
Vivian Green
Vivid (2015)
Make Noise/Caroline

W 2002 roku debiutanckie A Love Story Vivian Green było małym objawieniem. Płytę kupiło ponad pół miliona Amerykanów, a pierwszy singiel „Emotional Rollercoaster” zebrał pozytywne recenzje i przekroczył magiczną granicę Billboardowego Top 40, a po latach jego refren stał się elementem neo-soulowego kanonu poprzedniej dekady. Green nie brakowało głosu ani urody, ale miała problemy z koherencją wypuszczanego materiału i ogólnym pomysłem na siebie. 13 lat i cztery albumy później wszystko to pozostaje zgoła aktualne.
Zmieniły się tylko proporcje i, rzecz jasna, realia rynkowe. Podczas gdy bardziej medialne koleżanki wyeksploatowały już rozmaite schematy i zdążyły po kilka razy zaplątać się w swoją własną dyskografię, Green zawiesiła sobie poprzeczkę na umiarkowanym poziomie i z pewnymi wahaniami realizuje swoją koncepcję R&B — raz lepiej, raz gorzej. Vivid na tym tle w ostatecznym rozrachunku prezentuje się całkiem nieźle.
Wokalnie i stylistycznie stanowi dość zaskakującą fuzję Alicii Keys z Keyshią Cole z czasów, gdy ta pierwsza nie prześpiewywała siłowo swoich piosenek, a druga jeszcze nie zdążyła zmienić się w swój własny cień. To dość konwencjonalne, ale całkiem wyraziste brzmienie niesie ze sobą jednak pewną dozę niedowierzania. Słuchanie krążka jako zaginionej płyty Alicii Keys ma w sobie coś zdecydowanie perwersyjnego i może negatywnie wpłynąć na jego odbiór. Może się jednak okazać, że nie ma innego wyjścia, a Vivid to album-pułapka. Pułapka zastawiona, zdawałoby się, lata temu. Koncepcja R&B panny Green podobnie jak tegoroczny krążek Jodeci umiejscowiona jest gdzieś między teraźniejszością a przeszłością — z naciskiem na to drugie. Dzięki temu płyta jest bezpieczniejsza — nie odkrywa nowych horyzontów (co i tak byłoby trudne, Green nigdy tego nie robiła), ale słucha się jej zaskakująco przyjemnie, nawet ze świadomością, że trudno niektóre z utworów obronić w kontekście 2015 roku.
„I’m Not Broken” mogłoby z powodzeniem trafić na debiutancki krążek wspominanej już Keyshii Cole przed dekadą, singlowe „Get Right Back to My Baby” uderza w ponadczasowe, ale przed dwoma laty odkopane ze szczególnym powodzeniem przez Pharrella i Daft Punk, brzmienie disco-soulowe, a „Disrespectful” aranżacyjnie wpisuje się w ten sam wzór, który swego wykorzystywało „Spanish Guitar” Toni Braxton. Ale są też zaskoczenia — jak chociażby „Just Like Fools” zawieszone gdzieś między powerballadą w stylu Ariany Grande a futurystycznym walczykiem nieśmiało wykorzystującym w refrenie drumandbassowe podbicie. Vivian Green na Vivid zaprezentowała niezbyt odkrywczy, ale zaskakująco spójny i całkiem satysfakcjonujący materiał, który zdaje się brzmieć znajomo już od pierwszego odsłuchu. A koniec końców liczy się przede wszystkim muzyka.


Komentarze