leela james

#FridayRoundup: Anderson .Paak, Omar Apollo, Kevin Abstract i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Tym razem to m.in. nowy Anderson .Paak, druga epka zeszłorocznego odkrycia alternatywnego neo-soulu Omara Apollo, nieoczekiwany powrót Kevina Abstracta czy artpopowa odsłona Nory Jones.


Ventura

Anderson .Paak

Aftermath Entertainment

Pamiętacie, jak miesiąc temu pisaliśmy, że Paak nowym albumem rozgrzeje wiosnę? Wygląda na to, że to nie będzie tylko wiosna, ale i lato, jesień, zima, i tak naprawdę każda kolejna pora roku, w której będziecie słuchać Ventury. Mogę być nieobiektywna, ale moim skromnym zdaniem to najlepsze wydawnictwo Andy’ego. Bezbłędni goście (na widok tej listy szczęka mniej lub bardziej obsuwa się w dół), beaty tłuste jak porządne masełko, spójna warstwa liryczna, no i groove, przy którym miękną kolana… Ta płyta płynie własnym nurtem i nie bierze jeńców — po pierwszym odsłuchu trudno uwierzyć, że już koniec. Choć Oxnard jest rodzinnym miastem Paaka, to Ventura stanowi właściwie powrót do neo-soulowego domu, który zbudował krążkami Venice Malibu. Uwierzcie mi, że bardzo chcę coś skrytykować, ale serio nie mam pomysłu. Bajka! — Empee


Friends

Omar Apollo

Omar Apollo

Druga epka wyłowionego z czeluści Soundclouda multiinstrumentalisty jest napakowana stylistycznie niczym line-up showcase’owego festiwalu. Każdy z utworów prowadzi słuchacza w inne rejony. W wielkim skrócie: buńczuczny prince’owski funk spotyka zmysłowe R&B Miguela, a później wsiadają do White Ferrari i wybierają się na disco, włączając przy okazji Auto-Tune’a. Materiał skrzy się od pomysłów prowadzących do wniosku, że ten Omar to musi być fajny gość. Zarazem wystarczy jedna runda takiego pstrokatego, kolażowego bałaganu, by zacząć się zastanawiać, czy na pewno chce się po raz kolejny doświadczać go w całości. — Maja


Arizona Baby

Kevin Abstract

Question Everything

Na najnowszej EP-ce Kevina Abstracta dostajemy zaledwie trzy tracki, ale wprowadzają one w muzyce lidera Brockhampton intrygujące innowacje. Zdecydowanie silniejszym punktem odniesienia w kwestii stylistyki jest  kolektywistyczna działalność artysty niż jego debiutancki album, natomiast w dużo większym stopniu akcentowana  jest tu warstwa instrumentalna i produkcyjna kawałków. Abstract pozwala sobie momentami na swobodne odjazdy w soulowe frazowania dęciaków czy ładnie rozegraną syntezatorową przestrzeń. Dostajemy też charakterystyczne, znane z trylogii Saturation flow poprzetykane zmodyfikowanym głosem wokalisty. Jest smacznie, ale chcemy więcej! —Wojtek


Begin Again

Norah Jones

Blue Note

Po jazzowym debiucie i licznych romansach z americaną, country, indie, a nawet soulem Norah Jones na swoim siódmym solowym albumie studyjnym Begin Again nieśmiało wchodzi w stylistykę artpopową. Na tej najbardziej lapidarnej w dyskografii piosenkarki, niespełna półgodzinnej, płycie Jones jest melancholijna w romantycznym znaczeniu tego słowa. Eksperymentuje z wokalem i brzmieniem, przykrywając swój charakterystyczny styl rozmaitymi efektami. To Norah poszukująca nowych form wypowiedzi, ale niekoniecznie odnajdująca się w nowej stylistyce — niemniej przy jedynie siedmiu nowych piosenkach można bez uprzedzeń dać tej odsłonie Jones szansę. — Kurtek


Are You Ready?

Leela James & The Truth Band

Entertainment One

W czasach, w których króluje muzyka elektroniczna, a młode pokolenie wokalistów próbuje wyprzeć doświadczonych artystów, Leela James swobodnie wydaje rockowo-bluesowe EP. Amerykanka, która kojarzona jest z soulem i R&B, zawiązała współpracę z utalentowanym trio The Truth Band, nagrywając wspólnie mini wydawnictwo, na którym znalazło się sześć pozycji. Wbrew pozorom wokal James brzmi ostro i ten pazur postanowiła pokazać w nowej odsłonie. Niezwykle liberalne posunięcie Leeli, na które może sobie pozwolić, zważywszy że każda jej płyta okazuje się sukcesem i jest doceniana przez słuchaczy. Hard rockowe brzmienie na Are You Ready? zaskoczy niejednego fana artystki, ale opary głównego nurtu muzycznego, uprawianego przez James, również będziecie mogli poczuć. Gotowi na ostrego muzycznego pazura? — Forrel


Chocolat

Roméo Elvis

Strauss Entertainment

Roméo Elvis to jeden z czołowych przedstawicieli belgijskiej sceny. Rozgłos zapewnił sobie kilkoma epkami i ciekawymi współpracami. Debiutował w 2013 roku epką Bruxelles c’est devenu la jungle, po której wkrótce wydał kolejne materiały, w tym wspólny, dwuczęściowy projekt z producentem Le Motel. W międzyczasie współpracował z grupą L’Or du Commun, Le 77 czy z wokalistką (i własną siostrą) Angèle. Wreszcie nadszedł czas na solowe LP od Elvisa. Płyta Chocolat to aż 19 utworów, które doskonale odzwierciedlają muzyczną Belga, który od oldschoolu przeszedł do śpiewanych refrenów czy elementów agresywnego trapu. Wśród gości znalazł się między innymi Damon Albarn, znany z zespołu Gorillaz. Chocolat to rap francuskojęzyczny w najlepszym wydaniu, warto sprawdzić! — Polazofia


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Leela James w rockowej odsłonie wspólnie z The Truth Band

Leela James w rockowej odslonie wspolnie z The Truth Band

Leelę James wszyscy znają z charakterystycznego głosu i przyjemnej muzyki R&B. Jednak nikt nie znał drugiego oblicza artystki. James nawiązała współpracę z zespołem The Truth Band i wspólnie wydali singla „That Woman”. Pożegnajcie, przynajmniej na jakiś czas, soulowy wizerunek Amerykanki i powitajcie wyrazisty makijaż i ostry wokal. „That Woman” jest klasycznym rockowym kawałkiem z wyraźnie zaznaczoną gitarą. Przyznam, że Leela brzmi dla mnie kontrowersyjnie.

Nowy projekt o nazwie Leela James and The Truth Band, w skład którego obok głównej bohaterki, wchodzą gitarzysta Jairus “JMo” Mozee, basista Eric Ingram i bębniarz David “Dae-Dae” Haddo, wyda debiutanckie EP Are You Ready?, które składać się będzie z sześciu utworów (w tym dwa interludia). Premiera przewidziana jest na 12 kwietnia. Jesteście gotowi?

Nowy teledysk: Leela James „Hard for Me”

Nowy teledysk Leela James Hard for Me

Leela James nie przestaje promować swojego ostatniego, dobrze przyjętego albumu Did It for Love. Jej kolejny teledysk został nakręcony do singla, którego poznaliśmy jeszcze przed premierą płyty. Klip do „Hard for Me” powstał w otoczeniu przepięknego krajobrazu, w zupełnej głuszy, w której artystka wyznaje swojemu mężczyźnie miłość. Stawia mu jednocześnie proste warunki, które trzeba spełniać, będąc w związku, czyli m.in. wierność i właściwe traktowanie. Zanurzcie się w tym romantycznym obrazku.

Nowy teledysk: Leela James „All Over Again”

Nowy teledysk Leela James All Over Again

Leela James zaprezentowała teledysk do drugiego singla promującego jej najnowsze wydawnictwo Did It for Love. Słodki utwór „All Over Again” został zobrazowany jeszcze bardziej lukrowym teledyskiem, w którym artystka, wśród czerwonych balonów i róż, składa grobową obietnicę miłości. Pomimo oczywistych miłosnych eksponatów, sam utwór jest romantyczna fortepianową balladą, w której wokal Amerykanki koi i czaruje. Walentynki już dawno za nami, lecz która kobieta nie chciałaby być zaskoczona w taki sposób przez swojego mężczyznę, jak Leela w klipie poniżej.

Recenzja: Leela James Did It for Love

Recenzja Leela James Did It for Love

Leela James

Did It for Love (2017)

Shesangz Music/BMG Rights Management (US)

Od czasu debiutu A Change Is Gonna Come, Leela James kroczy wyznaczoną przez siebie ścieżką mainstreamowego soulu, nie ulegając zbytnio wpływom współczesnej muzyki. Również tematyka utworów pozostaje niezmienna. Artystka bez ogródek śpiewa o miłosnych wzlotach i upadkach, prawdziwym uczuciu i burzliwych rozstaniach. Tę szczerość niezmiennie doceniają fani, którzy od lat słuchają muzycznych opowieści wokalistki.

Spoglądając na okładkę nowej płyty Leeli James, można pomyśleć, że nagrała taneczny album. Srebrny, cekinowy strój przywodzi na myśl dyskotekowy parkiet. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom, ponieważ pod błyszczącym nakryciem głowy kryje się pewność siebie i zadziorna, charakterystyczna burza loków.

Na szóstym albumie Leela James zabiera słuchaczy w podróż po zakamarkach nieujarzmionej miłości dwojga ludzi. Mocnym wstępem w „Hard for Me”, ostrzega swojego faceta przed konsekwencjami partnerskiej niesubordynacji. Pomimo emocjonalnego przywiązania do wybranka, nie zawaha się odejść i uwolnić od toksycznego związku, czemu daje wyraz w promującym krążek singlu „Don’t Want You Back”, który stał się jej najwyżej notowaną kompozycją w karierze. Swoje stanowisko podtrzymuje w funkowym, mid-tempo utworze „Don’t Mean a Thing”, gdzie pomimo wyznawania staromodnej miłości, nie zastanawia się długo, czy zadbać o własne uczucia i otwarcie wyznaczyć granicę swojej cierpliwości. Stanowcze rozpoczęcie w postaci tych trzech kompozycji, jasno określa, że dla James liczą się czyny, a nie piękne słowa.

Oprócz umiejętności opowiadania mocnych historii, Amerykanka dysponuje przede wszystkim talentem wokalnym. Jej delikatny, charakterystyczny głos hipnotyzuje i czaruje, szczególnie w balladzie „All Over Again”, w której go eksponuje, ale nie nadwyręża. Temu oszczędnemu, fortepianowemu kawałkowi, James w sposób aktorski nadaje pełen dramaturgii ton, czym podkreśla znaczenie obietnicy miłości i oddania jej swojemu mężczyźnie. Na takie wyznania może sobie pozwolić, ponieważ sama przeżywała załamania w związku. O tych wyblakłych wspomnieniach i tęsknocie za prawdziwym uczuciem Leela śpiewa w „I Remember”. Hajlajtem na płycie i kawałkiem, który w pełni oddaje charakter okładki Did It for Love, jest wyróżniająca się disco-funkowa kompozycja „There 4 U”, utrzymana w stylu lat ’70, z wyraźnie zaznaczoną linią basu. Płytę zamyka tytułowa, breakbeatowa piosenka z elementami hip-hopu, w której artystka przyznaje się do popełnienia wielu błędów i podjęcia kilku złych decyzji, ale jednocześnie podkreśla, że uczyniła to wszystko w imię miłości.

Czytając tę recenzję Did It for Love pewnie odnosicie wrażenie, że Leela James nagrała ckliwy i do granic możliwości przesłodzony miłosny album. W pewnym sensie tak jest, bo taka jest miłość. Jednak James nie opowiada tylko o samych dobrych aspektach tego uczucia. Przede wszystkim śpiewa o problemach wynikających z kochania drugiej osoby, które albo należy przezwyciężyć dla dobra związku, albo — jeśli napierają niebezpiecznie na wyznaczoną granicę — odciąć się od nich raz na zawsze i przestać trwać w toksycznej relacji. James wybrała pierwszą drogę, a swoje życiowe perypetie ubrała w przystępne dla ucha, soulowe melodie, pozostając tym samym wierną swoim muzycznym korzeniom. Klimat płyty zabarwiła nieco współczesnymi dźwiękami, dzięki czemu potwierdziła swoją pozycję czołowej artystki contemporary R&B. I chociaż Did It for Love nie jest wydawnictwem wyróżniającym się, osobiście doceniam jego solidną produkcję i typowe dla Leeli James, tradycyjne, klimatyczne brzmienie.

#FridayRoundup: Jamiroquai, Freddie Gibbs, Włodi, Leela James i inni

Kolejny tydzień przynosi kolejny wysyp nowości. Rozpiętość gatunkowa jest dosyć spora, więc ponownie każdy znajdzie coś dla siebie. A wybierać możecie z brzmienia współczesnego hip-hopu dostarczonego nam przez Freddiego Gibbsa oraz Włodiego, nowej fali jazzu, którą reprezentuje Christian Scott aTunde Adjuah. Jazz, tym razem wymieszany z rockową psychodelią znajdziecie również na wspólnym albumie od zespołu The Mattson 2 oraz Chaza Bundicka oraz w czystej kameralnej formie na An Ancient Observer ormiańskiego pianisty Tigrana Hamasyana. Klasyczne R&B w pięknym wydaniu zaprezentowała nam z kolei Leela James. Udany powrót po 7 latach zaprezentowała grupa Jamiroquai, a fani mocniejszego uderzenia dostaną coś, co nie często gości na łamach naszej strony, czyli potężną gitarową płytę od Body Count, w której na mikrofonie rządzi Ice-T. Startujemy!


You Only Live 2wice

Freddie Gibbs

ESGN / EMPIRE

Freddy Kane powraca do nas z kolejnym solowym wydawnictwem. You Only Live 2wice nie zwalnia tempa, single „Crushed Glass” i „Alexys” ostrzą apetyt na kolejne uliczne historie. Gibbs, nieco jak Schoolboy Q, rozerwany nieco między swoją ekipą a rodziną. Mimo, że to tylko osiem kawałków (połowa mniej niż na Shadow of a Doubt, warto było czekać, zwłaszcza, że sporo się działo u Freddiego. Twardy i pewny siebie jak nigdy, w sam raz po Drake’u i przed Kendrickiem. — Richie Nixon


Automaton

Jamiroquai

Jamiroquai Limited

Kiedy już wszyscy myśleli, że Jamiroquai umarli śmiercią naturalną, Jay Kay i spółka wracają po siedmiu latach od Rock Dust Light Star. Tytułowe „Automaton” zapowiadało prawdziwą bombę, nie inaczej było z drugim singlem „Cloud 9”. Te dwa numery zwiastują ciekawy materiał i do tego jeszcze ta okładka z dziwacznym nakryciem głowy, które było widoczne w teledysku do pierwszego utworu. Jedno jest pewne, panowie mogą nas mocno zaskoczyć, więc chyba pora zapiąć pasy i ruszyć w tą kosmiczną podróż. — Dill


Star Stuff

Chaz Bundick & The Mattson 2

Company Records

Chaz Bundick, znany lepiej jako Toro y Moi, swoją nową płytę zapowiedział już na początku listopada. Krążek (i cały projekt) nagrany wspólnie z duetem The Mattson 2 tworzonym przez dwóch identycznych bliźniaków został zatytułowany adekwatnie Chaz Bundick Meets the Mattson 2. Muzycznie z kolei łączy sztandarowe chillwave’owe brzmienie Toro y Moi z nutką gitarowej psychodelii spod znaku Jimmy’ego Hendrixa. –Kurtek


Did It for Love

Leela James

Shesangz Music

Szósty album Leeli James to powrót artystki do korzeni. Dwanaście kompozycji na Did It for Love utrzymanych jest w stylu klasycznego smooth R&B z eterycznym wokalem Amerykanki. Większość utworów skomponowana została wspólnie z Rexem Rideoutem, który tworzył m.in. dla Willa Downinga, Ledisi, czy BJ the Chicago Kida. Pochwała należy się dla James za wierność tradycyjnemu soulowi, w który tchnęła nieco nowoczesności i umiejętnie przeniosła go w 2017 rok. Oprócz romantycznych melodii, na drugim planie usłyszeć można również trap, nienachalnie wypełniający niektóre kawałki. Płyta brzmi wyjątkowo pod każdym względem, a żadna piosenka nie jest oderwana od całości, dzięki czemu płyty słucha się przyjemnie. — Forrel


An Ancient Observer

Tigran Hamasyan

Nonesuch

W ciągu minionych dwóch lat pod skrzydłami kontraktu z oficyną Nonesuch Tigran Hamasyan, ormiański pianista i kompozytor na co dzień mieszkający i tworzący w Nowym Jorku, wyrósł na jedną z większych gwiazd współczesnej jazzowej pianistki. Hamasyan, który nie stroni od odwoływania się do tradycji muzyki ormiańskiej i flirtów z poważką, dziś wydał kolejny solowy krążek — An Ancient Observer — subtelny, ale niebanalny melancholijny piano jazz. Zdecydowanie polecamy! –Kurtek


Ruler Rebel

Christian Scott aTunde Adjuah

Stretch Music

Amerykański trębacz jazzowy Christian Scott idzie mocno w konceptualizm. Ruler Rebel jest zgodnie z zapowiedziami pierwszym krążkiem w trzyczęściowej serii The Centennial Trilogy, która ma koncentrować się, krótko mówiąc, wokół kwestii ważkich jego zdaniem dla współczesnej Ameryki. Wśród nich Scott wymienia system więziennictwa, głód, ksenofobię, imigrację, zmiany klimatyczne, orientację seksualną, równość płci, faszyzm i powrót demagogii. Odważnie. Mamy nadzieję, że swój manifest polityczny oprze na równie przemyślanym i treściwym brzmieniu. –Kurtek


Wszystkie drogi prowadzą do dymu

Włodi

District AREA

Chyba specjalnie nie trzeba chyba nikogo namawiać do sprawdzenia najnowszego albumu warszawskiego weterana hip-hopu, jakim bez wątpienia jest Włodi. Jeżeli potrzebujecie jednak dotykowej motywacji, pomóc Wam może nasza recenzja krążka. Cała reszta od razu zanurzyć się może w zadymiony świat artysty, który po raz kolejny udowadnia, że jest jak najbardziej na czasie z tym, co obecnie dzieje się w muzycznym świecie, a swoje olbrzymie doświadczenie zamienia w wersy i flow, których po prostu chce się słuchać. — efdote


Bloodlust

Body Count

The Century Family Inc.

Sytuacja społeczno-polityczna w Stanach Zjednoczonych już od dłuższego czasu pozostawia wiele do życzenia. Widać to zarówno z relacji telewizyjnych oraz po częstych reakcjach artystów, którzy bardzo aktywnie zaczęli udzielać się, jak i wypowiadać na tematy z tym związane. Wytrzymać też zapewne nie mógł już Ice-T, który wraz ze swoją grupą Body Count powrócił z nowym albumem zatytułowanym Bloodlust. Wszyscy, którzy znają już to oblicze muzyka, wiedzą zapewne, że tutaj kończą się już żarty. To właśnie razem z tą ekipą, raper prezentuje swoją najbardziej agresywną twarz. Mocne gitarowe riffy i rapcorowy klimat są idealną platformą do wyrażenia za pomocą pełnych wściekłości i nie raz niestroniących od kontrowersji wersów, tego wszystkiego, co mu nie pasuje w zastanej rzeczywistości. Przy okazji jest to również dobry kawałek muzyki, jeżeli oczywiście lubicie nieco mocniejsze klimaty. — efdote


Nowy utwór i szczegóły albumu Leeli James

leela_james_did_it_for_love_soulbowlpl

Leela James prezentuje kolejny przedsmak jej nadchodzącego albumu Did It for Love. Drugim singlem promującym wydawnictwo, po „Don’t Want You Back„, jest soulowa ballada z magicznymi dzwoneczkami w tle i urzekającym wokalem artystki. Kawałek opowiada o nieodwzajemnionej miłości i trudnej kobiecej sytuacji w związku z tym. Na przyszłym wydawnictwie znajdzie się dwanaście utworów, wykonywanych tylko przez Leelę, bez gości. Premiera albumu 31 marca. Zapoznajcie się z kompozycją, okładką i spisem utworów.

Spis utworów Did It for Love:

1. „Hard for Me”
2. „Don’t Mean A Thang”
3. „Don’t Want You Back”
4. „Real Talk – Relationships (Interlude)”
5. „I Remember”
6. „Good to Love You”
7. „There 4 U”
8. „This Day Is for You”
9. „Take Me”
10. „All Over Again”
11. „Our Love”
12. „Did It Ffor Love”

Nowy teledysk: Leela James „Don’t Want You Back”

leela_james_dont_want_you_back_soulbowlpl

Jeśli Leela James mówi, że nie chce cię znać, to lepiej jej uwierzyć i z nią nie zadzierać. Facet z teledysku myślał inaczej i gdzie skończył? Związany na środku ulicy. A tak na poważnie, Amerykanka wypuściła właśnie klip do singla zapowiadającego jej kolejny album. W obrazku do „Don’t Want You Back” artystka wraz ze swoimi przyjaciółkami dają popalić byłemu (jak się później okazuje). Muszę przyznać, że mam ogromną słabość do muzyki Leeli i jej afro. Wokalistka nie musi tworzyć hitów, ponieważ jej klasyczny repertuar i charakterystyczny głos urzekają mnie i rozpuszczają mój obiektywizm. Czy Wy też tak macie?

Nowy utwór: Leela James „Don’t Want You Back”

leela-james-dont-want-you-back

Leela James chyba wraca z kolejnym albumem, bo właśnie wypuściła nowy singiel. W „Don’t Want You Back” wyraźnie daje znać swojemu byłemu, że już raczej nie ma u niej czego szukać. Całkiem przyjemny kawałek, ale brzmieniowo dość standardowy, niewychylający się ponad przeciętność. Niemniej jednak, dla wszystkich pań zamierzających rozstać się ze swoją drugą połówką — idealny.

Nowy utwór: Leela James „Music” (Cok Remix)

artworks-000121822944-u7ec9x-t500x500
Doskonale pamiętam te czasy, kiedy jak szalona zachwycałam się przeróbką „Not Today” Mary J. Blige (na featuringu Eve) autorstwa Coka. Szukałam nawet ostatniej tej perełki w otchłani internetu, niestety bez skutku, ALE nie ma co płakać, niedawno producent wrzucił do sieci kolejną nowość. Jak pisze sam zainteresowany, reinterpretacja „Music” Leeli James to pewnego rodzaju wprowadzenie słuchaczy w nowe inspiracje i koncepcje autora. Wewnętrzne przemiany zawsze spoko! Gorąco polecamy ten delikatny i gładki remiks, chociażby dlatego, że miły kawałek dziewczyny w afro odszedł nieco w zapomnienie. Miłego!

Recenzja: Leela James Fall for You

Leela James

Fall for You (2014)

J&T

Fall For You to doskonale dopracowany zestaw dziesięciu kompozycji zbudowanych wokół tematu miłosnych wzlotów i komplikacji. Nienagannie wyprodukowany, uczuciowy materiał został skrojony na miarę mocnego wokalu James, który krąży w głowie jeszcze długo po zakończeniu ostatniego utworu. Dojrzałe, osobiste teksty zostały otoczone klasycznym soulem, R&B przesiąkniętym klimatem lat 90-tych i wspaniałymi balladami. W nowych nagraniach niezmiennie pobrzmiewają echa wielkich muzycznych inspiracji Leeli — od Ala Greena po Ettę James. Niemniej jest to najbardziej wyróżniający się z dotychczasowych albumów wokalistki z Los Angeles, przedstawiający ją jako niezależną, kreatywną i pewną siebie kobietę oraz artystkę.

Płyta powinna zadowolić zarówno tradycjonalistów, jak i miłośników klasyki dostosowanej do aktualnych trendów. Nie zabrakło tu gości, którzy pomogli stworzyć zapadające w pamięć muzyczne dialogi — w nagraniu „Say That” do James dołączył Anthony Hamilton, z kolei w zamykającym całość „Save Me” zaśpiewał z nią Joe Ryan. Wspominając o najlepszych momentach tego wydawnictwa nie mogę pominąć zdecydowanego „Do Me Right”, świeżego i współcześnie brzmiącego „So Good” oraz tytułowego „Fall For You”, które w dużej mierze przyczyniło się do udanej promocji krążka.

Album aż się prosi o ponowne odtworzenia, jednak czegoś tu zabrakło. Fall For You przyciąga uwagę świetnym dopasowaniem wszystkich elementów, ale nieszczególnie zaskakuje. Leela James brzmi niesamowicie i nie pozostawia wątpliwości, że konkurencja nie powinna jej ignorować, bo jest wyjątkowo mocną zawodniczką. Z drugiej strony, nie mogę pozbyć się wrażenia, że stać ją na jeszcze więcej. Może pora na mniej poukładane zagranie?

Nowy utwór: Leela James feat. Joe Ryan „Save Me”

457339_459426140764535_600607258_o

Leela James zdecydowała się na wydanie kolejnego singla. Po bardzo dobrze przyjętym i całkiem nieźle radzącym sobie na listach „Fall For You”, przyszedł czas na „Save Me”. Partneruje jej piosenkarz, a także producent tej piosenki Joe Ryan. Postanowili wspólnie opowiedzieć kolejną historię o miłości. Ich głosy współbrzmią znakomicie. Oprócz tego, Leela dołączyła do obsady „R&B Divas LA”. Odcinek z jej udziałem rusza juz dzisiaj.

Nowy teledysk: Leela James „Fall For You”

leela
Leela James powraca! Wokalistka wypuściła właśnie nowy, piękny singiel „Fall For You”. Tej dziewczynie wystarczy tylko fortepian i czarno-biały obrazek, by rozbudzić nasze zmysły. Ach, dobrze ją znowu widzieć i słyszeć. Płyta Fall For You pojawi się w sklepach 8 lipca, poniżej do obejrzenia okładka albumu.

dj.lbalifbd

Nowy utwór: Leela James feat. Anthony Hamilton „Say That”

artworks-000060868071-lcela1-t500x500
W zeszłym roku Leela James zmierzyła się z repertuarem Etty James i choć odbiór krążka był różny, chętnie śledzimy dalsze poczynania wokalistki. Słuchając pierwszego singla „Say That” z niezatytułowanej jeszcze płyty (premiera na początku 2014 roku) możemy was zapewnić, że zdecydowanie jest za czym podążać i na co czekać. Do LeeliAnthony’ego, żeby nie było wątpliwości: chcemy Was, potrzebujemy Was i kochamy Was.

Recenzja: Leela James Loving You More…In the Spirit of Etta James

Leela James

Loving You More…In the Spirit of Etta James (2012)

Aktora powinno się oglądać, nie słuchać! – wykrzykuje Jean Dujardin w czarno-białym filmie The Artist. I nie sposób się z tym nie zgodzić. W muzyce wszystko wygląda zupełnie odwrotnie, ta dziedzina sztuki zarezerwowała sobie głos. Niestety w wyuzdanym, plastikowym świecie coraz częściej zapomina się o tym, kto owy głos ma, a kto tylko doskonale się maskuje, kręcąc do kamery pupcią! Leela James postawiła na głos. Nagrywając Loving You More z piosenkami Etty James, piosenkarka przeniosła się w czasie o kilka dekad wstecz i przypomniała na czym kiedyś polegała muzyka.

„Dusza nigdy nie umiera” – tak rozpoczyna się Loving You More, niejako przekrój najważniejszych, a przynajmniej najpopularniejszych, piosenek Etty James. Wśród nich m.in. soulowe „Nobody Loves You Like Me”, spokojne „Sunday Kind of Love” czy lekko funkujące „I’m Loving You More Every Day”. Ale prócz standardów znajdziemy tu też dwie nowe kompozycje, które niestety naruszają spójność całej płyty. Nowe aranżacje, znacznie odbiegające od bluesowych standardów Etty, ujmują utworom charakteru i sprawiają, że te, choć urokliwe, wypadają tylko poprawnie. To wszystko jednak tylko tło, dla tego co w soulu najważniejsze – głosu.

W nawale miernych muzycznych reinterpretacji soulowych standardów (Seal, Macy Gray), można by błędnie pomyśleć, że również i Leela wpadła w artystyczną niemoc sięgając po klasykę. Vertigo! Nic bardziej mylnego – to sprawnie i solidnie odrobiona lekcja z historii muzyki, nie o dziejowym znaczeniu (jak bogaty dorobek Etty), ale bez wątpienia miła dla ucha młodego pokolenia słuchaczy.

Nowy Album: Leela James Loving You More… In the Spirit of Etta James

Klasyk „At Last” Etty James zna prawie każdy miłośnik zakurzonego, starego soulu. Przypomniany kilka lat temu przez Beyonce, dziś zyskał ponownie kolejne życie. Tym razem z legendą blues i soul zmierzyła się Leela James wydając album Loving You More… In the Spirit of Etta James , na którym oddaje hołd zmarłej niedawno wokalistce. Wydawnictwo promowane jest przez teledysk do utworu „Something’s Got a Hold On Me” i nawiązuje zarówno do lat sześćdziesiątych jak i współczesnych czasów.

Album składa się z dziewięciu świeżych, współczesnych interpretacji młodej wokalistki. Oczywiście nie mogło zabraknąć wspomnianego „At Last”, „I’d Rather Go Blind” czy „Sunday Kind of Love”. Całość została doprawiona dwoma nowymi utworami utrzymanymi w duchy Etty James. Co ciekawe album miał premierę 31. lipca i nieco niesłusznie został pominięty przez zagraniczną prasę. Bo choć zadanie jakie postawiła sobie Leela nie należało do najprostszych, to trzeba przyznać, iż wyszła z tego obronną ręką.

Brandy vs…, czyli o niewydanych utworach słów kilka

Brandy jest mistrzynią w nagrywaniu demówek i królową niewydanych utworów. Gdyby jej wszystkie nieoficjalne piosenki dałoby się nagrać na płyty spokojnie podwoiłaby swoją dyskografię. Przygotowałam dla Was listę numerów, które Norwood ‚oddała’ innym artystom. Taka mała rozgrzewka i rekompensata przed (przeniesioną) premierą 2/11. Zobaczcie jakie hity B-Rocka miała w zasięgu ręki. Porównajcie jej wersje z wydaniami m.in. Beyoncé, Leeli James, Rihanny czy Jennifer Lopez.

#1. „Betcha Didn’t Know”

Numer ten z początku należał do Megan Rochell, niedoszłej gwiazdy Def Jam Records. Produkcja Stargate została nagrana na jej niewydany album You, Me and the Radio z 2006 roku. Wersja Brandy jest niemal identyczna.

#2. „Between Me & You”
Kawałek ten jest wyjątkowo pechowy. Nie dość, że Brandy wypuściła go z rąk, to na dobitkę zespół Blue, który miał ponownie złączyć siły, nie wydał w 2011 wcześniej zapowiadanego albumu. Wersja grupy jest bardziej pop-rockowa.

#3. „Decisions” ft. Ne-Yo


Druga produkcja Stargate, która znalazła się w sieci w 2009 roku. Numer ten został nagrany wspólnie z piosenkarzem Ne-Yo. Moim zdaniem dobrze się stało, że ostatecznie powędrował do Rich Girl. Dziewczyny wiedziały co z nim zrobić. Rok temu znalazł się na ich mixtapie Fall in Love with RichGirl.

#4. „Escape”
To jeden ze starszych i naprawdę rzadkich numerów Norwood. Ubolewam nad faktem, że nie znalazł się na żadnym z jej albumów. Nie doczekał się nawet wydania na płycie Kiley Dean, która nagrywała Simple Girl w 2004 roku.

#5. „Fear of Flying”
Kolejny utwór, który zasługuje na Waszą uwagę. Ballada „Fear of Flying” została nagrana dwukrotnie. Wersja Brandy, jak to zwykle u niej bywa, jest patetyczna i podniosła. Ta harmonia została zburzona przez Alexandrę Burke.

#6. „Good Night Good Morning” ft. Ne-Yo


Zwyciężczyni X-Factora skorzystała z jeszcze jednej demówki Brandy. Jej album Overcome został wzbogacony o piosenkę „Good Night Good Morning”. Szybki numer wyprodukowany przez Stargate i Ne-Yo mógłby być szansą dla Brandy.

#7. „I Know Now”
Nagranie to pochodzi z ery Never Say Never, co zresztą doskonale słychać. Piosenka miała trafić także do grupy Bad Boy na album Thank You w 2001, jednak do wydania krążka nigdy nie doszło. Niestety wersja chłopaków nie jest dostępna w internecie.

#8. „I’m Right Here”
Ne-Yo, znów Ne-Yo! Norwood nagrała ten numer, jednak piosenkarz szybko odwzajemnił się własną interpretacją. Obie bardzo ładne.

#9. „Louboutins”


Oddanie tego numeru Jennifer Lopez przysporzyło Brandy więcej pożytku niż szkody. To kawałek zupełnie nie w jej stylu. Była to jedna z piosenek, która pozwoliła J.Lo wrócić na pierwsze listy miejsc przebojów.

#10. „Ryde or Die”


Drugi numer, który trafił w ręce Jenny. Nagrała go na album Rebirth w 2005 roku, natomiast wersja Brandy trafiła do sieci dopiero trzy lata później. Pasuje do każdej z nich, ciężko wybrać lepsze wydanie.

#11. „Slow Love”
Jak dla mnie to największe zaskoczenie. Brandy nagrała kawałek, który trafił w ręce Beyoncé. W tym wypadku Knowles wypadła o niebo lepiej.

#12. „So Cold”


Ten utwór został wydany na albumie Leeli James My Soul w 2010. Wersja Norwood pojawiła się rok później. Moim zdaniem zdecydowanie lepiej słuchać wersji tej drugiej.

#13. „Stand Back”
To utwór, który został nagrany przez Norwood, a także Jamesa Fauntleroya. Tyle wiemy. Oba numery są mdłe i przeciętne.

#14. „Stupid In Love”


Tutaj mamy pierwotną wersję piosenki, która trafiła na album Rihanny Rated R z 2009 roku. To jeden z dobrych numerów, które Brandy straciła. Zarówno jej wykonanie, jak i wykonanie RiRi (na featuringu Ne-Yo), są mocne i bardzo emocjonalne.

#15. „Supreme”
Po ten numer sięgnęła Brandy, kiedy demówkę nagrała Jogntá Austin. Najwyraźniej nie pasował do żadnej z płyt i został w gronie niewydanych utworów.

#16. „Take Me Away”


Tę piosenkę możecie posłuchać w wykonaniu Tarralyn Ramsey. Znalazła ona swoje miejsce na jej albumie Tarralyn z 2004 roku.

#17. „Too Little Too Late”
Ostatni kawałek tria: Brandy, Ne-YoStargate. Nie znalazł swojego miejsca na żadnej płycie. Szkoda.

#18. „Who’s the Loser Now?”
Drugi numer nagrany przez wokalistkę i Jamesa Fauntleroya. Za produkcję odpowiada Timbaland.

Nowy teledysk: Leela James „Tell Me You Love Me

Leela powoli zaczyna promować nadchodzący album, który ma się ukazać 1 czerwca. Parę dni temu było audio, dziś mamy możliwość zobaczenia teledysku nakręconego do pierwszego singla z „My Soul”, „Tell Me You Love Me”. Sam obrazek nie zaskakuję niczym, pomysł oklepany i wiele już takich klipów powstało. Ale afro Leeli jak zawsze wygląda świetnie.

Nowy utwór: Leela James „Tell Me You Love Me”

mysoul

Leela James wraca. Nowa płyta ma się ukazać 1 czerwca i będzie nosiła tytuł „My Soul”. Tym samym krążek będzie debiutem w jednej najbardziej zasłużonych wytwórni soulowych, Stax Records. Za sferę muzyczną odpowiedzialni są Kadis & Sean, Carvin & Ivan, Steven “Supe” White, Ray Murray, Butter oraz Gerrard Baker. Ten ostatni wyprodukował pierwszy singiel promujący album, „Tell Me You Love Me”. Podkład bardzo hip-hopowy, aż się prosi o gościnny udział jakiegoś „nawijacza”. A Leela? Dobrze, ale bez rewelacji. Ogólnie trak przyjemny, ale nie zostaje w pamięci na długo. I może tylko mi, ale klimatem przypomina dokonania Joss Stone. Jaki będzie cały album – dowiemy się za kilka miesięcy. Oby był choć w połowie tak dobry jak „A Change Is Gonna Come”.

Radio Roux #1: Leela James „A Change Is Gonna Come”

Dzisiaj startuję z nowym cyklem na Soulbowl’u. “Radio Roux”, bo tak brzmi jego nazwa będzie miał dwie odmiany. W pierwszej pojawią się artyści z kręgu czarnych brzmień, których cenie najbardziej. Będę sięgał nie tylko do płyt soulowych, ale także przewinie się hip-hop, może trochę funku. Wszystko to z ostatnich 20-tu lat. Druga odmiana będzie dotyczyła debiutantów bądź artystów mających już na koncie parę wydawnictw, jednak nie tak znanych w tej części świata. Dzisiaj pierwszy typ, czyli Leela James i jej debiutancki album. Zapraszam do lektury i słuchania.

leela-james

(więcej…)