Soulbowl Press Play #26: Suplement 2017

Data: 15 stycznia 2018 Autor: Komentarzy:

Tworzenie końcoworocznych podsumowań jest sporą frajdą. Stawia jednak przed każdym z soulbowlowych redaktorów wiele zagwozdek, z których najczęstszym dylematem jest ostateczny wybór i wyróżnienie płyt najlepszych nad ulubionymi. Aby wyczerpać naszą potrzebę nieustannego rekomendowania Wam, drodzy Czytelnicy, muzyki, która sprawia nam największą radość, przygotowaliśmy skromne uzupełnienie najlepszych albumów i epek 2017 roku, które nie znalazły miejsca w grudniowych rankingach.


Soulbowl

New Ecosystem Musically Improved

Technoir

Cane Nero Dischi

Duet TECHNOIR poznałem w pierwszych dniach bieżącego roku. Gdyby stało się to wcześniej, ich debiutancki album NeMui znalazłby się w mojej osobistej topce 2017-go. Materiał jest składową trzech mini-wydawnictw o takim samym tytule, udostępnionych przez włoski label Cane Nero Dischi w roku 2016. Jest to przy tym o tyle ciekawa informacja, że TECHNOIR to Kalifornijczycy, a wspomniana oficyna ma w swoim katalogu głównie reprezentantów kraju wielkiego buta. Nie ciekawostką, a faktem jest z kolei to, że się z tego towarzystwa zdecydowanie wybijają. Brzmienie amerykańskiego duetu jest swawolnym połączeniem soulu, gitarowego grania i syntetycznych eksperymentów. Przy tym doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że NeMui to nie jest longplay, którego słucha się od deski do deski, jednak kompozycje, takie jak „Survive”, „Techtube”, „Sides”, „Chimera” czy „Bubbles” zasługują na więcej niż tych kilkaset odtworzeń. Wśród swoich muzycznych inspiracji wymieniają m.in. Prince’a, Flying Lotusa, Thundercata czy Erykah Badu, więc mam gorącą nadzieję, że ich przygoda z graniem nie skończy się na garażu. Jest potencjał! — Dźwięku

„Techtube”


Soulbowl

Ava Raiin

Ava Raiin

The Randall House

Niepowtarzalny styl, futurystyczne dźwięki i charakterystyczny wokal. Tak można określić debiutancki album Amerykanki Avy Raiin. Jest jedną z tych artystek, której muzyka przenosi słuchacza w twórczą przestrzeń, zabierając umysł w podróż po rozmaitych krajobrazach uczuć. Każdy kawałek wywołuje odmienne emocje od zdecydowanego „Eagle Eye” po stanowczo maszerujące „Serve & Survive”. Całość zostało umiejętnie podkreślone przez agresywne bity, miejscami hip-hopowy luz oraz dubstepowe tempo. Z każdym kolejnym odsłuchem płyty można odkryć nowe warstwy w poetyckich tekstach Raiin i głębię pomiędzy utworami. Tak udany debiut obiecującej artystki R&B nie może pozostać niezauważony. — Forrel

„Eagle Eye”


Soulbowl

The Drum Chord Theory

Matt Martians

Three Quarters

Z jednej strony dziwię się i płaczę, z drugiej strony po wgryzieniu się w tkankę The Drum Chord Theory wcale nie zaskoczyło mnie, że debiutancki longplay producenta, songwritera i ilustratora The Internet Matta Martiansa spotkał się w najlepszym razie z umiarkowanie entuzjastycznym przyjęciem. W dużej mierze nie spotkał się bowiem z jakimkolwiek przyjęciem w ogóle. Oczywiście w internecie zdominowanym plagą efektu owczego pędu eufemizowanego jako hajp takie przeoczenia to codzienność, ale jest też druga strona, która, im dłużej o tym myślę, w erze coraz dalej posuniętej losowości już nie tylko w hip hopie, ale i R&B nie powinna w żaden sposób rzutować na odbiór tego swoistego szkicownika. The Drum Chord Theory to klasyczny bitowy neo-soulowy album, bardziej chyba w klimacie ostatnich produkcji Thundercata aniżeli Soulquarians złotego okresu, choć bez jazzowych inklinacji. To raczej showcase słodkich refrenów i szorstkich bitów — prequel i spinoff Flower Boya Tylera w jednym. Dość pokrętne, w żadnym wypadku koncepcyjne, ale nadrabiające spontanicznością, synergią i mieszczącą się w oznaczonych ramach nieprzewidywalnością jam session. To wreszcie najprzyjemniejszy (z całą prostolinijnością ukrytą w słowie przyjemność) okołosoulowy album tego roku. — Kurtek

„What Love Is”


Soulbowl

Światło Nocne

Natalia Przybysz

Pomaton

Ewolucja solowych inspiracji Natalii wydaje się być daleka od koniunkturalizmu, co mimowolnie przywołuje jedynie ciepłe skojarzenia. Analogie pomiędzy Światłem Nocnym a świetnym Prądem traktuję zatem jako atut i naturalną aktywność, darując sobie pogadanki o słuszności taktyki „zwycięskiego składu”. To bowiem jedna z tych płyt, które powstały nie na potrzeby rynku, a z dojrzałej potrzeby twórczej. Niby kobiecy i bardzo osobisty, a bez pudła trafia w męską wrażliwość (tak, jeśli Jezus istnieje, to na bank „będzie kobietą”). Rozumiem, że warstwa muzyczna może się zestarzeć. Wierzę jednak, że słowo nie ma terminu ważności. Z tego powodu, Światło Nocne powinno być ze mną jeszcze długie lata. — K.Zięba

„Dzieci Malarzy”


Soulbowl

An XTRA UUGLY Mixtape

DUCKWRTH

Republic Records

Wszystkie sierotki po Andersonie .Paaku i wszyscy rozczarowani nowym albumem N.E.R.D mogą odetchnąć z ulgą. Na ratunek nadchodzi superbohater opakowany w zgrywusowe pudełko. I nawet jeżeli uważacie, że łączenie hip-hopowych wpływów i gitar dostatecznie was znudziło, warto spędzić chwilę z Jaredem Lee, kryjącym się pod pseudonimem DUCKWRTH. Może się bowiem okazać, że gitary i hip-hop odziane w pelerynę z funku i chwytliwych melodii nie nudzą, o ile podawać je z wyczuciem i szczyptą humoru. — Maja Danilenko

„MICHUUL”


Soulbowl

About Time

Sabrina Claudio

SC Entertainment

Zeszłoroczne podsumowania pominęły, bardzo dobry moim zdaniem, mixtape-debiut Sabriny Claudio About Time. Mimo intensywnej promocji wydawnictwa zdaje się, że umknęło ono gdzieś recenzentom. A szkoda. Młodziutka wokalistka dopiero stawia kroki na muzycznym rynku, a już zdążyła zachwycić Soulection czy 6lacka, z którym wyruszyła w trasę oraz nagrała remix utworu „Belong To You”. Jej mixtape można określić mianem idealnego blendu między modern soulem oraz new wave’owym r&b. Za produkcję w większości odpowiada kanadyjski producent Stint. Ten sam, który pracował nad albumem Gallanta Ology oraz ostatnim wydawnictwem Jessie Ware.
About Time jest przepełnione zmysłowymi kompozycjami. Począwszy od promujących go singli „Unravel Me” oraz „Belong To You” poprzez piękne i nagrane jakby w zwolnionym tempie „Frozen” czy perełką jaką jest zatopione w klimacie samby „Wait”. Całość spaja eteryczny wokal Sabriny, który mimo swej delikatności nie brzmi papierowo, wręcz uważam, że jest idealnym przykładem na to, z jaką finezją można wykonywać soul, niekoniecznie przystrajając każdą kompozycję setką ozdobników.
Moim faworytem i kawałkiem, który według Spotify był najczęściej przeze mnie odtwarzany w ubiegłym roku jest „Natural”. Jest to jedna z tych kompozycji, które już po pierwszym odsłuchu przyprawiają o gęsią skórkę i uzależniają do tego stopnia, że nawet po setnym odsłuchu brzmią tak samo świeżo jak na początku. Ciężko mi właściwie napisać co jest w niej takiego urzekającego, ale za każdym razem wyobrażam sobie tę magię jaka z pewnością towarzyszy wykonaniu live tego utworu. Wokalizy acapella rozpoczynające track, rozbudowana melodia, bogate instrumentarium i ta leniwa perkusja w przejściach. Czysta poezja. Wydaje mi się, że „Natural” jest trafną wizytówką dla About Time i jeśli ominęliście ten mixtape w 2017 nic nie stoi na przeszkodzie by nadrobić go w 2018. — Pat

„About Time”


Soulbowl

Love What Survives

Mount Kimbie

Warp Records

Trzeci długogrający album Mount Kimbie przede wszystkim definiują trzy pojęcia: dojrzałość, ekscytacja i eksperyment. Nowy album to dla duetu rodzaj tabula rasy, chociaż muzycznie płyta wydaje się być kontynuacją stylu znanego z Cold Spring Fault Less Youth. Niektóre utwory z krążka porównać można do sztuki ready-made. Wyjście ze studia, rejestracja rozmów, dźwięków natury, przypomina pracę dadaistów tworzących kolaże z nieoczywistych elementów. Sam tytuł albumu odwołuje nas do wspominanej już dojrzałości muzyków. Traktując go dosłownie, możemy powiedzieć, że wcześniej duet za umykającą młodość starał się obwiniać zimną wiosnę. Tym razem hasło brzmi zupełnie inaczej. „Love what survives” — mówią do nas coraz bardziej świadomi wieku i przeszłości artyści, jednocześnie zaznaczając zmianę myślenia. Zamiast próby oskarżenia mamy wezwanie do tego, aby starać się iść do przodu i kochać to, co na tej drodze do pozostało.   — Polazofia

„You Look Certain (I’m Not So Sure)”


Soulbowl

Common Sense

J Hus

Black Butter Records

Nie samym grime’em człowiek żyje. Tegoroczny debiut młodego brytyjskiego rapera, J Husa, jest jednym z dowodów na to, że hip hop na Wyspach ma się świetnie. Common Sense momentalnie dotarło na szczyty list sprzedaży i podbiło serca krytyków. Krążek jest silnie inspirowany rapem z początków XXI wieku., dancehallem i R&B, a sam autor swoją pewnością siebie, zadziornością, poczuciem humoru i błyskotliwością przypomina młodego Jay-Z na Reasonable Doubt. Common Sense hołduje tradycyjnej strukturze płyt; można tu znaleźć bangery dla ulic, hity do radia i utwory o relacjach damsko-męskich, jednak całość stoi na bardzo wysokim poziomie. Spora w tym zasługa utalentowanego producenta Jae5, który odpowiada za wszystkie podkłady na płycie, co świadczy o jego kreatywności i zdolności adaptacji do różnych brzmień i gatunków. Pierwszy longplay J Husa to bardzo satysfakcjonujące doświadczenie, które zaskakuje jakością, nieosiągalną dla większości debiutantów. Jeśli przegapiliście tą premierę, to najwyższy czas żeby nadrobić braki! — Adrian

„Common Sense”


Soulbowl

Love What Survives

Mount Kimbie

Warp Records

Trzeci album Mount Kimbie to zdecydowany zwrot w ich dubstepowe karierze i większe otwarcie na eksperymenty. Love What Survives to klimatyczny kolaż różnych gatunków muzycznych, od elektroniki po future garage aż po post-punki. Intrygująca okładka zaprojektowana przez Franka Lebana, reżysera wideoklipów do „Marylin” i „We Go Home Together” odbija miłosne niepokoje i zaprasza do zanurzonej w nocy, rozmazanej atmosfery krążka. Wśród przybrudzonej stylistyki i zakurzonych dźwięków zdecydowanie wyróżnia się noisowy kawałek z gościnnym udziałem King Krule’a na wkurwie („Blue Train Blues”) oraz instrumentalne perełki: pełne odwołań do krautrockowej motoryki („Four Year One Day”), nostalgiczne „Poison” czy transowe i zaskakujące „SP12 Beat”. Na trzecim krążku Mount Kimbie nie zabrakło gości. W tle hałaśliwych i garażowych melodii znalazło się miejsce dla wieloletniego partnera grupy Jamesa Blake’a (minorowe „We got Home Together” ) i Mici Levi z indie popowej formacji Micachu. Całość wieńczy niespodzianka z udziałem Blake’a, który po raz kolejny ukazuje swoją soulową duszę (dalekie echa D’Angelo?). Głęboko wierzymy, że taka miłość przetrwa.   — Izabela Bińkowska

„You Look Certain (I’m Not So Sure)”


Soulbowl

The Never Story

J.I.D.

Dreamville Records ‎

2017 rok pokazał, że DreamVille Records nie opiera się tylko na J.Cole’u, ale posiada także silne zaplecze. Raper z Karoliny Północnej wydawniczą inicjatywę przekazał członkom mało znanego kolektywu Spillage Village. Młodzi muzycy podeszli do sprawy jak na profesjonalistów przystało, dzięki czemu do rąk słuchaczy trafiły dwie epki EarthGang oraz świetne The Never Story. Album trochę przeoczony, ale warty sprawdzenia zwłaszcza, że J.I.D nie powiela bezmyślnie muzycznych schematów funkcjonujących w Atlancie z której pochodzi. Zamiast tego raper eksperymentuje łącząc klasyczne elementy takie jak boom bap z tym co sprawdzone i świeże. Za podkłady odpowiadają głównie zaprzyjaźnieni producenci m.in. Childish Major czy Hollywood JB, ale Jermaine Cole też dorzucił coś od siebie. Sam wokal gospodarza brzmi jak miks głosów Andersona .Paaka i Kendricka Lamara. Różnorodność projektu ukazuje szeroki wachlarz umiejętności rapera i wróży bardzo ciekawą karierę. Nigdy nie jest za późno, by nadrobić takie zaległości. – Mateusz

„Lauder”

Komentarze

komentarzy