
Kuba Knap
Ludzie mówią różne rzeczy (2015)
Alkopoligamia

Alkopoligamia idzie szeroko. W nieco ponad dwa miesiące wypuszczają trzeci legalny projekt (oprócz tego jeden mixtape). Tym razem padło na najbardziej wyluzowanego wykonawcy ze swojej stajni. Kuba Knap kolejny raz serwuje G-funkowo–laidbackową dawkę wymieszaną z humorem, dystansem i własną optyką postrzegania świata.
Kuba przede wszystkim ma dar budowania atmosfery i doboru bujających bitów do swojego leniwego stylu. Tak samo jest na tej płycie. Mimo że nie jest emce o najwyższych umiejętnościach, to jego numerów słucha się po to, aby pobujać głową, a potem wysłać ją gdzieś w obłoki. Rapuje leniwie, podśpiewuje beż żadnych spinek, przez co tworzy tym hipisowską aurę dookoła swoich zwrotek. Wyjątkiem jest singlowe „Jak to się robi” w którym Knap leci bardziej agresywnie na ulicznym bicie, przez co pierwsze wrażenia są trochę mieszane, ale finalnie efekt jest ciekawy i stanowi małą odskocznię od codziennej twórczości. Na albumie znajdziemy też sytuację odwrotną, gdzie Ero z Kosim (JWP) próbują się na spokojniejszym bicie (numer „Wahadło”) w porównaniu do cięższyc, ulicznych brzmień, na których zwykli rapować. Przy tym kawałku również trzeba odnotować plus. Świetnie wypadła Ryfa Ri, która wprowadziła coś magicznego do numeru „Każe światu się bujać” (na płycie LJ Karwela zrobiła to samo) — w końcu wers „mam w sobie wajb jak Ryfa Ri” nie jest pustym sloganem.
Bohater płyty dumnie nazywa się „Himilsbach the Dude” i jest to super trafne określenie. Słuchając „Daj mi buzi”, spokojnie możemy pozdrowić Devina z Teksasu. Podobnie jest przy „Spranych czapkach”. Swoją drogą jest to najlepszy utwór na płycie i wszyscy, którzy wspomną przy tym swoje pierwsze alkoholowe przygody, z pewnością się uśmiechną. Singlowe „Co byś zrobił” – kierowane do ojca – bardzo osobiste i obrazujące tę poważniejszą stronę Kuby w stosunku do rodzinnych relacji (rewelacyjna gitara na końcu od Kierasa).
Fani Knapa będą zadowoleni słuchając tej płyty. Dużo humoru, trochę wspominek, rodzinnych relacji, melanży, no i oczywiście kobiet. Zetenwupe (chłopaki dograli się tu do „Gdzieś w Polsce”, na swoim albumie mieli podobny numer) na początku lipca wydali Bejbo, a opisywana płyta Kuby mogłaby być luźną kontynuacją tamtej produkcji, bo można znaleźć wiele wspólnych mianowników. Trzeba przyznać włodarzom Alkopoligamii, że zrzeszają w swojej wytwórni charakterystycznych ludzi o określonych poglądach, które wygłaszają bez ogródek. Zaliczam się do grona słuchaczy współzałożyciela WCK, ale spodziewałem się trochę więcej, więcej zaskoczenia, może delikatnej zmiany konwencji. To solidna płyta, ale niestety nic ponadto. No, ale cóż… ludzie przecież mówią różne rzeczy, prawda Kuba?


Komentarze