Recenzja: Childish Gambino „Awaken, My Love!”

Data: 13 grudnia 2016 Autor: Komentarzy:

childish-gambino

Childish Gambino

„Awaken, My Love!” (2016)

Glassnote Records

Bez wątpienia Donald Glover może uznać mijający rok za bardzo udany. Nie dość, że kilka miesięcy temu został ojcem, to jeszcze stworzony przez niego serial Atlanta spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem wśród amerykańskiej widowni. Na szczęście nie zapomniał również o muzyce, którą tworzy pod pseudonimem Childish Gambino. Efektem tego jest wydane drugiego grudnia Awaken My Love! — trzeci oficjalny longplay w karierze artysty. Porównując ten album z jego poprzednimi projektami, bez trudu można usłyszeć jak długą drogę Gambino przeszedł przez ostatnich kilka lat. Na Awaken My Love! pochodzący z Atlanty raper i wokalista odszedł od wypełnionego po brzegi punchline’ami i grami słów rapu w stronę bardziej ambitnego brzmienia soulu i funku lat siedemdziesiątych.

Tematem, który najczęściej się przewija we wszystkich artykułach i recenzjach związanych z nowym albumem Glovera są jego inspiracje takimi artystami i zespołami jak Parliament-Funkadelic, Sly and the Family Stone czy Prince. Trudno takich porównań uniknąć, zwłaszcza że podobieństwa — choćby do Funkadelic — widać już na poziomie samej okładki, którą można postrzegać jako unowocześnioną wersję grafiki zdobiącej Maggot Brain z 1971 roku. Trzeba przyznać, że grafika dużo mówi o samej zawartości muzycznej, jako że Gambino nie ogranicza się tu do pustego, bezrefleksyjnego naśladowania swoich idoli, ale stara się przekuć te inspiracje w coś oryginalnego i swojego. Spora w tym zasługa Ludwiga Göranssona, którego produkcje idealnie oddają oldschoolowy klimat lat siedemdziesiątych, a przy tym nie brakuje im nowoczesności i świeżego spojrzenia.

Już wypuszczone przed premierą albumu single zwiastowały stylistyczną rewolucję w muzyce Donalda. Pierwszy z nich „Me and Your Mama” to fantastyczne połączenie psychodelicznego soulu i rockowej energii spod znaku wspomnianego już Funkadelic, podczas gdy „Redbone” to już przestrzenne, choć wciąż pełne nostalgii R&B w stylu Prince’a. Równie znakomitych momentów jest tu zresztą więcej — chociażby funkowe „Boogieman”, niesamowicie chwytliwe i intensywne „Riot”, a także zestawiające mroczny podkład z pięknym soulowym śpiewem „Terrified”. Pomimo sporej brzmieniowej różnorodności Gloverowi udało się utrzymać spójność w przekroju całego projektu. Jedyne numery, które tę spójność burzą to absurdalne i kompletnie oderwane od całości „California” oraz niepotrzebny przerywnik muzyczny w postaci „The Night Me and Your Mama Met”.

Mam wrażenie, że przy poprzednich płytach Gambino bliżej mu było do precyzyjnie skonstruowanej postaci aniżeli człowieka, z którym można by się było w jakikolwiek sposób utożsamić. Wyglądało to trochę tak, jakby za tą osłoną okołorapowych środków stylistycznych artysta próbował ukryć, kim tak naprawdę jest i co myśli. Mimo że Awaken My Love! jest stosunkowo oszczędne w słowach, wydaje się, że właśnie na tym albumie Glover się najbardziej przed słuchaczami otworzył. Zapewne płyta ta nie trafi do tych, którzy oczekiwali od niego kontynuacji ścieżki obranej na Camp czy Because the Internet. Warto jednak docenić, że Gambino wyszedł ze swojej strefy komfortu i postanowił zrobić coś nowego, a przy tym przypomnieć, jak ogromny potencjał wciąż drzemie w klasycznych funkowych i soulowych brzmieniach.

Komentarze

komentarzy