„Jestem osobą, która żyje wspomnieniami” – Rosalie. dla Soulbowl.pl

Data: 18 lutego 2018 Autor: Komentarzy:

Zawsze idąc na wywiad z artystą staram się, by rozmowa nie koncentrowała się wyłącznie wokół najnowszego wydawnictwa. Interesuje mnie szerszy kontekst, nie tylko muzyczny. Z Rosalie. porozmawialiśmy więc nie tylko o jej jeszcze wtedy nadchodzącej, a już od dawna opublikowanej i zbierającej dobre recenzje, płycie Flashback, ale również o wspomnieniach, sentymentach i inspiracjach, które zaprowadziły ją w miejsce, w jakim aktualnie jest. Ponadto oboje zastanawialiśmy się, o co chodzi w tym rodzimym R&B, że jest go tak mało. Zapraszam do lektury zapisu rozmowy, jaką odbyłem z naprawdę świadomą i niezwykle sympatyczną artystką.

Soulbowl: Na początek kontrowersyjne pytanie, a może nie? Jaka jest obecna scena R&B w Polsce?
Rosalie.: Wydaje mi się, że jest to całkiem dobre pytanie.

Czy ona w ogóle istnieje?
Hm, w chwili obecnej nie, chociaż z drugiej strony tak, bo jestem ja (uśmiech), niemniej ta scena jest dosyć nikła. Choć były zespoły, które się do tego nurtu wpasowywały, to rzeczywiście na dzień dzisiejszy jestem jedną z niewielu, która robi polskie R&B. Ostatnio sobie wpisywałam w wyszukiwarkę, tak z czystej ciekawości, informacje, by sprawdzić jakie to rodzime R&B było, które zespoły zostały przypisane do tego gatunku i Internet podpowiedział mi listę dosłownie kilkunastu nazwisk i nazw zespołów, przy czym mniej więcej połowa jest mocno naciągana.

Z czego w takim razie to wynika? Na czym polega ta niechęć do prób tworzenia R&B po polsku? Nasi artyści nie czują tego klimatu?
Nie, właśnie wydaje mi się, że istnieje grono osób, które wciąż tworzy do szuflady, myśląc że przebicie się z takim gatunkiem jest niemożliwe. W takim sensie, że można tworzyć polskie R&B. Gdzieś to poszło na bok, a wielu początkujących artystów idzie najczęściej w pop, czy też indie-pop. Nie wiem tylko czy się boją? Może nie wyobrażają sobie, by coś takiego mogło u nas realnie funkcjonować. Spora część też pewnie nie jara się samym R&B, co również nie pozwala rozwinąć się scenie. No ale twórczość polega w końcu na tym, że chcesz coś robić lub nie. Ponadto widocznie jest zapotrzebowanie na inną muzykę, a artyści robią przecież muzykę, by inni jej słuchali. Jak widzą, że coś jest modne, to być może będą się tego dłużej trzymać.

Myślisz, że artyści już na początku stawiają na taką chłodną kalkulację?
Może, a może są nakierowywani? Nie wiem od czego to zależy. Wiem natomiast, że ja od początku idę swoją własną drogą. Jest to właśnie R&B. Tak zakładałam niemal od samego początku i nie wyobrażam sobie, by mogło się to potoczyć inaczej. Po prostu wiedziałam, że tę muzykę uwielbiam. Poza tym dla mnie problemem nie było śpiewanie po angielsku, a wiele osób ma problem by śpiewać po angielsku, bo nie mają odpowiedniej wymowy, bo nie znają języka, bo nie napiszą sami tekstu. I tu zaczynają się kłopoty, bo tak naprawdę jest dużo osób, które mogłyby śpiewać po angielsku, ale za każdym razem potrzebują pomocy innych, no i się zaczynają schody. Jest zupełnie inaczej, kiedy nagrywasz album, tak jak ja teraz nagrałam i napisałam mniej więcej połowę tekstów całkowicie sama, a pozostałe zostały napisane wspólnie, czy też z małą pomocą osób trzecich. Ale są artyści, którzy nie piszą sami tekstów, co mnie totalnie zaskakuje. Ja nie wiedziałam, że tak to funkcjonuje. Dla mnie bycie wokalistą łączy się z pisaniem, żeby przekazywać coś od serca. Można się wspierać i można czerpać inspiracje od innych, ale jeżeli to masz być Ty, to spróbuj sam, i ja rzeczywiście staram się, by to coraz bardziej było moje. Jasne, że mam pomoc innych osób, bo wiem, że mogą zrobić coś znacznie lepiej, i mogę się czegoś od nich nauczyć., ale motorem napędowym mam być ja.

Nawiązałaś do bariery językowej, chociaż u ciebie to jest tak pół na pół, utwory po angielsku przeplatają te zaśpiewane po polsku. Czy więc największym problemem w tym wszystkim jest to, że ludzie nie umieją płynnie i ciekawie śpiewać po angielsku?
Czy chodzi tylko o barierę językową? Nie sądzę. Gdyby ludzie chcieli robić R&B, to by je robili. Dlatego możliwe, że w jakiś sposób ja to zapoczątkuję, że pokażę, że da się i z R&B. Poza tym teraz lata 90. są turbo modne. Wszyscy chcą się ubierać jak w latach 90., coraz więcej klipów nawiązuje do tamtych czasów, wszystko co idzie z zachodu ma klimat lat 90., więc mam nadzieję, że dzięki temu ludzie skumają, że istnieje to R&B i da się go słuchać również w rodzimym języku. Jasne, że ludzie wolą posłuchać zjawiskowej Tinashe ze Stanów, niż blondynki z Poznania, która do tego dopiero na tej scenie raczkuje. Ale z drugiej strony jest coraz więcej osób świadomych swoich wyborów i tego, czego słuchają. Wiedzą co się dzieje na scenie muzycznej w Polsce, widzą że ludzie są coraz bardziej zdolni, i dzięki temu rzesza fanów jest coraz większa. Z podejściem do mnie i mojej twórczości, to było chyba tak, że najpierw była niepewność, potem zrodziło się to w ciekawość, a w chwili obecnej czekają, czy to rzeczywiście funkcjonuje i czy warto to dalej śledzić. No i zobaczymy po albumie czy zmienią zdanie, czy nie? To też nie jest tak, że cały album Flashabck jest typowo rhythm and bluesowy. Częściowo jest to bardzo delikatny pop, jak chociażby utwór „Spokojnie”, mamy też bardzo mroczną i wymagającą elektronikę, choć moja mama słuchając kompozycji od 88 (producent z duetu SYNY – przyp. redakcja) jest zachwycona, więc wydaje mi się, że to chyba nie jest takie trudne (śmiech). Zależało mi, by tą płytą wyrazić siebie i pokazać po części to, czego ja słuchałam, i co ja lubię. Ale przede wszystkim są to wspomnienia, tego co było dobre i niekoniecznie dobre. Ja jestem człowiekiem, który żyje wspomnieniami. Jestem bardzo sentymentalna, często dopadają mnie myśli, że kiedyś to było tak super, że czemu nie jest tak jak kiedyś? I ta płyta, to na pewno prequel do Enuff, stąd ostatni numer na płycie nazywa się „Enuff”.

Patrząc na ciebie, to wydaje mi się, że załapałaś się tylko na końcówkę tych lat 90.
Tak, ale to wciąż były lata mojego dzieciństwa. Owszem w pierwszych latach życia towarzyszyła mi przede wszystkim muzyka klasyczna. Chodziłam do szkoły muzycznej, ponadto w domu rodzice słuchali jazzu i bluesa. Dopiero w gimnazjum, gdzie już wyszłam trochę z takiego grzecznego otoczenia, trafiłam na towarzystwo, które słuchało i żyło hip-hopem. Dlatego mogę powiedzieć, że u mnie wszystko zaczęło się od hip-hopu. Kupowałam płyty, chodziłam na koncerty, przebywałam głównie w męskim towarzystwie, nosiłam szerokie spodnie i tak dalej. Aż w końcu znalazłam ten kobiecy pierwiastek, czyli to R&B, bardzo wdzięczne, wpadające w ucho, zmysłowe, które było wówczas mocno powiązane z rapem. I w tym R&B się zakochałam. Wtedy hip-hop poszedł na bok.

Kojarzysz co było takim punktem zapalnym, co w danym momencie uzmysłowiło ci, że to jest właśnie ta ścieżka, którą powinnaś podążać?
To była pierwsza piosenka, która powstała z Jordahem. Jak usłyszałam, że to jest dobre, to momentalnie poczułam, że to może być początek niesamowitej przygody, która dopiero co się rozpoczyna. Wiedziałam, że mogę napisać sama autorski tekst, że jestem w stanie stworzyć własną melodię, i że ludzie są zaciekawieni tym wszystkim. Wtedy zrozumiałam, że tak – możesz to zrobić! Że w niedalekiej przyszłości znajdą się ludzie, którzy będą chcieli ze mną współpracować, bo nie było czegoś takiego wcześniej, że to może być w końcu polskie R&B. No i w międzyczasie okazało się, że jest masa osób, które czekają na coś takiego. Oczywiście nie wiedziałam kompletnie co się wydarzy, nie mogłam przewidzieć takiego zainteresowania. Nie wiedziałam od samego początku, że muszę zrobić to, to i to, żeby się to podobało. Ciągle eksperymentowałam, dlatego ostatnie dwa i pół roku, to były poszukiwania. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że na Flasback w końcu słychać to, czego tak poszukiwałam. Dlatego nie mogę się doczekać grania tego materiału na żywo, bo według mnie będzie to całkowity odlot! Ponadto w naszym składzie koncertowym pojawił się bas Adama Świerczyńskiego, który sprawdza się świetnie, co mogę potwierdzić po ostatnim secret launch party, który był zamkniętym eventem dla najbliższych, którym mogłam przedstawić ten materiał, a konkretnie cztery utwory z albumu. Po wszystkim zeszłam ze sceny i usłyszałam wtedy od Adama oraz od Paszczaka, który gra ze mną już ponad rok, że: o cholera, to będzie szło w zajebistą stronę, bo zaczynają się dziać niesamowite rzeczy! Dlatego nie mogę się doczekać aż ta trasa ruszy.

Wspomniałaś o basiście, z kolei w jednym z wcześniejszych wywiadów, kiedy promowałaś jeszcze EP-kę Enuff, natrafiłem na twoją wypowiedź, gdzie mówisz, że chcesz, by na kolejnym wydawnictwie znalazło się więcej żywych instrumentów. Udało się to na Flashback?
Jasne. Przede wszystkim jest wspomniana gitara basowa, jest także rhodes, które dogrywał Tomek Sołtys z Bitaminy. Chciałabym, by z czasem tych instrumentów było jeszcze więcej, jednak współpracując z osobami, które tworzą muzykę elektroniczną, bardzo często jest tam trudno wstawić ten instrument. Poszliśmy więc wspólnie na ugodę, zwłaszcza grając na żywo. W niektórych utworach będzie ten żywy bas, ale do niektórych numerów to nie pasuje i z tego zrezygnowaliśmy. Jest jeszcze fortepian w numerze z Bartkiem Kuczyńskim, który na moim wydawnictwie pojawił się jako Pejzaż. Bardzo zależy mi też na tym, by mój zespół zaczął wyglądać jak zespół, żebym to nie była tylko ja i mój DJ, żeby było nas coraz więcej. To oczywiście wymaga czasu i będę myśleć, aby to poszerzać.

Tworząc Enuff uciekłaś do Berlina, który jest miastem kosmopolitycznym, i który pewnie otwiera wiele różnych perspektyw, pozwala poznać różnorodność i inspiruje. A gdzie szukałaś inspiracji przy przygotowywaniu Flashback?
Byłam cały czas w trasie. W 2017 roku zaliczyłam ponad 40 koncertów, a do tego pracowałam na etacie 160 godzin miesięcznie. Nie miałam kompletnie czasu, za to buzowało we mnie dużo dobrych i złych emocji. Nie to, że nie było momentu, w którym nie miałabym weny, bo cały czas dużo się działo wokół mnie. Widziałam tyle pięknych miejsc, poznałam fantastycznych ludzi, zwiedziałam Polskę będąc jednocześnie w trasie. Ja nie widziałam Polski wcześniej, zaczęłam ją poznawać dopiero jeżdżąc na koncerty. W poszczególnych miastach dostawałam tak pozytywną energię od ludzi, co powodowało, że mnie to ładowało. Do tego bardzo inspirująca była praca z producentami, gdzie każdy z nich jest zupełnie inną osobowością i to z pewnością słychać w ich muzyce. Mogłam ich bacznie obserwować. Czułam się dobrze, a to co działo się wokół mnie było wystarczające. To niesamowite, bo po tym jak wróciłam z Berlina poczułam wewnętrzną ulgę, że jestem u siebie, że jestem w domu. Stworzyłam sobie takie moje miejsce w tym Poznaniu, a sam Poznań dał mi siłę do tego wszystkiego.

Czy w takim razie presja odeszła i to cię już nie napędza? Również w którymś z wcześniejszych wywiadów z tobą doszukałem się informacji, że goniona deadlinem działasz najlepiej.
Presja w tym przypadku była ogromna. Pracowałam na tygodniu od 8 do 17, a przy tym miałam 3 koncerty w tygodniu. Jeździłam z Poznania do Krakowa, z Krakowa do Gdańska. Siąść w spokoju i nagrać coś w studiu było bardzo ciężko. Ja siedziałam w pociągach i pisałam teksty. Piosenka „A Pamiętasz?” powstała na przykład w samochodzie moich znajomych, z którymi wracałam od innych znajomych z wesela z Lublina. Podczas drogi było bardzo ciepło i czas umilał nam głównie włączony Taco Hemingway. Wtedy pomyślałam: a może by tak sobie więcej ponawijać…? I zaczęłam sobie pisać własny tekst pod którąś z kompozycji Taco. Zwracałam przy tym uwagę na melodię i ilość słów w jednym wersie. Po dojechaniu do Poznania w domu założyłam słuchawki i sprawdziłam, czy to, co wymyśliłam, będzie pasowało do bitu Suwala. I rzeczywiście to się kleiło. Później przeredagował to jeszcze odrobinę Michał Wiraszko, z którym współpracuję, i który mi pomaga. Wirach wyrzucił kilka słów, trochę rzeczy skorygował i okazało się, że jest super, że całość świetnie płynie! To mi pokazuje, że wciąż takiej pomocy potrzebuje, ale i czuje się z nią pewniej. Ale chcę dawać ludziom coś, co jest dobre, nie lubię działać na pół gwizdka.

Z tym szukaniem inspiracji w podróży mam podobnie. Komputer daje jednak za dużo bodźców, wystarczy tylko na dłużej nad nim zawisnąć, przez co ciężko jest się skupić nad czymś konkretnym. Lubię natomiast uciekać w góry, które dają mi oddech, pozwalają zebrać zupełnie inne myśli. Niekoniecznie przekuwam to później w jakieś konkretne działanie, ale jednak jest to orzeźwiające i przede wszystkim niezwykle potrzebne. Po prostu odciąć się od otoczenia.
Tak, jest coś takiego i sama mam podobnie. Zawsze to czuje, kiedy wyjeżdżam na wakacje, w miejsce, w które udaje się od pierwszego roku życia, czyli do Puszczy Noteckiej. Nie ma tam zasięgu, nie ma tam Internetu i mogę się w końcu w ciszy nad pewnymi rzeczami podumać, albo zastanowić nad czymś, przemyśleć coś i po powrocie do domu przekuć to w konkretne działanie. W tym roku udało mi się tam pojechać na cztery dni, spędzić czas z rodziną, którego mi bardzo brakowało przede wszystkim latem, bo wtedy miałam najintensywniejszy czas z racji koncertowania. To mi tak dobrze zrobiło, że po powrocie mogłam spokojnie dokończyć pisać materiał na płytę. Nie wiem dlaczego, ale jak skończyłam samo pisanie i nagrywanie prewek, wydawało mi się, że to już koniec pracy. Dopiero po wejściu do studia i poznaniu Enveego zaczęłam słyszeć nowe detale i podchodzić krytyczniej do przygotowanego materiału. Dzięki temu wyszło z tego coś innego, to znaczy niby było to, to samo, ale zobaczyłam i usłyszałam zupełnie inną perspektywę. Envee to w ogóle postać, która miała niesamowity wpływ na finalny kształt Flashback. Zakolegowaliśmy się, a do tego jest to osoba, która non stop żyje muzyką, z którą złapałam odpowiedni vibe. Nigdy wcześniej nie czułam tak dobrego klimatu do nagrywania, jak właśnie podczas współpracy z Enveem. On totalnie poczuł tę płytę, i dzięki niemu ona ma taki wydźwięk, jaki ma. Maciej mnie zupełnie inaczej nastawił, ja się bawiłam dobrze podczas tych nagrywek, trwało to miesiąc, ale to był najlepszy okres z całego procesu tworzenia tej płyty.

A jak to jest z zachowaniem spójności na płycie w momencie, kiedy jest tam tylu różnych producentów?
Odpowiedź na to pytanie wydaje się dosyć prosta, ponieważ towarzyszy mi niemal od początku mojej drogi artystycznej – ja jestem przyzwyczajona do nagrywania z wieloma różnymi osobami. To moim zadaniem jest nadać temu spójność, to jest moje wyzwanie. Pytanie: czy mi się to udaje? Wydaje mi się, że tak. Nie wiem czy mogę takie rzeczy mówić, ale czuje się na tyle pewna w tej kwestii, że mogę stwierdzić, że mój wokal nadaje temu wszystkiemu spójności. Mimo, że współpracuję z ludźmi, którzy tworzą w zupełnie innych klimatach, ale równocześnie wiedzą, że robią muzykę pode mnie. Dlatego też moim głównym zadaniem jest to, żeby to zabrzmiało właśnie na mój sposób.

Dobrze to słyszeć, zwłaszcza że żyjemy w czasach singla, gdzie już mało kto myśli nad konceptem na cały album.
Dokładnie, ale ja jestem jedną z tych osób, które żyją konceptem. Ja nie chce wypuszczać kilku utworów i dopiero później myśleć, jak zrobić z tego płytę. Chce, żeby moje albumy miały jakieś znaczenie. Tu znów mógłby wrócić temat spójności, ponieważ razem z tą płytą będę udostępniała swój póki co ukryty Instagram (jest już dostępny – przyp. redakcja), który towarzyszył mi od półtora roku, i który jest pewnym rodzajem pamiętnika. Dzień w dzień robiłam zdjęcia – od pobytu w Berlinie w zasadzie do dnia dzisiejszego. To są dla mnie wspomnienia, to jest coś, co było kiedyś, to są emocje, to są moje obserwacje. Ten Instagram również mi uświadomił, ile rzeczy człowiek na co dzień widzi, i ile z tych rzeczy później gdzieś ulatuje. To wszystko zaczęło mi ze sobą współgrać – ten Instagram, te wspomnienia, te piosenki, które też są wspomnieniami.

A jak ważny jest dobór osób, z którymi współpracujesz podczas tworzenia takiego konceptu?
Jeżeli chodzi o dobór producentów, to – wydaje mi się, że będę to powtarzać w każdym kolejnym wywiadzie – ja nie miałam świadomości, że mogę współpracować z gronem tak wielu różnych i niezwykle utalentowanych osób, że ja stworzę swój debiutancki album z taką ekipą. Oni nie musieli tak naprawdę współpracować z kimś takim jak ja…

…ale może potraktowali to zadanie wyzwaniowo i dla nich współpraca z tobą przy tym wydawnictwie, to było coś innego, w czym chcieli się sprawdzić.
Jak najbardziej. Wydaje mi się, że osobą, przy której stawiałam duży znak zapytania, czy aby na pewno się w tym odnajdzie, był 88 z duetu SYNY. On nie współpracował nigdy z wokalistką, więc jestem pierwszą taką osobą. Spotkaliśmy się kiedyś przypadkowo na jednym z festiwali i po dłuższej rozmowie stwierdziliśmy, że spróbujemy, bez konkretnego nastawiania się na cokolwiek. Niemniej mi bardzo zależało na tym, by zrobić taki mega mroczny numer, i żeby to dla mnie było również duże wyzwanie. Dlatego jak dostałam od niego bit, to pomyślałam: o Boże, ale kozak! W związku z tym poszło nam to w chwilę. Jak on dostał ode mnie prewkę, to również sam stwierdził: wow, ale eksta – lecimy z tym!

Swoją drogą ciekawi mnie, jak to jest być artystą i dostawać taką kompozycję po raz pierwszy. Co się wtedy myśli? Czy wizualizuje już się sobie w głowie pomysł na sam utwór – to, o czym będzie, jak będzie zaśpiewany i tak dalej?
Dużo chyba zależy od samego klimatu takiego podkładu, a także od tego, co się w danej chwili u mnie dzieje, co czuje, jakie emocje we mnie siedzą.

Będę jeszcze chwilę drążył temat tych producentów, no bo wiadomo różnorodność, ale zwłaszcza hip-hop zna wzorcowe duety MC-producent, jak chociażby Łona i Webber, Ras i Ment, czy Guru i DJ Premier. Czy w takim razie ty oczami wyobraźni widziałabyś wspólną płytę, z kimś, kto mógłby zrozumieć cię na tyle dobrze i byłby na tyle wszechstronny, że moglibyście nagrać płytę tylko we dwoje?
Boję się mówić takie rzeczy (śmiech).

Domyślam się, że nie chcesz umniejszać nikomu, z kim wcześniej już współpracowałaś, ale może jednak? Bo ja mam taką postać, z którą zapewne dogadałabyś się idealnie.
Czyli kto to jest?

Oczywiście Jordah.
No z Jordahem to nam się współpraca świetnie układa od samego początku. Nie skłamię, jak powiem, że większość naszych wspólnych utworów powstawało w 2-3 dni. Nie wiem co to jest, ale ten człowiek robi coś takiego, że ja odnajduje się w tym od razu i rzeczywiście, myślę że jest to osoba, z którą mogłabym nagrać wspólny album. Choć tak sobie teraz myślę, że takich osób jest jeszcze kilka, jednak nie chcę zdradzać na ten moment zbyt wiele.

Komentarze

komentarzy