takie spostrzeżenia i staraliśmy się to przenieść na mix i na dźwięki. Różewicz to siła. Zwróć uwagę, jeżeli słuchasz tej płyty – nie wiem czy to się udało, ale taki był nasz zamysł – to nie są oniryczne, szeleszczące, delikatne bity. Są mocno osadzone, o mocnej strukturze rytmicznej, o przejrzystych twardych bębnach. Tak rozumiemy tę poezję, która jest bardzo silna, pełna determinacji. Ten facet przetrwał.

Staszek: Przetrwał, mimo wszystko.

Paweł: Nie mówię tylko o wojnie, on przetrwał samego siebie. Przetrwał swoje myśli, swoje pojedynki ze śmiercią, nieustające boje z Bogiem.

Staszek: Bo on jest własną poezją tak jak w wierszu „Pisałem”. To jest walka, a jeśli jest walka… to walczy się o coś i po coś. Jeżeli jest walka po takich przeżyciach, to znaczy, że ktoś ma siłę i to widać na przestrzeni lat jak ona kiełkuje. Później jest co raz większa i jest co raz więcej pytań, ale jest też więcej siły, żeby na nie odpowiadać. Chyba takie stwierdzenie jest jednak trochę zbyt jednoznaczne… pierwsze wrażenie jest takie, że nie ma nadziei…

Chodziło mi o to, że był rozdarty…

Staszek: Rozdarty był na maksa, ale gdyby ta poezja byłaby jednoznacznie negatywna, to on nie byłby w stanie pisać w taki sposób, który udowadniał jego siłę.

Paweł: My staraliśmy się oddać w muzyce niepokój i wątpliwość, dwie istotne rzeczy. Muzyka jest mocno niedopowiedziana. Unikaliśmy prostych rozwiązań, które mówią, że to jest jednoznacznie smutne, to jest jednoznacznie negatywne, jednoznacznie mocne. Staraliśmy się balansować i ja też tak czuję tę poezję.

Staszek: Zostawić margines niedopowiedzenia, tak jak poezja Różewicza.

Tomasz Stańko nagrał 2 lata temu płytę Wisława, inspirowaną wierszami Wisławy Szymborskiej. Tam jest tylko muzyka. Nie chcieliście zrobić podobnie? Czy od razu wiedzieliście, że chcecie zaprosić raperów?

Staszek: Od razu chcieliśmy wiersze i raperów, ale zauważ jak dużo jest na tej płycie muzyki. Wiersze są często krótkimi formami i tu zostało wiele miejsca dla dźwięku, bo w naszym odczuciu ta muzyka interpretuje też wiersze. Nie chcieliśmy zrobić tego tak jak jest klasycznie w rapie – utwór kończy się i zaczyna wraz z wokalem, nawijką. Chcieliśmy pójść dalej, żeby ta muzyka mogła się sączyć i opowiedzieć czasami własną historię tych wierszy.

Paweł: Muzyka ilustruje te wiersze i poświęciliśmy bardzo dużo czasu na dobór wierszy do muzyki. Nie była to natomiast ilustracja tekstu. Tomasz Stańko jest ikoną polskiej kultury i jest to mocne, ale ta muzyka też funkcjonowałaby bez tych wierszy. To jest jego osobisty filtr, tak bym to czytał. W naszym przypadku,  ten projekt był ściśle związany ze słowem. Sokół i Hades są dla nas personifikacją tego słowa, oni są słowem po prostu.

Mają jedne z najbardziej charakterystycznych głosów w Polsce…

Staszek: Od początku chcieliśmy, żeby to byli oni. Nie chcieliśmy też, żeby na płycie było więcej niż dwóch raperów. To nie mogła być składanka, tylko zamknięty koncept album, który opowiada historię dwoma głosami.

Paweł: Ja powiem, że niesamowitą rzeczą jaką wykonali chłopaki jest część muzyczna. Nie można traktować ich tylko jako rapu, oni potraktowali swoje głosy jako instrumenty. Stanowią instrumenty dominujące… temperatura, sposób, emocje jakie przekazują – oprócz warstwy tekstowej, która to determinuje – to jest jeden z istotniejszych elementów muzycznych.

Staszek: Po nagraniach, mieliśmy wrażenie, że jest to jeden z niewielu przypadków, kiedy raperzy pokazali się nie tylko jako raperzy, ale również jako wokaliści. Ich głosy stopniują, budują napięcie.

Bo ta płyta nie jest z kanonu rapowego. Są ksywki, które to sygnują, ale… jak myślicie czy produkcja przekona słuchaczy rapu do Różewicza, czy odwrotnie? Istnieje coś takiego?

Paweł: Nie ma  kogoś takiego jak typowy odbiorca poezji. To tak jakby powiedzieć typowy odbiorca rocka. 45-letni facet, który jest menadżerem, czy 17-letni chłopak, który jeździ do Jarocina?

Jeden i drugi. Myślałem bardziej o typowej osobie, która czyta jakąś poezję niż jest jej pochłaniaczem…

Staszek: Też się nad tym zastanawialiśmy, dopóki ta płyta się nie ukazała i nie zaczęła żyć własnym życiem. Teraz jest to niezależny od nas twór. Mam wrażenie, że ta płyta nie ma zadania przekonywać  ani fanów poezji do rapu i odwrotnie. To jest projekt niszowy. Stworzyliśmy z naszej muzyki, poezji Różewicza i głosów chłopaków nowy, niezależny byt… Przestałem się przejmować tym, że to ma kogoś do czegokolwiek przekonywać.

No to jeśli nie przekonywać, to może naturalna fala ciekawości?

Paweł: Ja czasami czytam komentarze pod klipami i mnie niesamowicie jara, że dzieciaki piszą… jest oczywiście część debilnych komentarzy, ale generalnie ludzie się z tym zapoznają i to jest fajne. Są głosy osób dojrzałych i młodszych. Rolą kultury czy w tym przypadku Różewicza to nie jest docieranie do pewnych grupy, tylko bycie wszędzie tam gdzie ktoś czuje taką potrzebę.

Staszek: Ta płyta dotrze do ludzi, którzy być może mają podobną wrażliwość do naszej. Po prostu. Ona gdzieś będzie żyła i funkcjonowała, to już się stało faktem. Słyszę komentarze lub czytam w recenzjach, że fajnie, iż ktoś po to sięgnął i to się udało. To jest super.

Paweł:  My nie nastawialiśmy się na to w taki sposób, że zróbmy fajniejsze bity, żeby 17-latkowie, czy 13-latkowie to łyknęli. To nie tak.

Staszku, powiedziałeś w wywiadzie w Polskim Radiu, że kontaktowaliście się z wnuczką Różewicza. Mieliście już feedback od jego rodziny?

Staszek: Pytaj Pawła, bo on się głownie kontaktował z Julią Różewicz.

Paweł: Tak, to ja rozmawiałem z Panią Julią. Wysłałem jej 4 utwory i generalnie jej się podobały. Powiedziała, że w „Nie śmiem” Hades sepleni. Opowiedziałem, że to jest pewnego rodzaju flow, bo on jedzie tam bardzo charakterystycznie. Rozmawiałem z nią również 2 tygodnie po tym, gdy płyta wyszła. Widziała teledyski, podoba jej się to, czytała recenzje…

Staszek: Zanim Julia Różewicz się zgodziła na wykorzystanie wierszy w naszym projekcie zapoznała z twórczością Sokoła i Hadesa oraz naszą. To chyba było dla niej pewne odkrycie.

Pokazaliście kropki do połączenia…

Staszek: Pani Julia miała okazję poznać twórczość przedstawicieli nurtu hip-hopowego i stwierdziła, że jest to na tyle dobre, że może dać nam szansę i okazję do zrobienia tego projektu. Słysząc wcześniejsze produkcje, wyraziła zgodę, żeby wykorzystać te wiersze.

Paweł: Sprawdziła nas, czy to co robimy ma odpowiednią jakość.

Staszek: To jest trochę odpowiedź na Twoje poprzednie pytanie. Ktoś kto nie miał do tej pory większej styczności z kulturą hip-hopową, a koncepcja i wykonanie przekonały…

Paweł: Dziadek Hadesa jest w ogóle zajarany tym projektem, dopinguje i mówi, że super. Fajne to jest. Wyściskał go, że ekstra i wszystko śledzi. Mama z resztą też.

Staszek: Więc może jest w coś tym ponad pokoleniowego.

Słuchając tej płyty doszedłem do wniosku, że…

Paweł: Nie ma po co żyć (śmiech).

Tak daleko to akurat nie (śmiech). Dla mnie przekaz zawarty w poezji Różewicza jest cały czas aktualny. Możemy go sobie spokojnie przełożyć na obecne czasy. Wy się tym kierowaliście?

Paweł: Też tak mam. Zwróć uwagę, że na płycie nie ma tekstów związanych wprost z wojną. Nie ma żadnego tekstu, który dotyka nieaktualnych tematów. Jest wiersz „Zielona Róża”, gdzie „wielkie miasta rosną przeludnione… przypływ i odpływ… jak ławice ludzie… neony”. To jest bodajże przełom lat ’50 i ’60, a brzmi miejsko, aktualnie. Nie oszukujmy się, koszmar wojny jest dla nas obrazkiem czarno-białej kroniki filmowej. Faktycznie wszystkie wiersze wybieraliśmy w taki sposób, żeby były dla nas bliskie. A jeśli są dla nas bliskie to powinny być przynajmniej trochę bliskie naszemu pokoleniu, generacji. Tak, generacja to lepsze słowo. Fajnie, że tak to czytasz, bo dla nas było to bardzo ważne.

Staszek: Wiersze były wymieniane wielokrotnie. Musieliśmy głęboko zapoznać się z tymi treściami, aby łapały się w rozumianych przez nas kategoriach miejskości czy współczesności. Chcieliśmy, żeby ten miejski pierwiastek tam funkcjonował.

Paweł: Różewicz ma też dużo trudniejsze wiersze, których części nie jestem w stanie zrozumieć. Może jeszcze tego nie rozumiem. Poza tym, zwróć uwagę, że w tych utworach co wybraliśmy słowa są aktualne, to są normalne zdania. Nie ma niczego, co jest zbyt archaiczne.

Jakbyście mieli robić drugi projekt inspirowany literaturą, kto by to był? Dużo raperów w Polsce jara się np. Bukowskim. Wy mielibyście takiego faworyta?

Staszek: W tym momencie nie widzimy możliwości kontynuowania ścieżki inspiracji jakąkolwiek poezją.

Paweł: No wiesz, jakby ktoś do nas przyszedł z pomysłem, że chce coś zrobić, bo go to jara wtedy to jest inna sprawa. Dla mnie największą siłą tego projektu jest totalna szczerość. Nie ma dla nas kolejnego artysty/pisarza/poety, który dawałby nam taki impuls.

Staszek: Bukowski akurat jest popularny wśród raperów.

No właśnie dlatego dałem taki przykład…

Paweł: Trochę byśmy porobili psychodeli i już (śmiech)

Staszek: Impuls musi być za każdym razem i musi on też wychodzić od nas. Musimy dany temat poczuć.  W tej chwili nie ma takiego tematu, czegoś co wyszłoby od nas i byłoby inspirowane inną literaturą. My muzykę tworzymy cały czas, ale to spotkanie z poezją to była jednorazowa sytuacja. Przynajmniej na razie.

Paweł, Ty w wywiadzie dla Newsweeka powiedziałeś: „Bóg u Różewicza była jakąś obsesją. Siedzieliśmy ze Staszkiem godzinami i próbowaliśmy zrozumieć dlaczego”. Doszliście w tym do podobnych wniosków? A może coś się zmieniło w tym temacie?

Paweł: To jest to coś takiego, co wraca cały czas. Gdy czytasz wiersz ”Bez” lub słuchasz go na naszej płycie,  jest tam cytat „najważniejszym wydarzeniem w życiu człowieka są narodziny i śmierć Boga”. W moim odczuciu Różewicz przez całe swoje życie zmagał się z tym. Dla każdego człowieka, który czegoś poszukuje jest to jakiś dylemat wewnętrzny, dla mnie również. Ten wiersz jest w ogóle świetny. To jest siła poezji Różewicza. Teraz mi się jakaś klapka otworzyła… On mówi o tym, że nie zauważył, kiedy go opuścił Bóg. Teraz żyjemy tak szybko, że faktycznie można tego nie zauważyć. Pewnie jest to jakiś dylemat społeczeństwa, mój problem pewnie też. Innej odpowiedzi nie mam.

Staszek: Gdy Paweł o tym mówił, to zdałem sobie sprawę jak te wiersze do mnie wracają z niesamowitą siłą.  Tworząc ten projekt i zagłębiając się w tej poezji  zmieniłem swoje życie, bo to odcisnęło na mnie mocne piętno. Coś się zmieniło. Nie będę się wypowiadał na temat Boga, trzeba po prostu poczytać Różewicza. To tak jak powiedział Paweł, to są dylematy każdego myślącego człowieka. Wątpliwości pojawiają się zawsze, bo to nie jest namacalne. On bardzo odważnie pisał o Bogu. Utwór „Cierń”. Ja sobie mogę czasem powątpić, zastanawiać się czy Bóg jest czy go nie ma. Ale napisać takie słowa i dać je światu to jeszcze większa odwaga niż powiedzieć, że Boga nie ma. Paradoks Różewicza polegał na tym, że on przez swoją niewiarę pokazuje, jak w tego Boga wierzy i jak mu jest potrzebny.

Paweł: W wierszu „Bez” jest „czemuś mnie opuścił czemu ja opuściłem Ciebie” i to też jest zdanie, które można interpretować na wiele sposobów. To jest wiersz o którym myślę od 10 lat i dla mnie jest to najważniejszy wiersz Różewicza. Nawet podczas tej rozmowy on do mnie wraca, jakieś pojedyncze zdania mocno uderzają i to jest wzruszające.

Wasza płyta powstawała 5 lat, a Różewicz zmarł w zeszłym roku. Czy mieliście jakąś okazję do bezpośredniego kontaktu?

Paweł: Nie. Próbowaliśmy się skontaktować, ale się nie udało.

Staszek: To było jakoś niesamowicie trudne.

Byłbym ciekaw jego reakcji na taki projekt…

Paweł: Jego rzeczy wyszły w muzycznych opcjach wcześniej. Wyszła płyta Karoliny Cichej, mam jakieś winyle z teatru Stu… Z tego co wiem, on był otwarty na młodych ludzi. Nie wiem jakby to było, ale myślę, że to jest jakieś przeznaczenie, że my robiliśmy tę płytę tyle czasu. Jesteśmy dojrzalsi, więcej rozumiemy, mamy lepszy warsztat muzyczny i czuję się z tym dobrze. 5 lat temu pewnie nie byłbym z tej płyty tak zadowolony jak teraz.

Staszek: Ja też, ten album musiał w nas dojrzeć.

Robiliście muzykę do wierszy…

Paweł: Odwrotnie.

Staszek: My mieliśmy bardzo dużo muzyki zrobionej, a potem przyszły do nas wiersze Rózewicza. Zaczęliśmy się zastanawiać jakie emocje ta muzyka w nas wywołuje i potem pojawił się on.

Muzyka przyciągnęła Różewicza…

Staszek: Tak. Stwierdziliśmy, że klimat muzyki jest podobny do klimatu wierszy i zaczęliśmy to dopasowywać. Wiele utworów muzycznych odpadło.

Paweł: Mamy całe archiwum, moglibyśmy zrobić drugą płytę .

Staszek: Mieliśmy drugie tyle bitów przynajmniej. Ta płyta powstawała tyle czasu, że weryfikowaliśmy to na bieżąco. Odrzucaliśmy też wiersze. Cały czas coś się zmieniało i ewoluowało. Czasami coś przygasało, a potem wracało to do nas ze zdwojoną siłą. Potem znowu zabieraliśmy się do wierszy, stwierdzaliśmy, że wiersz do tej muzyki nie pasuje i wybieraliśmy inny. Ostatni etap to zarejestrowanie wierszy, a potem z kolei dopasowanie muzyki do nich. Zatoczyliśmy koło. Po nagraniu wierszy na tyle często modyfikowaliśmy te utwory, że one czasem nie przypominają tych z początku. Muzykę modyfikowaliśmy pod nagrany wiersz, bo wtedy mogliśmy zobaczyć co można z nią zrobić, aby jak najlepiej oddawała poezję Różewicza. Wiele utworów przeszło totalną metamorfozę.

Paweł: Radek (Social Media & PR Specialist w Prosto – przyp.red.) oglądał tutaj przed chwilą płytę The Roots. My pracując nad swoją płytą, szukaliśmy metody w jaki sposób właściwie pokazać całość. Dlatego mówię o The Roots – to jest muzyka, gdzie jest bardzo konkretna sekcja i wokal z przodu. U nas mamy dokładnie tak samo, dużo wokalu – „na twarz” – to jest główny element. Potem bardzo mocna sekcja rytmiczna, taki element twórczy. Można to było zrobić inaczej… szurający jazz i powiedzieć, że zrobiliśmy chorą płytę z raperami i Różewiczem, ale postanowiliśmy coś innego. Moc, siła i podkreślenie tej poezji.

Muzyka jest bardzo eklektyczna, taki rollercoaster, zderzenie różnych światów muzycznych. Poezja Różewicza jest taka sama?

Staszek: Ten rollercoaster wynika z naszej lubości do multigatunkowości muzycznej. Z drugiej strony ta płyta jest bardzo spójna, jeśli chodzi o koncept brzmieniowy.

Paweł: Te wiersze, które wybraliśmy są spójne. „Wicher” jest chyba z lat ’90, a „Ścigany” jest bodajże ’47. Więc jest praktycznie 50 lat różnicy, ale jej nie czuć. Słuchasz tego i jest spójnie. Te wiersze opowiadają spójną rzecz.

Staszek: Robiąc tę płytę, bardzo dużo gadaliśmy o muzyce i słuchaliśmy totalnie różnych rzeczy, które miały nas inspirować…

Co to było?

Staszek: The Roots zostali wymienieni. Jimi Hendrix, Beatelsi, Led Zeppelin, Kyuss, Madlib, The Underachievers, nowy Lupe Fiasco czyli często rzeczy z różnych biegunów muzycznych. Tyler The Creator się gdzieś przewinął…

Paweł: XX, Flying Lotus, ja dużo folku…

Staszek: Włączaliśmy sobie różne rzeczy nawzajem i wskazując sobie interesujące brzmienia, nie mówiąc nawet o gatunkach. Szukaliśmy punktu zaczepienia. Pamiętam jak słuchaliśmy „Crosstown Traffic” Jimiego Hendrixa i zastanawialiśmy się nad brzmieniem perkusji, że jest taka dziwna i szalona. Skakaliśmy po tak różnych rzeczach i to też pokazuję tę rozpiętość brzmieniową, która nas inspirowała. To jest odzwierciedlenie tego dlaczego niektórzy uważają tę płytę za multigatunkową, mimo, że ja tego tak nie odbieram.

Dla mnie to jest mega spójny album, tylko na nim się dzieje się tyle… no w chuj się dzieje…

Paweł: Faktycznie można jechać gatunkami, jakie są w poszczególnych utworach. My i tak się pilnowaliśmy na tej płycie. Generalnie zawsze robiliśmy rzeczy, gdzie było jeszcze więcej tej multigatunkowości. Teraz powiedzieliśmy sobie, że musimy uważać. Widzisz, jak czytam recenzje to jest niesamowite kiedy ludzie piszą, że to jest płyta prosta albo minimalistyczna. Ta płyta jest wyładowana, WYŁADOWANA pomysłami, a i tak wywaliliśmy ¾ rzeczy. Zrobiliśmy proste struktury, proste kręgosłupy, żeby nie konkurować, bo tekst był najważniejszy.

Staszek: Muzyka miała podkreślać, a nie konkurować.

Paweł: Ja słucham naprawdę całego przekroju wszystkiego, co można sobie wyobrazić. Muzyka nie jest dzielona poprzez gatunki, a poprzez emocje. Nie widzę różnicy pomiędzy emocjami niesionymi przez zadymione jazzowe nagrania z lat ’50, poszczególnymi utworami Beatlesów do tego, co grają The Roots czy Jamie XX.

Ważne są ciarki na skórze…

Paweł: Właśnie, to jest pewna emocja. Jeśli czujesz podobny klimat, podobnego ducha to nieważne czy perkusja jest bardziej elektroniczna czy akustyczna to chodzi o pewien wajb i emocje.

Staszek: My świadomie wybraliśmy pewne środki, żeby przekazać ten klimat. Otwarcie mówimy, że płyta jest brudna i w pewien sposób minimalistyczna. Chociaż tych patentów jest dużo, ale my je cofaliśmy w tło, żeby nie przeszkadzać poezji. Wystarczy się trochę wsłuchać, żeby dostrzec, że w backgroundzie dzieje się dużo więcej niż może się wydawać. To było całkowicie świadome.

Paweł: Jest „Zielona Róża” gdzie w 5 minucie masz zupełnie inne patenty na samplu niż przez cały utwór. Jest dużo muzyki w muzyce, ale nie ma efekciarstwa. Uciekaliśmy od tego, żeby pokazać coś umiemy, że tu zagra reggae, tu disco, a w międzyczasie zrobimy coś jeszcze. To jest bardzo skromne, wycofane i konkretne – „na twarz”.

Zgodzicie się z tym, że ta płyta jest mroczna?

Paweł: Optymistyczna nie jest (śmiech)

Bo ja się zastanawiałem czy bardziej mroczny jest rap chłopaków czy muzyka…

Paweł: Na pewno muzyka jest mroczna, ale nie można tego rozgraniczać. To jest jedno. Ta płyta nazywa się Interpretacje i celowo wybraliśmy taki tytuł. On powoduje, że mogliśmy sobie pozwolić na dużo. Muzyka też jest interpretacją.

Staszek: Chłopaki nawinęli mrocznie, bo mroczne były podkłady, teksty też. Płyta jest mroczna… no jest mroczna, ale to nie jest główny przymiotnik, którym chcielibyśmy ją określać.

Paweł: Ja bym powiedział, że jest niepokojąca, niedopowiedziana. Ona takie niesie emocje. Mroczna to sobie myślisz od razu… Closterkeller (śmiech). Tam jest mrok, ciemność i gotyk.

Nie aż tak głęboko, ale to nie jest słoneczne, ani radosne…

Paweł: To jest wycofane i niepokojące, rozwibrowane nawet.

Moim zdaniem ta płyta właściwego kolorytu nabierze jesienią, gdzie pogoda będzie bardziej sprzyjać pod ten klimat. Czemu wypuściliście ją teraz?

Staszek: Bo była możliwość…

Paweł: A czy złota polska jesień jest gorsza od wiosny? W ogóle tego nie rozkminiliśmy powiem szczerze…

Staszek: Teraz jak o tym mówisz to faktycznie, ale jakbyśmy wydali ją na jesień to by nas posądzili, że chcemy dotrzeć do licealistów (śmiech)

Radek: Pierwszy komentarz jaki czytałem, był „Czemu po maturach”?

Staszek: Trzeba było odpisać, że za rok też są matury (śmiech)

Paweł: Ale powiem Wam, że jak patrzę na te komentarze to ilość debilnych komentarzy z hejtem jest bardzo niska. Jestem zdziwiony, że ludzie dyskutują i bronią tego. Demokratyczne medium.

Myśleliście o jakimś koncercie, no może bardziej jakimś performance z tą płytą?

Paweł: Myśleliśmy o tym, dostaliśmy propozycję koncertową. Musimy o tym pogadać.

Ale to chyba bardziej jakaś sala teatralna, ludzie sobie siedzą spokojnie i słuchają…

Paweł: No Proximy tym nie wypełnimy. Zastanawialiśmy się jak to zrobić, żeby to nie było tylko puszczanie muzyki, a prawdziwy koncert.

Staszek: Myślimy bardziej o kameralnej rzeczy. Są strzępy jakiejś wizji, ale nic konkretnego póki co.

Słyszleiście płytę Poeci White House? Moglibyście ją zestawić do Waszej płyty?

Paweł: Ja nie słyszałem.

Staszek: Ja słyszałem kilka numerów. Wydaje mi się, że nie można porównywać tych albumów. Każdej z tych płyt przyświeca inny cel.

Paweł: My w ogóle nie patrzyliśmy na hip-hop myśląc o tej płycie. To jest koncept album, który wykorzystuje pewne środki, formy wyrazu. Odnoszenie się do płyt stricte rapowych jest bardzo trudnym zadaniem. Niezręcznie nawet jest nam odnieść się do czyjejś pracy, bo ktoś miał swoją wizję i ją zrobił. Ja nie znam tej płyty, ale to jest bez znaczenia. Nie myśleliśmy o tym jako konkurencji totalnie.

Staszek: Jedynym elementem łączącym obie płyty jest szeroko pojęta poezja, więcej nie ma.

Uprzedziliście trochę moje kolejne pytanie, bo chciałem zapytać o to czy ta płyta będzie postrzegana bardziej jako ciekawostka, czy album rapowy przez ksywki raperów…

Staszek: Ja mam nadzieję, że ta płyta będzie postrzegana jako muzyka po prostu.

Paweł: To pytanie sugeruje, że istnieje rozdział między płytami rapowymi, a muzycznymi.

Totalnie nie. Chodziło mi o ogół słuchaczy, nie tylko hip-hopowych…

Paweł: Jeśli ktoś będzie oczekiwał, miejskiej rapowej płyty to się zawiedzie. Ale jeżeli ktoś będzie oczekiwał albumu w którym jest forma wyrazu w postaci rapowanych tekstów to może to uznać za interesujące. Kierujemy się do fanów muzyki, a nie fanów jednego gatunku, których mam nadzieję jest co raz mniej. To muzyka jest piekna, a nie tylko jeden gatunek.

Zgadzam się z tym w 100%. Co uznacie za największy sukces tego wydawnictwa?

Staszek: My jesteśmy samolubni jak to z muzykami bywa. Jesteśmy egocentrykami. Sukcesem jest to, że mogliśmy ten album wydać w pełni legalnie za zgodą rodziny Różewiczów, bo dla mnie to był punkt zwrotny. Czy ta płyta coś zmieni, a może nic?

Paweł: Realizujemy siebie, ale jeśli kogoś możemy wzruszyć tą muzyką czy tekstem, czy kogoś to do czegoś zainspiruje to świetnie. Chodzi o emocje.

Staszek: Muzyka jest zawsze nośnikiem emocji. Jeżeli ta płyta do kogoś trafia… Podoba Ci się ta płyta?

Podoba.

Staszek: To jest dla mnie sukces. I takie małe sukcesy tworzą większy sukces, taki jak wydanie tej płyty.

Wróćmy trochę do historii. Razem współtworzyliście zespół Plazmatikon. Co Wam dał ten zespół muzycznie?

Paweł: Ooo, dobre.

Staszek: Bardzo dużo.

Paweł: Prawie wszystko. Robiliśmy tę płytę i gadaliśmy o tym co byśmy teraz zrobili grając jakiś numer live? Co by teraz weszło? Plazmatikon to był totalnie rollercoaster muzyczny. Tam były numery 6-cio minutowe, gdzie było 7 motywów muzycznych, reggae przechodziło w jakieś abstrakcyjne rzeczy, czy coś. Nagraliśmy jedną płytę piosenkową, a reszta to były jakieś eksperymentalne rzeczy.

Staszek: Każdy album miał inne założenie –  np. wykorzystujemy tylko radzieckie i PRL-owskie sprzęty, czy korzystamy tylko z takich a nie innych środków. Koncepcyjna robota. Ten zespół przechodził przez wiele etapów. Mieliśmy przyjemność współpracować z tuzami muzyki takimi jak Paul Brody, Frank London, Jerzy Mazzoll… To są duże nazwiska dla muzyki jazzowej. Dzięki temu zespołowi nauczyliśmy się improwizować, być w interakcji, grać muzykę z totalnie różnych gatunków. Graliśmy kilkadziesiąt koncertów rocznie, zagraliśmy na OFFie, na Openerze czy Coke Festivalu. Nie da się umniejszyć roli tego zespołu w naszym życiu.

Paweł: Ten zespół nauczył nas przede wszystkim dwóch rzeczy. Pierwsza to czego nie chcemy robić. W pewnym momencie wiesz czego nie chcesz grać, bo co z tego, że umiesz jak nie masz na to ochoty. Druga, że udało nam się dojść do tej prostoty, która jest na Różewiczu. Bo ta prostota jest najtrudniejszą rzeczą jaką można zrobić. Może nie udało nam się osiągnąć jej w pełni, ale jak masz rzeczy odarte z dodatkowych środków wyrazu i masz samą treść – to jest właśnie ten cel. Plazmatikon pomógł nam przejść tę drogę.

Nie tęsknicie za tym trochę?

Paweł: Właśnie wydaliśmy fajną płytę.

Staszek: To było fajne, ale ten etap został zamknięty. Plazmatikon niewątpliwie  odcisnął na nas piętno, ale tęsknimy bardziej z sentymentu.

Paweł: My cały czas sobie gramy próby, pracujemy tak jak dawniej. Nie siedzimy tylko przy komputerze.

Staszek: Ktoś przyniesie jeden motyw, ktoś drugi i to jest zalążek kompozycji, a potem to ewoluuje i zaczyna się improwizacja. Mamy podłączone instrumenty… gitary, basy, bit maszyny, syntezatory i gramy. Myślę, że nasz proces tworzenia jest inny niż u większości producentów stricte hip-hopowych.

Paweł, Ty jesteś znany ze swojego projektu Sampler Bogart…

Paweł: Znany to za dużo powiedziane (śmiech). Puściłem taką epkę.

Planujesz coś dalej z tym robić, czy to był tylko jednorazowy strzał?

Paweł: Nie. Był taki moment, że z Plazmatikonem mieliśmy jakieś przerwy i robiłem sobie jakieś swoje rzeczy, z którymi nie wiedziałem co zrobić, bo zawsze robiłem dużo muzyki no i puściłem. Teraz 100% focus na Sampler Orchestra.

Staszek: Nawet podczas Plazmatikonu każdy robił swoje rzeczy osobno. Ja jestem realizatorem i prowadzę Erem Studio… M.in. realizowałem nagrania Sokoła, płyty chłopaków z Molesty, Eldo, współpracowałem z O.S.T.R.’em, z Hadesem już od lat…

Paweł: Hades był wokalistą Plazmatikona…

Staszek: Pierwszym wokalistą.

Paweł: Jest nagrany cały album, gdzie on rapuje…

Serio? Można to gdzieś odsłuchać?

Staszek: Odsłuchać nie. Chyba gdzieś  w sieci można znaleźć inną epkę, na której rapuje w jednym utworze. My potem nagraliśmy z nim cały album.

Paweł: „Esencji ekstrakt, miejska poezja…”. Świetnie nawijał.

Staszek: Całą płytę nagraliśmy z żywym bandem na taśmę. Hades miał wtedy 19 czy 20 lat, album jest totalnie pojechany, wszystko nagrane live. Totalny odpał… jazz, noise, elektronika, a on na tym nawija. Do tego śpiewa wokalistka. To leży w szufladzie. Sam widzisz, że dużo robimy z Pawłem. Po za tym zawsze robiliśmy równolegle do Plazmatikonu swoje niezależne projekty muzyczne, jesteśmy niewyżyci w tym temacie.

Paweł: Między nami jest taki ferment, porozumienie i dlatego skupiamy się na Sampler Orchestra.

Co dalej więc? Jakie plany?

Staszek: Musimy nagrać teraz album bezkoncepcyjny.

Paweł: Tak, idziemy na odwyk koncepcyjny. Chyba, że ktoś przyjdzie… Ostatni album Plazmatikona to był album poświęcony lądowaniu na księżycu. Cały album o Kennedym, jak Gagarin ląduje… Cała płyta to mocna, wywalona w kosmos elektronika.

Staszek: Są autentyczne sprawozdania kosmonautów wplecione w muzykę. Album jest na Spotify, jak ktoś chce to może sobie sprawdzić. To jest niszowa muzyka, taka wyjebka. Zawsze robiliśmy koncepcyjne albumy. Może uda nam się od tego uwolnić. Póki co robimy sobie muzykę. Czas pokażę w jakim kierunku to pójdzie i z kim będziemy współpracować. Zobaczymy, na nic się nie nakręcamy. Chcemy robić muzykę.

Komentarze

komentarzy