Recenzja: Kwabs Love + War

Data: 7 października 2015 Autor: Komentarzy:

Kwabs

Love + War (2015)

Atlantic Records/Warner Music

Wokalistów będących bohaterami programów typu talent show, debiutujących na rynku muzycznym jest co niemiara. Z każdą kolejną edycją takiego show mniej lub bardziej utalentowane osoby wypuszczają do rozgłośni radiowych swoje single, które stają się przebojami lub nikną w otchłani innych dźwięków. Za sukces często nie jest dziś odpowiedzialny talent, lecz skandale i kręcące się wraz z nimi trybiki machiny promocyjnej. Niejednokrotnie z tego muzycznego morza fala wyrzuca na brzeg artystę nietuzinkowego, wyróżniającego się na tle innych i nie ulatującego z pamięci po kilku przesłuchaniach jego utworów. Takim artystą jest Kwabs, którego debiut Love + War doczekał się premiery.

Ciemne chmury zebrały się nad wokalistą, kiedy pierwotna, majowa data premiery krążka została na krótko przed planowanym terminem niespodziewanie przełożona na wrzesień. W głowie pojawiła się myśl, że wydawnictwo zostanie przesunięte jeszcze kilkakrotnie, a w konsekwencji zostanie odłożone na półkę w wytwórni i talent Brytyjczyka się zmarnuje. Wbrew obawom, długo wyczekiwany, poprzedzony wieloma sesjami na żywo i singlami promocyjnymi  Love + War, ujrzał światło dzienne i odsłonił wspaniałe umiejętności wokalne artysty, nabyte w szkole Royal Academy Of Music. Sposób śpiewania prezentowany przez Kwabsa pokazuje z jaką emocjonalną siłą i niezwykłą harmonią mamy do czynienia, a przy pomocy tego sugestywnego i krzepkiego głosu oraz swoistego feelingu, Londyńczyk porusza autentycznością i potrafi przekonująco zinterpretować każdy wers. Na uwagę zasługują przejmujące ballady, jak fortepianowe i pulsujące jednostajnym bitem „Perfect Ruin”, czy mroczne, tajemnicze i nieco etniczne „Forgiven”, w którym wyczuwalne są niewielkie elementy drapieżnej elektroniki. W jazzującym i zmysłowym „Layback”, mglisty, męski i przeszywający wokal podobny do tego, którym włada Seal, miesza się z chilloutowym spokojem.

Album jest mieszanką łatwych, przystępnych melodii i kompleksowej, współczesnej produkcji z pogranicza komercyjnego mainstreamu i trudniejszych rytmów opartych miejscami na ciężkich i ostrych bitach. Rozrywkowy pop opleciony został emocjonalnym soulem, nierównym jazzem oraz R&B i syntezatorami, jak w tytułowym „Love + War”. Debiutant żongluje różnymi stylami muzycznymi, przez co album nie jest monotonny, ale harmonijny i dopracowany. W „Wrong or Right” Kwabs zawadiacko śpiewa, że nie chce być liderem i raczej nie ma powodu, żeby mu nie wierzyć, skoro jego debiut ukazał się dopiero po 5 latach od momentu występu w muzycznym show BBC. Z drugiej strony, globalny sukces singla „Walk” wyniósł artystę na pierwsze miejsca list przebojów w Niemczech, na Węgrzech i w Rumunii. Jedno jest niezaprzeczalne — Brytyjczyk pnie się po drabinie popularności, a każdy jej szczebel pokonuje z dużą łatwością, wykorzystując doświadczenie i umiejętności, jakich nabył będąc głównym wokalistą podczas trzyletniej przygody w prestiżowej National Youth Jazz Orchestra. Jego konsekwencja oraz częste występy na żywo sprawiły, że ten nastrojowy i przystępny, a zarazem nieco zachowawczy album, może nie zawojował list przebojów, ale przedstawił artystę szerokiej publiczności, a także utorował mu drogę do kolejnych muzycznych działań, które miejmy nadzieję nie będą uwarunkowane restrykcyjnymi wymaganiami wytwórni i pozwolą na eksperymenty oraz swobodę muzyczną.

Komentarze

komentarzy