70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475

Recenzja: Future FUTURE / HNDRXX

Data: 6 marca 2017 Autor: Komentarzy:

future

Future

FUTURE (2017)

A1/Freebandz/Epic

Future

HNDRXX (2017)

A1/Freebandz/Epic

Już praktycznie od początku swojej kariery Future dawał nam znać, że wkroczył na hiphopową scenę z podwójną misją. Z jednej strony chodziło o obsadzenie tronu przysługującego królowi bezkompromisowych, trapowych bangerów, a z drugiej chodziło też o ukazanie słuchaczom swojej pokrętnej wizji przesączonego kodeiną popowego post-r&b. O ile skuteczności w realizowaniu pierwszego z celów nikt o zdrowym rozsądku nie powinien podważać, tak co do tego jego rhytm’n’bluesowego alter-ego wszelkie obiekcje były uzasadnione. FUTURE/HNDRXX — masywny projekt przenoszący konflikt między dwoma obliczami reprezentanta Atlanty na dwa osobne albumy — zaskakuje właśnie tym, że dotychczas poznany rozkład sił wywrócony został do góry nogami.

Największa zaleta i zarazem wada wydanego w pierwszej kolejności FUTURE tkwi w tym, że jest to po prostu jego kolejny mixtape, tyle że każący się traktować jako komercyjne wydawnictwo. Na żadnym z oficjalnie wydanych projektów Future nie pozwolił sobie na aż takie zamknięcie w hermetycznym trapowym środowisku, bez głośnych featuringów i innych prób rozszerzenia swojego fanbase’u. To krążek dla miłośników Future’a, brudnych, poszatkowanych drumrollami podkładów i dilerskich historii, koniec i kropka. Niewiele mamy tutaj highlightów mogących przekonać kogoś do tej pory nieprzekonanego — do takich można zaliczyć silnie chwytliwe „Draco”, charyzmatyczne i agresywne otwarcie płyty za pomocą „Rent Money”, albo wpisujące się w trendy eksploatowane przez raczkującą najnowszą falę trapu „Mask Off”. Reszta płyty, nie licząc kilku subtelnych smaczków w produkcji, to typowe dla mixtape’ów muzyka rzemieślnictwo. Warstwy lirycznej nawet nie ma potrzeby komentować, nie tyle ze względu na jej poziom co na jej znaczenie w uprawianej przez Astronautę rapowej konwencji. Warto jednak zauważyć zwiększoną aktywność w kierunku zdradzania nam swojego życiorysu. FUTURE to solidny zestaw czystej trapowej kreatyny, aczkolwiek o jakieś cztery utwory za długi i trochę jednak rozczarowujący po kapitalnie psychodelicznym DS2, a nawet po nie tak wcale przeciętnym z perspektywy czasu EVOL. Po pierwszych odsłuchach tego albumu wystraszyłem się trochę, że Future zatoczył koło i już nie jest nas w stanie niczym zaskoczyć…

…i wtedy właśnie — tydzień po FUTURE — premierę miało HNDRXX. Przewidziana przez słuchaczy popowa przeciwwaga do stricte rapowego albumu numer jeden okazała się nie do końca przewidywalna. Future’a podlanego sosem r&b już znaliśmy, ale tym razem to r&b zamiast próbować być ciałem, służy jako dusza zawartych tutaj utworów. Poza garścią podkładów wyraźnie uderzających w takie tony (notabene kto by się ich spodziewał akurat spod rąk DJ’a Mustarda?), mamy też idące tropami cloud rapu „Use Me”, jakby electro-popowe „Incredible” i urzekajaco funkową gitarę w „I Thank U”. Prawie wszystkie produkcje łączy jedno — posiadają niespotykaną do tej pory na albumach Future’a atmosferę i głębię, przez którą te obecne na albumie sprzed tygodnia sprawiają wrażenie niewykończonych szkieletów piosenek. HNDRXX to nie tylko zaskakująca warstwa muzyczna — to przede wszystkim zaskakujący Future. Chociaż nie rozstaje się on zupełnie z wizerunkiem pozbawionego skrupułów macho, daje nam jednak znać ile może być w tym prawdy a ile maskarady. Nawet jeśli porównuje epizody ze swoimi byłymi (z oczywistą Ciarą na czele) do umieszczania kolejnych znaczków w klaserze, robi to z nutą goryczy i lekko wyczuwalnej niechęci do samego siebie. Nieznana do tej pory natura tego autotune’owego androida manifestuje swoją obecność wyznaniami takich ludzkich odczuć jak empatia, wyrzuty sumienia, czy zagubienie w szponach materializmu („Solo”). HNDRXX to taki brudny odpowiednik Take Care Drake’a, tyle że tylko trochę krótszy, ale i bardziej obfity we wrażenia. Ostatnie dwadzieścia minut materiału (włącznie z w-jakiś-sposób-działającym duetem z Rihanną) to chyba absolutne the best of, jakie Hendrix mógł wykrzesać z siebie jako raper. Przynajmniej do tej pory.

Przyznam, że odetchnąłem z ulgą, kiedy dowiedziałem się, że plotka na temat nadchodzącego w następnym tygodniu albumu numer trzy okazała się być wyłącznie plotką. Trzydzieści cztery premierowe numery Future’a w przeciągu siedmiu dni to ilość spora, ale raczej pozostawiającą nas w idealnej równowadze między przejedzeniem, a nienasyceniem, dalsze kroki mogłyby być zbyt ryzykowne. FUTURE/HNDRXX to kompletna wizytówka Future’a a.d. 2017 i jego pozycji na scenie. W ciągu tygodnia pokazał nam, że może być i rzemieślnikiem i artystą. Nagrać coś dla najwierniejszego fana i dla niedzielnego słuchacza The Weeknda. Ściągnąć do studia swój producencki dream team z Metro Boominem i Southside’em w pierwszym rzędzie, ale i zwerbować takiego Jake One’a. Pozostawić nas z wrażeniem, że wiemy jak będzie brzmiał każdy jego następny projekt, by zaraz nas odrzeć z tej pewności siebie. Dobra robota.

Komentarze

komentarzy

70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475