Recenzja: Disclosure Caracal

Data: 30 września 2015 Autor: Komentarzy:

Cover

Disclosure

Caracal (2015)

PMR/Island/Universal

Gdy bracia Lawrence wydając dwa lata temu debiutanckie Settle, osiągnęli światowy sukces i przykleili sobie łatkę kotów od EDM, którzy potrafili rozbujać każdy klub do godzin porannych, każdy zastanawiał się, co znajdzie się na kolejnych wydawnictwach. Faktem jest, że GuyHoward są bardzo młodzi, a więc szansa na znaczną zmianę stylu jest całkiem realna. Disclosure wyrobiło sobie jednakże markę surowym brzmieniem, szybkimi numerami i idealnie dobranymi wokalistami, czy też wokalistkami, do swoich utworów. Co więc znajduje się wewnątrz pudełka drugiego krążka duetu?

Przede wszystkim, Guy i Howard zeszli z tonu. Zwolnili tempo, idąc prosto w stronę osłonionych prześcieradłem R&B kawałków. Nie zapomnieli jednak o house’owym groove’ie, a surowe, UK Garage’owe brzmienie poszło nieco w odstawkę. Pierwszym, co rzuca się w oczy, to stos gości na trackliście. I to nie byle jakich. Nic dziwnego w sumie, bo od 2013 roku w życiu i karierze duetu bardzo dużo się wydarzyło i pozmieniało. Wśród znanych nazwisk można wymienić między innymi Weeknda, Lorde, Miguela, czy znakomitego jazzmana Gregorego Portera. To jednak tylko cząstka, gdyż wokali użyczyło 9 osób na 11 trackach. Wśród tych mniej znanych znalazła się świetna Nao, której wokal w „bąbelkowym” utworze „Superego”, wykonywanym na Open’erze, z początku przekonał mnie, że to kolejny kawałek z AlunaGeorge. Zaskoczył mnie również mało znany Australijczyk, Jordan Rakei, którego głos można usłyszeć w kończącym album, pięknym „Masterpiece”. Generalnie, każdy z gości dał z siebie wszystko i dzięki nim numery znajdujące się na Caracal brzmią świetnie (chyba nikt nie powie, że mgliste „Good Intentions” nie pasuje do Miguela). Czy to (zdawać by się mogło, że wyciągnięte z sesji do Beauty Behind The Madness) „Nocturnal” z surowymi bębnami, popowym klimatem i niezawodnym Weekndem, czy (według wielu krytyków próba powtórzenia „Latch”) „Omen” z zawdzięczającym swoją karierę chłopakom Samem Smithem, wszędzie idzie znaleźć chwytliwe, wpadające w ucho refreny i ad-libsy. Wyjątkowym jest, że kilka kawałków, można by odnieść wrażenie, że posiada swoje pierwowzory na poprzednim albumie. Takimi przypadkami są „Hourglass” z wokalistką LION BABE, Jillian Hervey („White Noise” z Aluną), czy „Echoes” („Voices” z Sashą Keable albo „You & Me”). Jeśli komuś brakuje oryginalnego, tłustego i ze wszystkich stron podpisanego słowem „Disclosure” „Bang That”, znajdzie ten kawałek na wersji iTunes Deluxe Edition.

Młodszy brat daje radę na mikrofonie, a od strony produkcji nie można chłopakom nic zarzucić. Obrali kierunek chwytliwych melodii i sławnych głosów (co ważne, dopasowanych idealnie do klimatu numerów), co wyszło im świetnie. Dlaczego? Bo pomimo prostoty pomysłu i wszechobecności podobnych kawałków, nadal słychać charakterystyczne brzmienie chłopaków z Reigate w Anglii, a to bardzo ważne. Ponadto, z oczekiwań po debiucie wyszli obronną ręką, pomimo zmiany koncepcji. Najważniejsze, że świat znów będzie mówić o Disclosure. I to nas cieszy.

Komentarze

komentarzy