70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475

Relacja: Lianne La Havas nie do zatrzymania

Data: 19 listopada 2015 Autor: Komentarzy:

Bez nazwy-2

foto: P. Tarasewicz / cgm.pl

Jeśli życie nie polega na piciu drinków w promocyjnej cenie i chodzeniu na koncerty Lianne La Havas, to nie mamy o nim zielonego (i złotego) pojęcia. Wychodząc we wtorkową noc z klubu Palladium wyniosłyśmy ze sobą ogromne pokłady wzruszenia, ciepła, szczęścia i myśli o spełnianiu marzeń, ale prawda jest taka, że czegokolwiek byśmy teraz nie napisały, żadne słowa nie będą w stanie oddać atmosfery z tego wydarzenia. Nie byłeś? Żałuj. I już odkładaj pieniądze na wypadek, gdyby Lianne wróciła do Polski, bo drugi raz nie darujecie sobie tego, że…

1. …nie usłyszeliście Roseau na żywo

Jeśli kumplujesz się z Lianne La Havas od dawien dawna i ona cię prosi, byś pojechała z nią w trasę koncertową, to znak, że musisz być dobra. I Roseau udowodniła, że zawartość Salt jest materiałem w 100% koncertowym, a ona sama świetną, potrafiącą zahipnotyzować publiczność, wokalistką.

2. …nie widzieliście tego uśmiechu podczas „Green & Gold”

Początek koncertu to zawsze magiczna chwila i choć Lianne wyszła do nas spóźniona o prawie 20 minut, jej uśmiech wynagrodził nam wszystko. Nie można sobie było wyobrazić lepszego startu tego wieczoru…

— EYE MA

3. …nie daliście się zabrać w podróż po galaktyce podczas „Unstoppable”

Przekonaliśmy się na własnej skórze, że Lianne La Havas potrafi przenieść słuchacza do innej galaktyki, gdzie pojęcia takie jak czas, obowiązki i wszelkiego rodzaju trudności znikają, a w ich miejsce pojawia się muzyka wypełniająca tę magiczną czasoprzestrzeń. W czasie koncertu poczuliśmy, że tak jak w „Unstoppable”, jedynym powodem trzymającym nas jeszcze na kuli ziemskiej była grawitacja. Gdyby nie ona, z lekkością dalibyśmy się ponieść dźwiękom, otulającym nas jak lekkie, puchate chmurki.

— KAROLINABO

4. …nie przekonaliście się o sile tytułu „Never Get Enough”

Podczas wtorkowego koncertu Lianne zaprosiła nas do swojego tajemniczego, pełnego dźwięków świata, obdarzając nas przy tym swoim niczym nieskrępowanym uśmiechem. Niestety, nie skończyło się to dla nas dobrze, ponieważ odczuwamy teraz wielki niedosyt i apetyt nie tylko na kolejne występy artystki w Polsce, ale również kolejne owoce jej pracy. Coś mi mówi, że ten głód nigdy nie zostanie zaspokojony…

— KAROLINABO

5. …nie płakaliście przy jej piosenkach

Każdy ma zapewne swojego faworyta, mogło to być „Tokyo”, mogło to być „Is Your Love Big Enough”, ale ja najbardziej czekałam na „Lost & Found”. I gdyby nie fakt, że miałam soczewki, to bym się popłakała jak dziecko już po pierwszej nutce. I wierzcie mi, dopiero słysząc wasz ulubiony numer na żywo, wiecie ile on dla was znaczy. Niesamowite, że przez 4 minuty w głowie może nagromadzić się tyle wspomnień i myśli. Ten moment był przekleństwem i błogosławieństwem jednocześnie.

6. …nie żegnaliście Lianne w nieskończoność

To był jeden z niewielu koncertów, na którym byłyśmy zszokowane reakcjami publiczności. Nie tylko znali teksty wszystkich piosenek, ale także aktywnie włączeni byli w cały koncert, śpiewając, klaszcząc na dwa i… tupiąc nogami po rzekomej ostatniej piosence. Hałas trwał grubo ponad 5 minut zanim Lianne wyszła do nas ponownie, ale jednak — zrobiliśmy to! I została z nami na scenie, wykonując m.in.”Forget”. Wszystko co dobre, musi się niestety kiedyś skończyć…

— EYE MA

Po wtorkowym koncercie nie potrzebujemy żadnych dowodów na to, że Lianne La Havas to niezwykle utalentowana wokalnie piosenkarka, w której żyłach zamiast krwi płynie muzyka. Nie potrzebujemy również dowodów na to, że wokalistka potrafi zaczarować publiczność swoją osobowością i uśmiechem. Parafrazując słowa jednej z jej piosenek: Lianne we love you, we don’t need proof.

— KAROLINABO

Komentarze

komentarzy

70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475