Recenzja: Leela James Did It for Love

Data: 25 kwietnia 2017 Autor: Komentarzy:

Recenzja Leela James Did It for Love

Leela James

Did It for Love (2017)

Shesangz Music/BMG Rights Management (US)

Od czasu debiutu A Change Is Gonna Come, Leela James kroczy wyznaczoną przez siebie ścieżką mainstreamowego soulu, nie ulegając zbytnio wpływom współczesnej muzyki. Również tematyka utworów pozostaje niezmienna. Artystka bez ogródek śpiewa o miłosnych wzlotach i upadkach, prawdziwym uczuciu i burzliwych rozstaniach. Tę szczerość niezmiennie doceniają fani, którzy od lat słuchają muzycznych opowieści wokalistki.

Spoglądając na okładkę nowej płyty Leeli James, można pomyśleć, że nagrała taneczny album. Srebrny, cekinowy strój przywodzi na myśl dyskotekowy parkiet. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom, ponieważ pod błyszczącym nakryciem głowy kryje się pewność siebie i zadziorna, charakterystyczna burza loków.

Na szóstym albumie Leela James zabiera słuchaczy w podróż po zakamarkach nieujarzmionej miłości dwojga ludzi. Mocnym wstępem w „Hard for Me”, ostrzega swojego faceta przed konsekwencjami partnerskiej niesubordynacji. Pomimo emocjonalnego przywiązania do wybranka, nie zawaha się odejść i uwolnić od toksycznego związku, czemu daje wyraz w promującym krążek singlu „Don’t Want You Back”, który stał się jej najwyżej notowaną kompozycją w karierze. Swoje stanowisko podtrzymuje w funkowym, mid-tempo utworze „Don’t Mean a Thing”, gdzie pomimo wyznawania staromodnej miłości, nie zastanawia się długo, czy zadbać o własne uczucia i otwarcie wyznaczyć granicę swojej cierpliwości. Stanowcze rozpoczęcie w postaci tych trzech kompozycji, jasno określa, że dla James liczą się czyny, a nie piękne słowa.

Oprócz umiejętności opowiadania mocnych historii, Amerykanka dysponuje przede wszystkim talentem wokalnym. Jej delikatny, charakterystyczny głos hipnotyzuje i czaruje, szczególnie w balladzie „All Over Again”, w której go eksponuje, ale nie nadwyręża. Temu oszczędnemu, fortepianowemu kawałkowi, James w sposób aktorski nadaje pełen dramaturgii ton, czym podkreśla znaczenie obietnicy miłości i oddania jej swojemu mężczyźnie. Na takie wyznania może sobie pozwolić, ponieważ sama przeżywała załamania w związku. O tych wyblakłych wspomnieniach i tęsknocie za prawdziwym uczuciem Leela śpiewa w „I Remember”. Hajlajtem na płycie i kawałkiem, który w pełni oddaje charakter okładki Did It for Love, jest wyróżniająca się disco-funkowa kompozycja „There 4 U”, utrzymana w stylu lat ’70, z wyraźnie zaznaczoną linią basu. Płytę zamyka tytułowa, breakbeatowa piosenka z elementami hip-hopu, w której artystka przyznaje się do popełnienia wielu błędów i podjęcia kilku złych decyzji, ale jednocześnie podkreśla, że uczyniła to wszystko w imię miłości.

Czytając tę recenzję Did It for Love pewnie odnosicie wrażenie, że Leela James nagrała ckliwy i do granic możliwości przesłodzony miłosny album. W pewnym sensie tak jest, bo taka jest miłość. Jednak James nie opowiada tylko o samych dobrych aspektach tego uczucia. Przede wszystkim śpiewa o problemach wynikających z kochania drugiej osoby, które albo należy przezwyciężyć dla dobra związku, albo — jeśli napierają niebezpiecznie na wyznaczoną granicę — odciąć się od nich raz na zawsze i przestać trwać w toksycznej relacji. James wybrała pierwszą drogę, a swoje życiowe perypetie ubrała w przystępne dla ucha, soulowe melodie, pozostając tym samym wierną swoim muzycznym korzeniom. Klimat płyty zabarwiła nieco współczesnymi dźwiękami, dzięki czemu potwierdziła swoją pozycję czołowej artystki contemporary R&B. I chociaż Did It for Love nie jest wydawnictwem wyróżniającym się, osobiście doceniam jego solidną produkcję i typowe dla Leeli James, tradycyjne, klimatyczne brzmienie.

Komentarze

komentarzy