Recenzja: The Foreign Exchange Tales From the Land of Milk and Honey

Data: 20 listopada 2015 Autor: Komentarzy:

The Foreign Exchange

Tales From the Land of Milk and Honey (2015)

Foreign Exchange

The Foreign Exchange promienieją! O ile na Leave It All Behind czy Authenticity ich brzmienie, choć przesycone neo-soulową esencją, było raczej chłodne, metaliczne, z płyty na płytę grupa coraz wyraźniej zmierza w stronę słońca. Tę brzmieniową ewolucję można było dostrzec już w pierwszych taktach wydanego przed dwoma laty Love in Flying Colors, ale trudno było wówczas podejrzewać, w jakim kierunku pójdzie projekt kierowany przez duet Phonte-Nicolay.

Tales From the Land of Milk and Honey także nie pozostawia słuchaczowi ani chwili na domysły, w rozpoczynającym album quasi-tytułowym nagraniu z towarzyszeniem Shany Tucker, racząc go rasową bossa novą podszytą naturalnie pierwszorzędnym soulem. Tak wyraziście, świetliście, kojąco i tanecznie zarazem The Foreign Exchange nie brzmieli jeszcze nigdy dotąd. W przeciwieństwie do poprzednich odsłon, tym razem grupa zdecydowała zatracić się w neo-dyskotekowej rytmice. To nadal soul, ale zdecydowanie bardziej progresywny, inkorporujący elementy syntezatorowego funku, disco czy nawet elektropopu. Pomimo tego, że po raz kolejny muzycy współpracują z wieloma różnymi wokalistkami, hooki i refreny zostały skrojone ręką na tyle pewną i wpisane w na tyle charakterystyczne już brzmienie, że o jakimkolwiek dysonansie z tego powodu nie może być mowy. Co najważniejsze grupa znakomicie odnalazła się w bardziej upbeatowych numerach, dzięki czemu zaprezentowała tu całe spektrum soulowych bangerów — od wczesno-80’sowego dancefloor killera „Work It to the Top”, przez motoryczne, połamane „Disappear”, aż po bardziej stonowane melodyjnie i aranżacyjnie, ale nieokiełznane rytmicznie „Body” znakomicie nawiązujące do klasycznego plażowego R&B przełomu lat 80. i 90. To jednak nic w porównaniu z tym, co dzieje się w „Asking for a Friend”, które podobnie jak lata temu „Whatever Bitch” Mýi wychodzi od klasycznego technicznego beatu, który zespół wykorzystuje jako fundament pod misterną konstrukcję rasowego popsoulowego numeru. Nie brakuje im przy tym ani gracji, ani polotu, ani duszy, ani słońca. Ale nie ma się czemu dziwić — The Foreign Exchange promienieją!

Komentarze

komentarzy