jpegmafia

Danny Brown ujawnia tytuł i producenta nadchodzącego krążka

Kiedy w 2017 roku Danny Brown chwalił się, że jego następny album wyprodukuje prawdziwa legenda, wielu fanów zastanawiało się, kto będzie stał za brzmieniem następcy Atrocity Exhibition. Dziś dzięki samemu Danny’emu wiemy już o wiele więcej. W ostatniej rozmowie z portalem Highsnobiety raper zdradził kilka istotnych szczegółów na temat nadchodzącej płyty. Jak się okazuje, za stronę muzyczną odpowiadać będzie członek A Tribe Called Quest – Q-Tip! Album będzie nosić tytuł uknowhatimsayin?, a do jego powstania przyczynili się m.in. Paul White oraz JPEGMAFIA. Brzmi nieźle! Jakby tego było mało, do sieci wyciekł filmik, na którym można usłyszeć, jak Brown wykonuje jeden ze swoich nowych kawałków.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

uknowhatimsayin?

Post udostępniony przez Danny Brown (@xdannyxbrownx)

 

Nowy utwór: Jpegmafia feat. Eyas „The Who”

Jeżeli sądziliście, że po eksplozywnych, trapowych odjazdach Peggy’ego we współpracy z Kenny Beats czy Denzelem Curry, raper rozsiądzie się grzecznie w niszy agresywnej nawijki na pełnym przesterze, to grubo się myliliście. Po kolaboracji  z glitchującym Flume i próbami ożenienia rapu z electro-industrialem we współpracy z HEALTH, Peggy postanowił zabrać się za minimalistyczny, kojący IDM na najnowszym tracku „The Who”.

Charakterystyczny, syntezatorowy minimalizm, który przewijał się w subtelniejszych momentach Veterana, przekuty na „The Who” został w wolno sunący, subtelny ambient, przywołujący na myśl nieśpieszną narracje rodem z kawałków Boards of Canada czy wczesnego Autechre. Sielską atmosferę przerywają charakterystyczne dla artysty, nieco randomowe i porozrzucane na kolażową modłę sample. Najjaśniejszym punktem kawałka jest jednak gościnny performance Eyes, która autotune’owy riffing wokalny Peggy’ego przecina dziewczęco uroczymi, eleganckimi zaśpiewami. Cały track nabiera dzięki jej performance’owi piosenkowego zacięcia i sprawia, że nie odbiera się go tylko jako kolejny przejaw nieposkromionych zapędów Jpegmafii do przekombinowania i usilnego ekscentryzmu.

Naćpany Jpegmafia organizuje karaoke ze śmietanką rapowego podziemia

JPEGMAFIA (aka Peggy) to obecnie jedna z najbarwniejszych postaci na scenie rapowego podziemia. Jeżeli nadal nie słyszeliście zeszłorocznego Veteran to nadróbcie te braki natychmiastowo. Peggy podbił serca słuchaczy swoim bezkompromisowym poczuciem humoru, barwną osobowością i mocno eksperymentalnym, dekonstrukcyjnym podejściem do trapowej formuły. Szokujący dobór sampli (beat do „Real Nega” z wokalami Ol’ Dirty Bastarda to już instant klasyk) i jego cyniczne komentarze do rzeczywistości („I cannot fucking wait till Morrisey dies”) złożyły się w kolaż muzyczny, który zapewnił Peggy’emu stałe miejsce w panteonie rapowych freaków nowej fali.

Po sukcesie longplaya Jpegmafia poszedł za ciosem i dostaliśmy w zeszłym roku kilka mocnych singlowych strzałów, z których największy sukces osiągnął wyprodukowany przez Kenny Beats numer „Puff Daddy”. Producent, który ostatnimi czasy zyskuje coraz większy rozgłos, za sprawą swoich instrumentali łączących trapową estetykę z agresywnym, industrialnym zacięciem, doskonale wpasował się w jpegowy liryczny strumień sfermentowanej popkultury. Kilka dni duo postanowiło wypuścić w świat teledysk do kawałka. Wideo wydaje się idealnym przełożeniem na obraz tego, co w warstwie muzycznej dokonywało Veteran. Dostajemy totalny freak show, który rozpoczyna się od zatrutych narkotykiem naleśników, które Jpegmafia dostaje na zlecenie Kenny’ego. Później dochodzi do tego psychodeliczna scena reanimacji, by ostatecznie przekształcić się w przedziwną imprezę karaoke, przez którą przewijają się na teledysku Open Mike Eagle, muzycy Injury Reserve i Ho99o9, ale także nagie kobiety, drag królowe i cały wachlarz wszelakiej maści dziwaków. Całość utrzymane jest w klimacie psychotropowej jazdy bez trzymanki i epatuje charakterystyczną dla Peggy’ego, bardzo intensywną, ekspresją i klimatem wyjątkowo chaotycznej zabawy. Wisienką na torcie jest opis teledysku, w którym umieszczono krótką notkę „prod. by A White Man”. Fanów najbardziej jednak intryguje pojawiająca się na koniec teledysku plansza „to be continued…”. Czy duet szykuje dla nas w przyszłości jeszcze więcej wspólnych projektów?

Recenzja: Jpegmafia Veteran

Jpefmafia

Veteran (2018)

Deathbomb Arc

Minimalistyczny, glitchowy, bardzo często dystopijny i postapokaliptyczny eksperymentalny hip-hop ma się ostatnimi laty fantastycznie jak nigdy dotąd; przede wszystkim dlatego, że dotychczasowy rozrost niszy na tak szeroką skalę jest zjawiskiem na tyle świeżym, że nieograniczona ustalonymi ramami gatunkowymi kreatywność artystów pozwala im nie kierować się zupełnie niczym i jednocześnie tworzyć niespotykane dotąd rzeczy. Co więcej, brzmienie to idealnie sprawdza się w formacie długogrającym, co daje przestrzeń do eksperymentowania, nakreślania pełnej, wyczerpującej narracji i nadawania poszczególnym kompozycjom dodatkowych barw. Niezależnie od tego czy jest to sound bardziej industrialny (Dalek, Clipping., Death Grips), duszny, organiczny, samplowany (Bisk, Milo, Noname) czy psychodeliczny i kwaśny (Danny Brown, Nnamdi Ogbonnaya), co jakiś czas na powierzchnię wyłania się materiał tak odważny i odklejony jak tegoroczny Veteran, który w swoim chłodzie, chaosie i brutalności jest jest jednocześnie arcyprzebojowy, a chaos egzekucji wydaje się bezbłędną, transową 47-minutową improwizacją utrzymaną na stałym, krytycznie wysokim poziomie energetycznym.

Barrington DeVaughn Hendricks aka Jpergmafia aka Peggy stawia na konfrontację i nie boi się drastycznie wyrażać swoich animozji wobec nietolerancji, zawłaszczeń kulturowych, historii Stanów Zjednoczonych zbudowanej na zbrodni niewolnictwa i wyzysku uciśnionych społeczności, co odbija się wielokrotnie w jedynej w swoim rodzaju buntowniczej agresji odzwierciedlanej nie tylko warstwą liryczną, ale również instrumentalami dudniącymi przesterowanymi bębnami i liniami basowymi, które w ogromnym napięciu trzymają szyję w ścisku na wzór Zlatana Ibrahimovica po strzeleniu hattricka. Kiedy morderczy podkład z „Whole Foods” osiąga apogeum wkurwienia, Peggy z właściwą mu furią wykrzykuje — „Ridin’ round the city like a side bitch”, co jest tylko kroplą w morzu konsekwencji z jaką realizowana jest prowokująca narracja i niezwykle plastyczna obrazowość wszystkich utworów. Paradoksalnie te najbardziej agresywne, mroczne, dystopijne numery stanowią z reguły tą najbardziej przebojową część albumu — oparte na szalonym samplu z „Goin’ Down” Ol’ Dirty Bastarda „Real Nega”, brzmiące jak wykopalisko z katalogu labelu Fractal Fantasy „Baby I’m Bleeding”, czy zamykające projekt „Curb Stomp” mordują swoimi breakami perkusyjnymi i mimo nieszablonowych, zaskakujących aranżacji, w swoim minimalizmie idealnie sprawdzają się jako akceleratory wokalnych sekcji gospodarza.

Ścisła spójność materiału swobodnie i nienachalnie miesza się tutaj z nieznającymi limitu inspiracjami osadzonymi w najróżniejszych brzmieniach i estetykach, czemu zasługę sam artysta przypisuje dobrodziejstwu internetu. Od wariacji na temat współczesnego R&B — otwierające, połamane „1539 N. Calvert”, przypominające demo utworu Keleli w remiksie Actressa „DD Form 214” z gościnnym udziałem Bobbi Rush, czy rozrywające niskimi częstotliwościami „Thug Tears” — przez eksperymenty z klasyczną trapową formą — rozpoczynające się niczym najtłustszy banger Lil B, zakończone odurzonym gospelem rodem z bardziej współczesnych nagrań Dungeon Family „Germs”, łudząco podobne do numeru „Waza” warszawskiego składu Hewra „😱”, czy otulone mgiełką albumów SpaceGhostPurrpa „Rainbow Six” z Yung Midipackiem — aż po ascetyczne, elektroniczne, industrialne, psychodeliczne odloty (uszczypliwie uderzające w samo sedno „I Cannot Fucking Wait Until Morrissey Dies”, zakończone finałem w stylu kompozycji Franka Oceana „Rock N Roll Is Dead”, wyrwane z kosmicznego dziennika pokładowego Kanye z 2040 roku „Williamsburg”) — Veteran nieprzerwanie zaskakuje totalnie nieprzewidywalnymi rozwiązaniami aranżacyjnymi, wyboistym miksem ścieżek, równoległą konsekwencją brzmienia i kontrolowanym z niesamowitą precyzją chaosem, co w pewnym stopniu przypomina mi genialne RaggaPreservationSociety autorstwa Seekersinternational z 2016 roku. Peggy nie oszczędza nikogo, o czym dobitnie przekonuje się radykalna prawica, ludzie stroniący od konfrontacji, a kochający się w konformistycznych ideach i słownie wszyscy, których te niezwykle cięte, obłędne w wykonaniu zwrotki dotknąć mogą. Nie ma tutaj żadnych schematów, wyraźnych refrenów, znanych dotychczas rozwiązań kompozytorskich. Jest za to brud, surowość, bogate tekstury i prawdopodobnie najciekawszy eksperymentalny materiał hip-hopowy od Atrocity Exhibition Danny’ego Browna.