slowthai

Recenzja: Slowthai Nothing Great About Britain

Slowthai - Nothing Great About Britain

Slowthai

Nothing Great About Britain

Method

(Kate Middleton)
Kate Middleton now (I’d wifey her, I would)
I wouldn’t lie, you’re an English rose, I wouldn’t lie to you
I’d tell you how it is, I will treat you with the utmost respect
Only if you respect me a little bit, Elizabeth, you cunt

Kiedy na pierwszym tracku albumu padają takie słowa, nietrudno się domyślić, że mamy do czynienia z artystą brutalnie szczerym, bezpośrednim i, przede wszystkim, cholernie odważnym. Od debiutu Slowthaia minęło już kilka miesięcy, a postać stąpającego na granicy paranoi i anarchistycznego intelektualizmu Brytyjczyka dalej budzi ogromne emocje, podobnie jak jego debiutancki longplay Nothing Great About Britain. O co za ten cały hałas?

Postać artysty stanowi dla mnie figurę niemal idealną do rozpętania rewolucji. W dobie wszechobecnego hiperkonsumpcjonizmu stanowiącego już niemal nieodłączny element rapowego etosu, gdy nawet grime’owe tuzy Skepta czy Stormzy coraz częściej romansują z amerykańskimi standardami gatunkowymi, taki na wskroś plebejski, pyskaty MC, z którego każdego gestu bije brytyjskość i wyspiarska wrażliwość, stanowi wyjątkowo mocny głos. Do tego ekscentryczna, nieco niepokojąca fizjonomia, dobitna szczerość i buchający wulgarnością cynizm, które są w stanie poruszyć tłumy, a kształt swoistego anty-autorytetu zarysowuje się sam. Tym, co jednak decyduje o przerażającej skuteczności Slowthaia jest jego świadomość kontekstów społecznych i wybitna obywatelska świadomość. Bo, paradoksalnie paradowanie w podkoszulku Fuck Boris z odciętą głową Johnsona to jedynie symbol, ale już punktowanie z naturalistycznym zacięciem brudu i nijakości codziennego życia Brytyjskiej niższej klasy średniej to bolesne polityczne szpile.

Przy całej wyrazistości politycznej postaci młodego artysty, nie można pominąć tego, co o sile Nothing Great About Britain stanowi najmocniej, czyli warstwy muzycznej. Inspiracji możemy szukać właściwie na całej przestrzeni ostatnich dwudziestu lat wyspiarskiego grania. Grime, który w takim wypadku wydawałby się oczywistym szkieletem, wydaje się tu jedynie majaczyć w tle, ustępując miejsca wpływom takich artystów jak The Streets czy najntisowej elektronice. Uwielbienie do smyczkowych wykończeń odwołuje nas nieco do trip-hopowej narracji, zaś post-punkowa ekspresja skandowanej pogardy przywołuje w pamięci wczesne dokonania Sleaford Mods czy bardziej współczesne artyście płyty Idles. Kontekstów kulturowych jest oczywiście dużo więcej i znacznie wykraczają poza jednoznaczne zapożyczenia muzyczne. Nie mogę powstrzymać się przed konotowaniem Slowthaiowego nihilizmu z narkotyczną refleksyjnością Trainspottingu (do którego sam raper zresztą kilkukrotnie się odwołuje) czy zakorzenieniem jego etosu w równie przesyconym używkami świecie punkowców i wojen dresiarsko-oi’owych. Z tego miksu raper wyciąga jednak swoje własne charakterystyczne brzmienie. Na „Crack” odważnie przełamuje ciepły sampel głębokim, syntezatorowym subbasem i wersami pokroju I love you like a crackhead loves crack.

I tutaj przewija się kolejna niezwykła zdolność młodego twórcy. Wspaniale gra kontrastami, chociażby rozdzielając rozkosznie agresywny banger „Inglorious Bastard” z gościnnym udziałem Skepty i nieco patetyczne „Peace of Mind” ciepłem refleksyjnego, przepełnionego obyczajową zadumą „Toastera”. Z jednej strony jest bardzo agresywnie — „Doorman” to mój poważny kandydat na najlepszy kawałek tego roku. Basowy groove na punkową modłę podbijany intensywnością automatu perkusyjnego stanowi jedynie tło dla pozbawionego hamulców, przepełnionego cynizmem i, pardon my French, wydestylowanym wkurwieniem perfmormance’u Slowthaia, który w nikotynie odnajduje ostatnią przystań dającą mu ukojenie. Kończące płytę „Northampton’s Child” w geście rodem z Amatora zwraca uwagę Slowthaia na własne życie i przywołuje kontekst autobiograficzny (choć bliżej mu do rachunku sumienia niż wspominkowej nostalgii), zaś „Missing” rozdziera serce egzaltowanym wybuchem bezsilności na podniosłym, niemal filmowym podkładzie. Z drugiej jednak strony nie brak tutaj skropionych smutkiem i pubową wylewnością tracków uspokajających narrację, takich jak „Gorgeous” czy wspomniany „Toaster”. Problemem niektórych kawałków jest jednak to, że nie zawsze sprawdzają się one autonomicznie równie dobrze co w kontekście płyty. „Grow Up” rozmywa się na tle pozostałych numerów, pozostając w dosyć zachowawczej formule, podobnie jak otwierający całość utwór tytułowy, który swoją połamaną pulsacją gubi nieco groove i dużo lepiej sprawdza się jako uwertura całości.

Siłę oddziaływania Nothing Great About Britain widać w kulturze hip-hopowej niemal wszędzie. Wypuszczone niedawno „Psycho” w duecie z Denzelem Curry’m ukazuje łatwość Brytyjczyka w poruszaniu się w bardziej trapowej formule, a niespodziewane cameo na Ginger Brockhampton nawet bardziej legitymizuje jego postać w środowisku. Dla mnie najpiękniejszym podsumowaniem Nothing Great About Britain jest jednak zdegustowana mina dziennikarki, która po występnie artysty na Mercury Prize Awards ogłasza przez mikrofon: Slowthai with his own views there, that was Slowthai. Potrzebuję widzieć to obrzydzenie i szczerze trzymam kciuki za dalsze kroki Brytyjczyka.

Wspólna psychoza Denzela Curry i Slowthaia

Taki duet nie mógł się skończyć inaczej. Slowthai, czyli jeden z najzdolniejszych graczy w brytyjskiej rapgrze zaprosił do współpracy Denzela Curry, południowego mistrza akrobatycznego flow, który jest obecnie jednym z rozdających karty na newschoolowej scenie. I choć obaj panowie w swojej twórczości odważnie sięgają po brzmienia wykraczające poza utarte schematy wyspiarskiej wizji rapu i brudu południowej sceny, na wspólnym singlu postanowili odstawić na moment międzygatunkowe ambicje i skupić się na wydestylowaniu czystej agresji.

„Psycho” od pierwszych sekund zapowiada dźwiękowy abuse. Smyczki inspirowane soundtrackiem do legendarnego dreszczowca Hitchcocka wciągają w narracje kawałka, który nie bawi się w zbędne stopniowanie napięcia i uderza bezpardonowo charakterystycznym denzelowskim flow. Momentem, który wyróżnia się jednak najbardziej, jest zwrotka Slowthaia, który bez grama litości morduje instrumental. Nawet Curry, który ma przecież na koncie kultowe „Ultimate” czy zeszłoroczne „Vengeance”„Black Metal Terrorist”, wypada dosyć blado przy swoim brytyjskim koledze z branży. I być może jest to kwestia tego, że do południowego sznytu Amerykanina już przywykliśmy, być może Slowthai po raz pierwszy ukazał nam się z aż tak psychotycznej strony (bo na tegorocznym Nothing Great about Britain w gruncie rzeczy dużo więcej było gorzkiego cynizmu i ironii niż rzeczywistej przemocy), ale to na pewno jeden z najbardziej eksplozywnych tracków tego roku i naprawdę nie mielibyśmy za złe usłyszeć więcej tego.

Tegoroczni bywalce OFF Festivalu mieli już okazję usłyszeć przedpremierowo „Psycho” na żywo i numer już wtedy zrobił robotę, więc strach pomyśleć, jak będą wyglądać koncerty Brytyjczyka teraz.

#FridayRoundup: Tyler, the Creator, Rahsaan Patterson, Injury Reserve, Duckwrth i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Tym razem mamy dla was kolejne barwne alter ego Tylera, the Creatora, długo oczekiwany powrót Rahsaana Pattersona, nowy projekt rapowych wywrotowców z Injury Reserve, progresywną inkarnację Brada Mehldau i wiele więcej. Wszystko znajdziecie na playliście na samym dole artykułu.


Igor

Tyler, the Creator

Columbia

Tyler się zakochał i jako w pełni dojrzały — już nie Bastard, nie Goblin, nie Wolf ani nawet nie Flower Boy, a po prostu wrażliwy artystapo raz pierwszy wprost opowiada o swoich uczuciach. Igor nie jest albumem hip-hopowym. Nie można go też porównywać do poprzednich produkcji, ponieważ treść wyraża tu przede wszystkim, inspirowana ejtisami, warstwa instrumentalna. Syntezatory, partie pianina, przesterowane wokale oraz płynne przejścia między utworami tworzą spójną, niekonwencjonalną całość, której istotą jest koncept. Gdy będziecie słuchać Igora po raz pierwszy, róbcie to uważnie i jak sugeruje sam Tyler, najlepiej spacerując, jadąc samochodem albo leżąc w łóżku. — Klementyna


Heroes & Gods

Rahsaan Patterson

Shanachie

Nie wiem, czy pamiętacie, ale muzyka Rahsaana Pattersona była w 2006 roku, gdy startowaliśmy z Soulbowl, jednym z fundamentów strony. Przynajmniej ja tak zapamiętałem tamten okres i gdy w 2007 roku ukazało się Wines & Spirits Patterson na krótką chwilę zdominował nasze plejlisty. Był to niestety początek końca kariery drugoligowego neosoulowca, której kres położył nieudany album Bleuphoria w 2011 roku, który jak dotąd zamykał jego dyskografię. I choć nie spodziewałem się, że jeszcze będzie dane mi usłyszeć nowe nagrania Pattersona, jak to mówią, nadzieja umiera ostatnia, a „Sent From Heaven”, pierwszy singiel promujący jego nowy album, dał nadzieję na powrót piosenkarza w dobrym stylu. Po ośmioletniej przerwie Rahsaan wrócił do brzmienia klasycznego neo-soulu podbudowanego w warstwie aranżacyjnej dorobkiem gatunku z lat 70. i charakterystycznymi dla jego wcześniejszych płyt progresywnymi zaczepkami, które momentami skręcają w stronę funkującego tanecznego popu. Coś dla tych, którzy cenią charyzmatyczny przebojowy soul. — Kurtek


Injury Reserve

Injury Reserve

Seneca Village

Premiera nowego albumu Injury Reserve jest tak niespodziewana, że większość portali muzycznych nawet nie dostrzegła dziś tego faktu. A szkoda, bo trio z Arizony to jedna z najciekawszych rapowych grup, jeśli chodzi o amerykańskie podziemie. Dużo szumu w ostatnich latach narobiły ich wcześniejsze projekty – Floss oraz  Drive It Like It’s Stolen. Grupa już na początku roku dała o sobie znać dwoma mocnymi singlami – „Jawbreaker” oraz „Jailbreak the Tesla”. Na ich najnowszym długogrającym krążku pojawi się ogółem 13 numerów utrzymanych w nowoczesnym, lekko eksperymentalnym tonie. U boku gospodarzy również bogato – Rico Nasty, JPEGMAFIA, Aminé, DRAM czy też Freddie Gibbs. Energetyczna mieszanka wybuchowa, w sam raz na piątek. — Mateusz


The Falling Man

Duckwrth

Republic

Duckwrth zdecydowanie należy do grona młodych obiecujących muzyków. Popularność przyniósł mu mixtape an XTRA UUGLY Mixtape z odą do Michaela Jacksona ” MICHUUL.”. Idąc za ciosem, wydał właśnie świetną epkę zatytułowaną The Falling Man, na którą zaprosił grono zacnych gości, między innymi raperkę Rico Nasty. Epka składa się z ośmiu utworów, a stylowo Duckwrth wpasowuje się w to, co robi chociażby pochodzący z Chicago Smino. Raper skutecznie łączy różne gatunki muzyczne, rap oraz elementy wokalne, doskonale pokazując, czym aktualnie jest „nowa fala” w hip-hopie. — Polazofia


Afterlife

Palmistry

Mixpak

Choć przed trzema laty nietuzinkowe podejście Palmistry do popowo-klubowej tkanki nie znalazło wielu sprzymierzeńców, londyńczyk nie tylko nadal robi swoje, ale udało mu się w międzyczasie znaleźć potężnego sprzymierzeńca, bo producentką „Water”, pierwszego singla zapowiadającego Afterlife, czerpiącego z tej samej post-dancehallowej stylistyki co debiutancki krążek Palmistry, została sama Sophie. Podstawy twórczości muzyka pozostały zresztą niezmienne — to kolejna porcja wyważonego minimalistycznie zapętlonego bedroomowego R&B z ambientowym anturażem na post-dancehallowych syntezatorowych bitach. Propozycja dla tych, którzy nie są obojętni na nową falę reggaetonu lub kiedykolwiek szukali romantyzmu w synthpopie. — Kurtek


Finding Gabriel

Brad Mehldau

Nonesuch

Uczą nas, by nie oceniać książki po okładce, ale w przypadku nowego solowego krążka amerykańskiego pianisty jazzowego Brada Mehldau szata graficzna dostarcza cennej informacji — oto Mehldau ze świata piano-jazzu wchodzi w stylistykę szeroko pojmowanego fusion. Pianista momentami porzuca zresztą fortepian — dla syntezatorów, perkusjonaliów czy Rhodesa. Wspomagają go m.in. Ambrose Akinmusire, Kurt Elling, Joel Frahm czy Mark Guiliana. 10 barwnie zaaranżowanych kompozycji znajduje wspólny rdzeń w biblijnym motywie przewodnim — zgłębieniu słów archanioła Gabriela. Mehldau miewał już progresywne epizody twórcze, ale ten jest bez wątpienia zupełnie nowym otwarciem. — Kurtek


Heaters 4 the 2 Seaters

Gaika

Warp

Gaika z wyrachowaniem podgrzewa atmosferę wokół siebie i prezentuje mixtape po zasadniczo dobrze przyjętym Basic Volumes. Fenomen brytyjskiego rapu i „Basquiat elektroniki” wkomponowuje w trap rapowe i dancehallowe brzmienia afro-amerykańskie akcenty. I tym razem nie zabrakło gęstych, downtempowych beatów oraz gości. Na Heaters 4 2 Seaters wykazuje się Azekel znany m.in. ze współpracy z Massive Attack czy eksperymentator Dean Blunt. Gaika znów atakuje wyrazistym przekazem, niszczy i wierci w dźwiękach, by stworzyć coś nowego. — ibinks


Nothing Great About Britain

Slowthai

Method

Slowthai ma wiele do powiedzenia, ale jak widać, nic wspaniałego o Brytanii. Że będzie ostro zapowiadało już singlowe, genialne „Drug Dealer”. Muzyk rapuje o tym, co dla niego ważne, a więc rodzinnym Northampton, targających jego mieszkańców lękach i panującym wyspiarstwie. Pełnoprawny debiut młodego rapera w postaci dwupłytowego krążka jest bogaty w podwórkową filozofię i autocytaty. Odkurza grime – porównania do the Streets i Stormzy’ego nie są bezzasadne — i sięga w tym celu po klasyczne podkłady. Slowthai i jego recepta na debiut? Oldskul i młodzieńczy gniew! — ibinks

spotify:album:5Ki4YFQrUx7hCcQx1LJUQb


Father of Asahd

DJ Khaled

Roc Nation

Dwa lata po płycie Grateful DJ Khaled wpada na rynek muzyczny niczym mistrz karate. Premierze albumu towarzyszyły regularne publikacje teledysków co 2-3 godziny. Na pierwszy ogień poszły wizualizacje takich numerów jak „Higher” (do którego zdjęcia zakończyły się na kilka dni przed morderstwem Nipsey Hussle’a), „Jealous”, „Celebrate”, „Just Us” oraz „Holy Mountain”. Na nowym krążku Khaleda znalazła się, zresztą nie po raz pierwszy, plejada gwiazd. SZA, Chris Brown, Big Sean, Travis Scott, Post Malone, Lil Wayne to tylko niektóre z ksywek, które usłyszycie na tym albumie. Jak to bywa z Khaledem, koncepcji tutaj nie ma żadnej, natomiast jest to zlepek mniej lub bardziej mocarnych singli. Taka składanka. — Kuba Żądło


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Nowy utwór: Slowthai „Call My Own”

Slowthai to młody Brytyjczyk, który tworzy na przestrzeni grime’u i UK bassu. Tyron Frampton ma w sobie wrażliwość kolegi roadaka Michaela Skinnera z the Streets, ale posiada też zadziorność industrialnych radykałów z Death Grips, a cloud rapowa estetyka w typie $uicideboy$ jest mu doskonale znana. „Call My Own” to kolejny już singiel z wydanej 7 września epki „RUNT”. „Najbardziej ekscytujący młody raper z Wysp Brytyjskich od czasów Dizzeego Rascala„? Kto wie!