70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475

Recenzja: Jidenna The Chief

Data: 24 marca 2017 Autor: Komentarzy:

Jidenna

The Chief (2017)

Wondaland / Epic

Kiedy Janelle Monáe sprawia wrażenie zainteresowanej bardziej graniem w pretendujących do lub wygrywających Oscary filmach niż tworzeniem muzyki, przychodzi odpowiednia pora na przyjrzenie się artystom zrzeszonym w prowadzonej przez nią wytwórni. Promująca Wondaland Arts Society epka z 2015 roku potwierdziła, że muzyków stać na dobrze zagraną nutkę ekscentryzmu, ale brakuje im elementarnej zdolności do tworzenia wielkich rzeczy. Wszelkie środki i nadzieje pokierowane zostały w stronę Jidenny — pierwszego oficera labelu namaszczonego jednocześnie na faktyczną gwiazdę wypromowaną przez panią Archandroidkę.

Gwiazda błyszczała niewątpliwie dwa lata temu przy premierze pokrytego już podwójną platyną „Classic Man” — jadącego na patencie DJ-a Mustarda okrutnego earworma. Na The Chief nie usłyszycie „Pana Klasycznego” ani nawet niczego w takiej stylistyce. W zamian dostajemy wszystko i nic. Debiut Jidenny to kolejny album w rosnącym ostatnio gronie pogromców gatunkowych szufladek. Dzielenie udziałów hip hopu i R&B fifty/fifty już nikogo nie dziwi, ale podsycanie ognia pierwiastkiem nigeryjskiej (rodzinne strony ojca artysty) muzyki już może rozbudzić uwagę. Kiedy śpiewa, próbuje być Harrym Belafonte, chwilę później na autotunie pójść tropem Travi$a Scotta, by ostatecznie chwycić się niedzisiejszych technik rapowania. Eklektyzm, który na albumach jego przełożonej olśniewa skalą i ponadczasowością, w jego przypadku kojarzy się z jakimś bytem obok osi czasu. Jego wszechstronności brakuje fundamentów i bardziej przypomina zabawę w muzykę z płyt Macklemore’a niż faktyczne jej tworzenie.

Cały ten dysonans nie sprawia oczywiście, że The Chief jest krążkiem jednostajnym pod względem poziomu, składają się na niego bowiem i wzloty, i upadki. Do wzlotów zaliczyć można antycypujący powiew świeżości w otwierającym materiał „A Bull’s Tale”, hipnotyzujące „Adaora” albo konkretne w zastosowanych środkach „Long Live the Chief”. Standouty te neutralizowane są przez małe spektakle miałkości jak straszące obciachowym refrenem „Trampoline” czy reggaetonowe „Little Bit More”. Sesję z debiutem Jidenny niewątpliwie można nazwać przygodą — ale taką, którą raczej szybko zdążymy spowić mgłą zapomnienia, zostawiając w pamięci miejsce na bardziej opromieniające wojaże.

Komentarze

komentarzy

70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475