Wydarzenia

Odsłuch: Van Hunt Popular

Data: 15 sierpnia 2017 Autor: Komentarzy:

Pamiętacie jeszcze tego typa? Ja nie zapomniałem tylko dlatego, że kiedyś za grosze kupiłem na wyprzedaży jego dwie pierwsze płyty i chociaż od lat do nich nie wracałem, spoglądają na mnie od czasu do czasu z półki — dosyć, nie powiem, groźnym wzrokiem. Pod tą presją, ale także dlatego, że akurat Hunt, jak się okazało, wydał w weekend kolejny studyjny album, postanowiłem o nim po wielu latach milczenia wspomnieć na łamach Miski.

Chronologia mówi, że to już jego piąta płyta, a pierwsza od The Fun Rises, the Fun Sets, ale prawda historyczna jest taka, że krążek, paradoksalnie zatytułowany Popular, to niewydany materiał z 2007 roku, który Blue Note, ówczesna wytwórnia piosenkarza, postanowiła wstrzymać, w czasach, jakby nie patrzeć, dopiero raczkujących wtedy digitali w obawie przed wielkim flopem (tyle na temat tytułowej popularności). Efekt jest taki, że album ukazał się oficjalnie dopiero przed kilkoma dniami wyłącznie w formie cyfrowej (i ostatecznie właśnie nakładem Blue Note), a po zawieszeniu kontraktu z oficyną Hunt zupełnie spadł z rowerka i zaczął nagrywać swój neo-soul dla Godless Hotspot/Thirty Tigers. Słowem — słuch po nim zaginął.

Dla tych, którzy Hunta w ogóle nie kojarzą — w 2004 roku porównywano jego debiut do muzyki Prince’a, Marvina Gaye’a czy D’Angelo, wieszcząc mu sukces na miarę Alicii Keys. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, poza, przepraszam, resztkami jego popularności, które wyszły przed kilkoma dniami, w aurze zapomnienia i porażki dziesięć lat po planowanej premierze. Jeśli ruszyła was ta melodrama, posłuchajcie. Tak umierał neo-soul.

Komentarze

komentarzy