Recenzja: Big Boi & Phantogram Big Grams

Data: 13 października 2015 Autor: Komentarzy:

big

Big Grams

Big Grams (2015)

Epic Records

Wydane w 2012 roku Vicious Lies and Dangerous Rumors było dla mnie pierwszą sytuacją, w której byłem świadkiem tego jak OutKast (a właściwie jeden z jego członków) lekko przejechał się na własnej kreatywności. Nabyte w trakcie festiwalowych wojaży po świecie znajomości zbytnio nie dodawały Big Boiowi oczekiwanego eklektyzmu i skrzydeł, ale nie były absolutnie pozbawione wzlotów. Nie miałem wówczas żadnych zarzutów do utworów nagranych wspólnie z nowojorskim indie-popowym duetem Phantogram. Dzisiaj, po przesłuchaniu całej wspólnie nagranej epki, parę poważnych uwag już mam.

W przypadku kolaboracyjnych albumów — szczególnie pomiędzy artystami z zupełnie innych muzycznie światów — najważniejsze jest osiągnięcie wspólnego mianownika. Niestety, Big Grams brzmi jak zestaw utworów Phantogramu z gościnnym udziałem Big Boia i vice versa. W tych pierwszych zwrotki rapera sprawiają wrażenie dopisanych bez świadomości tego, o czym i jaki jest utwór. Podobne wrażenie sprawiają zazwyczaj nieciekawe refreny Sarah Barthel, kiedy my w tym samym czasie układamy w myślach obszerną listę wokalistów/wokalistek, którzy o wiele bardziej by nam pasowali w konkretnych piosenkach (o Andrzeju Trzy Patyki nie wspominając). Nawet instumentale sprawiają wrażenie rozdartych między dwoma obozami i desperacko poszukujących kompromisu, którego nie ma. Może potrzeba było więcej producentów z zewnątrz, gdyż najbardziej eleganckie i ułożone są tutaj utwory powstałe pod opieką 9th Wondera oraz… Skrillexa. Muzycznej spójności zszywki zatytułowanej Big Grams pod żadnym względem jednak nie ratują.

Na dłuższą metę dochodzimy do wniosku, że obserwujemy konfrontację zawodników reprezentujących zupełnie inne ligi. Nowojorczycy przypieczętowują swoją pozycję przeciętnego elektroniczno-rockowego zapełniacza line-upów letnich festiwali, w czasie gdy Big Boi — ze swoją wciąż imponującą retoryką i szerokim wachlarzem flow, potrafiącymi zawstydzić gościnnie pojawiających się zuchów z Run the Jewels — dalej z godnością dźwiga na barkach przynależność do najbardziej oryginalnego i niezawodnego rapowego duetu wszech czasów.Czemu w ogóle spodziewaliśmy się, że to mogłoby wypalić?

Komentarze

komentarzy