Recenzja: Rapsody Laila’s Wisdom

Data: 10 października 2017 Autor: Komentarzy:

Rapsody

Laila’s Wisdom (2017)

Jamla / Roc Nation

Musiało minąć kilka ładnych lat, żeby Rapsody swoim uporem i determinacją wywalczyła należną sobie pozycję na współczesnej scenie hip hopu. Mając w swoim dorobku wiele solidnych projektów, w tym ciepło przyjęte She Got GameThe Idea of Beautiful, znalazła się jednak na etapie, w którym podniesienie poprzeczki stanowiło jej artystyczne “być, albo nie być”. Laila’s Wisdom to album, który chociaż był wyczekiwany przez nielicznych, zaskoczył wszystkich.

Płytę otwiera tytułowe “Laila’s Wisdom”, które wita nas soulowym samplem z “Young, Gifted and Black” w wykonaniu Arethy Franklin i bujającym hip hopowym bitem autorstwa głównego architekta brzmienia krążka — 9th Wondera. Rapsody już od pierwszych sekund przejmuje całą uwagę odbiorcy, pewnie manewrując po energetyzującym loopie. Jej linijki pełne są autorefleksji i błyskotliwych momentów w stylu “You gon lose some friends but those circles are better than the ovals/A black man left the oval”. Utwór płynnie przechodzi w równie żywe i pobudzające “Power”, na którym gościnnie wystąpił Kendrick Lamar. Między artystami wymieniającymi spostrzeżenia na temat władzy i siły czuć chemię, którą pamiętamy z rewelacyjnego “Complexion”. Dalej jest równie dobrze — funkujące i humorystyczne “Pay Up” bawi opowieścią o mężczyznach i kobietach żerujących na sukcesie swoich partnerów, a spokojne, soulowe “Nobody” wprawia w stan zadumy nad pokorą i niewiedzą. Występy gości są idealnym uzupełnieniem i urozmaiceniem płyty. Usłyszymy tu świetne wokale Andersona .Paaka i BJ the Chicago Kida, jak i porywające zwrotki Black Thoughta, GQ i Busta Rhymesa. Wszystko stoi na niebywale wysokim poziomie, sprawiając wrażenie, że na Laila’s Wisdom nie ma rzeczy pozostawionych przypadkowi.

Niewątpliwym atutem albumu jest zróżnicowana tematyka i szereg interesujących konceptów. Rapsody zręcznie żongluje swoimi obserwacjami i opowieściami, rapując o swojej samoocenie i kanonach piękna (“Black & Ugly”), przemocy na ulicach (“Chrome” i “Jesus Coming”) czy środowisku hip hopu i swojej pozycji (“You Should Know”). Nie zabrakło również kawałków poświęconych tematyce relacji damsko-męskich i o ile są one interesującym spojrzeniem na różne aspekty związków, ich nagromadzenie w jednej części albumu niepotrzebnie spowalnia tempo. Trzeba jednak przyznać, że Rapsody trzyma wszystko w ryzach swojej charyzmy, a jej kobieca perspektywa stanowi naturalne, niewymuszone spoiwo całości. Jej wrażliwość i subtelność, ale także pazur i głód sukcesu tworzą niezwykle autentyczny obraz, momentalnie wciągając słuchacza w świat artystki.

Laila’s Wisdom nie byłoby tak dobre, gdyby nie przepiękna oprawa muzyczna. 9th Wonder, Khrysis i Terrace Martin dopięli wszystko na ostatni guzik, wypełniając podkłady żywą instrumentalizacją, skrupulatnie dobranymi samplami i pierwszorzędną produkcją. Dzięki temu album jest nasycony jazzowymi, soulowymi i funkowymi akcentami, pozostając jednocześnie najbardziej hip hopową płytą od czasu ostatniego wydawnictwa A Tribe Called Quest. To brzmienie, które może kojarzyć się z takimi arcydziełami jak To Pimp A Butterfly, różni się jednak od niego większym udziałem melodii i ducha zmysłowego R’n’B lat 90.

Na swoim drugim oficjalnym albumie Rapsody wyraźnie dała znać, że nie interesują jej obrzeża mainstreamu i niszowy odbiór. Słusznie sięgnęła po swoje, wydobywając z własnego stylu wszystko to, co najlepsze. Laila’s Wisdom to milowy krok w artystycznej ewolucji; płyta, na której słychać lata spędzone na konsekwentnej pracy nad wewnętrznym potencjałem. To także piękny prezent dla damskiej części publiczności, która od dawna zmagała się z luką społecznie świadomych raperek, i wyzwanie rzucone konkurencji: „I count ten by fives, I’m always halfway there in my mind / It’s on you to catch up this time”. Grzech nie sprawdzić!

Komentarze

komentarzy