Recenzja: SOHN Rennen

Data: 31 marca 2017 Autor: Komentarzy:

recenzja sohn rennen

SOHN

Rennen (2017)

4AD

Debiutancki album SOHNa Tremors, pomimo że nie został zbyt dobrze przyjęty przez krytykę, wywołał lawinę propozycji współpracy z artystą. Niewyróżniająca się elektronika, oszczędny wokal oraz niewymagające teksty, wpasowały się w mainstreamowy, wpadający w ucho nurt synth-popu, dzięki czemu, po wydaniu albumu, Londyńczyk zajął się komponowaniem kawałków dla innych wykonawców. Po niewielkiej promocji pierwszej płyty oraz pisaniu dla innych, przyszła pora na stworzenie własnej muzyki i wydanie drugiego albumu.

Rennen poprzedzone zostało wydaniem trzech singli, które wspólnie wskazywały lekko odmieniony kierunek, niż ten, obrany na debiucie. Niewielki chaos dźwiękowy panujący na Tremors zastąpiony został opanowaniem i spokojem. Z kolei przyćmiony elektroniką wokal SOHNa, uwydatnił się nieco na drugim krążku. Tym razem artysta postawił na rytmikę w utworach, niż na mnogość syntetycznych melodii, a całość ubrał w bardziej przystępną dla ucha i rozgłośni radiowych, popową osłonkę, jak w przypadku politycznego „Conrad”. Krążek otwiera „Hard Liquor”, które intryguje słuchacza podniosłym tonem i zadziwia bluesowo-gospelową stylistyką nawiązującą do lat ’50. Euforia nie trwa jednak długo i kończy się wraz z ostatnią sekundą rytmicznego „Signal”. Potem następują niewyróżniające się niczym mid-tempo kawałki, jak „Dead Wrong” czy „Falling” oraz nużące „Primary” i lamentacyjne tytułowe „Rennen”. Rozwinięcie płyty niestety rozczarowuje brakiem oryginalności. SOHN nie sięga po jakiekolwiek instrumenty mogące wyróżnić jego kompozycje spośród zatrzęsienia innych tego typu propozycji. Paradoksalnie większość kawałków, w których głos artysty wychodzi na pierwszy plan, irytuje i powoduje znudzenie. Jeśli jednak słuchacz przebrnął do końca albumu, napotka tam jedną z lepszych piosenek na płycie. „Harbour” zaczyna się spokojnie i niewinnie, ale w drugiej części wybucha intensywnością dźwięków, kończąc tym samym krążek w dobrym stylu i pozostawiając niedosyt oraz zaskoczenie, że inne kompozycje nie brzmią równie dobrze lub lepiej.

SOHN, nieprzejęty krytyką debiutu, stworzył wydawnictwo, na którym niestety nie znajdziemy odkrywczych melodii i wyróżniających się kompozycji. Artysta nie potrafi uczyć się na błędach, trwając w przekonaniu o prawidłowości wybranej drogi muzycznej. Rennen jest albumem mrocznym, spokojniejszym i wiernym elektronice. Cały wypełniony jest po brzegi syntezatorami i rytmiką, która uzyskana została dzięki żywym instrumentom. Podobnie jak Tremors, druga płyta nie wybiega poza ramy mainstreamu, przez co może podobać się wielbicielom takiego gatunku muzyki. Można więc przyznać, że Rennen jest kontynuacją Tremors, ale podaną w bardziej przystępnej dla ucha formie, a co za tym idzie, niewyróżniającej się i, wbrew tytułowi, galopującej, ale w kierunku zapomnienia.

Komentarze

komentarzy