Recenzja: Craig David Following My Intuition

Data: 13 października 2016 Autor: Komentarzy:

craig_david_following_soulbowlpl

Craig David

Following My Intuition

Insanity Records

Od wydania ostatniego albumu tego artysty mija sześć lat i nikt chyba nie przypuszczał, że trzeba będzie na niego czekać aż tak długo. Po spadku popularności od momentu wydania Trust Me można było jedynie przypuszczać, że Craig David zrobi sobie krótką przerwę, poukłada w głowie materiał na nową płytę, która po mniej więcej dwóch latach ujrzałaby światło dzienne. Tak się jednak nie stało. Na szczęście przez cały ten okres artysta nie próżnował, przypominał o sobie podczas różnych festiwali, a zawsze przychylna mu publiczność zmotywowała go na tyle, żeby podpisać kontrakt z Insanity Records i wypuścić długo oczekiwany materiał.

The Story Goes był ostatnim krążkiem, który tworzył spójną całość zarówno pod względem tekstowym, jak i kompozycyjnym. Na kolejnym albumie panował muzyczny chaos, a z kolei Signed, Sealed, Delivered był tylko nieudolną próbą przypomnienia o sobie. Jedynym, co mimo wszystko skłoniło mnie do zakupu tych albumów, jest kojący wokal Craiga, dzięki któremu można wybaczyć wszystkie niedociągnięcia. Dlatego też cierpliwie oczekiwałem na powrót…

Przed wydaniem Following My Intuition powstały solidne taneczne kawałki z deep i tropical housem na czele, stworzone przy współpracy z czołowymi producentami i DJ-ami sceny muzycznej. Mowa tu o duecie Blonde, który wyprodukował „Nothing Like This”, hitmakerze Sigala i jego otwierającym krążek „Ain’t Giving Up” oraz holenderskim DJ-u Hardwellu, odpowiedzialnym za skomponowanie „No Holding Back”. W kompozycjach David udziela się tylko wokalnie, ale ponieważ single stały się dużymi hitami, nierozsądnym byłoby nie umieścić ich na albumie. Powrót po sześciu latach, mimo iż wyczekiwany, nie jest łatwy, a klubowe bangery dźwigają płytę komercyjnie i pozwalają Craigowi z sukcesem przypomnieć o swoim istnieniu.

Zawartość krążka to jednak przede wszystkim nawiązanie artysty do garażowego brzmienia z początków jego kariery. Pchnął je w nowocześniejszy wymiar m.in. dzięki raperowi Big Narstie w kawałku „When the Bassline Drops” oraz drum’n’bassowym dźwiękom przeplatanym spokojnymi wstawkami w „Don’t Go”. Nie zabrakło również delikatnych i podniosłych ballad z eterycznym wokalem Brytyjczyka, które fani doskonale pamiętają z płyt Born to Do It czy The Story Goes. Jakby tego było mało Following My Intuition zawiera jeszcze dwie niespodzianki, przeciwstawne brzmieniowo, ale pozytywnie zaskakujące. Pierwszą z nich jest przeróbka dawnego hitu artysty „Fill Me In”, stworzona na samplu „Where Are Ü Now” Jacka Ü, oryginalnie wykonywanego przez Justina Biebera. Kiedy w BBC Radio 1Xtra David wykonał ten utwór, internet oszalał, a kawałek o nowym tytule „16” nie mógł nie znaleźć się na płycie. Drugą niespodzianką, która szczęśliwie wypełnia zawartość wydawnictwa, jest stworzony przez Kaytranadę utwór „Got It Good” z wokalem Craiga. To hipnotyzująca kompozycja ze skąpym bitem i kojącą melodią, znajdująca się również na albumie 99,9%. Współpraca Craiga z tym haitańsko-kanadyjskim producentem wyszła mu na dobre, ponieważ Louis Kevin Celestin wyprodukował jeszcze jeden kawałek dla Davida — zamykające krążek w wersji deluxe „Sink or Swim”.

Za sprawą tanecznych kompozycji i znanych producentów, szósty album Bo’ Selecty to swoisty hit-after-hit. Jednocześnie ulubieńcy artysty z czasów „7 Days” czy „Walking Away” nie mają powodu do smutku, bo na krążku odnajdą „starego” Craiga. Całość płyty można więc określić jako taneczny album z charakterystycznymi dla Brytyjczyka soulowymi balladami, gdzie nie zabrakło również początków jego kariery spod znaku UKG. Artysta bardzo dobrze wykorzystał długą przerwę. Uległ nieco wpływom komercyjnego i wszechobecnego house’u, ale potrafił obecne trendy muzyczne wpleść w swoje charakterystyczne brzmienie R&B. I chociaż na Following My Intuition nie znajdziemy nic odkrywczego, to słucha się go przyjemnie i z całą pewnością mogę stwierdzić, że David wykorzystał swoją drugą szansę. Dobrze jest go mieć z powrotem i móc delektować się jego wyrazistym głosem.

Komentarze

komentarzy