Jessie Ware - What's Your Pleasure

Slowthai z trzema nowymi singlami

Data: 21 maja 2020 Autor: Komentarzy:

Slowthai rozlicza się z błędami

Jak widać globalny zastój, który jednym wydaje się zabierać całą kreatywną energię, innych pobudza do wydawniczej nadaktywności. Do tej drugiej grupy zdecydowanie należy Slowthai, którego nabierająca coraz dzikszego tempa kariera wydaje się być tak rozpędzona, że grozi wykolejeniem.

Mój pesymizm względem wywrotowego Brytyjczyka przepełniony jest nieco gorzką ironią. Niedługo po tym jak obnażyłem w ramach mojej recenzji Nothing Great About Britain swoją ogromną sympatię wobec jego postaci, pokładając jednocześnie w nim nadzieję, że w końcu w rapie pojawił się krytyczny względem polityki, bezpardonowy głos, z którym można się utożsamić, Frampton na rozdaniu nagród NME Awards zaliczył serię wpadek wizerunkowych, rozpoczynając od buńczucznej przepychanki z widownią, kończąc zaś na rzucaniu w alkoholowym upojeniu seksistowskich uwag. Bezpruderyjność poglądowa artysty i jego niewyparzony język, które skierowane wobec niesprawiedliwości systemu pociągnęły za sobą tłumy (sam thai odbierał nagrodę, o ironio, w kategorii „Hero of the Year”), skierowane w kierunku taniej prowokacji i prostactwa wzbudzały obrzydzenie a przynajmniej zawód wielu fanów.

Po co ten cały przydługi wstęp? Otóż Slowthai wydał w ciągu ostatniego tygodnia 3 nowe single, które zwiastują nieco nowy kierunek w twórczości artysty, zarówno pod względem muzycznym jak i wizerunkowym. Najwyraźniejszym manifestem nowej drogi jest surowe „Enemy” (nieprzypadkowo czytane tak jak skrót NME), które wydaje się korygować status tytularny rapera, który zamiast „Hero of the Year” znacznie swobodniej czuje się jako wróg publiczny numer jeden. Ze zgryźliwego komentarza społecznego pozostaje amoralna zwyroliada, bo artyście nie po drodze z pokorą i zamiast walczyć z krytyką oburzonego społeczeństwa obnosi on się dumnie z przypisanymi mu perwersjami i wchodzi w full villain mode. Całości towarzyszy wyprodukowany przez rapera beat porzucający wyspiarskie inspiracje i uderzający w najbardziej prostackie, zwulgaryzowane noty trapowego spektrum.

Moją sceptyczność po pierwszym singlu nieco złagodził jednak srogo banglający kawałek „BB (Bodybag)”, na którym, za sprawą produkcji Doma Makera (Aka Mount Kimbe) powraca wyspiarski postgrime’owy vibe, a wraz z nim pretensja ustępuje miejsca charakterystycznej goryczy, która niczym przestępcze origins opisuje życie Framptona, które od dzieciństwa napiętnowane było beznadzieją brytyjskiego getta i przemocą. Kawałkowi towarzyszy także teledysk, w którym Ty niemal autoironizuje, nawijając w masce zlepionej z niedopalonych petów, które stały się już emblematem jego punkowej natury, symbolizując tym samym wchłonięcie tej całej negatywności i przejście ze statusu antybohatera we wroga. Z premierowego trio najmniejsze wrażenie robi nagrane w kolaboracji z Kenny Beatsem „Magic”, które ukazuje obu panów potupujących w swoich sferach komfortu. Czuć, że duet doskonale się dogaduje i nawzajem uzupełnia, jednak ze świecą szukać tu jakiegokolwiek wyraźnego progresu.

Slowthai zatem wkracza w niewygodne terany. Jasne, całą siłą poprzednich nagrań był ten niewymierny cynizm, ale zaczyna on nieco gubić się z braku zniuansowania i wyczucia smaku. Z drugiej strony- czyż sednem całej tej punkowej natury nie jest pluć w twarz (tudzież: w usta) społecznym normom?

Komentarze

komentarzy

Jessie Ware - What's Your Pleasure