70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475

Recenzja: Włodi Wszystkie drogi prowadzą do dymu

Data: 29 marca 2017 Autor: Komentarzy:

Włodi

Wszystkie drogi prowadzą do dymu (2017)

District Area

Czekałem bardzo na ten album. Włodek ma to coś, o czym nawijał Sokół w numerze na ostatnim Kodexie, przez co na jego nowe produkcje czeka się z dużą niecierpliwością. To jeden z tych weteranów sceny, który trzyma wysoki poziom, a jego świadomość muzyczna jest na tyle okazała, że odcinanie kuponów nie wchodzi w grę. Wspomniany Sokół znajduje się na tej samej półce, ale teraz jest premiera Wszystkie drogi prowadzą do dymu i nad tym albumem trzeba się pochylić.

Włodek imponuje tym, że jest po prostu na czasie. Słucha, czyta, obserwuje — można to wywnioskować z pierwszego lepszego wywiadu lub kilku zwrotek, a także po tej płycie, która jest ewolucją Wszystko z dymem. Dym pozostał, sporo dymu, ale jest to klamra, wspólny mianownik i nieodłączna używka rapera. Słychać na tym albumie dobre „ucho” Włodiego, bo produkcja brzmi bardzo nowocześnie (nierzadko z elektronicznym zacięciem), a jednocześnie dość surowo. Cała muzyka (może z wyjątkiem „Widma” nagranego dużo wcześniej) jest raczej oszczędna, zostawia sporo przestrzeni dla rapera i pod styl Pawła pasuje, jak ulał. Ponadto z produkcyjnej strony dostajemy wiele mroku, niepewności i niepokoju, przez które płyną kłęby słodkiego dymu. Zresztą szata graficzna idealnie podsumowuje to, co znajduje się na krążku.

To bycie na czasie uwidacznia się również przy doborze gości. Holak u Włodiego? Pierwsza myśl — może być dziwnie. Ale wyszło świetnie. Chłopaki z Pro8l3mu pojawili się w numerze „D/CD” i mieli okazję porapować (Steez tylko kilka wersów) na bicie, który stylowo przypomina ich naturalne środowisko. Młody Otsochodzi ze swoim leniwym stylem sprostał gospodarzowi, nieco gorzej wypadł Ero z JWP. Z gości rapowych nikt nie zjadł swoją zwrotką gospodarza, a Marysia Starosta wystąpiła dyskretnie, prawie niezauważalnie w dwóch numerach. Nie trzeba obdzwaniać kumpli ze starych rapowych czasów (wyjątkiem Ero), żeby zaprosić gości, którzy wniosą na płytę coś więcej niż wspomnienia po wybrzmiałych kolaboracjach.

Celowo na początku tej recenzji zestawiłem ze sobą Włodka i Sokoła. Obaj mają ten sam dar dokładnego, plastycznego opisywania rzeczywistości i celnych, konkretnych linijek. To dlatego storytellingów spod ich piór słucha się tak znakomicie. Pomijam już legendarny „28.09.97” z Molesty, ale na drugiej solówce Włodiego W… pojawiło się świetne „Błędne koło”, na WZD dynamiczne „W Drodze po Towar”. Słuchając chociażby „Szyldu” (najlepszy utwór na płycie), widzisz wnętrze chińskiej knajpy i czekasz na mango lassi, żeby zapić sataj. Świetny storytelling, a to tylko jeden z dwóch na WDPDD, bo „ZapachPS” jest równie wciągający i tematycznie bardzo blisko mu do wspomnianego „Błędnego koła”. Pomijając świetne singlowe „Kominy” i „Przy okazji”, do najlepszych numerów dorzuciłbym jeszcze „Przywilej” z Jankiem i powitalne „Nie widzę przeszkód”. Album jest krótki, ale treściwy, bez zbędnych zapychaczy, dzięki czemu posiada spore repeat value. Włodi nie nudzi, a wykłada swoje przemyślenia w prosty (ale nie prostacki) sposób, czasem refleksyjnie, czasem dobitnie, ale zawsze z klasą.

I wiecie, co jest w tej płycie najlepszego? To, że można pogodzić nowoczesność z własnym stylem i wszystko będzie brzmiało naturalnie i dojrzale — jak na weterana sceny przystało. Wszystko tutaj dobitnie słychać. Paweł nie musi się z nikim ścigać, ale nie pozostaje bierny na zmiany w muzyce. Po prostu porusza się po scenie na własnych zasadach. Nie trzeba doszukiwać się tutaj zasług z przeszłości, żeby docenić ten album przez pryzmat tego, co dzieje się w hip hopie teraz.

Komentarze

komentarzy

70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475