Recenzja: Cardi B Invasion of Privacy

Data: 26 kwietnia 2018 Autor: Komentarzy:

Cardi B

Invasion of Privacy (2018)

Cardi B, Atlantic

Media społecznościowe i prasa od kilku tygodni trąbią nie bez słuszności o tym, że życie Cardi B tworzy gotowy scenariusz hollywoodzkiej produkcji z happy endem, swoisty poradnik, jak z dziewczyny z Bronxu stać się striptizerką i uczestniczką reality show, po to by na koniec spełnić swoje marzenia o zostaniu uznaną raperką. Z dwoma niezłymi mikstejpami na koncie, singlem „Bodak Yellow” zdominowała listy przebojów i ostatecznie przegoniła swoje konkurentki — ale czy w ogóle je miała? Od razu też stała się nowym symbolem feministycznego rapu.

Obietnicę inwazji prywatności i emocjonalnego rollercoastera podkręca przemyślana okładka, odnosząca się zarówno do przeszłości Cardi, jak i obecnych czasów podglądactwa, utrzymana w odjechanej, popartowej stylistyce. Pseudonim wzięty od trunku Bacardi, charyzma i urok osobisty, autorskie odgłosy (Okurrr!) tylko zwiększyły apetyty spragnionych rewolucji w kobiecym rapie.

Wyzwalająca i inspirująca pewność siebie z jaką Cardi zdeterminowana podąża, wreszcie została przekuta w pełnoprawny debiut. Cardi B nie zapomina tutaj o swoich latynoskich dominikańsko-trynidadzkich korzeniach, dając temu wyraz w przyjemnym, inspirowanym bossa-novą ostrzeżeniu dla niewiernego narzeczonego w „Be Careful” oraz samplującym klasyczne „I Like It Like That” Pete’a Rodrigueza „I Like It” z udziałem Bad Bunny’ego i J Balvina. Biograficzne wątki przewijają się zresztą przez cały krążek. W otwierającym „Get Up 10” Cardi B wyjawia szczegóły profesji striptizerki, przeciwstawiając marzeniom rzeczywistość, z pełną świadomością mechanizmów popularności. Autobiograficzne aluzje znajdziemy także w dość zachowawczym „Drip”, gdzie Cardi B wybija się ponad zaproszonych Migosów i wariacki beat i z właściwą sobie błyskotliwą ironią pyta: „Is she a stripper, a rapper or a singer?”, równocześnie nawołując do szacunku dla striptizerek.

Co ciekawe najsłabsze na longplayu są featuringi: „Best Life” z Chance’m the Rapperem rozczarowuje płytką produkcją, „Ring” z gościnnym udziałem amerykańskiego serduszka Kehlani bardziej denerwuje, niż zachwyca, podobnie jak wysilone zamykające płytę „I Do” z hookami od SZA na chorym beacie od Murda Beatz — hymn współczesnych bad bitches. Wśród gości bronią się natomiast trochę pretensjonalne „She Bad” z raperem YG oraz „Thru Your Phone” z refrenem śpiewanym wspólnie z Ali Tampson na melodię „Trouble” Taylor Swift. Tu też znajduje się w tekście odwołanie do „Creep” TLC i osławionego uczynku Left Eye wkurzonej zdradą chłopaka.

Invasion of Privacy to jednak przede wszystkim bangery, z mocnymi singlami „Bodak Yellow” — z tytułem pożyczonym od Kodak Blacka — i „Bartier Cardi”, pełnym zjadliwych refleksji raperki przełamywanych luzackimi wersami 21 Savage i trapowym beatem, który jednak robią przede wszystkim uzależniające linijki Cardi: „Your bitch wanna party with Cardi / Cartier Bardi in a ‚Rari”. Mocnymi hajlajtami są także „Bickenhead” z samplem „Bitches (Reply)” D.J. Jimiego, odkrywający zabawną tendencje Cardi do nadużywania litery B, i „Money Bag” z wysuwającym się na pierwszy plan charakterystycznym agresywnym flow Belcalis.

Dyskusja nad debiutem Cardi B przywołuje największe ikony kobiecego rapu z Foxy Brown, Lil’ Kim i Missy Elliott na czele. Ponieważ panie milczą, naturalną koleją rzeczy do głosu doszła ich młodsza koleżanka. Porównania do Lisy „Left Eye” Lopes nie są natomiast bezpodstawne. W twórczości Cardi B słychać podobną szczerość i nutę szaleństwa. W przeciwieństwie do Lopes, Cardi B ma więcej szczęścia do producentów, wzbudzając więcej pochwał niż krytyki, inaczej niż w przypadku solowego dorobku Left Eye. Almanzar nie jest natomiast nic winna Nicki Minaj, niczego też jej nie zawdzięcza. Wychowana na muzyce przełomu lat 90. i 00. Cardi B udowodniła tym krążkiem, że zapracowała i zasłużyła na uznanie.

Komentarze

komentarzy