lianne la havas

#FridayRoundup: Lianne La Havas, Blu & Exile, Oddisee i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Jesteśmy co prawda w samym środku sezonu ogórkowego, ale jak zwykle mamy dla was całkiem zgrabną selekcję płytowych nowości. Wśród nich długo wyczekiwany krążek Lianne La Havas, a także nowe propozycje Blu & Exile, Oddisee’ego, Zary McFarlane, Tei Shi, Bladee’ego, a na deser uduchowiona epka Joeya Bada$$a.


#FridayRoundup

Lianne La Havas

Lianne La Havas

Warner

Po pięciu latach wydawniczego milczenia Lianne La Havas stawia na siebie. Oznacza to prawdopodobnie wszystko to, czego mogliśmy się spodziewać po singlach zwiastujących trzeci album songwriterki. Lianne La Havas brzmi jak kolejny koncert z rozpiski kwarantannowych wydarzeń: w kameralnym otoczeniu gitary i perkusji (plus drobne ozdobniki) wokalistka snuje swoje impresje o relacji z góry skazanej na porażkę, balansując na styku neo-soulowej sumblimacji, bezpretensjonalności pop soulu i skromności folku. Wszystko to zamknięte w harmonijną całość. Może niezupełnie zrozumiałym z punktu widzenia słuchacza jest umiejscowienie w kulminacyjnym punkcie płyty coveru, ale to działanie ma swoje uzasadnienie w całościowej narracji albumu, więc nie czepiamy się dłużej. Nie od dziś wiadomo, że największa moc tkwi w opowieściach; rozsiądźcie się zatem i czujcie jak u siebie w domu. — Maja


#FridayRoundup

Miles

Blu & Exile

Dirty Science

Mimo długiej przerwy od czasu wydania ostatniego wspólnego longplaya, Blu i Exile dawali znać, że coś się święci – zwłaszcza wypuszczając epkę True & Livin’ w ubiegłym roku. W piątek fani duetu otrzymali podwójny prezent w postaci podwójnego albumu – Miles: From An Intertlude Called Life. Na krążku znalazło się 20 numerów nawiązujących stylistycznie do klasycznych, boom-bapowych i jazzowych brzmień. Gości także sporo, nie tylko z rapowego podwórka. Wśród nich znaleźli się m.in. Fashawn, Miguel, Aloe Blacc, Iman Omari i wielu innych. Niewątpliwie kolejna mocna tegoroczna premiera, z którą warto się zapoznać. — Mateusz


#FridayRoundup

Odd Cure

Oddisee

Outer Note

Na kilka chwil przed wybuchem światowej pandemii, raper oraz producent Oddisee koncertował w Tajlandii. Po powrocie do Stanów zmuszony był odbyć dwutygodniową kwarantannę w swoim domu, ale żeby ten czas nie był stracony, postanowił on nagrać nowy materiał, czego efektem jest Epka Odd Cure. W ten sposób stworzył swoistą ścieżkę dźwiękową do tych trudnych czasów oraz ludzkich myśli, zmartwień, nadziei i marzeń z tym związanych. Muzycznie osadzone jest to w klimatach, do których artysta zdążył nas już przyzwyczaić. A jazzowe i soulowe sample podkręca wiele instrumentów dogranych zdalnie przez członków koncertowego zespołu głównego bohatera, jak również kilku świetnych wokalistów. — efdote


#FridayRoundup

Songs of an Unknown Tongue

Zara McFarlane

Brownswood

Zara McFarlane oczarowała nas w redakcji swoim połączeniem wokalnego jazzu, tradycyjnego soulu i szeroko pojętej muzyki etnicznej w 2014 roku na swoim drugim krążku If You Knew Her. Lata mijają, a pochodząca z Londynu piosenkarka robi swoje. Po dobrze przyjętym Arise z 2017 roku, wraca z kolekcją dziesięciu nowych numerów bardziej niż dotychczas podszytych afrobeatem Songs From an Unknown Tongue. Jeśli marzy wam się spokojny odpoczynek na tropikalnej wyspie, ale koronawirus pokrzyżował wam plany, z tym krążkiem, będziecie o krok bliżej rychłego spełnienia tego, co trzeba było odłożyć na później. — Kurtek


#FridayRoundup

Die 4 Ur Love

Tei Shi

Diktator

Nowa EP Tei Shi, choć na okładce kusi retrofuturystyczną wyobraźnią spod znaku rodzeństwa Jackson i ich „Scream”, w rzeczywistości uderza zdecydowanie mocniej w tony sympatycznej synthpopowej potańcówki. Określenie „sympatyczna” jest przy tym tutaj wyjątkowo trafne, bo jednocześnie afirmuje niewątpliwy urok tych kilku, nieco nieśmiałych, piosenek, z drugiej jednak słusznie sytuuje to bedroomowe neo-disco w obszarze zachowawczej letniości, poza którą Die 4 Ur Love raczej nie wykracza. Mimo to, gdy wjeżdża ta zaskakująco latynizująca gitara na „Johnny” czy rozczulający introwertyzm „Disappear” można w tym, jeżeli nawet nie utonąć, to przyjemnie podryfować. — Wojtek


#FridayRoundup

333

Bladee

Year0001

Mimo tego że osobiście bardzo afirmuję porażkową kategorię estetyczną przypału, której Bladee niewątpliwie jest elementem, poziom wejścia w Drain Gangową, autotunową socjetę zdecydowanie mnie przerasta. Czym innym jest bowiem radosna ignorancja wobec brzmieniowej normatywności na rzecz przyjemnego chaosu muzyki wernakularnej, a czym innym po prostu boleśnie nieumiejętne i powtarzalne mamrotanie na rozwodnionej muzycznej materii, jak to ma miejsce na „333”. Szkoda, bo tegoroczne euforyczne, dream-transowe „Girls just wanna have fun” z Ecco2k zwiastowało intrygujący twist w twórczości rapera. Tu jednak trudno nie odnieść wrażenia, że wyszystko to już słyszeliśmy, Bladee dalej brzmi jak sfrustrowany nastolatek nagrywający na mikrofonie ze Skype’a kawałki o tym że dostał kosza (za co zapewne zjednał sobie tak wielu fanów), produkcje, choć nadal chwilami przyjemnie przestrzenne, jakkolwiek futurystyczne byłyby może z 10 lat temu, a całościowo trudno się oprzeć wrażeniu że to trochę zachowawczy autopilot napędzany narkotykowymi blackoutami i regularnym wypłukiwaniem serotoniny przez MDMA. Szkoda że uczucie zwały pada na słuchaczy — Wojtek


#FridayRoundup

The Light Pack

Joey Bada$$

Pro Era / Columbia

Przed wydaniem pełnoprawnego albumu, Joey Bada$$ zdecydował się zaserwować małą przystawkę. The Light Pack, jak zaznaczył, nie jest jednak epką. Konceptualnie każdy z trzech utworów reprezentuje odpowiednio duszę, umysł i ciało, a do singlowego „The Light” zrealizowany został teledysk, który dokumentuje udział rapera w tradycyjnej ceremonii haitańskiego Voodoo w Brooklynie. Joey Bada$$ jest obecnie chyba w najlepszej formie do tej pory. Jeśli więc lubicie klasyczny, świadomy hip-hop, koniecznie na niego uważajcie! — Klementyna


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Lianne La Havas w portrecie zwielokrotnionym

Lianne La Havas - Can't Fight

Lianne La Havas - Can't Fight

Lianne La Havas prezentuje klip do „Can’t Fight”

Mamy to! Czy raczej ma Lianne La Havas, która postanowiła podzielić się z nami kolejnym (po tym do „Paper Thin”) teledyskiem nakręconym w skromnych, kwarantannowych warunkach. W wideo do „Can’t Fight” wokalistka zaprasza nas do swojej rzeczywistości, i na bezpieczny, wirtualny spacer po ulicach południowego Londynu. Śmieszkowy „portret zwielokrotniony” Lianne to doskonała przeciwwaga dla niedawno wydanego sad soulowego coveru „Weird Fishes” Radiohead (z cyklu: covery, które są okej, ale nie wiemy, czy ich potrzebujemy). Przy takim rozłożeniu sił nie zostaje nam już nic innego jak oczekiwać na 17 lipca i premierę albumu Lianne La Havas!

Lianne La Havas z kolejną zapowiedzią nowego albumu

lianne la havas - can't fight

lianne la havas - can't fight

Udomowione R&B w wydaniu Lianne La Havas

Podobnie jak przed pięcioma laty, wakacje będziemy tego roku spędzać w towarzystwie Lianne La Havas. Wokalistka podzieliła się dotąd z nami dwoma zwiastunami swojego trzeciego albumu. Do subtelnej ballady „Bittersweet” dołączyło równie subtelne i nostalgiczne „Paper Thin”, brzmiące jak B-Side „Tokyo”, opatrzone niedawno lofajowym teledyskiem, nakręconym w domowych warunkach. „Can’t Fight” to propozycja bardziej dynamiczna; niezupełnie optymistyczna w treści, ale za to optymistyczna w formie. Lianne La Havas chciała w niej nawiązać do rytmicznego dialogu tekstu i muzyki, który odkrywała jako nastolatka, słuchając „ton R&B”. W pisaniu utworu wziął udział Mura Masa, który wyprodukował „Can’t Fight”. Lianne La Havas poddaje się okolicznościom, a my poddajemy się lekkości i bezpretensjonalności jej nowego singla. Sprawdźcie poniżej, razem z tracklistą albumu. Premiera Lianne La Havas już 17 lipca.



Tracklista:

1. Bittersweet
2. Read My Mind
3. Green Papaya
4. Can’t Fight
5. Paper Thin
6. Weird Fishes
7. Please Don’t Make Me Cry
8. Seven Times
9. Courage
10. Sour Flower

Lianne La Havas zapowiada nowy album

Lianne La Havas - Bittersweet

Lianne La Havas - Bittersweet

Lianne La Havas w wydaniu słodko-gorzkim

Jeżeli przypadkiem należycie do tych, którzy nadal (choćby i w skrytości) oczekiwali nowego wydawnictwa od Lianne La Havas, to spieszymy donieść, że wasze nadzieje nie okazały się płonne. Pop soulowa songwriterka powraca z nowym singlem „Bittersweet”, zapowiadającym pierwsze wydawnictwo od czasu Blood z 2015 roku. Najnowszy utwór wokalistki to wprawdzie krok subtelny i zachowawczy, ale cieszy mimo wszystko, niczym znak życia od dawno niewidzianej znajomej. Przy okazji premiery „Bittersweet” Lianne odwiedziła berlińskie studio Colors, rozświetlając jego przestrzeń emocjonalnym, słodko-gorzkim występem. Album LLH3 ma się ukazać jeszcze w tym roku. Czekamy niecierpliwie!

Nowy teledysk: Lianne La Havas „Tokyo”

Pamiętacie jeszcze Lianne La Havas? Po wydaniu rewelacyjnego „Blood” w 2015 roku rozpłynęła się w powietrzu; pojawiała się jedynie czasem jako gość u innego wykonawcy. Teraz powraca z kolejnym singlowym teledyskiem do nostalgicznego „Tokyo”. Intymny obraz przedstawia Lianne jako jeden z wielu ludzkich punkcików na mapie miasta, które pewnie jeszcze długo będzie utożsamiane z samotnością. Czy Lianne mogłaby zagrać w remake’u do „Między słowami”, gdyby taki powstał? Możecie sprawdzić poniżej.

Charles Bradley, BJ the Chicago Kid, De La Soul i inni na debiutanckim albumie Mr Jukesa

Pamiętacie indie rockowy zespół Bombay Bicycle Club? W 2016 roku chłopaki zawiesili działalność, a jeden z nich — Jack Steadman postanowił wydać solowy album. Wybrał pseudonim Mr Jukes i szykuje krążek zatytułowany God First. Zapytacie, co zapowiedź płyty gościa z indie rockowej grupy robi na Soulbowlu? Okazuje się, że na swoim debiucie Steadman postanowił pójść w stronę soulu i hip-hopu. Jedno spojrzenie na tracklistę i już wiadomo, że może być gorąco. Gościnne udziały BJ the Chicago Kida, Charlesa Bradleya, De La Soul, a do tego między innymi Lalah Hathaway i Lianne La Havas! Wyszły już trzy zapowiadające projekt single i naprawdę nie pozwalają się oderwać od głośnika. „Angels/Your Love” jest utrzymane w boom bapowej konwencji, a BJ the Chicago Kid idealnie pasuje do takich nieco mocniejszych klimatów. „Tears” to świetny eksperymentalny soul, a „Grant Green” z gościnnym udziałem Charlesa Bradleya przenosi nas do funkowych lat 70-tych. Cudownie się tego wszystkiego słucha. Premiera płyty spodziewana jest na 14 lipca.

1. „Typhoon”
2. „Angels/Your Love” (feat. BJ the Chicago Kid)
3. „Ruby”
4. „Somebody New” (feat. Elli Ingram)
5. „Grant Green” (feat. Charles Bradley)
6. „Leap of Faith” (feat. De La Soul & Horace Andy)
7. „From Golden Stars Comes Silver Dew” (feat. Lalah Hathaway)
8. „Magic”
9. „Tears” (feat. Alexandria)
10. „When Your Light Goes Out” (feat. Lianne La Havas)



Nowy utwór: Robert Glasper feat. Lianne La Havas & Common „The Cross”

Common i Robert Glasper pracowali ostatnio przy Black America Again, ale na tym ich współpraca się nie zakończyła. Niedawno pianista, wspólnie z raperem z Chicago i z pomocą Lianne La Havas, wypuścili rewelacyjny numer „The Cross”. Kawałek został napisany właśnie przez Glaspera, Commona i Karriema Rigginsa, a znajduje się na ścieżce dźwiękowej do Burning Sands, filmu nakręconego dla Netflixa, który traktuje o wystawieniu na próbę przyjaźni i braterstwa w czarnej społeczności, ale nie tylko tam. Nie obyło się bez kontrowersji, ponieważ pewne organizacje skupiające Afroamerykanów greckiego pochodzenia wystosowały list w związku z tym, co film pokazuje. Dlatego ten numer wydaje się idealnie zmniejszać napięcie w całej sprawie. Piękne pianino Glaspera, grająca w tle trąbka robią swoje, a wokal Lianne i rap Commona pokazują, że przyjaźń i miłość są najważniejsze, zresztą słowa „I’ll go through the fire for you” wyraźnie to podkreślają.

Kendrick Lamar liderem nominacji do nagród Grammy!

kdotgrammy

Z roku na rok nominacje do Nagród Grammy dają nam coraz więcej powodów do narzekań, zaskoczeń i pytań „dlaczego?”. Potem bywa jeszcze gorzej, gdy dochodzi do ogłoszenia właściwych zwycięzców, ale nie o tym. Dzisiaj poznaliśmy listę artystów, albumów i piosenek, które w przyszłym roku będą miały szansę na zdobycie tej wciaż podobno prestiżowej statuetki. Co ciekawe, patrząc ogólnie to nie jest tak źle. Dziwić może obecny na liście rapowych występów roku freestyle Drake’a, a poważnie zdenerwować nieobecność Kamasiego Washingtona wśród walczących o instrumentalny jazzowy album roku. Skupmy się na pozytywach. Po pierwsze Kendrick Lamar, który zdominował listy liczbą jedenastu (!) nominacji. Jest to imponujący wynik, gdyż jedynym artystą w historii, który otrzymał ich więcej na potrzeby jednej gali, był Michael Jackson (dwanaście). Drugie miejsce — ex aequo z Taylor Swift — zajmuje The Weeknd ze swoją szczęśliwą siódemką. Zarówno K-Dot jak i Abel walczyć będą nie tylko w swoich gatunkowych kategoriach, ale także w tych najważniejszych ogólno-muzycznych. Nieźle wyglądają kategorie związane z klasycznym i nowoczesnym r&b. The Internet, Lianne La Havas, Miguel, Hiatus Kaiyote, Jazmine Sullivan, Leon Bridges, Kehlani (!) i oczywiście wielka niespodzianka końcówki 2014, czyli D’Angelo — zdecydowana większość z nich faktycznie reprezentuje współczesny obraz czarnej muzyki. Podobnie sprawa wygląda z hip hopem — nie jest idealnie, ale widać jakąś tam próbę wyważenia zestawu pod kątem sukcesów komercyjnych, jak i artystycznych (J Cole, Drake, Kendrick. Dr. Dre). Niezbadane są jednak wyroki Akademii w sprawie ogłaszania ostatecznych zwycięzców, więc staram się nie zakładać, że moi faworyci wygrają wszędzie tam, gdzie bym chciał (Czarny Mesjasz ze złotym gramofonem za Record Of the Year — to by było zbyt piękne). Pełną listę nominowanych znajdziecie na przykład tutaj.

Relacja: Lianne La Havas nie do zatrzymania

Bez nazwy-2

foto: P. Tarasewicz / cgm.pl

Jeśli życie nie polega na piciu drinków w promocyjnej cenie i chodzeniu na koncerty Lianne La Havas, to nie mamy o nim zielonego (i złotego) pojęcia. (więcej…)

Wygraj bilet na koncert Lianne La Havas!

lianne

Koncert Lianne La Havas odbędzie się już jutro w warszawskim klubie Palladium! Z tej okazji mamy do rozdania jedną wejściówkę na ten występ. Aby ją wygrać należy odpowiedzieć na poniższe pytanie:

Jak nazywa się ostatni album Lianne La Havas?

Odpowiedzi ślijcie na adres mailowy: ewa.soulbowl@gmail.com
Macie czas do dzisiaj (16.11) do godziny 21:00! Wtedy też powiadomimy zwycięzcę mailowo o wygranej. Powodzenia!

WYDARZENIE NA FACEBOOKU

Nowy teledysk: Lianne La Havas „Green & Gold”

lianne

Choć jesień zdążyła już zagościć na dobre, Lianne La Havas dzieli się klipem do iście letniego, ale melancholijnego utworu. Video do piosenki „ Green & Gold” promuje tegoroczny album artystki, zatytułowany Blood. W teledysku widzimy Lianne dumającą nad życiem i szukającą refleksji w odbiciach luster, co idzie w parze z tekstem utworu. Artystka jest jedyną bohaterką klipu, w którym śpiewa, gra na gitarze, a na końcu przechadza się po pięknych krajobrazach. To jednak zdecydowanie wystarczy, bowiem każdej ze scen wygląda zjawiskowo!

Przypominamy, że Lianne La Havas wystąpi 17 listopada w Warszawskim klubie Palladium. W roli supportu usłyszeć będziemy mogli Roseau. Bilety w cenie 79zł (miejsca stojące; płyta) oraz 90zł (miejsca siedzące, balkon) można zakupić na stronach internetowych: www.go-ahead.pl, www.biletomat.pl, www.eventim.pl, www.ebilet.pl, www.ticketpro.pl oraz w sklepach sieci Empik, Media Markt i Saturn.

17.11.2015r., Palladium (Warszawa)
Bilety: 79ł / 90zł
Start: 19:00
WYDARZENIE NA FACEBOOKU

 

Roseau wystąpi przed Lianną La Havas

12030558_1633251360282061_3968857948380496816_o
Publiczność przed występem Lianne La Havas 17 listopada w Warszawie w Klubie Palladium rozgrzeje Roseau! Kerry Leatham songwriting ma we krwi. Choć jej ojciec pochodzi z Dominikany, a matka z Irlandii Północnej, urodziła się w Wielkiej Brytanii i tu dorastała. Miłość do muzyki zakorzenił w niej dziadek jeszcze w dzieciństwie, a kolejne lata Kerry spędziła doskonaląc swoją grę i umiejętności wokalne. Jej debiutancki album, Salt, ukazał się w tym miesiącu i jak mówi artystka — składa się na niego mnóstwo historii, przede wszystkim o miłości, ale też po prostu o życiu. Płyta powstawała na wsi, w jej rodzinnym hrabstwie Essex, a wpływy tego miejsca doskonale słychać w poszczególnych utworach. Wśród swoich podstawowych inspiracji Roseau wymienia Van Morrisona, Fleetwood Mac, Grizzly Bear czy Tune-Yards. Jej występ będzie idealnym wprowadzeniem do koncertu Lianne La Havas!

Lianne La Havas debiutowała w 2012 roku płytą Is Your Love Big Enough?, która dotarła do czwartego miejsca zestawienia UK Album Chart i zdobyła tytuł Album of The Year serwisu iTunes. Po zakończeniu trasy promującej to wydawnictwo Lianne, która ma jamajskie i greckie korzenie, wyjechała na długie wakacje do Kingston. Ta podróż miała bardzo silny wpływ na nagranie jej najnowszej płyty i stanowi podstawę jej inspiracji. Blood ukazał się 31 lipca. Wydawnictwo zapowiadał singiel „Unstoppable”, który spotkał się ze świetnym przyjęciem — pojawił się na playlistach m.in. BBC Radio 1 i Radio 2, a sama artystka zachwyciła występem w programie „Later… with Jools Holland”.

Apetyt na drugą płytę Lianne zwiększył dodatkowo jej świetny występ na tegorocznym festiwalu Glastonbury gdzie usłyszeć można było kolejną zapowiedź Blood – singlowe nagranie „What You Don’t Do”.

Imponująca jest również lista artystów, z którymi Lianne miała okazję pracować nad nowym albumem – oprócz słynnego producenta reggae i dancehall Stephena McGregora, wokalistkę wsparli: Paul Epworth (Florence & The Machine, Adele, FKA Twigs), Matt Hales, Howard Lawrence z duetu Disclosure, Jamie Lidell i Mark Batson (producent m.in. Alicii Keys, Indii.Arie).

Nikogo nie powinno więc dziwić, że przez zagraniczne media już w tym momencie La Havas określana jest mianem wielkiej nadziei neo-soulu, „The Guardian” porównał ją na swoich łamach do Jill Scott i Lauryn Hill, a do grona jej zadeklarowanych fanów zalicza się sam Prince!

Wejściówki na koncert Lianne La Havas w Palladium dostępne są w sklepach sieci Empik, Media Markt i Saturn, a także na stronach Biletomat, Eventim, Ebilet, TicketproGo Ahead.

Lianne La Havas zagra w Polsce

080912-music-Lianne-La-Havas
Niemożliwe staje się możliwe. Lianne La Havas zagra w warszawskim klubie Palladium tej jesieni. (więcej…)

Nowy teledysk: Lianne La Havas „What You Don’t Do”

Image2

Do premiery Blood, drugiego krążka Angielki, pozostał jeszcze nieco ponad miesiąc — premierę wyznaczono na 30 lipca. Tymczasem piosenkarka prezentuje klip do drugiego, po „Unstoppable”, singla promującego album — „What You Don’t Do”. Pogodny numer opatrzono przy okazji barwnym, choć zaskakująco ciemnym teledyskiem zrealizowanym w większości na tle kreatywnie oświetlonej ściany. Trochę szkoda, że nie zdecydowano się wpuścić do obrazu chociaż odrobiny słońca, którym przesiąknięta jest sama piosenka.

Nowy utwór: Lianne La Havas „Unstoppable”

Lianne_La_Havas

Trochę ubolewaliśmy, że niedawnej zapowiedzi nowego albumu Lianne La Havas (31 lipca!) nie towarzyszyła premera żadnego singla, no ale jak widać nie trzeba było długo czekać. „Unstoppable” brzmi naprawdę nieźle, pewna siebie piosenkarka doskonale gospodaruje majestatyczną kompozycję Paula Epwortha. Pytanie tylko: czy to wciąż jest ta sama Lianne, która zachwyciła nas trzy lata temu swoim oryginalnym stylem? Co by się nie działo — czekamy, liczymy jednak na trochę tej delikatności i kameralności rodem z „Is Your Love Big Enough?„.

Lianne La Havas powraca z nową płytą

11138073_971458286200029_5349913509337903723_n Jedna z najlepszych debiutantek 2012 roku przerywa zdecydowanie za długie milczenie. Lianne La Havas właśnie zapowiedziała premierę swojego drugiego krążka Blood na 31 lipca. Długo oczekiwane wydawnictwo będzie zawierać 10 piosenek (spis utworów poniżej), jednak na razie brak jakiegokolwiek singla. Możemy za to podziwiać okładkę płyty powyżej, której egzotyczne elementy zapowiadają inspirację grecko-jamajskim pochodzeniem Lianne. Produkcją albumu zajęli się m.in. Stephen McGregor, Paul Epworth, Mark Batson, Jamie Lidell czy Howard LawrenceDisclosure. Poprzeczka na Is Your Love Big Enough? została postawiona całkiem wysoko, co czyni nową płytę Havas jedną z bardziej oczekiwanych premier tegorocznych wakacji.

1. „Unstoppable”
2. „Green & Gold”
3. „What You Don’t Do”
4. „Tokyo”
5. „Wonderful”
6. „Midnight”
7. „Grow”
8. „Ghost”
9. „Never Get Enough”
10. „Good Goodbye”

Nowy utwór: Prince feat. Lianne La Havas „Clouds”

clouds

Ponoć to, co naprawdę dobre trzeba dawkować, żeby przypadkiem nie przesadzić, ale nie oszukujmy się — w temacie Prince’a ta zasada nie obowiązuje. Wczoraj wszelkie możliwe przypomnienia zostały ustawione, a kalendarze zakreślone na 30 września, kiedy ukażą się DWA albumy z Księciem w roli głównej. To teraz czas na nowy kawałek zarejestrowany w towarzystwie Lianne La Havas. Oto „Clouds” dla niczym niezmąconej przyjemności (nie tylko) porannego słuchania.

Nowy utwór: Tourist feat. Lianne La Havas „Patterns”

tourist

Już od jakiegoś czasu nie jest tajemicą, że cudowna Lianne La Havas pracuje nad swoim kolejnym albumem. Szczegółów póki co nie znamy, ale słuchając utworu poniżej jesteśmy pewni, że wokalistka jest zdecydowanie w formie. Jej gościnny występ na epce brytyjskiego producenta Tourista to zdecydowana odskocznia od głównie folk-soulowej atmosfery panującej na niezapomnianym Is Your Love Big Enough?, niemniej Lianne odnajduje się tutaj jak trzeba. Myślę, że w jakimkolwiek kierunku nie poszłaby na swojej drugiej solówce, to i tak pozostanie na mojej liście najbardziej oczekiwanych premier 2014 roku. Jeśli interesuje Was sama działaność Tourista, to już pojutrze odbędzie się premiera całości epki, zatytułowanej tak jak track poniżej.

Lianne La Havas coveruje Little Dragon

Branie na warsztat wszystkiego, co wykonuje Yukimi Nagano może być ryzykownym posunięciem. Jednakże interpretacja utworu „Twice” w wykonaniu 24-letniej Brytyjki Lianne La Havas, jaką wykonała podczas In The Woods Barn Sessions 2013, broni się całkiem nieźle. Wszystko to za sprawą dość ubogiej aranżacji, która okazuje się być tutaj atutem. Akompaniament jedynie gitary basowej nadaje utworowi nowy charakter. Lianne natomiast pięknie brzmi w niskich rejestrach i potrafi operować głosem w niewymuszony sposób.

Remix: Lianne La Havas „Lost&Found” (Salah Ananse Rhythm & Soul Blessing)

lianne-la-havas-lost-found-remix-lead

Niewykorzystane okazje lubią się mścić i nigdy nie wracać. Dlatego Salah Ananse swój remiks utworu Lianne La Havas po swoim pierwotnym wykonaniu w House In The Park postanowił nagrać i opublikować. Prostym konceptem, czyli dodaniem housowo-dubowego bitu i syntezatorowego wypełnienia do lirycznego tracku, stworzył on małą perełkę, pod względem zaopatrzenia emocjonalnego – majstersztyk. Wszystko jest tu na swoim miejscu, porządku w tym utworu ci nie braknie. To jednak nie przeszkadza być wersji stworzonej przez Ananse nieprzeniknioną.  Tego remiksu nie da się po prostu słuchać mniej niż kilka razy.

House In The Park

Jessie Ware - What's Your Pleasure