sza

SZA i Donald Glover w rajskim ogrodzie w nowym klipie

Fani SZY zmartwieni krążącymi w Internecie plotkami na temat zapowiadanego końca kariery artystki, mogą odetchnąć spokojnie. SZA wciąż jest na miejscu, o czym świadczy nowy wypuszczony przez nią teledysk. Wideoklip wyreżyserowany przez Karenę Evans do „Garden (Say It Like Dat)”, stanowiącej oryginalną interpretację trapu to rozmarzona i psychodeliczna opowieść o miłości bezwarunkowej. SZA i Donald Glover niczym Adam i Ewa odkrywają miłość na niebiańskiej wyspie wśród kojących dźwięków fal. To nie pierwszy zresztą raz, kiedy ta dwójka się spotyka. Niedawno pannę Rowe mogliśmy zobaczyć w najnowszym teledysku solowego projekt Glovera Childish Gambino „This Is America”. Pod koniec klipu pojawia się matka artystki, wcielająca się tu w rolę szamanki i duchowej przewodniczki Solány. Trzeba przyznać, że to ze strony autorki CTRL piękny (spóźniony) prezent na Dzień Matki.

Raheem DeVaughn remiksuje SZA, Jamesa Blake’a i Sabrinę Claudio


Kiedy nie jest zajęty pisaniem uwodzicielskich numerów, Raheem DeVaughn podkręca atmosferę kapitalnymi remiksami. Ostatnio idzie jak burza — w zeszłym tygodniu wypuścił aż trzy przeróbki, racząc nasze uszy odświeżonymi wersjami „The Weekend” SZA, „Retrograde” Jamesa Blake’a, a na koniec „Don’t Let Me Down” Sabriny Claudio w gorącym duecie z Khalidem.

Na pierwszy ogień poszła SZA — mimo że DeVaughn wokalnie przewodzi, nadal pozwala głosowi SZA błyszczeć, fantastycznie dopasowując się do muzy TDE. Artysta utrzymuje poziom również gdy przejmuje kontrolę nad singlem Blake’a z 2013 r. Oryginalny mrok utworu pozostaje nienaruszony, a głos DeVaughna porusza się po wzlotach i upadkach kompozycji. Chociaż wokalista uderza w mocne nuty, szybko je powściąga, co tylko wzbogaca melancholijną, wibrującą melodię. Na remiksie singla od Sabriny Claudio DeVaughn przejmuje natomiast wersy Khalida, swoimi bezbłędnymi adlibami przybliżając numer w jeszcze bardziej taneczne rejony.

Odpalcie poniższe tracki DeVaughna podczas przygotowań do lata, które z pewnością zyska na temperaturach po wydaniu nowego krążka Love Kinga — a ten, o tytule Decade of a Love King, ma się pojawić właśnie w nadchodzące wakacje. Czekamy z wypiekami na twarzach!

SZA i jej obóz w teledysku do „Broken Clocks”

Mimo krążących po internecie wieści o rychłym końcu kariery, wokalistka nadal promuje swój debiutancki krążek CTRL. Tym razem padło na wizualizację do utworu „Broken Clocks”. SZA i spółka przedstawiają obozową retrospekcję przywodzącą na myśl film Moonrise Kingdom. Spodziewajcie się cameo kolegów z wytwórni czyli ScHoolboy’a Q oraz Ab-Soula. Warto obejrzeć teledysk do samego końca, gdzie, jak pewnie już wyczytaliście, mamy dość spory plot twist. I nie wiemy jak wy, ale nam przez te leśne pejzaże zamarzyła się wiosenna beztroska.

Recenzja: Black Panther: The Album – Music from and Inspired By

Kendrick Lamar i inni wykonawcy

Black Panther: The Album – Music from and Inspired By (2018)

Top Dawg / Aftermath / Interscope

Uniwersum Marvela i Uniwersum Kendricka Lamara. Dwie potęgi, które przez ostatnią dekadę zawładnęły przemysłami (odpowiednio) filmowym i fonograficznym. Nic nie wskazuje, by sytuacja miała się w jakikolwiek sposób pogorszyć. Komiksy Marvela i świat hip hopu nie od dziś miały się ku sobie, jednak album zainspirowany najnowszym hitem MCU powstały pod egidą największego obecnie rapera i zgodnie z marzeniem Ryana Cooglera (reżyser „Czarnej Pantery”) to musiał być strzał w dziesiątkę. Albo chociaż śmiała próba.

Wszyscy wiemy, że Kendrick Lamar to perfekcjonista jakich mało. Wiemy również, że głównym polem dla jego artystycznych popisów i udowadniania wspomnianej perfekcji wciąż pozostają solowe wydawnictwa. Po Black Panther: The Album nie oczekiwałem przemyślanego konceptu ani opowiedzianej od tyłu historii, ale i tak dostałem coś więcej niż standardową składankę piosenek nagranych na szybko z okazji premiery blockbustera. Dwa główne hity, czyli single z SZA i Weekndem to typowo skrojone pod panujące trendy, wpadające w ucho utwory, w których sam udział gospodarza wypada blado i trudno cokolwiek z jego zwrotek zapamiętać. Poza ucieleśnieniem chaosu (i podobno głównego czarnego charakteru z filmu) w wersach zamykających „King’s Dead” K-Dot nie błyszczy w ogóle. Ale może to w porządku, bo skupia się na innej roli, czyli po prostu byciu gospodarzem (albo jak zagraniczne media uwielbiają go określać — kuratorem) projektu kilkudziesięciu innych zaangażowanych muzyków. Wychodzi mu to… nieźle, nawet poprzez spajanie albumu prostymi, wszechobecnymi hookami.

Siła soundtracku tkwi w gościach. Znakomicie wypadli wszyscy koledzy Kendricka z Black Hippy — szczególnie Ab-Soul, który dwoma pełnymi gier słownych zwrotkami niemal sprawił, że wybaczyłem mu ostatni solowy album. Zjawiskowa ekipa zebrana została w „Seasons”, sercu tego albumu i jego ośrodku artystycznej wrażliwości. Cieszy spory udział artystów pochodzących z Afryki i nadających płycie charakteru, dzięki któremu nie jest to jedynie składanka z wytwórni Top Dawg Entertainment. Przyzwoicie zaprezentowali się Jorja Smith i Zacari, ale wisienką na torcie jest utwór z udziałem pochodzącej z Vallejo rapowej ekipy SOB x RBE. Warto wspomnieć, że chłopaki wydali właśnie nowy album — sprawdźcie koniecznie, jeśli interesujecie się starym-nowym brzmieniem kalifornijskiego hip hopu. Są artyści, których wkład okazał się mniej absorbujący (2 Chainz, Khalid, Swae Lee), ale na szczęście o nikim nie można powiedzieć, że zepsuł którąkolwiek z piosenek.

Oprócz K-Dota sporą cegiełkę do powstania albumu dołożył jego wierny producent Sounwave. Z małą pomocą kilku dobrze brzmiących ksywek (Cardo, Mike Will Made It, DJ Dahi i inni), beatmaker wykreował brzmienie, którym z pewnością tętniłoby znane z filmu fikcyjne państwo Wakanda. Słychać styl znany zarówno ze starych („Intro”) jak i nowych („All The Stars”) płyt Kendricka, wzbogacony o ornamenty nawiązujące do world music — rzecz jasna z akcentem na Czarny Ląd. Nie spodziewajcie się afrobeatowych jazd w stylu Feli Kuti (ani nawet czegoś zbliżonego do najwybitniejszego utworu muzycznego wszech czasów), ale moc etnicznych naleciałości polega właśnie na ich subtelności. Nie sposób nie zwrócić uwagi na inspirowane house’em „Opps” autorstwa Ludwiga Göranssona, które przy okazji stanowi pomost między krążkiem a oryginalnym ekranowym score’em.

Dwa lata temu Kendrick Lamar pokazał, że nawet kompilacja odrzutów z ostatniego albumu może być czymś ponadprzeciętnym. Nie inaczej jest z Black Panther: The Album. Jeśli nie podejdziemy do tego jak do kolejnego To Pimp a Butterfly albo DAMN. i nie będziemy interpretować wszystkiego, co da się dostrzec w wersach i pomiędzy nimi, zauważymy bardzo przyjemną, unikającą poważnych grzechów składankę. Poza tym skumajcie, że słuchamy Future’a, Vince’a Staplesa i Schoolboya Q na płycie sklejonej na zlecenie Disneya — jeśli nie żyjemy właśnie w ciekawych czasach, to chyba takowe nigdy nie nastąpią.

#FridayRoundup: Kendrick Lamar, Ravyn Lenae, Urbanator Days i inni

Nie jest to może najbardziej płodny w nowe wydawnictwa okołosoulowe tydzień tego roku, ale wpisuje się w znaną dewizę, że dla każdego coś miłego. Mamy gwiazdorski soundtrack do prawdziwie czarnego nadchodzącego blockbustera Czarna Pantera sygnowany przez Kendricka Lamara, mamy eteryczne, ale melodyjne alt R&B inspirowane 80sami na nowej epce Ravyn Lenae, mamy nową odsłonę legendarnego jazzowego projektu Urbanator, mamy piękny showcase młodego londyńskiego jazzu, odrobinę trapu na nowej epce 2 Chainza, a na deser nowy album artpopowego tria Son Lux, który nie jest może szczególnie soulową pozycją, ale lubimy. Słowem — nie będziemy się nudzić w ten weekend. I wy też nie, o ile dacie się nam poprowadzić!


Black Panther the Album: Music From and Inspired By

Kendrick Lamar i inni

Top Dawg Ent.

Zdecydowanie zbyt rzadko dostajemy dobre ścieżki dźwiękowe do blockbusterów. Na szczęście, to może się zmienić z dzisiejsza premierą Black Panther, soundtracku do nadchodzącego filmu o tym samym tytule, którego produkcją zajął się najmocniejszy label na hip-hopowej scenie, TDE. 14 utworów, pełnych nieoczekiwanych kolaboracji, takich jak Khalid i Swae Lee czy Anderson .Paak i Ab-Soul, to praktycznie pewnik interesującego doświadczenia. Jeśli ktoś jednak spodziewa się materiału równie ambitnego, co ostatnie dokonania Kendricka Lamara, może się delikatnie zawieść. Dotychczasowe single, w tym “All The Stars” czy “Pray For Me’ pokazują, że brzmienie ścieżki dźwiękowej do kinowego hitu o superbohaterze będzie podyktowane hollywoodzkimi standardami. Tak czy inaczej, zapowiada się porządny materiał. Umieram z ciekawości, by go usłyszeć. — Adrian


Crush EP

Ravyn Lenae

Atlantic

Tak wysmakowanej fuzji alt R&B, neo-soulu i synth funku, jak ta przedstawiona na najnowszej epce Ravyn Lenae, nie było nam dane słyszeć od True Solange! A tymczasem okazuje się, że w 2017 roku R&B na syntezatorowych bitach połączone z uduchowionymi wokalami i funkową energią może brzmieć równie świeżo co przed pięcioma laty. Zresztą nie ma się czemu dziwić, jeśli produkcją zajął się znakomity Steve Lacy — w tym momencie najbardziej uzdolniony z neo-soulowych producentów. Sama Lenae składa sobie fenomenalne chórki w stylu Eryki Badu, a w wyższych rejestrach ucieka w stronę Aaliyah, a momentami nawet Kate Bush. Tych 16 minut muzyki zrobi wam nie tylko ten weekend, ale cały tydzień, miesiąc, a kto wie, może nawet rok. Zapomnijcie o Kendricku, to Lenae rozdaje karty w ten piątek! — Kurtek


Beats & Pieces

Urbanator Days

Agora

 

Michał Urbaniak wraca z nową płytą pod szyldem Uranator, chociaż tak naprawdę nie jest to nowy album zespołu. Ten w drodze, a dokładnie wczoraj premierę miał „Beats & Pieces”, album nagrany jako Urbanator Days. Nazwa to nieprzypadkowa, bo jest nawiązaniem do serii koncertów i warsztatów muzycznych, które Michał Urbaniak organizuje od lat, a ich ostatnia, jedenasta już edycja miała miejsce 2017 roku. Teraz najciekawsi młodzi twórcy, którzy brali udział w tych warsztatach także udzielają się na tym krążku. Nie jest to składanka, ale bardziej album Michała Urbaniaka z gościnnym udziałem różnej maści artystów – związanego z EABS i Night Marks Marka Pędziwiatra, wokalistki Patrycji Zarychty czy rapera z Bronxu Anthony’ego Millsa. Oprócz nich pojawiają się między innymi chłopaki z P.Unity, ale też utytułowani wykonawcy jak O.S.T.R. w przeróbce kawałka „J.A.Z.Z.” z trzeciej części Urbanatora i Grubson. Sam Urbaniak mówi, że hip-hop uratował jazz, a ta płyta jest właśnie fuzją tego gatunku z hip-hopem, ale nie tylko, bo jest tu również soulowo i elektronicznie, co słychać w rewelacyjnym singlu „Love Don’t Grow On Trees”. Zapowiada się smakowicie. — Dill


We Out Here

Różni wykonawcy

Bronswood Recordings

Ubiegły rok przyniósł wiele muzycznego dobra z Wielkiej Brytanii, a najwięcej go przyszło do nas od niezwykle dynamicznie rozwijającej się, młodej sceny jazzowej. Początek tego roku pokazuje, że ekspansja tych znakomitych dźwięków będzie kontynuowana, a najnowsza składanka wydana przez Brownswood Recordings jest kolejną rzeczą to potwierdzającą. Cały projekt nagrany został w trzy dni, podczas sesji w North West London studio. Dodamy, tylko że uczestniczyli w niej tak znakomite i obiecujące zespoły jak chociażby Ezra Collective czy Kokoroko, a dyrektorem całego przedsięwzięcia był genialny Shabaka Hutching. Posłuchajcie już dziś, czego będzie słuchać się w niedalekiej przyszłości. — efdote


Brighter Wounds

Son Lux

City Slang

Son Lux, podobnie jak Dirty Projectors czy Tune-Yards, niezmiennie przekształcają oblicze indie popu i czynią największy możliwy użytek z różnorodnej gamy stylistycznej i z samej struktury piosenki. Efektem są charakterystyczne, polifoniczne hybrydy. Brighter Wounds to chyba najbardziej melancholijny, ale też i najbardziej zbliżony do soulu album w dorobku tria z Nowego Jorku. Artystowskie, momentami filmowe, aranże przeplatają się tu z elektroniką i pełnymi uczucia partiami pianina i wokalu (tu prym wiedzie niewątpliwy highlight płyty — „Labor”). A wszystko to po to, by poczynić refleksje na temat nieuchronnego współistnienia smutku i radości w życiu każdego z nas. — Maja Danilenko


The Play Don’t Care Who Makes It

2 Chainz

Def Jam

Wydane w czerwcu ubiegłego roku Pretty Girls Like Trap Music nie zawiodło oczekiwań słuchaczy. 2 Chainz zapowiadał przed kilkoma dniami, że za chwilę do naszych głośników trafi jego nowy projekt. I faktycznie trafił! The Play Don’t Care Who Makes It to zaledwie czteroutworowa epka. Warto jednak zwrócić na nią uwagę, zwłaszcza że olbrzym z College Park jest zdecydowanie u szczytu swojej formy. Gościnnie pojawiają się YG oraz Offset, a za warstwę produkcyjną odpowiadają m.in. T-Minus i Street Runerz. Takie zagrania lubimy. — Mateusz


Kendrick Lamar i SZA w pierwszym klipie promującym album Black Panther

Premiera krążka zainspirowanego filmem Black Panther już w najbliższy piątek, a tymczasem dostajemy klip do pierwszego z singli promujących ten album. Obrazek do wspólnego numeru Kendricka Lamara oraz SZA wyreżyserowali Dave Meyers (twórca powalających klipów do „Humble” i „Loyality”) oraz „the little homies”, czyli Kendrick we własnej osobie. Jak łatwo się domyślić, otrzymujemy kolejny popis niezwykłej wyobraźni twórców, jak zwykle perfekcyjnie przeniesionej na ekran i mocno nawiązującej poprzez afrykańskie motywy, do treści samego filmu.

Do sieci przedostały się również informacje, o tym, że raper początkowo napisać miał tylko kilka utworów na zbliżający się soundtrack. Fragmenty obrazu, które miał okazję z tego powodu zobaczyć, zainspirowały go jednak na tyle, że skończyło się to nad kontrolą całej produkcji wydawnictwa. Wszystkie prace nad nim rozpoczęły się już we wrześniu ubiegłego roku i trwały nawet podczas trasy promującej Damn. Jakie będą tego efekty? Przekonamy się już za klika dni.

SZA i Kendrick Lamar z pierwszym utworem promującym ścieżkę dźwiękową do filmu „Black Panther”

O tym, że coś szykuje się na linii Kendrick Lamar i producenci filmu „Black Panther”, wywnioskować można było, oglądając uważnie ostatni klip artysty, czyli „Love”. Nikt chyba jednak nie spodziewał się, że kilkusekundowa zapowiedź ścieżki dźwiękowej do najnowszego dzieła Marvela, umieszczona w połowie teledysku, okazała się zapowiedzią tak dużej współpracy. Lamar oraz Anthony „Top Dawg” Tiffith, zostali bowiem producentami wykonawczymi oraz kuratorami soundtracku. Wypowiadający się w samych superlatywach na temat obrazu raper, podkreślił, że czuje się zaszczycony z powodu wzięcia udziału w tej nowej zarówno dla wytwórni TDE, jak i dla studia filmowego sytuacji. Zanim poznamy pełną tracklistę (na której znaleźć się mają same premierowe utwory) sprawdzić możecie pierwsze nagranie promujące album, którym jest nagrane przez SZA oraz Kendricka „All the Stars”. Wydawnictwo ukazać ma się 9 lutego (film swoją premierę ma tydzień później), a więcej szczegółów na jego temat poznamy być może już w poniedziałek, kiedy to podczas meczu NCAA championship, zaprezentowany ma zostać ostatni trailer „Czarnej Pantery”, a Kung Fu Kenny wystąpić ma podczas przerwy rozgrywek.

SZA i Solange łączą siły w nowym teledysku

SZA i Solange lacza sily w nowym teledysku

The wait is over! SZA zaprezentowała długowyczekiwany teledysk to utworu „The Weekend”. Przez ponad cztery minuty artystka pokonuje różnorodne taneczne wariacje, czyniąc to w sposób poetycki i prezentując przy tym swoje kobiece wdzięki. Pomysłodawczynią klipu była Solange, która stanęła po drugiej stronie kamery. Singiel jest przełomowy dla artystki. Pokrył się platyną i otrzymał nominację do nagrody Grammy. Kawałek pochodzi oczywiście z niemniej popularnego krążka CTRL. Sprawdźcie naszą recenzję płyty oraz ranking, w którym album znalazł się na wysokiej pozycji. A przed tym zobaczcie, czym zaowocowała współpraca dwóch Amerykanek.

SZA odwiedza SNL

Cóż to był za rok dla SZA! Po premierze wyczekiwanego CTRL, który spotkał się z bardzo pozytywnym odbiorem, a single z niego pochodzące pokryły się platyną, wokalistka została nominowana do Grammy w aż 5 kategoriach, w tym Best New Artist. A pomyśleć, że ten album mógł się nie ukazać… . Na całe szczęście do tego nie doszło i dziś możemy podziwiać wokalistkę w sławetnym Saturday Night Live. W ostatnim odcinku programu, którego gospodarzem był James Franco, SZA wystąpiła dwukrotnie, wykonując „The Weekend” oraz „Love Galore”. Spodziewajcie się zaskakującego aranżu, iście anielskiej atmosfery zagwarantowanej przez świąteczny wystrój, chór i świetne wokalizy SZA. Czego chcieć więcej?

Jay-Z i Kendrick Lamar brylują w nominacjach do Grammy

Wczoraj oficjalnie ogłoszono nominacje do przyszłorocznych nagród Grammy wręczanych za okres między październikiem 2016 a wrześniem 2017 roku. Najwięcej szans na otrzymanie statuetki, bo aż 8, zdobył ku naszemu zaskoczeniu Jay-Z, który wyprzedził nawet Kendricka Lemara, któremu przypadło w udziale 7 nominacji. Poza stricte rapowymi kategoriami obaj panowie mają szanse na wyróżenienia z głównej puli — za album roku (tu obok 4:44 JayaDamn Lamara znalazły się także 24K Magic Bruna Marsa, „Awaken, My Love!” Childish Gambino oraz Melodrama Lorde) czy utwór roku (od Jaya wyróżniono „The Story of O.J.”, od Kendricka przebojowe „Humble” — wśród konkurencji znowu Gambino, Mars i… „Despacito”). Marsa wyróżniono w sumie sześciokrotnie. Na zdobycie honoru najlepszego nowego artysty szansę dostali m.in. SZA, Khalid i Lil Uzi Vert.

Wśród nominowanych na gruncie muzyki R&B wyszczególniono poza tym m.in. PJ-a Mortona, Anthony’ego Hamiltona, Daniela Caesara, Ledisi i The Weeknd. Za najlepszy rapowy krążek nominowano Tylera, the Creatora. Ponadto Odesza, Gorillaz i Bonobo mają szanse zostać wyróżnieni na polu muzyki elektronicznej, a za stosownego kandydata w kategorii najlepszej piosenki rockowej uznano znakomite skądinąd „Blood in the Cut” K.Flay.

Przyszłoroczna 60. już ceremonia nagród Grammy odbędzie się 28 stycznia, a poprowadzi ją James Corden.

Soulbowlowa sekcja nominacji poniżej. Pełna lista dostępna na stronie Amerykańskiej Akademii. Za kogo trzymacie kciuki?

Record of the Year:
„Redbone” — Childish Gambino
„Despacito” — Luis Fonsi and Daddy Yankee featuring Justin Bieber
„The Story of O.J.” — Jay-Z
„Humble” — Kendrick Lamar
„24K Magic” — Bruno Mars

Album of the Year:
„Awaken, My Love!” — Childish Gambino
4:44 — Jay-Z
Damn — Kendrick Lamar
Melodrama — Lorde
24K Magic — Bruno Mars

Song of the Year:
„Despacito” — Luis Fonsi & Daddy Yankee featuring Justin Bieber
„4:44” — Jay-Z
„Issues” — Julia Michaels
„1-800-273-8255” — Logic featuring Alessia Cara & Khalid
„That’s What I Like” — Bruno Mars

Best New Artist:
Alessia Cara
Khalid
Lil Uzi Vert
Julia Michaels
SZA

Best R&B Performance:
„Get You” — Daniel Caesar featuring Kali Uchis
„Distraction” — Kehlani
„High” — Ledisi
„That’s What I Like” — Bruno Mars
„The Weekend” — SZA

Best Traditional R&B Performance:
„Laugh and Move On” — The Baylor Project
„Redbone” — Childish Gambino
„What I’m Feelin'” — Anthony Hamilton featuring The Hamiltones
„All the Way” — Ledisi
„Still” — Mali Music

Best R&B Song:
„First Began” — PJ Morton
„Location” — Khalid
„Redbone” — Childish Gambino
„Supermodel” — SZA
„That’s What I Like” — Bruno Mars

Best Urban Contemporary Album:
Free 6lack — 6lack
„Awaken, My Love!” — Childish Gambino
American Teen — Khalid
Ctrl — SZA
Starboy — The Weeknd

Best R&B Album:
Freudian — Daniel Caesar
Let Love Rule — Ledisi
24K Magic — Bruno Mars
Gumbo — PJ Morton
Feel the Real — Musiq Soulchild

Best Rap Performance:
„Bounce Back” — Big Sean
„Bodak Yellow” — Cardi B
„4:44” — Jay-Z
„Humble” — Kendrick Lamar
„Bad and Boujee” — Migos featuring Lil Uzi Vert

Best Rap/Sung Performance:
„Prblms” — 6lack
„Crew” — GoldLink featuring Brent Faiyaz and Shy Glizzy
„Family Feud” — Jay-Z featuring Beyoncé
„Loyalty” — Kendrick Lamar featuring Rihanna
„Love Galore” — SZA featuring Travis Scott

Best Rap Song:
„Bodak Yellow” — Cardi B
„Chase Me” — Danger Mouse featuring Run The Jewels & Big Boi
„Humble” — Kendrick Lamar
„Sassy” — Rapsody
„The Story of O.J.” — Jay-Z

Best Rap Album:
4:44 — Jay-Z
Damn — Kendrick Lamar
Culture — Migos
Laila’s Wisdom — Rapsody
Flower Boy — Tyler, the Creator

SZA śpiewa „Go Gina” w lesie


Tytuł faktycznie może brzmieć trochę śmiesznie, jednak w momencie gdy tylko odpalicie wideo poniżej, na pewno nie będzie wam do śmiechu. W ramach serii Vevo LIFT otrzymujemy przepiękne, eteryczne wideo gdzie reprezentantka T.D.E. wykonuje utwór „Go Gina” tylko w towarzystwie stojącego w tle basisty. Klimatyczna sceneria i świetne wykonanie samego kawałka są naprawdę urzekające, dowodząc po raz kolejny, że warto było czekać na debiutanckie CTRL. Solána nie próżnuje i ostatnio mogliśmy usłyszeć ją gościnnie u Maroon 5 czy w ramach ścieżki dźwiękowej do Insecure, ponadto potwierdziła, że rozpoczęła pracę nad kolejnym albumem, we współpracy z Tame Impala i Markiem Ronsonem. Szczerze mówiąc, nie możemy się doczekać.

SZA planuje wspólny album z Tame Impala

Nawet jeśli nie słuchacie australijskiego neopsychodelicznego rocka, musicie kojarzyć Tame Impala z zeszłorocznego dość zachowawczego, ale koniec końców udanego coveru ich numeru Same Ol’ Mistakes w wykonaniu Rihanny. Na pewno słyszeliście też ich wokalistę Kevina Parkera, który w 2014 roku wsparł solo Marka Ronsona w znakomitym „Daffodils”. Teraz cała trójka tzn. SZA, Parker z grupą Tame Impala i Ronson postanowili połączyć siły przy wspólnym projekcie. W czerwcu podczas setu didżejskiego na Governor’s Ball Music Festival w Nowym Jorku Parker zaprezentował niewydany album grupy, w którym gościnnie pojawiła się właśnie SZA. Podczas jednego z ostatnich wywiadów piosenkarka wyjawiła, że obecnie pracuje z Parkerem i Ronsonem nad wspólną płytą.

SZA definitywnie nie zamyka się na inne gatunki muzyczne niż soul i hip hop. W ostatnim czasie pojawiła się w całkiem udanym popowym numerze „What Lovers Do”, który trafi na nowy album Maroon 5.

Nowy utwór: SZA „Quicksand”

Takie piątkowe niespodzianki lubimy najbardziej. SZA dorzuciła swoją cegiełkę do już solidnego soundtracku serialu Insecure, który dla zainteresowanych serialomaniaków dostępny jest na platformie HBO. Oprócz „Quicksand”, na trackliście znajdziecie również „Supermodel”, najprawdopodobniej najlepszy kawałek z tegorocznego debiutu SZA CTRL a także nagrania od Jorji Smith, Brysona Tillera czy Jazmine Sullivan.

„Quicksand” porusza tematykę, którą młoda artystka opanowała już do perfekcji czyli problemy z samoakceptacją oraz zaufaniem w relacjach damko-męskich. Idealnie wplata się to w idee serialu do którego obejrzenia serdecznie zachęcamy.

Nowy teledysk: SZA „Supermodel”

Czy wiedzieliście, że najnowsza i zarazem debiutancka płyta SZA CTRL nie ukazałaby się gdyby nie szefowie Top Dawg Entertainment, którzy wykradli artystce twardy dysk z nagranym materiałem? Ponoć wokalistka bardzo długo wahała się nad ostatecznym brzmieniem albumu i potrzebowała aż tak drastycznych środków by efekt jej pracy ujrzał światło dzienne. Talk about control, huh?
Na szczęście dla nas i was otrzymaliśmy pretendenta do Top 3 roku 2017, a dziś SZA obdarowała nas klipem do najlepszego kawałka z CTRL, czyli „Supermodel”. Przyznam, że kompletnie inaczej wyobrażałam sobie teledysk do tego utworu, ale jestem jak najbardziej na tak. Bardzo podoba mi się odzwierciedlenie tekstu piosenki w takiej właśnie, lekko fantasy, lekko badassowej wizualizacji. Brzmi intrygująco? Zapraszam do obejrzenia poniżej.

Recenzja: SZA CTRL

SZA

CTRL (2017)

Top Dawg Entertainment/RCA Records

„Najbardziej obawiam się utraty kontroli. Gdybym ją straciła, sprawy przybrałyby fatalny obrót” — takim wyznaniem, wypowiedzianym przez matkę artystki, SZA inauguruje CTRL — swój pełnoprawny i długo wyczekiwany debiut. Poprzez wspomniany wstęp artystka delikatnie sugeruje, że mamy do czynienia z albumem koncepcyjnym i wyznacza słuchaczowi ścieżkę interpretacyjną — sam użyty w tytule skrót „CTRL” kojarzy się wszak jednoznacznie. Nawiązanie do elementu komputerowej klawiatury jest rozwinięciem narzuconego tropu, ponieważ przycisk CTRL dopiero w połączeniu z innymi klawiszami pozwala osiągnąć konkretny rezultat. Chodzi więc ni mniej, ni więcej o kontrolę w relacjach damsko-męskich, która niczym fala odbija się od źródła sygnału i rozprzestrzenia na inne obszary — takie jak autonomia czy samoocena.

Ekstrawertyczne rozpoczęcie albumu ustala również relację liryki i muzyki. Kilka lat temu w tekście o  nowej fali kobiecego R&B dla Dwutygodnika Artur Szarecki pisał o „wycofanych wokalach, schowanych za kolejnymi warstwami cyfrowych dźwięków”. Na CTRL można zaobserwować odwrotną sytuację — to raczej muzyka sprawia wrażenie marginalnego elementu. Zdaje się ona jedynie tworzyć tło dla snutej opowieści, która jest na tyle intymna i odważna, żeby wyeksponować ją na pierwszym planie krążka.

Bezpretensjonalność stanowi dla CTRL pewnego rodzaju pułapkę. Uczuciowe teksty napisane przez piękną kobietę, która wyznaje, że pragnie być dla partnera atrakcyjna zarówno fizycznie, jak i intelektualnie mogą sprawić, że album łatwiej będzie zdyskredytować, sprowadzając go głównie do opowieści o nowym, seksualnym wymiarze feminizmu. Z jednej strony wydaje się, że temat został wystarczająco przetworzony przez popkulturę, z drugiej niełatwo jest przywołać inne kobiece wydawnictwo (zwłaszcza w nurcie R&B) cechujące się równie autentycznym i wielowymiarowym podejściem do sytuacji, które nieobce są wielu kobietom, a o których wciąż nie mówi się zbyt głośno.

Odczucie drugoplanowości muzyki może nieco zbijać z tropu. Trudno z marszu zachwycić się zestawem kameralnego i niepozornego R&B, które oswoił już wcześniej Frank Ocean (zwłaszcza po tak znakomitych singlach jak brzmiące mocno „Love Galore” czy nieco lżejsze, urokliwe „Drew Barrymore”). Niepewność szybko jednak rozwiewają drobne szczegóły — takie jak sampel z zapomnianego „Set the Mood (Prelude)” Justina Timberlake’a w „The Weekend” czy dźwięczne pianino w „Anything” podkradzione Donnie Summer. SZA chętnie korzysta ze zwiewnych klawiszowych motywów, które zgrabnie współgrają z pozornie przytłaczającymi elementami współczesnej muzyki: trapem w „Garden (Say It Like That)” czy basowym podkładem we wspomnianym „Anything”. Klawisze nadają też quasi-psychodeliczną warstwę jednemu z bardziej osobistych utworów na płycie — „Normal Girl”.

Na uwagę zasługuje frazowanie SZA. Wokalistka pożegnała się z efemerycznym i nieśmiałym wcieleniem znanym z epki Z. Na CTRL przemawia do nas doskonale władająca wokalem, świadoma swoich możliwości kobieta. Kontrola nad głosem pomaga jej w odrywaniu od sentymentalnych kawałków łatki trywialności i zatrzymaniu słuchacza przy sobie. Na myśl znowu przychodzi Frank Ocean, ale chcąc porównywać CTRLBlonde należy przyznać, że na tym pierwszym znalazły się klasyczne piosenki. To wyraźny atut CTRL — album jest spójny i broni się jako całość (w czym pomagają płynne przejścia między kolejnymi indeksami), ale utwory odsłuchiwane pojedynczo brzmią wcale nie gorzej.

Koniec końców okazuje się, że tytułowa kontrola odnosi się wyłącznie do pilnowania własnych myśli i odczuć, jakie wnosimy do relacji. Z takim przesłaniem, zrealizowanym bardzo swobodnie i świadomie jednocześnie, CTRL wyzwala uczucia podobne do tych, które towarzyszą nam przy otwartych i bezpośrednich osobach — czujemy się przy nich dobrze i bezpiecznie. Świat staje się trochę bardziej oswojonym miejscem, a my pozwalamy sobie po prostu być, czując ulgę, że nie musimy się nadymać i przywdziewać masek. Taka jest właśnie ta płyta — przyjazna i bliska; to przytulne miejsce, do którego uciekamy, żeby umościć się w nim z naszym osobistym bagażem i zostać tam jak najdłużej.

#FridayRoundup: SZA, London Grammar, Chuck Berry, Quebonafide i inni

Jak co tydzień w piątek dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych tygodnia.


Ctrl

SZA

Top Dawg

Nie mieli lekkiego życia ci, którzy wyczekiwali pełnoprawnego długograja SZA. Wielokrotne zapowiedzi, krążące po sieci już od zeszłego roku, okazywały się w większości czczymi słowami. Ostateczny termin wydania CTRL przesunął się z lutego na czerwiec, a fani dostali na pocieszenie wizualno-muzyczny kolaż wyjaśniający „Where the hell have you been” i trzy bardzo obiecujące – ale wciąż tylko — single. Liczba gości nie jest wprawdzie tak imponująca, jak można było wnioskować z zapowiedzi, jednak wszystko wskazuje na to, że w ciągu trzech lat od wydania ostatniej epki wokalistka nie próżnowała. — MajaDan


Truth Is a Beautiful Thing

London Grammar

Metal & Dust

Trójka młodych Brytyjczyków z zespołu London Grammar powraca, by zmierzyć się z nie łatwym tematem, jakim jest wydanie drugiego albumu. Pierwsze single nie zapowiadają zbytniej rewolucji w brzmieniu i nadal są to świetnie zaaranżowane utwory krążące wokół downtempo oraz ambitnego popu, za które świat pokochał ich po wydaniu rewelacyjnego debiutanckiego krążka If You Wait. Wszystkie utwory na nowy album tak jak poprzednio napisali sami, a producenckie szlify zapewnili im tacy ludzie jak Paul Epworth (Adele, Florence & The Machine), Greg Kurstin (Sia), Jon Hopkins oraz Tim Bran i Roy Kerr. Zapowiada się więc kolejna dźwiękowa uczta, zaserwowana przez niezwykle wrażliwych i zdolnych muzyków. — efdote


Egzotyka

Quebonafide

QueQuality

Wydanie drugiego studyjnego albumu Quebonafide to bez wątpienia duże wydarzenie, niekoniecznie jedynie muzycznie. Krążkowi towarzyszyła dobrze zaplanowana akcja promocyjna — od znakomicie zrealizowanych teledysków, po „Przygody Wesołego Hypemana” z różnych części świata. Na pewno Egzotyce nie można odmówić rozmachu, każdy kawałek to oddzielna historia. Na płycie znajdziemy między innymi refleksyjne utwory takie jak „Zorza” czy „Bollywood”, mocno boombapowe akcenty w postaci „To nie jest hip-hop” z KRS-Onem oraz piosenki, takie jak „Madagaskar”, które skutecznie rozpalają publikę każdego koncertu Quebo. Mimo dużej różnorodności, płyta zachowuje charakter koncept albumu, którego głównym tematem są podróże. Pozwoliły one spojrzeć raperowi z innej strony zarówno na odwiedzane kraje, ich kulturę, historię oraz społeczeństwo, jak i w głąb siebie. — Polazofia


Known Unknowns

Billy Woods

Backwoodz Studioz

Nie będzie to z pewnością łatwy w odbiorze krążek. Nowojorczyk Billy Woods należy raczej do grona raperów, których teksty mają w sobie potężną dawkę brudu i jeszcze więcej ukrytych znaczeń. Nie bez powodu artysta bardzo dobrze rozumie się z Aesop Rockiem, który nie dość, że rzucił mistrzowską zwrotkę w singlowym „Wonderfull”. Większością warstwy muzycznej zajął się dobry znajomy obydwu wymienionych tu nawijaczy, czyli Blockhead, który wnieść ma do tego albumu ponoć trochę melodii. Warto więc chyba zapoznać się z nieznanym. — efdote


Chuck

Chuck Berry

Dualtone

Po tym jak zmarły przed dwoma miesiącami prekursor rock & rolla został uhonorowany właśnie pierwszym w jego trwającej ponad 60 lat karierze oficjalnym teledyskiem, przyszedł czas na ostatni w jego karierze krążek, wydany już niestety pośmiertnie. Chuck został ukończony na krótko przed śmiercią artysty, a krążek wspólnymi siłami wydali Dualtone i Decca. To pierwszy album Berry’ego składający się głównie z premierowego materiału od 1979 roku. — Kurtek


A Rift in Decorum: Live at the Village Vanguard

Ambrose Akinmusire

Blue Note

Jeśli macie wątpliwości co do kondycji i prawdziwości współczesnego jazzu, powinniście posłuchać 35-letniego amerykańskiego trębacza Ambrose’a Akinmusire’a. Jest po temu akurat sposobność, bo muzyk wydał właśnie wyrafinowany dwupłytowy koncertowy album A Rift in Decorum: Live at the Village Vanguard nagrany wspólnie z jego kwartetem. Na krążek nawiązujący miejscem, w którym dokonano nagrania — nowojorskiego Greenwich Village, do bogatej historii muzyki jazzowej złożyło się 18 premierowych kompozycji autorstwa Akinmusire’a, w których kunsztownie dialoguje z dawnymi mistrzami. — Kurtek


Nowy utwór: SZA „Broken Clocks”

SZA podsyca apetyty tuż przed premierą debiutanckiego długograja CTRL i raczy nas trzecim singlowym kawałkiem. Na „Broken Clocks”, przy akompaniamencie „trapowych cykaczy” i sampla z utworu „West” River Tiber, arystka dzieli się refleksjami na temat upływu czasu i skutków tegoż. My tymczasem możemy zacząć odmierzać czas do długo wyczekiwanej premiery oficjalnego debiutu Solány Imani Rowe.

SZA podała datę premiery debiutanckiej płyty

Jeszcze jakiś czas temu nie wiadomo było kiedy wyjdzie oficjalny album SZA. Pojawiały się różne informacje, ale nie dało się ustalić nic konkretnego. Po wielu perturbacjach okazało się, że płyta w końcu się ukaże, tylko nie wiadomo było kiedy. Pojawiło się też zapowiadające krążek „Love Galore” z gościnnym udziałem Travisa Scotta. W końcu artystka podpisała kontrakt z RCA Records, ale wciąż nie było żadnych informacji o dacie premiery. Teraz wiadomo już, że CTRL wyjdzie 9 czerwca! Żeby było ciekawiej, na profilu TDE pojawił się zapowiadający album filmik, którego narratorem jest… RZA z Wu-Tang Clanu. Także RZA zapowiada album SZA, a my nie możemy się już doczekać!

Nowy teledysk: SZA feat. Travis Scott „Love Galore”

Nie minęły nawet dwa tygodnie odkąd SZA podzieliła się znakomitą singlową kolaboracją z Travisem Scottem, a już w sieci pojawiła się wizualizacja do utworu. Zgodnie z tytułem i charakterem numeru SZA i Scott zapraszają widzów do sypialni. Zupełnie inaczej niż w rapowych teledyskach — to SZA pokazuje swoją dominującą stronę, podczas gdy Scott jest wyjątkowo łagodny, niemal nieobecny. Pogrążoną w kontemplacji siebie nawzajem parę spowija chmara motyli.

SZA podpisała kontrakt z RCA Records

Ostatnio pierwsza dama TDE wypuściła nowy singiel zatytułowany „Love Galore” z udziałem Travisa Scotta. Numer zbiera pozytywne recenzje i to bardzo dobra wiadomość, ale nie jedyna. Okazuje się, że SZA podpisała kontrakt z RCA Records i tym sposobem jest trzecim nabytkiem TDE Enertainment, poza Kendrickiem i ScHoolboyem, któremu udało się wejść w szeregi dużej wytwórni. Kilka godzin po premierze kawałka na artystka podała informację na Twitterze.

Wiadomo też od dłuższego czasu, że pierwszy pełny album SZA — CTRL jednak wyjdzie nakładem TDE, a ostatnio mówiło się o problemach między nią a macierzystym labelem. Można więc założyć, że jej kontrakt z RCA to umowa na zasadzie joint venture, ale szczegóły nie są jeszcze znane.