Gorillaz, slowthai i Slaves na tropie punkowej taneczności

Data: 31 stycznia 2020 Autor: Komentarzy:

Damon Albarn i Gorillaz chcą grać ska

Slowthai wreszcie trafił tam, gdzie od dłuższego czasu trafić już powinien (i mamy tu na myśli zarówno żywy punkowy zespół z prawdziwego zdarzenia, jak i ekscentryczny świat animowanych małpek). Nie ma co się oszukiwać, Slowthai nawet na codzień wygląda jak wyciągnięty z ramówki Cartoon Network A.D. 2006, a biorąc po uwagę wyspolubne nastawienie kolaboracyjne Gorillaz (na jednym z najwybitniejszych numerów w ich karierze pojawia się wówczas jeszcze ciesząca się poklaskiem głównie w podziemiu Little Simz) szkocki raper wydawał się naturalnie wpasowywać w muzyczny ekosystem Albarna i jego animowanych pupili. Trochę większą niespodziankę stanowi obecność The Slaves, czyli jednych z najważniejszych przedstawicieli nowej fali brytyjskiego punka, w swojej niszy zdominowany chyba tylko przez chłopców z Idles, swoją drogą również sympatyzujących ze wspomnianym artystą  z Northampton.

Gościnnym artystom poświęcam tak dużo uwagi nie tylko dlatego, jak specyficznymi są siłami kreatywnymi, ale też dlatego, że na „Momentary Bliss”, bo taki nosi tytuł owoc ich współpracy, kontynuowana jest widzialna już na poprzednich krążkach tendencja do zanikania charakteru animowanych potworków. Zarówno w teledysku, który stanowi chyba próbę paradokumentalnego uchwycenia momentu nagrywania kawałka, a w którym najbardziej interesujący jest Slowthai szwędający się (jak zwykle) z papierosem, jak i w samej warstwie muzycznej, w której jedynymi przejawami obecności Goryli (poza partiami wokalnymi 2D) jest synthpopowe szumienie, które już na Now, Now wyparło freakową indie estetykę wcześniejszych krążków, mimo że okazało się formułą nieciekawą do eksplorowania i bardzo szybko nużącą.

Mając to na uwadze należy przejść do chyba największego paradoksu „Momentary Bliss”, czyli tego, ze sam track, rozpatrywany jako fenomen oderwany z kontekstu poprzednich nagrań, sprawdza się świetnie. Slowthai po raz kolejny powołuje do życia swoje punkowe oblicze, które objawił nam już na „Doormanie” i „Deal wiv It”  (oba tracki w topce moich ulubionych singli z kolejno 2018 i 2019 roku), tym razem zmierzając ku OIowskiemu ska (w szczególności w mostku przed refrenem), w czym wspaniale wspiera go eksplozywna natura Slaves, tutaj nieco ujarzmiana na rzecz piosenkowej formuły. Wyrazistość gości nie tylko ratuje ten utwór, ale też nadaje mu specyficzny charakter, którego Albarnowskiej formie już zwyczajnie trochę brakuje. I może to nie najgorsze rozwiązanie, zważywszy na fakt, jak źle zdarzało mu się pokierować niektóre gościnki na Humans. Do tej pory mój niesmak i specyficzne obrzydzenie budzi to, jak absurdalnie zmarnowanym potencjałem jest występ Danny’ego Browna na tamtym krążku…

„Momentary Bliss” daje jednak nadzieje na poprawę i bardzo mocno liczymy, że tym razem się nie zawiedziemy.

Komentarze

komentarzy