Recenzja: SZA CTRL

Data: 29 czerwca 2017 Autor: Komentarzy:

SZA

CTRL (2017)

Top Dawg Entertainment/RCA Records

„Najbardziej obawiam się utraty kontroli. Gdybym ją straciła, sprawy przybrałyby fatalny obrót” — takim wyznaniem, wypowiedzianym przez matkę artystki, SZA inauguruje CTRL — swój pełnoprawny i długo wyczekiwany debiut. Poprzez wspomniany wstęp artystka delikatnie sugeruje, że mamy do czynienia z albumem koncepcyjnym i wyznacza słuchaczowi ścieżkę interpretacyjną — sam użyty w tytule skrót „CTRL” kojarzy się wszak jednoznacznie. Nawiązanie do elementu komputerowej klawiatury jest rozwinięciem narzuconego tropu, ponieważ przycisk CTRL dopiero w połączeniu z innymi klawiszami pozwala osiągnąć konkretny rezultat. Chodzi więc ni mniej, ni więcej o kontrolę w relacjach damsko-męskich, która niczym fala odbija się od źródła sygnału i rozprzestrzenia na inne obszary — takie jak autonomia czy samoocena.

Ekstrawertyczne rozpoczęcie albumu ustala również relację liryki i muzyki. Kilka lat temu w tekście o  nowej fali kobiecego R&B dla Dwutygodnika Artur Szarecki pisał o „wycofanych wokalach, schowanych za kolejnymi warstwami cyfrowych dźwięków”. Na CTRL można zaobserwować odwrotną sytuację — to raczej muzyka sprawia wrażenie marginalnego elementu. Zdaje się ona jedynie tworzyć tło dla snutej opowieści, która jest na tyle intymna i odważna, żeby wyeksponować ją na pierwszym planie krążka.

Bezpretensjonalność stanowi dla CTRL pewnego rodzaju pułapkę. Uczuciowe teksty napisane przez piękną kobietę, która wyznaje, że pragnie być dla partnera atrakcyjna zarówno fizycznie, jak i intelektualnie mogą sprawić, że album łatwiej będzie zdyskredytować, sprowadzając go głównie do opowieści o nowym, seksualnym wymiarze feminizmu. Z jednej strony wydaje się, że temat został wystarczająco przetworzony przez popkulturę, z drugiej niełatwo jest przywołać inne kobiece wydawnictwo (zwłaszcza w nurcie R&B) cechujące się równie autentycznym i wielowymiarowym podejściem do sytuacji, które nieobce są wielu kobietom, a o których wciąż nie mówi się zbyt głośno.

Odczucie drugoplanowości muzyki może nieco zbijać z tropu. Trudno z marszu zachwycić się zestawem kameralnego i niepozornego R&B, które oswoił już wcześniej Frank Ocean (zwłaszcza po tak znakomitych singlach jak brzmiące mocno „Love Galore” czy nieco lżejsze, urokliwe „Drew Barrymore”). Niepewność szybko jednak rozwiewają drobne szczegóły — takie jak sampel z zapomnianego „Set the Mood (Prelude)” Justina Timberlake’a w „The Weekend” czy dźwięczne pianino w „Anything” podkradzione Donnie Summer. SZA chętnie korzysta ze zwiewnych klawiszowych motywów, które zgrabnie współgrają z pozornie przytłaczającymi elementami współczesnej muzyki: trapem w „Garden (Say It Like That)” czy basowym podkładem we wspomnianym „Anything”. Klawisze nadają też quasi-psychodeliczną warstwę jednemu z bardziej osobistych utworów na płycie — „Normal Girl”.

Na uwagę zasługuje frazowanie SZA. Wokalistka pożegnała się z efemerycznym i nieśmiałym wcieleniem znanym z epki Z. Na CTRL przemawia do nas doskonale władająca wokalem, świadoma swoich możliwości kobieta. Kontrola nad głosem pomaga jej w odrywaniu od sentymentalnych kawałków łatki trywialności i zatrzymaniu słuchacza przy sobie. Na myśl znowu przychodzi Frank Ocean, ale chcąc porównywać CTRLBlonde należy przyznać, że na tym pierwszym znalazły się klasyczne piosenki. To wyraźny atut CTRL — album jest spójny i broni się jako całość (w czym pomagają płynne przejścia między kolejnymi indeksami), ale utwory odsłuchiwane pojedynczo brzmią wcale nie gorzej.

Koniec końców okazuje się, że tytułowa kontrola odnosi się wyłącznie do pilnowania własnych myśli i odczuć, jakie wnosimy do relacji. Z takim przesłaniem, zrealizowanym bardzo swobodnie i świadomie jednocześnie, CTRL wyzwala uczucia podobne do tych, które towarzyszą nam przy otwartych i bezpośrednich osobach — czujemy się przy nich dobrze i bezpiecznie. Świat staje się trochę bardziej oswojonym miejscem, a my pozwalamy sobie po prostu być, czując ulgę, że nie musimy się nadymać i przywdziewać masek. Taka jest właśnie ta płyta — przyjazna i bliska; to przytulne miejsce, do którego uciekamy, żeby umościć się w nim z naszym osobistym bagażem i zostać tam jak najdłużej.

Komentarze

komentarzy