Recenzja: Phonte No News Is Good News

Data: 13 kwietnia 2018 Autor: Komentarzy:

Phonte

No News Is Good News (2018)

The Foreign Exchange Music

Siedemnaście lat — tyle czasu Phonte jest obecny na scenie. W trakcie tak długiego okresu artyści przychodzą, odchodzą, trendy się zmieniają, ale Tigallo jakby w ogóle im nie ulega. Za to im jest starszy, tym staje się lepszy. Trochę jak wino. Na swoim najnowszym krążku daje o sobie znać jako w pełni dojrzały artysta.

Już na początku płyty rapuje, że jest tym, który niesie światło dla zagubionych w ciemności („And when the darkness rises, ain’t no surprises / Y’all know who the fuck to call”). Brzmi górnolotnie? Spokojnie, można to interpretować w ten sposób, że dostarcza konkretne przesłanie i mocne linijki. I to w czasie, w którym wielu się ich domaga, ale tak naprawdę niewielu rozumie ich znaczenie („They say they want bars but it’s unfounded / Cuz when they get bars niggas be dumbfounded”). Dlatego jego solówka jest krążkiem dla wyrobionego słuchacza, nie włączającego płyty tylko po to, żeby się przy niej chwilę pobawić i na kilkadziesiąt minut zapomnieć o problemach. To jest materiał dla tych, którzy chcą coś wynieść z obcowania z twórcą.

Phonte idzie na ratunek, ale superbohaterem na pewno nie jest. No News Is Good News to krążek doskonałego rapera, który tak naprawdę jest zwykłym człowiekiem. Jego dojrzałość przejawia się właśnie w postawieniu na tą zwykłość. W „Pastor Tigallo” rapuje o tym, że może i jest świetny, ale to tylko pewna maska. Daje nadzieje innym, ale kiedy schodzi ze sceny, zastanawia się, dlaczego najlepsze pomysły wpadają mu do głowy, gdy jest w depresji. W „Such Is Life” mówi jak ludzie uważają go za jednego z najlepszych, ale kiedy słucha swoich numerów, najchętniej wszystko by poprawił. W pewnych momentach jest jeszcze bardziej osobiście, gdy na przykład w „Cry No More” opisuje skomplikowane relacje rodzinne, ale jest też doskonałym obserwatorem, co słychać kiedy odnosi się do zdrowotnej kondycji czarnej społeczności („Our biggest fears were shots or armed robbery / Now the biggest fears are clots and oncology”). Nie ma tu taniego moralizatorstwa, jest za to trzeźwe spojrzenie na otaczającą rzeczywistość.

Mocne, a zarazem po prostu życiowe przesłanie tej płyty zostało ozdobione świetną warstwą muzyczną, która w pewnym sensie stanowi kontynuację tego, co mogliśmy usłyszeć na Charity Starts At Home, ale też na wydawnictwach The Foreign Exchange. W większości jest zatem boom bapowo, a cały album kipi soulowym klimatem. O dziwo na produkcji właściwie zabrakło kolegów z Soul Council, są za to debiutanci, którzy świetnie się tu odnaleźli. Starych wyjadaczy też nie brakuje. Jest chociażby Marco Polo na bicie, który przypomina najlepsze produkcje Just Blaze’a.

Na poprzedniej solówce Phonte był dobry, teraz jest jeszcze lepszy. Wyjątkowość tej płyty docenia się jeszcze bardziej na tle posuchy jaka panuje obecnie na rynku hip-hopowych nowości. Tak właśnie powinien brzmieć dojrzały rap.

Komentarze

komentarzy