rosalie.

Souls of Mischief, Rosalie., CunninLynguists i inni na Hip Hop Kemp 2018

Do kolejnej edycji Festiwalu Hip Hop Kemp pozostało już niewiele ponad miesiąc. Chociaż line-up już teraz prezentuje się imponująco, bo wystąpią między innymi GZA, Young M.A czy Chief Keef, wciąż ogłaszani są nowi artyści. Jedno jest pewne, w tym roku w Hradec będzie różnorodnie i naprawdę ciekawie — raz pogo przy muzyce $uicideboy$, innym razem nieco spokojniej na koncercie Evidence’a.

Dobra wiadomość dla wszystkich narzekających na nadmiar newschoolu! W tym roku na Kempie wystąpi legendarny skład Souls of Mischief. Tylko przypomnimy, że do ekipy należy czterech członków: A-Plus, Phesto, Opio i Tajai, a grupa może pochwalić się aż pięcioma albumami studyjnymi wydanymi na przestrzeni niemalże dwudziestu lat. Mimo imponującego stażu Souls of Mischief kojarzeni są przede wszystkim ze słynnym „93 ’til Infinity”. Nie możemy się doczekać, aż usłyszymy w Hradec słynne „this is how we chill”.

Na Kempie zobaczymy także trio CunninLynguists. Tym razem zmieniamy kierunek geograficzny, bo grupa pochodzi z południa Stanów Zjednoczonych. Charakterystycznym elementem zespołu są przede wszystkim nietypowe produkcje Kno, które odbiegają od tego, co potocznie kojarzy się z hip-hopem. Podkładom Kno towarzyszy lekkie flow Nattiego i Deacon The Villain. CunninLynguists wracają na Kemp po czterech latach od ostatniego koncertu w Hradec.

Niedawno do line-upu dołączyło również kilku polskich wykonawców. Wśród nich najbardziej cieszy nas Rosalie. Jej ostatni album, Flashback, mimo upływu czasu pozostaje topowym polskim wydawnictwem tego roku. Serwowana przed Rosalie. mieszanka R&B, rapu i elektroniki będzie dobrą odskocznią od typowego hip-hopu. Poza tym, artystka coraz częściej ma okazję udowadniać, że jej koncert to gwarancja energii, muzycznej jakości i świetnej zabawy. Powoli oswaja się z większymi scenami i z festiwalami. Wszystko wskazuje na to, że na naszych oczach rośnie prawdziwa gwiazda. Obowiązkowa pozycja dla wszystkich czytelników Miski.

Do line-upu dołączyli także: Denmark Vassey, Old Man Saxon, Aaron Cohen, Strong Arm Steady, Infidelix oraz polscy wykonawcy: WCK, Patokalipsa / Hipocentrum. Pojawiły się także informacje dotyczące biletów, kempobusów oraz pola namiotowego. Po szczegóły wpadajcie na oficjalną stronę festiwalu.

Akant Good Vibe Festival zdradza artystów tegorocznej edycji!

Już po raz szósty w Koszalinie rozbrzmi Akant Good Vibe Festival. W dniach od 30 maja do 2 czerwca zaprezentują się młode, niezwykle zdolne zespoły, reprezentujące takie gatunki jak: jazz, hip-hop, funk, soul i elektronika. Od początku istnienia Festiwalu, jego ideą jest prezentowanie najzdolniejszych przedstawicieli młodej sceny muzycznej.

To w Koszalinie w jednych ze swoich pierwszych koncertów wystąpili tacy artyści jak EABS, Flue, Bitamina, Hubert Tas & The Small Circle, Moo Latte czy Kroki. Festiwal w swojej historii gościł także artystów zagranicznych, takich jak The Green House Expansion czy Miles Bonny. W tym roku szykuje się kolejna, przełomowa edycja. Wystąpi siedem zespołów, w tym gwiazda światowego formatu. Patronem honorowym imprezy jest już po raz drugi Hirek Wrona, jeden z najbardziej uznanych redaktorów muzycznych, prowadzący autorskie audycje w radiowej Trójce.
Od tej edycji głównym i tytularnym partnerem wydarzenia jest koszalińska firma Akant – producent rolet, żaluzji i verticali.

Festiwal otrzymał nagrodę Made In Koszalin za rok 2017 w kategorii Kultura i design. Przedstawiciel wydarzenia został także zaproszony jako juror na Hitch On Music Exchange (dawne Jazz Juniors) do Krakowa.

Kto i gdzie?

Festiwal rozpocznie się niezwykłym, wydarzeniem kulturalnym o randze ogólnopolskiej. 30 maja w Filharmonii Koszalińskiej, po raz pierwszy w naszym kraju wystąpi wielka sensacja brytyjskiej sceny jazzowej – Nubya Garcia. Artystka otrzymała 1 maja na gali Jazz FM w Londynie statuetkę za debiut roku! Nubya Garcia ma na koncie album Nubya’s 5ive oraz EP-kę When We Are. Jej utwór znalazł się także na kompilacji We Out Here prezentującej najciekawsze zjawiska brytyjskiej sceny jazzowej. Gra w zespołach Nerija, Maisha Theon Crioss Trio i grupie Joe
Armon-Jonesa. Obecnie przygotowuje się do tourne po Australii i do nagrania drugiego albumu. W Koszalinie ta saksofonistka wystąpi w kwintecie razem z Sheila Maurice-Grey – trąbka, Joe Armon-Jones – piano, Daniel Casimir – kontrabas, Femi Koloeso – perkusja.

Koncert Nubyi zostanie poprzedzony występem grupy Vibe Quartet. Ten młody jazzowy skład z Katowic zajął drugie miejsce w konkursie Hitch On Music Exchange w Krakowie (dawny Jazz Juniors). Mateusz Prus, juror w konkursie, jako przedstawiciel Good Vibe Festivalu zaprosił ten zespół do Koszalina na koncert otwarcia.

31 maja w klubie Jazzburgercafe wystąpi zespół Smutne Piosenki. Wokalistką tej formacji jest koszalinianka Iza Polit. Grupa wykonuje nastrojowe, lekko jazzujące kompozycje. Smutne Piosenki mają na koncie liczne sukcesy, m. in. na festiwalu FAMA 2017 i w zeszłorocznych eliminacjach do opolskich Debiutów. Biorąc udział w Projekcie 5 zmysłów – Imaginarium zespół akompaniował takim artystom, jak Wojciech Waglewski i Novika. Premierę ich debiutanckiej pyty Dziki Ogród zaplanowano na 26 maja. Będzie to więc jeden z koncertów promujących to nowe
wydawnictwo.

1 czerwca w Teatrze Variete Muza wystąpią zespoły P.Unity oraz Jarecki. Obydwa składy prezentują nowoczesne podejście do muzyki funk. Ich koncerty są niezwykle żywiołowe. Składy są rozbudowane o chórki i sekcję dętą. P.Unity po EP-ce Mango nagrał niedawno album, który obecnie jest w fazie postprodukcji i niebawem ukaże się na rynku. Zespół został zaproszony przez Michała Urbaniaka na swój ostatni album Urbanator Days. Jarecki to bardziej doświadczony artysta, który w tym roku wydał niezwykle ciepło przyjęty przez krytyków i odbiorców album Za wysoko. Wydawnictwo jest przełomowe dla tego artysty. Na krążku można znaleźć zróżnicowane kompozycje
poruszające się jednak w „czarnej”, funkującej stylistyce.

Ostatniego dnia festiwalu, czyli 2 czerwca w Teatrze Variete Muza wystąpi skład The Blu Mantic x HAARPAGANS oraz Rosalie. Blu Mantic to amerykański raper mieszkający obecnie w Warszawie. Wraz z czwórką muzyków tworzących skład HAARPAGANS wydał album Rune, który przynosi połączenie żywego grania z rapem przywołujące skojarzenia z grupami takimi jak Digable Planets czy The Roots. Rosalie. to artystka, która przebojem wdarła się na polski rynek muzyczny. Jej album Flashback to z jednej strony hołd kobiecemu R&B w stylu TLC a z drugiej podążanie za trendami przypominającymi dokonania Keleli czy FKA Twigs.

Plan i bilety

Od początku Good Vibe Festival przyświeca idea dostępności koncertów. Stąd ceny biletów są na minimalnym poziomie.
30 maja, godz. 20:00, Filharmonia Koszalińska – Vibe Quartet, Nubya Garcia
Bilety w cenie 25zł (II strefa) i 30zł (I strefa) dostępne w serwisie kupbilecik.pl oraz kasie Filharmonii
31 maja, godz. 21:00, Jazzburgercafe – Smutne Piosenki
Wstęp bezpłatny
1 czerwca, godz. 20:00, Teatr Variete Muza – P.Unity, Jarecki
Bilety w cenie 15zł dostępne w serwisie GoOut.pl
2 czerwca, godz. 20:00, Teatr Variete Muza – The Blu Mantic x HAARPAGANS, Rosalie.
Bilety w cenie 15zł dostępne w serwisie GoOut.pl
Uwaga! Karnety na 1 i 2 czerwca w cenie 25zł dostępne w serwisie GoOut.pl

Kolejna zapowiedź Albo Inaczej 2!

Albo Inaczej 2 to druga odsłona projektu, w którym wokaliści na nowo interpretują polskie hip-hopowe klasyki. Do tej pory poznaliśmy dwa single z udziałem Fismolla i Moniki Borzym. Dziś do składu AI2 dołączają trzy wspaniałe wokalistki: Natalia Nykiel, Rosalie. i Justyna Święs!

Każda z zaproszonych kobiet to bardzo charakterystyczna postać na polskiej scenie. Natalia Nykiel to jedna z najbardziej szanowanych i pożądanych polskich artystek. Ma na koncie m.in. dwie diamentowe, dwie złote i potrójną platynową płytę oraz wiele singli, które podbijają listy przebojów. Justyna Święs, swoim wokalem nadaje wyjątkową jakość utworom duetu The Dumplings, ale znana jest również ze wspaniałych kooperacji m.in. z Fiszem i Emade, Rysami czy ostatnio Tym Typem Mesem. Rosalie., jest z kolei najmłodsza stażem w tym zestawieniu, ma za sobą doskonale przyjęty debiutancki album „Flashback” i tegoroczną nominację do Fryderyków w kategorii Debiut Roku.

Efekt wspólnej studyjnej pracy z Mariuszem Obijalskim, producentem albumu, i raperami – autorami pierwotnych tekstów poznamy wkrótce. Tajemnicą zostanie jeszcze przez chwilę też to, jakie utwory wzięły na warsztat Natalia Nykiel, Justyna Święs i Rosalie. Premiera Albo Inaczej 2 zapowiedziana jest na maj 2018. Wcześniej, 21 kwietnia, wiele kompozycji będzie można usłyszeć premierowo podczas Spring Break Showcase & Conference w Poznaniu!

Sensualny klip od Rosalie.!

19 stycznia wydała debiutancki album Flashback. Świetne przyjęcie zaowocowało wygraną w plebiscycie Sanki 2018, polskiego odpowiednika „BBC Sound Of…”. Kilka tygodni później została nominowana do Fryderyka w kategorii „Debiut roku”. Dziś Rosalie. prezentuje teledysk do utworu „Holding Back” wyprodukowanego przez Chloe Martini!

Flashback to album na wskroś przesiąknięty stylistyką r&b, czerpiącą z hip-hopu i współczesnej elektroniki. Przy pracy nad nim, Rosalie. skorzystała z pomocy wielu producentów, m.in. Hatti Vatti, Suwala, Bitaminy czy właśnie Chloe Martini. Jestem bardzo dumna z utworu Holding Back, bo to właśnie w nim udało się przemycić największą dawkę oldschoolowego r&b, które tak mocno mnie inspiruje – podkreśla sama artystka.

Klip do utworu Holding Back to również nawiązanie do stylistyki lat 90. i klimatu teledysków namiętnie oglądanych na MTV. Duża w tym zasługa stylizacji, za które odpowiedzialna była Ewelina Gralak, jedna z najbardziej charakterystycznych postaci polskiego street fashion (ostatnio wyróżniona w rankingu Vogue World 100!!). No to oglądamy!

„Jestem osobą, która żyje wspomnieniami” – Rosalie. dla Soulbowl.pl

Zawsze idąc na wywiad z artystą staram się, by rozmowa nie koncentrowała się wyłącznie wokół najnowszego wydawnictwa. Interesuje mnie szerszy kontekst, nie tylko muzyczny. Z Rosalie. porozmawialiśmy więc nie tylko o jej jeszcze wtedy nadchodzącej, a już od dawna opublikowanej i zbierającej dobre recenzje, płycie Flashback, ale również o wspomnieniach, sentymentach i inspiracjach, które zaprowadziły ją w miejsce, w jakim aktualnie jest. Ponadto oboje zastanawialiśmy się, o co chodzi w tym rodzimym R&B, że jest go tak mało. Zapraszam do lektury zapisu rozmowy, jaką odbyłem z naprawdę świadomą i niezwykle sympatyczną artystką.

Soulbowl: Na początek kontrowersyjne pytanie, a może nie? Jaka jest obecna scena R&B w Polsce?
Rosalie.: Wydaje mi się, że jest to całkiem dobre pytanie.

Czy ona w ogóle istnieje?
Hm, w chwili obecnej nie, chociaż z drugiej strony tak, bo jestem ja (uśmiech), niemniej ta scena jest dosyć nikła. Choć były zespoły, które się do tego nurtu wpasowywały, to rzeczywiście na dzień dzisiejszy jestem jedną z niewielu, która robi polskie R&B. Ostatnio sobie wpisywałam w wyszukiwarkę, tak z czystej ciekawości, informacje, by sprawdzić jakie to rodzime R&B było, które zespoły zostały przypisane do tego gatunku i Internet podpowiedział mi listę dosłownie kilkunastu nazwisk i nazw zespołów, przy czym mniej więcej połowa jest mocno naciągana.

Z czego w takim razie to wynika? Na czym polega ta niechęć do prób tworzenia R&B po polsku? Nasi artyści nie czują tego klimatu?
Nie, właśnie wydaje mi się, że istnieje grono osób, które wciąż tworzy do szuflady, myśląc że przebicie się z takim gatunkiem jest niemożliwe. W takim sensie, że można tworzyć polskie R&B. Gdzieś to poszło na bok, a wielu początkujących artystów idzie najczęściej w pop, czy też indie-pop. Nie wiem tylko czy się boją? Może nie wyobrażają sobie, by coś takiego mogło u nas realnie funkcjonować. Spora część też pewnie nie jara się samym R&B, co również nie pozwala rozwinąć się scenie. No ale twórczość polega w końcu na tym, że chcesz coś robić lub nie. Ponadto widocznie jest zapotrzebowanie na inną muzykę, a artyści robią przecież muzykę, by inni jej słuchali. Jak widzą, że coś jest modne, to być może będą się tego dłużej trzymać.

Myślisz, że artyści już na początku stawiają na taką chłodną kalkulację?
Może, a może są nakierowywani? Nie wiem od czego to zależy. Wiem natomiast, że ja od początku idę swoją własną drogą. Jest to właśnie R&B. Tak zakładałam niemal od samego początku i nie wyobrażam sobie, by mogło się to potoczyć inaczej. Po prostu wiedziałam, że tę muzykę uwielbiam. Poza tym dla mnie problemem nie było śpiewanie po angielsku, a wiele osób ma problem by śpiewać po angielsku, bo nie mają odpowiedniej wymowy, bo nie znają języka, bo nie napiszą sami tekstu. I tu zaczynają się kłopoty, bo tak naprawdę jest dużo osób, które mogłyby śpiewać po angielsku, ale za każdym razem potrzebują pomocy innych, no i się zaczynają schody. Jest zupełnie inaczej, kiedy nagrywasz album, tak jak ja teraz nagrałam i napisałam mniej więcej połowę tekstów całkowicie sama, a pozostałe zostały napisane wspólnie, czy też z małą pomocą osób trzecich. Ale są artyści, którzy nie piszą sami tekstów, co mnie totalnie zaskakuje. Ja nie wiedziałam, że tak to funkcjonuje. Dla mnie bycie wokalistą łączy się z pisaniem, żeby przekazywać coś od serca. Można się wspierać i można czerpać inspiracje od innych, ale jeżeli to masz być Ty, to spróbuj sam, i ja rzeczywiście staram się, by to coraz bardziej było moje. Jasne, że mam pomoc innych osób, bo wiem, że mogą zrobić coś znacznie lepiej, i mogę się czegoś od nich nauczyć., ale motorem napędowym mam być ja.

Nawiązałaś do bariery językowej, chociaż u ciebie to jest tak pół na pół, utwory po angielsku przeplatają te zaśpiewane po polsku. Czy więc największym problemem w tym wszystkim jest to, że ludzie nie umieją płynnie i ciekawie śpiewać po angielsku?
Czy chodzi tylko o barierę językową? Nie sądzę. Gdyby ludzie chcieli robić R&B, to by je robili. Dlatego możliwe, że w jakiś sposób ja to zapoczątkuję, że pokażę, że da się i z R&B. Poza tym teraz lata 90. są turbo modne. Wszyscy chcą się ubierać jak w latach 90., coraz więcej klipów nawiązuje do tamtych czasów, wszystko co idzie z zachodu ma klimat lat 90., więc mam nadzieję, że dzięki temu ludzie skumają, że istnieje to R&B i da się go słuchać również w rodzimym języku. Jasne, że ludzie wolą posłuchać zjawiskowej Tinashe ze Stanów, niż blondynki z Poznania, która do tego dopiero na tej scenie raczkuje. Ale z drugiej strony jest coraz więcej osób świadomych swoich wyborów i tego, czego słuchają. Wiedzą co się dzieje na scenie muzycznej w Polsce, widzą że ludzie są coraz bardziej zdolni, i dzięki temu rzesza fanów jest coraz większa. Z podejściem do mnie i mojej twórczości, to było chyba tak, że najpierw była niepewność, potem zrodziło się to w ciekawość, a w chwili obecnej czekają, czy to rzeczywiście funkcjonuje i czy warto to dalej śledzić. No i zobaczymy po albumie czy zmienią zdanie, czy nie? To też nie jest tak, że cały album Flashabck jest typowo rhythm and bluesowy. Częściowo jest to bardzo delikatny pop, jak chociażby utwór „Spokojnie”, mamy też bardzo mroczną i wymagającą elektronikę, choć moja mama słuchając kompozycji od 88 (producent z duetu SYNY – przyp. redakcja) jest zachwycona, więc wydaje mi się, że to chyba nie jest takie trudne (śmiech). Zależało mi, by tą płytą wyrazić siebie i pokazać po części to, czego ja słuchałam, i co ja lubię. Ale przede wszystkim są to wspomnienia, tego co było dobre i niekoniecznie dobre. Ja jestem człowiekiem, który żyje wspomnieniami. Jestem bardzo sentymentalna, często dopadają mnie myśli, że kiedyś to było tak super, że czemu nie jest tak jak kiedyś? I ta płyta, to na pewno prequel do Enuff, stąd ostatni numer na płycie nazywa się „Enuff”.

Patrząc na ciebie, to wydaje mi się, że załapałaś się tylko na końcówkę tych lat 90.
Tak, ale to wciąż były lata mojego dzieciństwa. Owszem w pierwszych latach życia towarzyszyła mi przede wszystkim muzyka klasyczna. Chodziłam do szkoły muzycznej, ponadto w domu rodzice słuchali jazzu i bluesa. Dopiero w gimnazjum, gdzie już wyszłam trochę z takiego grzecznego otoczenia, trafiłam na towarzystwo, które słuchało i żyło hip-hopem. Dlatego mogę powiedzieć, że u mnie wszystko zaczęło się od hip-hopu. Kupowałam płyty, chodziłam na koncerty, przebywałam głównie w męskim towarzystwie, nosiłam szerokie spodnie i tak dalej. Aż w końcu znalazłam ten kobiecy pierwiastek, czyli to R&B, bardzo wdzięczne, wpadające w ucho, zmysłowe, które było wówczas mocno powiązane z rapem. I w tym R&B się zakochałam. Wtedy hip-hop poszedł na bok.

Kojarzysz co było takim punktem zapalnym, co w danym momencie uzmysłowiło ci, że to jest właśnie ta ścieżka, którą powinnaś podążać?
To była pierwsza piosenka, która powstała z Jordahem. Jak usłyszałam, że to jest dobre, to momentalnie poczułam, że to może być początek niesamowitej przygody, która dopiero co się rozpoczyna. Wiedziałam, że mogę napisać sama autorski tekst, że jestem w stanie stworzyć własną melodię, i że ludzie są zaciekawieni tym wszystkim. Wtedy zrozumiałam, że tak – możesz to zrobić! Że w niedalekiej przyszłości znajdą się ludzie, którzy będą chcieli ze mną współpracować, bo nie było czegoś takiego wcześniej, że to może być w końcu polskie R&B. No i w międzyczasie okazało się, że jest masa osób, które czekają na coś takiego. Oczywiście nie wiedziałam kompletnie co się wydarzy, nie mogłam przewidzieć takiego zainteresowania. Nie wiedziałam od samego początku, że muszę zrobić to, to i to, żeby się to podobało. Ciągle eksperymentowałam, dlatego ostatnie dwa i pół roku, to były poszukiwania. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że na Flasback w końcu słychać to, czego tak poszukiwałam. Dlatego nie mogę się doczekać grania tego materiału na żywo, bo według mnie będzie to całkowity odlot! Ponadto w naszym składzie koncertowym pojawił się bas Adama Świerczyńskiego, który sprawdza się świetnie, co mogę potwierdzić po ostatnim secret launch party, który był zamkniętym eventem dla najbliższych, którym mogłam przedstawić ten materiał, a konkretnie cztery utwory z albumu. Po wszystkim zeszłam ze sceny i usłyszałam wtedy od Adama oraz od Paszczaka, który gra ze mną już ponad rok, że: o cholera, to będzie szło w zajebistą stronę, bo zaczynają się dziać niesamowite rzeczy! Dlatego nie mogę się doczekać aż ta trasa ruszy.

Wspomniałaś o basiście, z kolei w jednym z wcześniejszych wywiadów, kiedy promowałaś jeszcze EP-kę Enuff, natrafiłem na twoją wypowiedź, gdzie mówisz, że chcesz, by na kolejnym wydawnictwie znalazło się więcej żywych instrumentów. Udało się to na Flashback?
Jasne. Przede wszystkim jest wspomniana gitara basowa, jest także rhodes, które dogrywał Tomek Sołtys z Bitaminy. Chciałabym, by z czasem tych instrumentów było jeszcze więcej, jednak współpracując z osobami, które tworzą muzykę elektroniczną, bardzo często jest tam trudno wstawić ten instrument. Poszliśmy więc wspólnie na ugodę, zwłaszcza grając na żywo. W niektórych utworach będzie ten żywy bas, ale do niektórych numerów to nie pasuje i z tego zrezygnowaliśmy. Jest jeszcze fortepian w numerze z Bartkiem Kuczyńskim, który na moim wydawnictwie pojawił się jako Pejzaż. Bardzo zależy mi też na tym, by mój zespół zaczął wyglądać jak zespół, żebym to nie była tylko ja i mój DJ, żeby było nas coraz więcej. To oczywiście wymaga czasu i będę myśleć, aby to poszerzać.

Tworząc Enuff uciekłaś do Berlina, który jest miastem kosmopolitycznym, i który pewnie otwiera wiele różnych perspektyw, pozwala poznać różnorodność i inspiruje. A gdzie szukałaś inspiracji przy przygotowywaniu Flashback?
Byłam cały czas w trasie. W 2017 roku zaliczyłam ponad 40 koncertów, a do tego pracowałam na etacie 160 godzin miesięcznie. Nie miałam kompletnie czasu, za to buzowało we mnie dużo dobrych i złych emocji. Nie to, że nie było momentu, w którym nie miałabym weny, bo cały czas dużo się działo wokół mnie. Widziałam tyle pięknych miejsc, poznałam fantastycznych ludzi, zwiedziałam Polskę będąc jednocześnie w trasie. Ja nie widziałam Polski wcześniej, zaczęłam ją poznawać dopiero jeżdżąc na koncerty. W poszczególnych miastach dostawałam tak pozytywną energię od ludzi, co powodowało, że mnie to ładowało. Do tego bardzo inspirująca była praca z producentami, gdzie każdy z nich jest zupełnie inną osobowością i to z pewnością słychać w ich muzyce. Mogłam ich bacznie obserwować. Czułam się dobrze, a to co działo się wokół mnie było wystarczające. To niesamowite, bo po tym jak wróciłam z Berlina poczułam wewnętrzną ulgę, że jestem u siebie, że jestem w domu. Stworzyłam sobie takie moje miejsce w tym Poznaniu, a sam Poznań dał mi siłę do tego wszystkiego.

Czy w takim razie presja odeszła i to cię już nie napędza? Również w którymś z wcześniejszych wywiadów z tobą doszukałem się informacji, że goniona deadlinem działasz najlepiej.
Presja w tym przypadku była ogromna. Pracowałam na tygodniu od 8 do 17, a przy tym miałam 3 koncerty w tygodniu. Jeździłam z Poznania do Krakowa, z Krakowa do Gdańska. Siąść w spokoju i nagrać coś w studiu było bardzo ciężko. Ja siedziałam w pociągach i pisałam teksty. Piosenka „A Pamiętasz?” powstała na przykład w samochodzie moich znajomych, z którymi wracałam od innych znajomych z wesela z Lublina. Podczas drogi było bardzo ciepło i czas umilał nam głównie włączony Taco Hemingway. Wtedy pomyślałam: a może by tak sobie więcej ponawijać…? I zaczęłam sobie pisać własny tekst pod którąś z kompozycji Taco. Zwracałam przy tym uwagę na melodię i ilość słów w jednym wersie. Po dojechaniu do Poznania w domu założyłam słuchawki i sprawdziłam, czy to, co wymyśliłam, będzie pasowało do bitu Suwala. I rzeczywiście to się kleiło. Później przeredagował to jeszcze odrobinę Michał Wiraszko, z którym współpracuję, i który mi pomaga. Wirach wyrzucił kilka słów, trochę rzeczy skorygował i okazało się, że jest super, że całość świetnie płynie! To mi pokazuje, że wciąż takiej pomocy potrzebuje, ale i czuje się z nią pewniej. Ale chcę dawać ludziom coś, co jest dobre, nie lubię działać na pół gwizdka.

Z tym szukaniem inspiracji w podróży mam podobnie. Komputer daje jednak za dużo bodźców, wystarczy tylko na dłużej nad nim zawisnąć, przez co ciężko jest się skupić nad czymś konkretnym. Lubię natomiast uciekać w góry, które dają mi oddech, pozwalają zebrać zupełnie inne myśli. Niekoniecznie przekuwam to później w jakieś konkretne działanie, ale jednak jest to orzeźwiające i przede wszystkim niezwykle potrzebne. Po prostu odciąć się od otoczenia.
Tak, jest coś takiego i sama mam podobnie. Zawsze to czuje, kiedy wyjeżdżam na wakacje, w miejsce, w które udaje się od pierwszego roku życia, czyli do Puszczy Noteckiej. Nie ma tam zasięgu, nie ma tam Internetu i mogę się w końcu w ciszy nad pewnymi rzeczami podumać, albo zastanowić nad czymś, przemyśleć coś i po powrocie do domu przekuć to w konkretne działanie. W tym roku udało mi się tam pojechać na cztery dni, spędzić czas z rodziną, którego mi bardzo brakowało przede wszystkim latem, bo wtedy miałam najintensywniejszy czas z racji koncertowania. To mi tak dobrze zrobiło, że po powrocie mogłam spokojnie dokończyć pisać materiał na płytę. Nie wiem dlaczego, ale jak skończyłam samo pisanie i nagrywanie prewek, wydawało mi się, że to już koniec pracy. Dopiero po wejściu do studia i poznaniu Enveego zaczęłam słyszeć nowe detale i podchodzić krytyczniej do przygotowanego materiału. Dzięki temu wyszło z tego coś innego, to znaczy niby było to, to samo, ale zobaczyłam i usłyszałam zupełnie inną perspektywę. Envee to w ogóle postać, która miała niesamowity wpływ na finalny kształt Flashback. Zakolegowaliśmy się, a do tego jest to osoba, która non stop żyje muzyką, z którą złapałam odpowiedni vibe. Nigdy wcześniej nie czułam tak dobrego klimatu do nagrywania, jak właśnie podczas współpracy z Enveem. On totalnie poczuł tę płytę, i dzięki niemu ona ma taki wydźwięk, jaki ma. Maciej mnie zupełnie inaczej nastawił, ja się bawiłam dobrze podczas tych nagrywek, trwało to miesiąc, ale to był najlepszy okres z całego procesu tworzenia tej płyty.

A jak to jest z zachowaniem spójności na płycie w momencie, kiedy jest tam tylu różnych producentów?
Odpowiedź na to pytanie wydaje się dosyć prosta, ponieważ towarzyszy mi niemal od początku mojej drogi artystycznej – ja jestem przyzwyczajona do nagrywania z wieloma różnymi osobami. To moim zadaniem jest nadać temu spójność, to jest moje wyzwanie. Pytanie: czy mi się to udaje? Wydaje mi się, że tak. Nie wiem czy mogę takie rzeczy mówić, ale czuje się na tyle pewna w tej kwestii, że mogę stwierdzić, że mój wokal nadaje temu wszystkiemu spójności. Mimo, że współpracuję z ludźmi, którzy tworzą w zupełnie innych klimatach, ale równocześnie wiedzą, że robią muzykę pode mnie. Dlatego też moim głównym zadaniem jest to, żeby to zabrzmiało właśnie na mój sposób.

Dobrze to słyszeć, zwłaszcza że żyjemy w czasach singla, gdzie już mało kto myśli nad konceptem na cały album.
Dokładnie, ale ja jestem jedną z tych osób, które żyją konceptem. Ja nie chce wypuszczać kilku utworów i dopiero później myśleć, jak zrobić z tego płytę. Chce, żeby moje albumy miały jakieś znaczenie. Tu znów mógłby wrócić temat spójności, ponieważ razem z tą płytą będę udostępniała swój póki co ukryty Instagram (jest już dostępny – przyp. redakcja), który towarzyszył mi od półtora roku, i który jest pewnym rodzajem pamiętnika. Dzień w dzień robiłam zdjęcia – od pobytu w Berlinie w zasadzie do dnia dzisiejszego. To są dla mnie wspomnienia, to jest coś, co było kiedyś, to są emocje, to są moje obserwacje. Ten Instagram również mi uświadomił, ile rzeczy człowiek na co dzień widzi, i ile z tych rzeczy później gdzieś ulatuje. To wszystko zaczęło mi ze sobą współgrać – ten Instagram, te wspomnienia, te piosenki, które też są wspomnieniami.

A jak ważny jest dobór osób, z którymi współpracujesz podczas tworzenia takiego konceptu?
Jeżeli chodzi o dobór producentów, to – wydaje mi się, że będę to powtarzać w każdym kolejnym wywiadzie – ja nie miałam świadomości, że mogę współpracować z gronem tak wielu różnych i niezwykle utalentowanych osób, że ja stworzę swój debiutancki album z taką ekipą. Oni nie musieli tak naprawdę współpracować z kimś takim jak ja…

…ale może potraktowali to zadanie wyzwaniowo i dla nich współpraca z tobą przy tym wydawnictwie, to było coś innego, w czym chcieli się sprawdzić.
Jak najbardziej. Wydaje mi się, że osobą, przy której stawiałam duży znak zapytania, czy aby na pewno się w tym odnajdzie, był 88 z duetu SYNY. On nie współpracował nigdy z wokalistką, więc jestem pierwszą taką osobą. Spotkaliśmy się kiedyś przypadkowo na jednym z festiwali i po dłuższej rozmowie stwierdziliśmy, że spróbujemy, bez konkretnego nastawiania się na cokolwiek. Niemniej mi bardzo zależało na tym, by zrobić taki mega mroczny numer, i żeby to dla mnie było również duże wyzwanie. Dlatego jak dostałam od niego bit, to pomyślałam: o Boże, ale kozak! W związku z tym poszło nam to w chwilę. Jak on dostał ode mnie prewkę, to również sam stwierdził: wow, ale eksta – lecimy z tym!

Swoją drogą ciekawi mnie, jak to jest być artystą i dostawać taką kompozycję po raz pierwszy. Co się wtedy myśli? Czy wizualizuje już się sobie w głowie pomysł na sam utwór – to, o czym będzie, jak będzie zaśpiewany i tak dalej?
Dużo chyba zależy od samego klimatu takiego podkładu, a także od tego, co się w danej chwili u mnie dzieje, co czuje, jakie emocje we mnie siedzą.

Będę jeszcze chwilę drążył temat tych producentów, no bo wiadomo różnorodność, ale zwłaszcza hip-hop zna wzorcowe duety MC-producent, jak chociażby Łona i Webber, Ras i Ment, czy Guru i DJ Premier. Czy w takim razie ty oczami wyobraźni widziałabyś wspólną płytę, z kimś, kto mógłby zrozumieć cię na tyle dobrze i byłby na tyle wszechstronny, że moglibyście nagrać płytę tylko we dwoje?
Boję się mówić takie rzeczy (śmiech).

Domyślam się, że nie chcesz umniejszać nikomu, z kim wcześniej już współpracowałaś, ale może jednak? Bo ja mam taką postać, z którą zapewne dogadałabyś się idealnie.
Czyli kto to jest?

Oczywiście Jordah.
No z Jordahem to nam się współpraca świetnie układa od samego początku. Nie skłamię, jak powiem, że większość naszych wspólnych utworów powstawało w 2-3 dni. Nie wiem co to jest, ale ten człowiek robi coś takiego, że ja odnajduje się w tym od razu i rzeczywiście, myślę że jest to osoba, z którą mogłabym nagrać wspólny album. Choć tak sobie teraz myślę, że takich osób jest jeszcze kilka, jednak nie chcę zdradzać na ten moment zbyt wiele.

Nowy utwór: Rasmentalism ft. Taco Hemingway, Rosalie. „Fast food”

Przed jutrzejszą premierą albumu Tango, Ras i Ment udostępniają kolejny singiel. Tym razem wybór padł na utwór „Fast food”, gdzie gościnną zwrotkę dograł Taco Hemingway, a refrenem zajęła się Rosalie. Iście popowa i letnia produkcja czyni czwarty longplay duetu naprawdę łakomym kąskiem. 2018 rok w polskiej muzyce zaczyna się bardzo ciekawie. Słuchamy i czekamy niecierpliwie na cały projekt.

Recenzja: Rosalie. Flashback

Rosalie.

Flashback (2017)

Alkopoligamia

Kali Uchis, niegdyś raczej kojarzona z przyjemnym głosem gdzieś w tle charakterystycznego flow Tylera, The Creatora, coraz wyraźniej stawia na swoim, a w solowych projektach daje się poznać jako doskonała wokalistka, świadomie miksująca czarne brzmienia. Jorja Smith już od dawna nie jest tylko dziewczyną od „Jorja Interlude” z More Life Drake’a. Muzyczny światek z ogromnym zaciekawieniem śledzi jej indywidualne projekty. Wschodzące kariery wspomnianych Jorji i Kali czy zmysłowej Kilo Kish to wyraźne sygnały, że w kobiecej muzyce po raz kolejny dzieje się coś znaczącego. Zwłaszcza za oceanem i w Wielkiej Brytanii coraz widoczniej zaobserwować można renesans wokalistek balansujących gdzieś między szeroko rozumianym R&B, brzmieniami okołosoulowymi a hip-hopem. Wizerunek rap girl kontrastujący z soulową delikatnością zaskakująco działa, a wspomniane panie mają szansę ugrać naprawdę wiele w nadchodzącym roku.

Moda ta nie do końca jeszcze została podchwycona przez naszą krajową scenę. Wokalistki zwykło się traktować zero-jedynkowo — albo mocny rockowy głos, albo przyjemny mainstream. Leniwy neo-soul, R&B czy, coraz chętniej łączone z nimi elektronika i hip-hop, to wciąż doskwierająca luka, jeśli chodzi o śpiewające Polki. Ostatnio znaczący krok od tej otchłani postawiły Paulina Przybysz znakomitym Chodź tu czy recenzowana niedawno na naszych łamach Min t.

Nagle wchodzi ona. W 2016 roku wydaje epkę Enuff, która okazuje się znakomitym preludium prężnie rozwijającej się kariery. Kogoś takiego jak Rosalie. potrzebowaliśmy w polskiej muzyce jak powietrza — trochę zachodnia, alternatywna, trochę „nasza”, skromna dziewczyna z sąsiedztwa. Mimo tak dużej różnorodności, u Rosalie. wszystko gra — od wizerunku po wysoki głos. Całość zagrała jeszcze lepiej, dzięki wyczekiwanemu debiutanckiemu albumowi Flashback.

Po sukcesie Enuff, koncertach na sporych festiwalach muzycznych i kilku udanych featach, chociażby na płycie Flirtni, można było spekulować, czy artystka nie pójdzie przypadkiem w stronę nieco bardziej mainstreamowych brzmień. Nic bardziej mylnego, bo jej nowe LP to zmysłowy krążek, który rozczula od pierwszego leniwego „U.N.D.E.R.S.T.A.N.D.” aż po nawiązujące do epki „Enuff”. Rosalie. postanowiła, paradoksalnie, pójść naprzód, cofając się — takie wnioski to oczywiście wynik potraktowania literalnie tytułu płyty. Głębsza analiza dowodzi, że powrotu użyto w kontekście muzycznym, chodziło o nadanie świeżości dawnym inspiracjom wokalistki oraz w kontekście tematycznym, bo teksty dotyczą refleksyjnego „flashbacku”, rozmyślań nad przeszłością, a szczególnie nad ostatnim, szczególnie owocnym dla Rosalie. okresie. To wszystko sprawiło, że z drobnymi przerwami album utrzymany został w melancholijnej i intymnej lirycznie konwencji.

Flashback to debiut skrupulatnie przemyślany, stworzony w oparciu o indywidualną wizję, ale wśród grupy znamienitych dla polskiej nowej sceny osobistości. Rosalie. tekstowo wsparł chociażby Ras, pisząc dla niej słowa znakomitych „Królowej” i „Spokojnie”. Muzycznie piosenkarka postawiła zarówno na tych, z którymi współpracowała już przy Enuff (tu chociażby Jordah), weteranów elektroniki pokroju Hatti Vatti czy młodych beatmakerów takich jak Suwal. Nie sposób nie wspomnieć, i to dwukrotnie, o Bitaminie. Po pierwsze, w kontekście produkcji klimatycznego „About Us” oraz genialnego w swojej muzycznej ascetyczności „Po co”. W drugim numerze gościnnie udzielił się wokalista grupy, Mateusz Dopieralski, który głosem wszedł w niezwykle zgodny dialog z Rosalie. Różnorodność mogłaby zaszkodzić, gdyby nie spoiwo, o które naturalnie zadbała sama piosenkarka. Spinaczem jest zmysłowość, miejscami przeradzająca się w erotyzm, zarówno w warstwie brzmieniowej, jak i wokalnej. Szepczący głos przyjemnie otula miarowe stopy czy syntezatory. Ta sensualność sprawia, że nieraz przypomina wspominaną już Kilo Kish, ale Rosalie. wydaje się nawet bardziej charakterystyczną postacią. Jej wyrazistość to bynajmniej nie wynik buty czy przesadzonych popisów wokalnych, chociaż bije od niej samoświadomość wizerunkowa i niezwykły luz, z jakim radzi sobie z bitami.

Tytuł drugiego singla z Flashback, „Spokojnie”, to najlepsze określenie na podejście, zarówno Rosalie., jak i tych, którzy będą jej słuchali. Stonowanie, ale nie przezroczystość, niechęć do bycia „królową rwących rzek”, ale i nie wycofanie. Flashback chyba aż nadto spełnia oczekiwania i doskonale odrabia swoje zadanie. Muzyczna luka spowodowana bolesnym deficytem dobrego polskiego R&B powoli się napełnia. Oczywiście, jest ona na tyle głęboka, że potrzeba więcej wydawnictw pokroju debiutu młodej piosenkarki z Alkopoligamii. To dalekosiężna misja, na razie więc może lepiej zwolnić, by w spokoju móc nasycić się otulającymi swym ciepłem brzmieniami od Rosalie.

Rosalie. udostępnia swój długogrający debiut!

Rosalie., jej fani oraz wszyscy miłośnicy R&B z pewnością nie mogli doczekać się tego dnia! To właśnie dziś na półki sklepowe trafił długo wyczekiwany, debiutancki longplay artystki, który może okazać się kamieniem milowym rodzimego rhythm and bluesa. Klimat, w jakim osadzone są utwory na wywoływanym albumie Flashback, przywodzą bowiem na myśl dokonania Aaliyah, Solange czy Keleli, a dwanaście kompozycji, jakie znalazły się na wydawnictwie, oscyluje wokół brzmień nowoczesnego R&B, soulu oraz elektroniki.

Do nagrania długogrającej płyty poznańska wokalistka zaprosiła najciekawszych polskich twórców, którzy niestrudzenie definiują brzmienie rodzimej muzyki niezależnej i elektronicznej. Na krążku usłyszymy zatem bity od Chloe Martini, Hatti Vatti, chłopaków z Bitaminy, 1988 (1/2 duetu SYNY) czy Suwala. Za miks i mastering wszystkich numerów odpowiada Envee, a oprawa wizualna Flashback to dzieło Filipa Popika (rybskie), artysty mającego na koncie współpracę m.in. z Sevdalizą. Po pierwszych odsłuchach Flashback nie mamy wątpliwości – jest to krążek, do którego będziemy wielokrotnie wracać w ciągu najbliższych miesięcy, i którego z pewnością nie pominiemy przy okazji końcoworocznych rankingów!

 

 

Rosalie. udostępnia kolejny singiel ze swojego debiutanckiego albumu

Flashback to jeden z najbardziej wyczekiwanych debiutów tego roku. Płyta Rosalie. ujrzy światło dzienne już 19 stycznia, a nieco ponad miesiąc później ruszy trasa koncertowa promująca to wydawnictwo. Na Flashback Tour usłyszymy kompozycje znane z EP-ki ENUFF, a także nowe produkcje, które wypełniły debiutancki album. Po dziesiątkach koncertów w całej Polsce (m.in. Open’er, Orange Warsaw, Up To Date), przyszedł czas na odświeżenie formuły. Rosalie. na scenie występować będzie w składzie poszerzonym o basistę Adama Świerczyńskiego, który od dłuższego czasu udziela się w jej nagraniach. Na przełomie lutego i marca trio wystąpi w ośmiu miastach:

23.02 – Kraków, Serce
24.02 – Częstochowa, Rura
01.03 – Wrocław, Stara Piwnica
03.03 – Lublin, Dom Kultury
08.03 – Toruń, NRD
10.03 – Słubice, Prowincja/SMOK
15.03 – Warszawa, Jasna 1
16.03 – Poznań, Tama

Ogłoszeniu trasy koncertowej towarzyszy premiera kolejnego singla. Znów słyszymy Rosalie. śpiewającą w języku angielskim. „About Us” to jeden z dwóch utworów z płyty Flashback, będących efektem współpracy z Bitaminą.

Nostalgiczna „Królowa” kolejnym singlem z nadchodzącego albumu Rosalie.

A pamiętacie, że nowy album Rosalie., Flashback, ukaże się dziewiętnastego stycznia? Nie sposób zapomnieć, bo zaledwie dwa dni od ogłoszenia daty premiery i okładki płyty, wokalistka częstuje nas kolejnym singlem. Po przesłuchaniu „Królowej” pewne jest jedno: wszystko idzie w jak najlepszą stronę. Na razie obydwa utwory to dojrzałe, doskonałe muzycznie numery, do których z pewnością będziemy powracać. Tym razem brzmieniem zajął się Moo Latte, dzięki któremu możemy usłyszeć piosenkarkę w nieco bardziej soulowym wydaniu. Należy również wspomnień o przepełnionym subtelnymi metaforami tekście autorstwa Rasa, który wprowadza nas w nostalgiczny nastrój od pierwszego wersu: „życie musi zmieniać rolkę w kasie zawsze, kiedy moja kolej jest”. Numer uzupełnia obrazek zrealizowany w klimacie lo-fi przez duet fotografów Pancewicz/Wysmyk.

Rosalie. zapowiada nowy album. Flashback już w styczniu!

Singlem „A pamiętasz?” rozkoszujemy się od końcówki listopada. Klimatyczny numer tylko rozbudził ciekawość na nowe rzeczy od Rosalie., a te już niebawem! Artystka zapowiedziała premierę długogrającego krążka już na dziewiętnastego stycznia. Tytuł płyty, Flashback oraz singla promującego wydawnictwo, tajemniczo łączą się pod względem tematyki. Nie wiemy jeszcze, do czego dokładnie powracać będzie Rosalie., ale czujemy, że na album warto czekać. Poza wspomnianym „A pamiętasz?” na ostatnim warszawskim koncercie, Rosalie. wykonała nieopublikowany jeszcze utwór, który brzmiał naprawdę świetnie! Na razie musimy zadowolić się informacją o tym, że Flashback to dwanaście numerów wyprodukowanych przez „czołówkę sceny niezależnej”. Ma być kontynuacją stylistyki zaprezentowanej na epce Enuff, więc liczymy na zmysłowe r&b z nutką hip-hopu. Ruszył już preorder płyty oraz ubrań (bluzy i koszulki) inspirowanych okładką zaprojektowaną przez Filipa rybskie.

Nowy teledysk: Rosalie. „A Pamiętasz?”

Rosalie. to artystka, która w ostatnich miesiącach zachwyciła słuchaczy odważnym połączeniem hip-hopu, elektroniki i r&b lat ’90. Już kilka pierwszych utworów pozwoliło jej zjechać cała Polskę, zaliczając występy m.in. na Open’er Festival, Orange Warsaw czy Up To Date, jak również podjąć współpracę z najoryginalniejszymi producentami lokalnej sceny. Po tym udanym starcie Rosalie. idzie za ciosem, czego efektem będzie zapowiadana na styczeń debiutancka płyta artystki.

Singiel „A Pamiętasz?”, do którego właśnie powstał teledysk, to pierwsza zapowiedź wywoływanego krażka Flashback. Płyta ukaże się nakładem labelu Alkopoligamia.com. Właśnie zakończone zostały nagrania, nad którymi czuwał Envee. Singlowy numer został wyprodukowany przez Suwala, który dał się poznać szerszej publiczności na ostatniej kompilacji Flirtini. Klip powstał dzięki współpracy z Poznańską Wytwórnią Filmową, a za jego reżyserię odpowiedzialny jest Wacław Mączyński.

Flashback zapowiadany jest jako kontynuacja dokonań Rosalie. z EPki Enuff. Dwuletnie doświadczenie koncertowe pozwoliło artystce rozwinąć się wokalnie, a także rozpocząć współpracę z producentami, dzięki którym jej muzyka stała się jeszcze bardziej intrygująca i wielowymiarowa. Za teksty na płycie odpowiada w większości sama artystka, dojrzalsza i dużo bardziej pewna siebie w tej kwestii. Album ukaże się na rynku 19. stycznia. Kolejne szczegóły dotyczące płyty poznamy wkrótce!

Jesienne koncerty Rosalie.

Poznańska wokalistka zwróciła na siebie uwagę odważnym flirtem współczesnej muzyki elektronicznej z zamiłowaniem do oldschoolowego R&B i hip-hopu. W swojej twórczości odwołania do kultury lat 90. zmieszała z nowymi muzycznymi trendami, w których poszukiwaniu pomagali jej tacy producenci jak Jordah, Mentalcut czy Lux Familiar. Pod koniec 2016 roku opublikowała debiutancką EP-kę Enuff. Materiał wydany pierwotnie tylko w digitalu, zyskał tak dobre recenzję, że wzbogacony o bonus track i dwa remiksy został wydany w limitowanym nakładzie 500 sztuk przy współpracy z labelem – Alkopoligamia.com. Premierze fizycznego wydania towarzyszył klip do utworu „Pozwól” (współautorem tekstu do tego numeru jest Michał Wiraszko z Much), który do dziś na YouTube obejrzało ponad 400 tysięcy fanów. To m.in. dzięki niemu w ciągu ostatnich 12 miesięcy Rosalie. zagrała blisko 40 koncertów w całej Polsce (występy chociażby na Orange Warsaw czy Up To Date w Białymstoku). W 2018 artystka wyda debiutancki album długogrający, ale zanim do tego dojdzie, jesienią tego roku usłyszymy ją w znanej dotychczas odsłonie jeszcze tylko 4 razy! Zapraszamy na specjalne koncerty pod szyldem #neverenuff. Na trasie nie zabraknie gości specjalnych, których obecność będzie tajemnicą do ostatniej chwili!

#NEVERENUFF TOUR
17.11 – Projekt LAB, Poznań
18.11 – Sfinks700, Sopot
25.11 – Szpitalna 1, Kraków
01.12 – Cafe Kulturalna, Warszawa

Nowy teledysk: Rosalie. „So Good”

Co prawda od Enuff, czyli debiutanckiej epki Rosalie. minęło już sporo czasu, ale dopiero niedawno doczekaliśmy się materiału na fizyku. Jak dotąd opublikowano klip tylko do „Pozwól” i jego nieco zmienioną wersję do remiksu tego utworu. „So Good” to zdecydowanie jedna ze sztampowych piosenek Enuff, dlatego była następna w kolejce do zrobienia teledysku. Video może wydawać się zlepkiem chaotycznych filmików z selfie sticka, ujęć z koncertów oraz tańczącej Rosalie., ale w rzeczywistości przekrojowo pokazuje to, co w ostatnim czasie działo się u Rosalie..Podróże małe i duże, koncerty mniejsze i te nieco większe, dziesięciolecie Alkopoligamii, Kozienalia, a lada moment artystka gra na Orange Warsaw Festival. Rosalie. dopiero rozkwita, ciekawe więc, jak potoczy się jej kariera. Jak na razie czekamy na płytę długogrającą, która podobno już jest w drodze.

Nowy utwór: Rosalie. „Już”


Poczynania Rosalie. obserwujemy już od 2 lat i jedno jest pewne – wokalistka nie zwalnia tempa. Jej epki Enuff w wersji cyfrowej możemy słuchać już od pewnego czasu, ale dopiero niedawno miała miejsce premiera fizyczna nakładem Alkopoligamii. Poza dwoma remiksami, płyta zawiera premierowy utwór „Już”, za którego produkcję odpowiedzialny jest Jordah. Piosenka utrzymana jest w klimacie całej epki i idealnie ją dopełnia. Hipnotyzujący bit współgra z przepełnionym emocjami głosem Rosalie. i tekstem napisanym przez samą wokalistkę.

Enuff możecie kupić na oficjalnej stronie Alkopoligamii, a tymczasem wysłuchajcie utworu „Już” poniżej:

 

#FridayRoundup: PJ Morton, Will Sessions, Rosalie., J Dilla i inni

Przyznajemy, że pomimo całego zamieszania, jakie się z tym wywiązało, czekaliśmy na zapowiedzianą na dziś epkę z nieopublikowanymi utworami Prince’a. Wydawnictwo to jednak się nie ukazało, ale nie znaczy to wcale, że nie będzie dziś czego słuchać, albowiem swoimi nowymi płytami obdarowali nas m.in. klawiszowiec zespołu Maroon 5 — PJ Morton, funkowo-jazzowi reprezentanci Detroit, czyli zespół Will Sessions oraz Palmistry, który to zaprezentował rozszerzoną reedycję zeszłorocznego debiuty. Dorzucamy do tego wszystkiego kolejną dawkę niewydanych wcześniej utworów J Dili, a nasz kraj reprezentują w tym towarzystwie — Rosalie. oraz Steve Nash wraz ze swoją turntablistyczną orkiestrą i kilkoma znakomitymi gośćmi.


Gumbo

PJ Morton

Morton Records

Po rewelacyjnej zeszłorocznej neo-soulowej epce Sticking to My Guns klawiszowiec Maroon 5 PJ Morton prezentuje swój najnowszy solowy longplay Gumbo, na którym wychodzi naprzeciw najlepszym tradycjom gatunku. Wśród 9 numerów znalazła się m.in. nowa wersja znanego z epki „First Began” czy uduchowiony duet z BJ-em the Chicago Kidem. Morton uderza w podobne tony, co Black Messiah D’Angelo czy Jardín Garzona-Montano. Pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika czarnych brzmień. –Kurtek


Deluxe

Will Sessions

RCA Records

Sześć lat temu funkowo-jazzowy kolektyw z Detroit Will Sessions wyprodukował doskonale przyjęte Ellmatic — odpowiedź i hołd Elzhiego dla Illmatic Nasa. Teraz grupa łączy siły m.in. z Ampem Fiddlerem czy właśnie Elzhim na potrzeby ich własnego projektu Deluxe. Osiem nowych głęboko osadzonych w funkowych korzeniach grupy piosenek z całą pewnością rozkołysze każdego, komu w żyłach płynie R&B. –Kurtek


Enuff EP

Rosalie.

Alkopoligamia

Co prawda epki Enuff można było słuchać już od listopada, ale oficjalna premiera fizyczna miała miejsce dzisiaj. Enuff wydane zostało pod szyldem Alkopoligamii, która kolejny raz udowadnia, że jest wytwórnią promującą młode talenty i otwartą na różne gatunki muzyczne. Rosalie. oscyluje gdzieś między R&B, elektroniką i hip-hopem. Nad materiałem pracowało kilku producentów, a teksty piosenkarki zainspirowało życie w Berlinie i Poznaniu. W wersji fizycznej dostajemy trzy nowe utwory — dwa remiksy i premierową piosenkę „Już”. Enuff można nabyć na oficjalnej stronie Alkopoligamii. — Polazofia


Pagan

Palmistry

Mixpack

Do dziś nie mogę zrozumieć, jak zeszłoroczny znakomity debiutancki longplay Palmistry Pagan mógł umknąć uwadze słuchaczy i recenzentów. Najwyraźniej nie jestem jedyny, bo ukrywający się pod tym pseudonimem pochodzący z Londynu Benjy Keating właśnie wypuścił reedycję krążka zawierającą nowe wersje dwóch singlowych utworów „Lifted” i „Sweetness”. Jeśli wydaje wam się, że jesteście błyskotliwe minimalistyczne połączenie dancehallu i syntezatorowego alt R&B przypadnie wam do gustu, koniecznie sprawdźcie Pagan. — Kurtek


Motor City

J Dilla

Ma Dukes Official / Vintage Vibez

Wydaje się, że po śmierci J Dilla wypuścił więcej płyt niż za życia. Czasami ta ilość nie przekładała się niestety na jakość. Dziś premierę ma beat tape legendarnego producenta zawierający niepublikowane wcześniej podkłady i blendy. Mam nadzieję, że wyszło z tego coś naprawdę ciekawego, a piszę to jako fan sprawdzający z automatu wszystko co wychodzi spod szyldu pana Yanceya. Na razie dostępne były dwa blendy autorstwa J-Rocca, w tym inna wersja „For The Nasty”, która oryginalnie ukazała się na bicie Pharrella. Mam lekkie obawy, co do całości, ale podejrzewam, że i tak znajdzie się tu kilka perełek. — Dill


Out of fade

Steve Nash & Turntable Orchestra

Agencja Muzyczna Polskiego Radia

Takiego projektu w naszym kraju jeszcze nie było. Śmiało można też stwierdzić, że do czynienia mamy z fenomenem na skalę światową. Połączenie muzyki klasycznej z turntablismem, hip-hopem, muzyką elektroniczną oraz jazzem, to pomysł jednego człowieka, jakim jest — Steve Nash. Cały projekt nie udałby się zapewne, gdyby nie wzięła w tym udziału orkiestra kameralna, czołówka polskich turntablistów, kojarzony już zapewne wśród czytelników naszej strony — Moo Latte oraz trzech znakomitych mc’s, czyli Joe Kickass, Bisz i O.S.T.R. Odsłuch albumu nie trafił póki co do sieci, ale TUTAJ posłuchać możecie fragmentów albumu.  — efdote

Nowy teledysk: Rosalie. „Pozwól (Sonar Soul Remix)”

Miód na nasze uszy! Rosalie. nie tylko po polsku i w znakomicie wyważonym remiksie Sonar Soula, ale także z równie klimatycznym glitchowym teledyskiem. „Pozwól” z jednej strony subtelnie czerpie z klasycznego R&B lat 90., z drugiej Sonar Soul w wysmakowany sposób wpisuje numer w elektrodyskotekowe ramy. Tak zapowiada się fizyczna reedycja debiutanckiej epki Rosalie. Enuff trafi do sprzedaży 21 kwietnia nakładem Alkopoligamii w limitowanej liczbie 500 egzemplarzy i znajdzie się na niej 5 utworów znanych z wersji cyfrowej, dwa remiksy i jedno nowe nagranie. Wśród producentów m.in. MINt, Jordah, Lux Familiar czy Mentalcut. Preorder płyty dostępny jest tutaj, a tymczasem koniecznie ogarnijcie nowy klip!

Rosalie. & Soulbowl: Press Play #24

Notowania Rosalie. nieustannie idą w górę. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat nieśmiało opublikowała kilka singli, by pod koniec 2016 roku wypuścić udaną epkę i dogadać się z Alkopoligamią. W oczekiwaniu na pełnoprawny debiut, sprawdzćie ostatni klip „Pozwól” oraz kolejny cykl naszych rekomendacji stworzonych wspólnie z Rosalie. Rzućcie okiem również na plan jej koncertowych wojaży i przekonajcie się jak radzi sobie na scenie.

Rosalie.

Groove Theory ‎ Groove Theory, Epic (1995)

Jeżeli nałogowo słuchaliście takich płyt jak One in a Milion Aaliyah czy Writing’s On The Wall Destinys Child to zachęcam was do zapoznania się z Groove Theory. Zespół tworzy wokalistka Amel Larrieux i producent Bryce Wilson.
Duet nieźle namieszał mi w głowie, a historia powstania zespołu jest bardzo ciekawa. Larrieux po skończeniu 18 lat rozpoczęła pracę recepcjonistki w Rondor Music, gdzie Bryce produkował swoją muzykę. Pewnego dnia wydawca poszukiwał wokalistki do produkcji Bryce’a. Podszedł do Larrieux i ot tak zapytał czy nie miałaby ochoty nagrać piosenki. Poszło całkiem nieźle, bo wypuszczając utwór „Tell Me”, który znajdziecie na Groove Theory, zdobyli złoto.
Ja zakochałam się od pierwszych dźwięków. Jest to mieszanka pięknego, delikatnego wokalu Larrieux i produkcji stricte hip hopowych, które od razu wpadają w ucho.
Z jednego z ich wywiadów dowiedziałam się, że głównymi inspiracjami do powstania albumu były późne lata 80 i początek lat 90 – złote lata hip hopu. I wiecie co? Nic dziwnego, że brzmi to tak dobrze.

Forrel

Teairra Mari ‎Roc-A-Fella Records Presents Teairra Marí, Roc-A-Fella Records (2005)

Księżniczka Roc-A-Fella, jak określił ją sam Jay-Z, dzięki swojemu talentowi i szczęściu, trafiła pod skrzydła hiphopowej dywizji. Swoim debiutem namieszała nieco na ówczesnym rynku muzycznym. Pierwszy promujący singiel „Make Her Feel Good”, z gościnnym udziałem wspomnianego Jaya-Z, z miejsca stał się hitem, a drugi — „No Daddy”, zadebiutował na 5. miejscu listy Billboardu. Zdobycie fizycznej kopii tego albumu graniczyło wówczas dla mnie z cudem, ale wraz z „Point of no Return” Shareefy, bezpiecznie dotarły pod mój adres i intensywnie zajmowały odtwarzacz. Do dzisiaj sięgam po obie płyty w ramach małego throwbacku. Niestety debiut był jedynym długogrającym wydawnictwem artystki. Kolejne — pozostały tylko zapowiedziami i do tej pory Teairra Marí wydaje tylko luźne single i klipy.

Eye Ma

a0252952788_10

Ojerime fang2001 (2016)

Ojerime wygląda na tej okładce dokładnie jak Aaliyah we wczesnych latach 90-tych. Nie napiszę, że brzmi tak samo bowiem to dwie zupełnie różne osobowści, ale w twórczości naszej debiutantki słychać wyraźnie wpływy zmarłej tragicznie artystki. Ojerime bliżej do oldschoolowej Brandy niż Tinashe i właśnie to urzeka w niej najbardziej. fang2001 hipnotyzuje i zniewala; „R U Sure” to zdecydowanie najmocniejszy moment tego wydawnictwa, ale równie dobrze na zmysły działają takie numery jak „Showing You Off” czy „Kids With Depression”. Tak długo jak potrwa jeszcze zima, a wieczory będą długie i chłodne, tak długo na mojej playliście będę gościła Ojerime. Wam również polecam.

Miimazu

the-shape-of-a-broken-heart-b-iext36318450

Imany The Shape of a Broken Heart (2011)

Na The Shape of a Broken Heart Imany trafiłam zupełnie przypadkiem, a stała się moją ulubioną płytą. Jej głos od samego początku mnie oczarował – lekko zachrypnięty, lecz subtelny i delikatny. Jeśli chodzi o płytę, jest ona bardzo spójna, a utwory cechuje skromności i prostota, które są mieszanką soulu, bluesa oraz folku. W większości utworów przeważa tylko głos Imany oraz gitara. Mimo wszystko nie są one za skromne czy za banalne i właśnie ta prostota cechuje Imany. Niewiele potrzebuje, by sobą zahipnotyzować. Zdecydowanie moimi ulubionymi utworami na tym  longplay’u są „Pray for Help”, „Where Have You Been” oraz „Seat With Me”, a ten ostatni jest również ulubionym kawałkiem samej autorki.

 K.Zięba

Flirtini  Heartbreaks & Promises Vol. 3, Asfalt Records (2016)

Do trzech razy sztuka. Grudniowy album Flirtini jest stanowczo bardziej kompletną produkcją niż dwie pierwsze części Heartbreaks & Promises. Zadziwiająco równy jak na składankę z samymi premierami i sprytnie zróżnicowany. Wypełniony smakowitościami oscylującymi w sferze brzmień tzw. „muzyki miejskiej”. Pierwszorzędne tempo płyty — za dziesiątym odsłuchem „skippowałem” nie więcej niż trzy razy. Na podium zapętleń: 3. SoDrumatic / Sarcast ; 2. Julia Wieniawa / Zeppy Zep ; 1. Iza Lach / Pepe.

Kurtek

Mighty Sparrow Sparromania! Wit, Wisdom and Soul From the King of Calypso, 1962-1974, Strut (2012)

Pochodzący z Grenady Mighty Sparrow jeszcze w latach 50. został okrzyknięty Królem Calypso — wywodzącej się z tradycji afrykańskiej muzyki tanecznej popularnej w rejonie Morza Karaibskiego — zwłaszcza na wyspach Trynidad i Tobago. Od tego czasu aż do połowy lat 90. Sparrow konsekwentnie nagrywał i koncertował, wydając koniec końców ponad 60 płyt długogrających. Jego mały komercyjny przełom przypadł na rok 1974 i wydany przez Warner Bros. na całym świecie album Hot and Sweet wyprodukowany przez Vana Dyke’a Parksa — byłego współpracownika The Beach Boys i popularyzatora calypso w Ameryce. W 2012 roku Sparrow doczekał się wreszcie kompetentnej kompilacji w niemal 30 numerach przekrojowo przedstawiającej jego najbardziej płodny okres — lata 1960-1974. Na płytach słyszymy głównie Sparrowa orkiestrowego, funkującego, bigbandującego — z niesamowitym soulowym feelingiem śpiewającego „Shango Man” w Hotelu Hilton na Barbados w 1967 roku czy swingującego z gracją do zaskakująco żywej interpretacji klasycznego „Try a Little Tenderness” kojarzonego dziś głównie z wykonaniem Otisa Reddinga. Koniec końców Sparromania pokazuje, zgodnie z tezą postawioną na krążku Discover America Vana Dyke’a Parksa w 1972 roku, że calypso, choć zupełnie inaczej rozkłada akcenty, ma bardzo wiele wspólnego ze staromodnym amerykańskim jazzem i soulowo-funkową ekspresją. To nietuzinkowa podróż na Karaiby o charakterze nie tylko historycznym.

 Dill

Pigeon John Good Sinner, Dine Alone Records (2016)

Pigeon Johna przedstawiać chyba nikomu nie trzeba, a jednak odnoszę wrażenie, że wciąż jest mocno niedoceniony w środowisku hip-hopowym. Nie od dziś wiadomo przecież, że to świetny raper, ale także utalentowany wokalista. Jego Good Sinner z zeszłego roku doskonale pokazuje jak wszechstronnym jest artystą. Album kipi od inspiracji rock and rollem, czuć tu nawet nawiązania do twórczości Beatlesów. To świetna pozycja, na której właściwie każdy utwór to murowany hit. Chyba wiedzą coś o tym ludzie odpowiedzialni za niedawną telewizyjną reklamę jednego z polskich piw, bo „Rebel, Rebel” właśnie z tej płyty zostało w niej wykorzystane. Dziwi, że krążek został właściwie pominięty w muzycznych podsumowaniach minionego roku.

 Dźwięku Maniak

Oddisee The Odd Tape, Mello Music Group (2016)

Zanim będziemy mogli nacieszyć uszy nowym albumem Oddiseego warto zrobić mały i nie tak odległy flashback do jego poprzedniego wydawnictwa z maja ubiegłego roku. The Odd Tape to kwintesencja bardzo wszechstronnych i niezwykle wysokich skillsów Amerykanina, który – jak zapewne doskonale wiecie – jest nie tylko świetnym MC, ale i nad wyraz uzdolnionym producentem. Na wspomnianej płycie usłyszymy 12 pieczołowicie zaaranżowanych kompozycji, z których tętni pełna paleta doskonale dobranych sampli i sekcji perkusyjnych, które nawet na chwilę nie wpadają w sztampowość hiphopowego beatu. Do takich LP zdecydowanie warto wracać!

Nowe EP: Rosalie. Enuff

15110845_1195763163838751_1279999871358151037_o

Po nagraniu „Emotions” na żywo, Rosalie. w końcu prezentuje to co najważniejsze obecnie w tym projekcie — epkę Enuff. Wokalistka, której życiorys rozciąga się od Berlina do Poznania, postawiła na pięć numerów okraszonych enigmatycznym r&b (dwa z nich są w języku polskim!) i współpracę aż z sześcioma producentami. Jordah, Mentalcut, Lux Familiar – to tylko nieliczne nazwiska, które odpowiadają za epkę. Nie pozostaje mi nic innego jak zostawić was z odsłuchem prawdopodobnie najlepszego mini-wydawnictwa kończącego ten rok. Miłego!

Rosalie. na żywo z numerem „Emotions”

bez-tytulu

Rosalie. ma na swoim koncie kilka luźno wypuszczonych numerów oraz występy na czołowych wydarzeniach w Polsce, takich jak Spring Break Showcase Festival & Conference i Open’er Festival. Teraz prezentuje obiecującą zapowiedź epki Enuff w postaci nagrania na żywo z eklektyczną piosenką „Emotions”. Za muzykę odpowiada DJ Lux Familiar. Na nagraniu Rosalie. towarzyszą Paszczak i basista Adam Świerczyński.