Recenzja: Logic Everybody

Data: 5 czerwca 2017 Autor: Komentarzy:

Logic

Everybody (2017)

Def Jam Recordings / Visionary Music Group

Pierwszy kontakt szerszego grona odbiorców z muzyką Logica przypada na rok 2013, kiedy to raper z Maryland został wybrany na jednego z freshmanów magazynu XXL. Umiejętności, którymi dysponował w tamtym czasie robiły spore wrażenie, jednak od samego początku kariery towarzyszył mu zarzut zbyt dużego inspirowania się tym, co robią koledzy z branży. Owa łatka przylgnęła do niego na tyle mocno, że echa tej krytyki było słychać jeszcze przy okazji wydania The Incredible True Story w 2015 roku.

Na Everybody Logic ostatecznie próbuje zerwać z wszelkimi porównaniami. Słychać to zwłaszcza w warstwie muzycznej. W jednym z wywiadów raper przyznał, że chciał, by album mógł również służyć jako tło np. podczas imprezy. Stąd dużo tu szybkich i energetycznych podkładów. Uwagę zwracają także bogate aranżacje.

Koncept albumu został oparty na opowiadaniu Andy’ego Weira zatytułowanym The Egg. Skity, które pojawiają się raz na jakiś czas, są punktem wyjścia do tego, co chce przekazać słuchaczom sam gospodarz. Pomimo ich długości nie zakłócają odbioru albumu. Logic kilkukrotnie decyduje się na wyrażenie emocji w sposób jaki w „Last Call” zrobił to Kanye West. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że takie momenty pojawiają się na Everybody za często. Bobby zamiast rapować, po prostu dopowiada część historii, czasem nawet przez większość utworu. Ten sam problem dotyczy również gościnnych występów. Killer Mike, No I.D. czy Juicy J zaserwowali słuchaczom monologi, które pozostawiają spory niedosyt.

Everybody pokazuje, że Logica stać na podjęcie ważnych tematów. Politycznie zaangażowane wersy w „America”, troska o przyszłość młodych ludzi w „Mos Definitely” czy utwór poświęcony tematyce samobójstw to tylko kilka przykładów. Na nieszczęście to co miało być głównym motywem albumu, szybko stało się internetowym memem. Przesłanie na temat równości rasowej zbyt często ogranicza się tu do mimowolnie rzucanych linijek w stylu: „I ain’t ashamed to be white, I ain’t ashame to be black”. Jedynym momentem, w którym raper próbuje to jakoś uzasadnić jest „Take It Back”. Sytuacji nie poprawia także długość niektórych numerów. Ponad 12-minutowy „AfricAryaN” zdaje się rozwijać tylko po to, by najwytrwalsi słuchacze mogli pod koniec otrzymać niespodziankę w postaci zwrotki J.Cole’a, która nijak ma się do reszty albumu, w dodatku jej jakość pozostawia wiele do życzenia.

Pomimo tych wszystkich niedociągnięć, trzeba przyznać, że Everybody to naprawdę solidna płyta. Jest spójna, równa i jak na swoją długość nienużąca. Logic to chyba jedyny raper, który podchodzi do tworzenia muzyki z iście fanowskim zapałem, co sprawia, że łatwo nabrać do niego sympatii. Sama okładka po brzegi wypełniona jest easter eggami. Smuci jedynie to, że to przedostatni album artysty. Następny projekt zatytułowany Ultra 85 ma być zwieńczeniem historii o poszukiwaniu planety Paradise oraz rozstaniem Logica z longplayami. A szkoda, bo jest coraz lepiej.

Komentarze

komentarzy