Recenzja: SiR November

Data: 21 lutego 2018 Autor: Komentarzy:

SiR

November (2018)

Top Dawg Entertainment

 

W przeciągu zaledwie kilku lat Top Dawg Entertainment z lokalnej wytwórni przerodziło się w rapowego giganta. Nic więc dziwnego, że Anthony „Top Dawg” Tiffith postanowił rozszerzyć skład labelu o artystów R&B. Z jakim skutkiem? Z jednej strony sukces Ctrl SZA, z drugiej gorzej niż przeciętny debiut Lance’a Skiiiwalkera. Co więc do tego składu wnosi SiR?

Choć swój debiutancki album SiR wydał dopiero w 2015 roku, nie jest w branży postacią nową. Przez kilka lat szlifował swoje umiejętności jako autor tekstów, miał okazję pracować m.in. z Jill Scott, Anitą Baker, Ginuwinem czy Stevie Wonderem. Jego dotychczasowe projekty wydane pod szyldem TDE cieszyły się pozytywnym odbiorem. Na HerHer Too zdążył już pokazać, że nie dla niego ścieżka jest wydeptana w ostatnich latach przez artystów takich jak Chris Brown czy Ty Dolla Sign.

Pod względem brzmieniowym November to kontynuacja wydanych wcześniej epek. Pomimo że lista producentów jest długa (DJ Khalil, Saxon czy MNDSGN to tylko niektórzy z nich), udało się zachować stylistyczną spójność całego wydawnictwa. Jednocześnie nie ma tu miejsca na monotonię, a spokojniejsze kawałki („Something Foreign”, „Better”) co chwilę przeplatane są czymś bardziej energicznym („D’Evils”, „I Know”). Dominują elementy jazzu, neo soulu i klasycznych rapowych podkładów. Oszczędny aranż daje SiR-owi duże pole do popisu.

Otwierające album „Gone” zdradza, że konceptem spinającym całość ma być podróż. Dokąd lecimy? Tego autor nie wyjaśnia, wiadomo natomiast, że droga będzie obfitować zarówno we wzloty, jak i w upadki. Zaczyna się od chłodnej deklaracji w „That’s Alright” – „I would trade her love for a Grammy”. Autor stara się poruszyć różne aspekty miłości. Po drodze pojawia się zarówno zakochanie („Something New”), ale i trudniejsze momenty („Never Home” gdzie telefoniczna kłótnia zostaje przedstawiona ze stoickim wręcz spokojem). Gdy atmosfera robi się zbyt napięta, SiR pozwala sobie na lekki odlot, jak w przypadku „D’Evils”. Album wieńczą „Dreamin of Me” i „Summer in November” sugerujące, że idealne uczucie to wciąż tylko marzenie senne. Chyba jedynym elementem nie do końca pasującym do całej układanki zdaje się „I Know”. SiR przepuszcza swój wokal przez autotune i niczym Travis Scott komplementuje striptizerkę. Mimo tej szczególnej stylizacji ostatecznie najlepiej w tym numerze wypada jednak sam podkład.

November to podróż krótka. Trochę ponad 30 minut materiału sprawia, że album pochłania się niepostrzeżenie jednym tchem. Trudno mieć o to jakiekolwiek pretensje, jeśli spojrzeć na to, jak wiele projektów w ostatnim czasie cierpi z powodu przeładowania przeciętnymi utworami. U SiR-a jest konsekwentnie i równo. Autor trzyma się swojej wizji, która jest wypadkową jego poprzednich działań muzycznych. Szkoda tylko, że płyta nie cieszy się takim odbiorem jak, chociażby zeszłoroczna propozycja jego koleżanki z wytwórni. Warto jednak mieć na SiR-a oko. Z takimi muzykami w składzie TDE zapewnia sobie ciekawe widoki na przyszłość.

Komentarze

komentarzy