Wakacyjne zbrodnie The-Dreama

Data: 3 lipca 2017 Autor: Komentarzy:

Nie wiem, jak to się stało, że oto ja, największy samozwańczy miłośnik muzycznej spuścizny The-Dreama, dowiedziałem się o jego nowym singlu z tygodniowym opóźnieniem. Czym prędzej zatem nadrabiam, zwłaszcza że trudno w tym kontekście powstrzymać się od komentarza. Przede wszystkim nowy numer „Summer Body” — kolejna kolaboracja z trzecioligowym obecnie Fabolousem (co dobitnie potwierdza żenującą zwrotką w tym numerze) to stylistyczny spadkobierca najbardziej niefortunnego singla w karierze Dreama, czyli niesławnego „Let Me See the Booty”, który na szczęście przepadł na listach przebojów, wypadając z tracklisty fenomenalnego Love vs. Money. Stare dzieje.

Tymczasem jeśli możemy nieironicznie uznać zeszłotygodniową płytę Calvina Harrisa za dobry album, to nie ma przeciwwskazań, żeby po trzech odsłuchach i dwóch drinkach nominować „Summer Body” The-Dreama. Są co prawda rzeczy, które trzeba będzie mu wybaczyć, stąd wspomniane drinki z pewnością się przydadzą. Przede wszystkim — dotkliwy brak producenckiej elokwencji, do której przyzwyczaił nas przez lata (posłuchajcie wspomnianego Love vs. Money z 2009 roku — prawdopodobnie najlepszej płyty w historii współczesnego R&B), a którą na ostatnich wydawnictwach systematycznie zastępował frustrującym amelodyjnym minimalizmem.

„Summer Body” na szczęście stoi do tej koncepcji w opozycji — od pierwszej chwili uwodzi chwytliwym hookiem i niepodważalnym tanecznym vibem w stylu tropikalnych The Neptunes circa 2004. Dzięki temu, że Dream znowu zaczął bujać, można w zupełności wybaczyć nie tylko brak sensownej warstwy tekstowej („Summer body, pilates body”, naprawdę?), a nawet użycie słowa badonkadonk.

Koniec końców pisałem o przeboju lata, prawda? Intelektualizm można więc w tej kwestii bez zażenowania odłożyć na bok i beztrosko zatracić się w tańcu. Tak zróbmy!

Komentarze

komentarzy