Recenzja: Jpegmafia Veteran

Data: 28 maja 2018 Autor: Komentarzy:

Jpefmafia

Veteran (2018)

Deathbomb Arc

Minimalistyczny, glitchowy, bardzo często dystopijny i postapokaliptyczny eksperymentalny hip-hop ma się ostatnimi laty fantastycznie jak nigdy dotąd; przede wszystkim dlatego, że dotychczasowy rozrost niszy na tak szeroką skalę jest zjawiskiem na tyle świeżym, że nieograniczona ustalonymi ramami gatunkowymi kreatywność artystów pozwala im nie kierować się zupełnie niczym i jednocześnie tworzyć niespotykane dotąd rzeczy. Co więcej, brzmienie to idealnie sprawdza się w formacie długogrającym, co daje przestrzeń do eksperymentowania, nakreślania pełnej, wyczerpującej narracji i nadawania poszczególnym kompozycjom dodatkowych barw. Niezależnie od tego czy jest to sound bardziej industrialny (Dalek, Clipping., Death Grips), duszny, organiczny, samplowany (Bisk, Milo, Noname) czy psychodeliczny i kwaśny (Danny Brown, Nnamdi Ogbonnaya), co jakiś czas na powierzchnię wyłania się materiał tak odważny i odklejony jak tegoroczny Veteran, który w swoim chłodzie, chaosie i brutalności jest jest jednocześnie arcyprzebojowy, a chaos egzekucji wydaje się bezbłędną, transową 47-minutową improwizacją utrzymaną na stałym, krytycznie wysokim poziomie energetycznym.

Barrington DeVaughn Hendricks aka Jpergmafia aka Peggy stawia na konfrontację i nie boi się drastycznie wyrażać swoich animozji wobec nietolerancji, zawłaszczeń kulturowych, historii Stanów Zjednoczonych zbudowanej na zbrodni niewolnictwa i wyzysku uciśnionych społeczności, co odbija się wielokrotnie w jedynej w swoim rodzaju buntowniczej agresji odzwierciedlanej nie tylko warstwą liryczną, ale również instrumentalami dudniącymi przesterowanymi bębnami i liniami basowymi, które w ogromnym napięciu trzymają szyję w ścisku na wzór Zlatana Ibrahimovica po strzeleniu hattricka. Kiedy morderczy podkład z „Whole Foods” osiąga apogeum wkurwienia, Peggy z właściwą mu furią wykrzykuje — „Ridin’ round the city like a side bitch”, co jest tylko kroplą w morzu konsekwencji z jaką realizowana jest prowokująca narracja i niezwykle plastyczna obrazowość wszystkich utworów. Paradoksalnie te najbardziej agresywne, mroczne, dystopijne numery stanowią z reguły tą najbardziej przebojową część albumu — oparte na szalonym samplu z „Goin’ Down” Ol’ Dirty Bastarda „Real Nega”, brzmiące jak wykopalisko z katalogu labelu Fractal Fantasy „Baby I’m Bleeding”, czy zamykające projekt „Curb Stomp” mordują swoimi breakami perkusyjnymi i mimo nieszablonowych, zaskakujących aranżacji, w swoim minimalizmie idealnie sprawdzają się jako akceleratory wokalnych sekcji gospodarza.

Ścisła spójność materiału swobodnie i nienachalnie miesza się tutaj z nieznającymi limitu inspiracjami osadzonymi w najróżniejszych brzmieniach i estetykach, czemu zasługę sam artysta przypisuje dobrodziejstwu internetu. Od wariacji na temat współczesnego R&B — otwierające, połamane „1539 N. Calvert”, przypominające demo utworu Keleli w remiksie Actressa „DD Form 214” z gościnnym udziałem Bobbi Rush, czy rozrywające niskimi częstotliwościami „Thug Tears” — przez eksperymenty z klasyczną trapową formą — rozpoczynające się niczym najtłustszy banger Lil B, zakończone odurzonym gospelem rodem z bardziej współczesnych nagrań Dungeon Family „Germs”, łudząco podobne do numeru „Waza” warszawskiego składu Hewra „😱”, czy otulone mgiełką albumów SpaceGhostPurrpa „Rainbow Six” z Yung Midipackiem — aż po ascetyczne, elektroniczne, industrialne, psychodeliczne odloty (uszczypliwie uderzające w samo sedno „I Cannot Fucking Wait Until Morrissey Dies”, zakończone finałem w stylu kompozycji Franka Oceana „Rock N Roll Is Dead”, wyrwane z kosmicznego dziennika pokładowego Kanye z 2040 roku „Williamsburg”) — Veteran nieprzerwanie zaskakuje totalnie nieprzewidywalnymi rozwiązaniami aranżacyjnymi, wyboistym miksem ścieżek, równoległą konsekwencją brzmienia i kontrolowanym z niesamowitą precyzją chaosem, co w pewnym stopniu przypomina mi genialne RaggaPreservationSociety autorstwa Seekersinternational z 2016 roku. Peggy nie oszczędza nikogo, o czym dobitnie przekonuje się radykalna prawica, ludzie stroniący od konfrontacji, a kochający się w konformistycznych ideach i słownie wszyscy, których te niezwykle cięte, obłędne w wykonaniu zwrotki dotknąć mogą. Nie ma tutaj żadnych schematów, wyraźnych refrenów, znanych dotychczas rozwiązań kompozytorskich. Jest za to brud, surowość, bogate tekstury i prawdopodobnie najciekawszy eksperymentalny materiał hip-hopowy od Atrocity Exhibition Danny’ego Browna.

Komentarze

komentarzy