Recenzja: Dua Lipa Dua Lipa

Data: 25 czerwca 2017 Autor: Komentarzy:

Dua Lipa

Dua Lipa (2017)

Warner Music

Zanim pojawił się ten album, było o nim bardzo głośno. Spowodowała to 20-letnia Brytyjka z charakterystycznym niskim wokalem. Dua Lipa. Piosenkarka o albańskich korzeniach dzieli poniekąd historię Rity Ory (przeprowadzka z Kosowa do Londynu), jednakże istnieje pomiędzy nimi zasadnicza różnica. Dua Lipa zdecydowała, że jej kariera będzie stricte muzyczna, a nie celebrycka. Wystarczającym dowodem na to jest fakt, że zanim płyta ujrzała światło dzienne, trzy zwiastujące ją single pojawiły się na brytyjskim Top 40, przeskakując w zestawieniach Drake’a czy Eda Sheerana.

Dua Lipa jest postacią, która wychowała się na popowych hitach. Dziś je pisze — na debiutanckiej płycie znaleźć można takie perły jak „New Rules” i „Hotter Than Hell” — klubowe numery w house’owym klimacie. Z drugiej strony dziewczyna udowadnia, że doskonale odnajduje się w balladach. Zaznaczyć tu muszę, że sama koncepcja tych utworów jest u Brytyjki arcyciekawa. Utwory wolniejsze z początku brzmią dość regularnie, z czasem natomiast potrafią zamienić się w istne fajerwerki i dostają kopa — jak w przypadku „No Goodbyes”, „Garden” czy „Thinkin’ Bout You”. Uwagę należy także zwrócić na same teksty piosenek, ponieważ wydawać by się mogło, że zwyczajna 20-latka może nie mieć o czym śpiewać. W przypadku Lipy okazało się to bardzo mylne — znalazła sposób na przedstawienie swoich życiowych i miłosnych doświadczeń, dzięki czemu stała się znaczącym współtwórcą warstwy lirycznej na swoim debiucie. Sposób ten polega na odwróceniu sytuacji. Autorka zamiast robić z siebie szlochającą ofiarę rozstania, zmienia perspektywę i przedstawia problem jako pech partnera niepotrafiącego jej docenić. Znajdziemy tu wachlarz emocji — od wrażliwości, niepewności i braku poczucia bezpieczeństwa do przypływu sił, asertywności i sporej dozy feminizmu. Tych ostatnich można doświadczyć, słuchając wyprodukowanego przez MNEKa „IDGAF” czy „Blow Your Mind”. Wisienką na torcie jest duet z Chrisem Martinem w zamykającym tracklistę podstawowej wersji płyty „Homesick”, gdzie wokalista Coldplay gra na fortepianie, a słuchacza otaczają ciepłe głosy obojga artystów.

Wszystko na krążku sprowadza się zresztą właśnie do głosu wokalistki. To on kreuje całą magię albumu, a sama Dua Lipa stworzyła sobie w ten sposób wizytówkę idealną. Spoistość materiału jest tym bardziej imponująca, że występuje tu wyjątkowa różnorodność stylów i można usłyszeć zarówno inspiracje Pink, Nelly Furtado, Lady Gagą czy Adele, a mimo to wszystko to pięknie harmonizuje. Na naszych oczach rośnie nowa pop sensacja, która w bardzo młodym wieku znalazła na siebie pomysł i niesamowicie skutecznie go realizuje.

Komentarze

komentarzy