gorillaz

#FridayRoundup: Ty Dolla $ign, Better Person, Clipping., Gorillaz i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Nawet jeśli nie wyszło wam tej jesieni grzybobranie, jest jedna rzecz pewniejsza niż to, że uda się wrócić z lasu z pełnym koszykiem podgrzybków — wysyp premier płytowych okołosoulowych artystów. Prawdziwe szaleństwo miało miejsce w ten weekend. Na tapet wzięliśmy płyty takich artystów jak Ty Dolla $ign, Better Person, Clipping., Gorillaz, Xavier Omär, The Alchemist, Kaz Bałagane oraz czwartą odsłonę serii Jazz Is Dead. Poza tym na plejliście Roundupowej znadziecie także Sharon Jones & The Dap-Kings, Actress, Sonhoy Blues, Booty’ego Collinsa, duet Otis Junior, Def Loaf, Major Lazer, Junglepussy, Devona GilFilliana coverującego Marvina Gaye’a, K. Flay, Luh Kela i TOBiego. Sprawdźcie wszystko poniżej!


#FridayRoundup

Featuring Ty Dolla $ign

Ty Dolla $ign

Atlantic / WEA

No i jest! Dwa lata wyczynowego wypuszczania utworów w kategorii featuring, żeby wreszcie wydać skompilowaną dawkę próbek swojej flagowej supermocy, pod roboczym tytułem „Życie post-Drake’owego pop rapera Ty Dollą $ings na featuringach”. Czy wyszło tak, jak moglibyśmy się spodziewać po godzinnej składance utworów marki random naszpikowanych goścmi w liczbie mogącej bez trudu zawiesić działanie wiodącego serwisu streamingowego? Niestety, ale tak właśnie wyszło. Czy Featuring Ty Dolla $ign jest skrajnie złym wydawnictwem? W sumie to nie, jest to kompilacja zupełnie nieszkodliwa, do połowy nawet znośna, z gośćmi robiącymi siebie najlepiej, jak potrafią. Czy jest sens tracić czas na takie ilości, w większości jednak generycznych, pop-rapowych kawałków? No cóż. Jeżeli bliska wam dola Ty’a, lepiej ułóżcie ją sobie w spersonalizowanej plejce, a może jakoś przetrwacie tę klęskę urodzaju. — Maja


#FridayRoundup

Something to Lose

Better Person

Mansions and Millions

Better Person rezyduje w Berlinie, ale pochodzi z Polski i choć tworzy głównie anglojęzyczny pop od czasu do czasu sięga po swój rodzimy język. Najpierw w 2017 roku nagrał rozkosznie oniryczny, ale wciąż niesamowicie melodyjny singiel „Zakochany człowiek”, a teraz, a na kilka dni przed piątkową premierą jego długogrającego debiutu zaprezentował równie udane „Dotknij mnie”. A to jedynie początek Better Person odpowiedzialny jest za jedne z najlepszych sophisti-popowych melodii ostatnich lat, od czasu gdy przed czterema laty zadebiutował ciepło przyjętą epką It’s Only You. Od kilku miesięcy przygotowywał się do wydania krążka Something to Lose, prezentując kolejne single konsekwentnie realizujące jego artystyczną wizję. Na płycie znalazło się w sumie 9 kompozycji, spośród których cztery ukazały się na singlach, a trzy zostały wykonane po polsku. To obecnie niewątpliwie jedna z ciekawszych muzycznych osobistości na scenie szeroko pojętego popu nie tylko w Polsce, ale Europie kontynentalnej w ogóle. — Kurtek


#FridayRoundup

Visions of Bodies Being Burned

Clipping.

Sub Pop

Do tej pory 2020 r. nie zachwyca pod względem mainstreamowych hip-hopowych wydawnictw — na szczęście w przypadku alternatywnego nurtu jest zupełnie na odwrót. Do plejady świetnych albumów artystów pokroju Ka, Armand Hammer, Quelle’a Chrisa czy Open Mike Eagle’a dołącza eksperymentalne trio z Los Angeles, Clipping. Niespełna rok po entuzjastycznie przyjętym przez fanów i krytyków There Existed an Addiction to Blood zespół prezentuje kolejny krążek pod skrzydłami Sub Pop, Visions of Bodies Being Burned. Podobnie jak w przypadku wcześniej płyt mamy do czynienia z konceptualnym projektem z mocnym naciskiem na aspekt horrorcore, tym razem jednak w znacznie bardziej industrialnej i odważnej muzycznie odsłonie. Wśród gości pojawia się Jeff Parker, Ho99o9, a także… Michael Esposito, jeden z najbardziej znanych telewizyjnych badaczy zjawisk paranormalnych. Brzmi intrygująco? — Adrian


#FridayRoundup

Song Machine, Season One: Strange Timez

Gorillaz

Gorillaz / Parlophone

Obswerwując Soulbowl od jakiegoś czasu, pewnie mogliście zauważyć, że nowy album Gorillaz stawialiśmy w przedbiegach jako pretendenta do jednej z mocniejszych pozycji w dyskografii małpich muzyków. Kolaboratywne tracki ze slowthaiem czy Schoolboyem Q suto obdarowywały nas tym, czego tak brakowało w poprzednich krążkach- charyzmą, kreatywnością, potańcówkowym vibe’em i nieskrępowaną plastycznością muzycznego medium, jaką zapewnia animowana formuła. Teraz jednak, gdy możemy się zmierzyć z całością materiału, zdaje się, że w tym, tak fantastycznie zapowiadającym się materiale, czegoś mimo wszystko brakuje. Fuzja kolektywizmu Humanz i synthpopowego ducha The Now Now wychodzi jedynie częściowo- współpracownicy trochę zbyt pokornie wpisują się w Gorillazowe standardy, zaś sama kapela jakby celowo rozwadniała swoje możliwości, aby stworzyć możliwie jak najbardziej transparentną bazę pod odwiedziny gości. Zamiast sumy kreatywnych możliwości, finalnie wychodzi nam z tego twórczy kompromis. Czasem udaje się przy tym przekuć go w postdance’owy hit („Desole” z fantastycznym finałem), czasem pusty, schematyczny przelot bez finezji (jak choćby, co zapewne stanowi kontrowersyjną opinię, totalnie nietrafiona współpraca z Eltonem Johnem i 6blackiem na „Pink Phantom”). I choć ostatecznie to nadal najlepsza i najspójniejsza wizja Goryli od czasów Plastic Beach, czuć jednak, że nas samych też w ten kompromis wpisali, bo wiemy, że mogliśmy mieć dużo, dużo więcej.- — Wojtek


#FridayRoundup

Jazz Is Dead 004

Ali Shaheed Muhammad & Adrian Younge with Azymuth

Jazz Is Dead

Przy czwartym już dodatku do serii Jazz is Dead, Ali Shaheed Muhammad oraz Adrian Younge postanowili pozostać w brazylijskich klimatach. Po udanej kooperacji z Marcosem Valle przyszedł czas na kolaborację z kolejnymi klasykami tamtejszej sceny. Instrumentalne trio Azymuth już w latach 70 na zawsze zrewolucjonizowało muzykę z południowej ameryki, grając wyśmienitą fuzję funku, jazzu, rocka i samby wspomaganą przez nie tak małą dawkę elektroniki. Wspólny album nagrany wraz z amerykańskimi producentami, to właściwie kontynuacja tego, co panowie grają już od lat, nie schodząc ani trochę z ustawionego kiedyś poziomu. A jeżeli jesteście ciekawi innej ich współpracy ze światem hip-hopu, to warto wrócić do genialnego albumu Sujinho, jaki członek grupy — Ivan Conti, nagrał wraz Madlibem pod nazwą Jackson Conti. — efdote


#FridayRoundup

If You Feel

Xavier Omär

RCA / Sony

If You Feel to najnowsze wydawnictwo Xaviera Omära — wokalisty R&B, którego znamy ze współpracy z Sago czy Mickiem Jenkinsem. Od ostatniego materiału, Moment Spent Loving You, minął zaledwie rok, a Omär kontynuuje swoją muzyczną opowieść o miłości. Na If You Feel składa się jedenaście piosenek, a wśród gości usłyszymy między innymi Masego czy Merebę. Polecamy sprawdzenie teledysku do utworu „So Much More”, który doczekał się teledysku z nagraniami ze ślubu wokalisty. — Polazofia


#FridayRoundup

The Food Villain

The Alchemist

ALC

To już piąty krążek Ala od początku roku! Niecałe trzy tygodnie po premierze A Doctor, Painter & an Alchemist Walk Into a Bar, Alchemist powraca z kolejnym projektem — The Food Villain. To urodzinowy prezent, który legendarny producent przygotował sam dla siebie. Na krótkim, 24-minutowym beat tape’ie dostajemy 16 premierowych produkcji. W roli gości pojawiają się Action Bronson oraz Big Body Bes. Przyjemne podsumowanie bardzo udanych ostatnich miesięcy, ale kto wie – przed nami jeszcze listopad i grudzień. Może Alchemist ma coś jeszcze w zanadrzu. — Mateusz


#FridayRoundup

Digital Scale Music

Kaz Bałagane

Narkopop

Zgłaszając się, żeby do #FRU napisać o nowej płycie Kaza Bałagane napisałem, że mam potrzebę wyżycia się i poafirmowania wyrafinowanej troglodycji, bo na łamach Soulbowla rzadko jednak jest okazja opisywać o prostackiej, polskiej osiedlówie. I wszystko byłoby pięknie, ale obcowanie z Digital Scale Music okazało się ostatecznie… frustrujące? Jest to bowiem płyta doskonale sumująca najmocniejsze strony barda warszawskich osiedli- mamy zdrowo usiane przypałem refreny na modłę trapowego Krzysia Cugowskiego, fantastyczne wyczucie plastyczności polskiej lektyki, storytelling straight outta polska klasa robotnicza i, przede wszystkim, mamy fantastyczną, muzyczną elokwencję Kaza, który śmiało spaja przestrzenny, krystaliczny ambient z grubaśnymi 808 i przejrzystym brzmieniem. W ten paradygmat, będący już obecnie właściwie samograjem, wpisany zostaje jednak, rozłożony w pojedynczych wersach, maniakalny covidosceptyzm i wyparcie pandemicznej rzeczywistości. I o ile rozumiem w pewnym stopniu rozgoryczenie i cynizm, słuchanie takich rzeczy, kiedy rodzina i znajomi leżą w maglinach naprawdę nie działa dobrze. Pomijając to- typowy bałaganizm na naprawdę przyzwoitym poziomie. — Wojtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Dziwne czasy nastały Gorillaz i Roberta Smitha

Gorillaz we współpracy z legendą gotyckiej sceny

Jeżeli obserwujecie na naszej stronie wątek Gorillazowy to zapewne już wiecie, że ostatnie dokonania tej grupy dostarczają nam podniet, jakich nie wyobrażaliśmy sobie już doświadczać w zetknięciu z muzyką najpopularniejszych małpich muzyków w tej galaktyce. Single ze slowthaiem i i Slaves, Schoolboyem Q, Skeptą i Tonnym Allenem czy nawet z Octavianem, wszystkie sprawiały nam ogromną frajdę, a to nawet nie koniec listy singlowych współprac, jakie dostaliśmy. Jeżeli czytaliście nasze przemyślenia o każdym z tych singli to wiecie też zapewne, że trzymaliśmy kciuki za rychłe ogłoszenie premiery krążka zbierającego w jedno wszystkie te fantastyczne koncepcje. I oto mamy dla Was i dla siebie wspaniałe wieści, Season One of Song Machine zostało oficjalnie ogłoszone, a na nim takie indywidua jak androgyniczna królowa St Vincent, uwielbiany przez nas Jpegmafia (w duecie z kapitalnym japońskim zespołem punkowym Chai) czy rocket man we własnej osobie, czyli sam Sir Elton John. Ostatni raz tak monstrualną listę gości sprezentował nam chyba Flying Lotus w zeszłym roku na Flamagrze. Oby tym razem nie skończyło się to równie spektakularnym flopem, choć zważywszy na fakt, że dużą część tego materiału już znamy, to wszystko zapowiada jedno z najbardziej pasjonujących kolektywnych dzieł od dawna. Pełną listę gości i okładkę znajdziecie tutaj.

Jakby emocji było mało, wraz z tą informacją Gorillaz opublikowało utwór z gościnnym udziałem legendy jangle popu i gotyckiego post-punka, Robertem Smithem z The Cure. I, ponownie, jest to kawałek fantastycznego, tanecznego synth funku z typowym dla Małpek, nieco apokaliptycznym tonem. Słuchacze, którzy, tak jak ja, czuli niedosyt obecności animowanych muzyków na poprzednich singlach, tutaj powinni również dostać wszystko, czego potrzebują, 2D robi właściwie cały numer poza refrenem (ten w udziale przypada gościowi) i czuć w tym vibe być może nawet z czasów Demon Days. Zachwycać jest się czym, a to wszystko od kapeli, którą po 2 ostatnich wydawnictwach spisać można było na straty.

Schoolboy Q gościnnie u Gorillaz

Gorillaz i ScHoolboy Q prezentują „Pac-Mana”

Bardzo nie chcę przestrzelić i chwalić Małpek za wcześnie, ale wszystko wskazuje na to, że najsłynniejszy animowany zespół świata powrócił do formy!

O serii Song Machine pisaliśmy wielokrotnie, bo współprace realizowane w jej ramach prowokują swoim eklektyzmem, ale przy tym pierwszy raz zaciągnięty owymi prowokacyjnymi ksywkami dług zaufania słuchaczy rzeczywiście spłacają (czasem z nawiązką). Od punkowych aspiracji slowthaia i Slaves, poprzez odklejony, synthpopowy soul-trap z Octavianem, aż po psychotropowe epitafia dla legend afrobeatu (doprawione rapowymi wygibasami Skepty) – mimo początkowych obaw co do Gorillaz, które na Freudowską modłę wydawało się rozcieńczać coraz bardziej swoje artystyczne ego buchającego ekscentryzmu na rzecz interpolacji swojej tożsamości w szare pole wycofanego, kuratorskiego podejścia do prowadzenia gości, okazuje się że wycofanie to funduje jedne z najbardziej fascynujących wałków, jakie dane nam było usłyszeć z ich strony od dawna.

Tym razem do tego panteonu freaków dołączył się Schoolboy Q, co jeszcze jakiś czas temu powodowałoby pewną konsternacje, lecz dziś już tylko ekscytuje. I, ponownie, casus ten sam co poprzednio. Synthowe, nieco cartoonowe syntezatory roztaczają kreskówkową rzeczywistość, w której gość robi co mu się żywnie podoba. W tym jest jednak tyle doskonale przemyślanych szczegółów. Ta psychodeliczna, paranoiczna przerwa przed wjazdem Q, ta chwila oddechu w jego zwrotce, aby zrobić przerwę na neo-psychodeliczne gitarki, słucha się tego naprawdę dobrze, mimo tego, że w tej chwili to już raczej wypracowana marka niż nowa jakość. Chyba się doczekaliśmy pierwszego, pełnoprawnego dźwiękowego serialu!

Gorillaz tym razem w duecie z Octavianem

Gorillaz kontynuują mini-serię singli

Najsłynniejsze małpy świata kontynuują swoją serię singli w kolaboracjach, tym razem zapraszając do współpracy francusko-brytyjskiego wokalistę Octaviana, który od kilku lat uprawia postdrake’owskie, neurotyczne R’n’B nasycone trapowym językiem.

„Friday 13th” utwierdza tylko słuszność przemyśleń, które towarzyszyły dotychczasowym odcinkom gorylej mini-serii. Przede wszystkim, animowany projekt Albarna wydaje się coraz wyraźniej dysocjować się od swojej pierwotnej, surrealistycznej tożsamości, choć sythpopowa estetyka, która stała się obecnie jego głównym środkiem artystycznego wyrazu, zdaje się pozwalać sobie na coraz większą ekstrawagancję, co szczególnie słychać było w poprzednim odcinku serii z gościnnym udziałem Tony’ego Allena i Skepty. Po drugie, naprawdę dobrym krokiem byłoby wydanie owej serii w postaci pełnego albumu, a nie jedynie singlowych strzałów, gdyż, paradoksalnie, tak dojrzale, przemyślanie i, przede wszystkim, spójnie Gorillaz nie brzmieli dawno. Byłoby to niemal symboliczne zadośćuczynienie za boleśnie zmarnowany potencjał Humanz.

Trochę na przekór mówię to w kontekście utworu, który z dotychczasowej serii wydaje się najgorszym, co nie znaczy, bynajmniej, że kiepskim. Problem stanowi przede wszystkim sam gość, który nawet na ekscentrycznym, pulsującym syntetycznie podkładzie wydaje się nieco nijaki i transparentny. Wspaniale za to ta jego niewyrazistość pozwala na zbudowanie climaxowego zakończenia, w którym pojawia się jedyny raz w utworze wokal 2D, który w tym kontekście brzmi niemal jak katharsis.

Nie pozostaje nic innego jak jedynie liczyć, że poziom dotychczasowych singli pozostanie niezachwiany i najlepsze, najbardziej odklejone i zaskakujące współprace jeszcze przed nami.

Gorillaz składają hołd legendzie afrobeatu

 

Gorillaz w kolaboracji z Tonym Allenem i Skeptą

Wszystko wskazuje na to, że najbliższy album największych małpich gwiazd globalnej sceny rozrywkowej zapowiada się na powtórkę formuły kolektywnego, opartego w bardzo dużej mierze na współpracach wydawnictwa. Dla Damona Albarna nie jest to pierwszyzna, bo próby stworzenia takiego inkluzywnego, kolaboracyjnego projektu podjął już na Humanz sprzed kilku lat, które jednak, mimo kilku kapitalnych strzałów singlowych, okazało się całościowo chaotycznym fiaskiem.

Miejmy jednak nadzieję, że tym razem pójdzie dużo lepiej, bo póki co zarówno lista gości jak i same kawałki wydają się znacznym skokiem jakościowym względem ostatnich wydawnictw. Co więcej, dzieje się tak, o dziwo, za sprawą tego, czego się mocno obawiałem, kiedy pisałem jakiś czas temu na temat wspólnego numeru Gorillaz ze Slowthaiem i the Slaves, to znaczy stopniowego rozmywania się w Albarnowskich produkcjach charakteru samych małpek, które wydają się ostatnimi czasy odcinać grubą kreską od korzeni w animacyjnej frywolności i piosenkowej alternatywie, odchodząc tym samym ku znacznie bardziej syntetycznym brzmieniom z pogranicza synthfunku. Te jednak, w zderzeniu z charyzmatycznymi gośćmi, okazują się działać zaskakująco dobrze i, paradoksalnie, uspójniać cały materiał. Najlepiej słychać to na najnowszym kawałku dedykowanym niedawno zmarłemu Tony’em Allenowi, perkusiście, który u boku artystów takich jak legendarny Fela Kuti położył podwaliny pod nurt afrobeatu. Poza samym Allenem na tracku pojawi się Skepta, który ze swoim zabójczo technicznym, wybitnie grime’owym flow wydawałby się zakrawać o absurd w tym połączeniu, a jednak lepka mgiełka psychodelicznych synthów jakimś cudem zlepia te inspiracje w prawdopodobnie najlepszy okołohiphopowy kawałek Goryli od czasów fantastycznego „Ascension” z Vincem Staplesem.

Panie Albarn, niepokoisz nas Pan tymi przewrotami, ale póki wyniki brzmią tak dobrze to miej pan te swoje synthy.

Gorillaz, slowthai i Slaves na tropie punkowej taneczności

Damon Albarn i Gorillaz chcą grać ska

Slowthai wreszcie trafił tam, gdzie od dłuższego czasu trafić już powinien (i mamy tu na myśli zarówno żywy punkowy zespół z prawdziwego zdarzenia, jak i ekscentryczny świat animowanych małpek). Nie ma co się oszukiwać, Slowthai nawet na codzień wygląda jak wyciągnięty z ramówki Cartoon Network A.D. 2006, a biorąc po uwagę wyspolubne nastawienie kolaboracyjne Gorillaz (na jednym z najwybitniejszych numerów w ich karierze pojawia się wówczas jeszcze ciesząca się poklaskiem głównie w podziemiu Little Simz) szkocki raper wydawał się naturalnie wpasowywać w muzyczny ekosystem Albarna i jego animowanych pupili. Trochę większą niespodziankę stanowi obecność The Slaves, czyli jednych z najważniejszych przedstawicieli nowej fali brytyjskiego punka, w swojej niszy zdominowany chyba tylko przez chłopców z Idles, swoją drogą również sympatyzujących ze wspomnianym artystą  z Northampton.

Gościnnym artystom poświęcam tak dużo uwagi nie tylko dlatego, jak specyficznymi są siłami kreatywnymi, ale też dlatego, że na „Momentary Bliss”, bo taki nosi tytuł owoc ich współpracy, kontynuowana jest widzialna już na poprzednich krążkach tendencja do zanikania charakteru animowanych potworków. Zarówno w teledysku, który stanowi chyba próbę paradokumentalnego uchwycenia momentu nagrywania kawałka, a w którym najbardziej interesujący jest Slowthai szwędający się (jak zwykle) z papierosem, jak i w samej warstwie muzycznej, w której jedynymi przejawami obecności Goryli (poza partiami wokalnymi 2D) jest synthpopowe szumienie, które już na Now, Now wyparło freakową indie estetykę wcześniejszych krążków, mimo że okazało się formułą nieciekawą do eksplorowania i bardzo szybko nużącą.

Mając to na uwadze należy przejść do chyba największego paradoksu „Momentary Bliss”, czyli tego, ze sam track, rozpatrywany jako fenomen oderwany z kontekstu poprzednich nagrań, sprawdza się świetnie. Slowthai po raz kolejny powołuje do życia swoje punkowe oblicze, które objawił nam już na „Doormanie” i „Deal wiv It”  (oba tracki w topce moich ulubionych singli z kolejno 2018 i 2019 roku), tym razem zmierzając ku OIowskiemu ska (w szczególności w mostku przed refrenem), w czym wspaniale wspiera go eksplozywna natura Slaves, tutaj nieco ujarzmiana na rzecz piosenkowej formuły. Wyrazistość gości nie tylko ratuje ten utwór, ale też nadaje mu specyficzny charakter, którego Albarnowskiej formie już zwyczajnie trochę brakuje. I może to nie najgorsze rozwiązanie, zważywszy na fakt, jak źle zdarzało mu się pokierować niektóre gościnki na Humans. Do tej pory mój niesmak i specyficzne obrzydzenie budzi to, jak absurdalnie zmarnowanym potencjałem jest występ Danny’ego Browna na tamtym krążku…

„Momentary Bliss” daje jednak nadzieje na poprawę i bardzo mocno liczymy, że tym razem się nie zawiedziemy.

Gorillaz przenoszą się do Hollywood

Od kilku tygodni Goryle serwują nam pojedyncze strzały w postaci kolejnych singli, promujących nadchodzące wydawnictwo The Now Now. W „Hollywood” wspartym graficznymi wizualizacjami ze starymi członkami grupy: 2-D, Noodle, Russelem oraz Acem — w zastępstwie za siedzącego za kratkami rozrabiakę Murdoca — partnerują im Snoop Dogg i Jamie Principle. Zamieszania robi trochę ten pierwszy, dorzucając od siebie kilka soczystych rymów. Soulowo-funkowej energii dodaje wkład muzyka Jaimego Principle’a, znanego już słuchaczom dzięki udziałowi w „Sex Murder Party” na poprzednim longplayu grupy Humanz. „Hollywood” to typowy klubowy banger, o którym można już teraz powiedzieć, że jest najlepszy na tle pozostałych singli, „Fire Flies” czy „Sorcerz”.

Nowy teledysk: Gorillaz „Strobelite”


Ależ nam podrosła ta Noodle! Dopiero co miała 12? 14? lat (i była cyborgiem), a już zarzuca na kolegę z zespołu neonowe lasso. W kostiumie w cętki! Szok! Pornografia! Prowokacja! Boom, clap, bam!
W nowym teledysku Goryli pozostajemy wciąż w klimacie dyskotekowym (patrz: „Sleeping Powder”). Efektowny taniec 2-D i Noodle odbywa się w klubie w blasku neonowych świateł, a komputerowy świat postaci stworzonych przez rysownika Jamiego Hewletta spotyka się z rzeczywistymi osobami. Mamy więc główny wokal utworu czyli Pevena Everetta w fajowskiej, fluorescencyjnej marynareczce, siedzącego na kanapie Vince’a Staplesa… kto znajdzie więcej znanych gości?
W tle pochrapuje Russel, a Murdoc jak zwykle coś kombinuje, gawędząc przy barze z podejrzanymi typami. Co oznacza karta, którą dostał? Czy stanowi to zapowiedź „Murder Sex Party”, jak podejrzewają internauci? A może Murdoc jest po prostu zazdrosny? Jednego jesteśmy pewni – wybieramy team 2-D i Noodle!

#FridayRoundup: Gorillaz, Mary J. Blige, JMSN, Wale i inni

FridayRoundUp with Tinashe and schafter

Jak to się pięknie złożyło, ze akurat na długi weekend dostaliśmy do sprawdzenia aż tyle intrygujących premier płytowych — zwłaszcza jeśli miałaby się utrzymać deszczowa aura. Wśród nich rzecz jasna zapowiadane szumnie od tygodni Gorillaz. Z nową płytą o bólu i siele wraca Mary J. Blige. Nie zawodzi JMSN, który jeśli chodzi o częstotliwość wydawania nowych krążków próbuje prawdopodobnie przebić niedoścignioną w tym względzie przed kilkoma laty Rihannę. Poza tym na naszej plejliście usłyszycie także Wale’a, Cashmere Cata, a z rodzimego podwórka Adiego Nowaka. Wśród bardziej organicznych brzmień polecamy grupę Bliss n Eso, nowy album puzonisty Trombone Shorty’ego i Adama Turchina, czyli ziomka Terrance’a Martina. Miłej majówki!


Humanz

Gorillaz

Parlophone Records Limited

Powrót Gorillazów to jeden z tych powrotów na które niewielu czekało albo wiedziało że czeka, ale jeśli już został on ogłoszony to ok — czekamy i przyjmujemy wirtualną ekipę Damona Albarna z otwartymi ramionami. Dwadzieścia (albo dwadzieścia sześć w wersji deluxe) premierowych utworów aż pęka w szwach od nadmiaru gościnnych występów. Czy featuringowy przesyt nie zaszkodzi muzycznej tożsamości grupy? Oby nie. Zabieramy się za odsłuch jednocześnie przygotowując się do pierwszych koncertów Goryli w Polsce. — Chojny


Strength of a Woman

Mary J. Blige

Capitol Records

Mary J. Blige kontynuuje lite motif swojej ponad 20-letniej kariery i po raz kolejny celebruje ból, łzy i płynącą z nich siłę, co w kontekście ostatnich zawirowań w jej życiu osobistym wydaje się wreszcie całkiem na miejscu. Blige nie stoi jednak w miejscu — na płytę zaprasza BadBadNotGood, Kaytranadę, Hit Boya, Quavo i Kanyego Westa, a także przeżywającą ostatnio drugą młodość Missy Elliott. — Kurtek


Whatever Makes U Happy

JMSN

White Room Records

Z każdym kolejnym eksperymentem wizerunkowym Christiana, zastanawiam się, czym jeszcze jest w stanie nas zaskoczyć. Teraz, na przykład, przywdziewa kowbojki, krótkie szorty i zaprasza na trasę po amerykańskich barach a wszystko to przy akompaniamencie niebieskookiego bluesa. Czuć w tym wszystkim tak wielką autentyczność, że aż chce się pójść przed siebie i zgodnie z tytułem krążka, robić cokolwiek nas uszczęśliwia. Paradoksalnie, bo płyta do najradośniejszych nie należy, zarówno w warstwie muzycznej jak i tekstowej. Jednak mimo wszystko, po przesłuchaniu tych ośmiu (?!) kawałków czuję się naładowana pozytywną energią. Moim absolutnym faworytem jest kawałek „Slide” z klasycznym wzrostem tempa, gdzie dodatkowy żeński wokal nadaje utworowi lekko gospelowego charakteru. Pozycja obowiązkowa, nie tylko dla fanów artysty. — Pat


SHiNE

Wale

Maybach Music Group

Kiedy słyszę o zmianie daty wydania albumu zazwyczaj automatycznie myślę o przesunięciu daty premiery na późniejszą. Dlatego miłą odmianą jest premiera SHiNE od Wale’go tydzień przed oficjalnie zapowiadanym terminem. Co do zawartości płyty mamy na niej sporo gości. Lil Wayne oraz G-Eazy, których mogliśmy już usłyszeć w wydanych wcześniej singlach, a czekają na nas jeszcze Travi$ Scott, Chris Brown, Dua Lipa czy Major Lazer na łącznie 14 utworach. Mając w pamięci poprzednie 4 płyty można oczekiwać, że Wale z nowym materiałem poniżej pewnego poziomu nie zejdzie, dlatego z czystym sumieniem zachęcam do sprawdzenia. — mmisiak


9

Cashmere Cat

Mad Love/Interscope Records

Kaszmirowy Kot (nie mogłam się powstrzymać) jest idealnym przykładem na to, jak od piwnicznego bawienia się dźwiękami można trafić do studia z Kanye’m Westem. Oczywiście, nic nie jest tu dziełem przypadku i po paru latach miksowania, nagrywania, produkowania dla siebie oraz innych, doczekaliśmy się pełnoprawnego debiutu artysty. Debiut krótki, bo krążek zawiera ledwie dziesięć kawałków, ale za to, z jakimi gośćmi! Kogo tam nie ma? Mogę spokojnie stwierdzić, że Magnusowi udało się zebrać śmietankę nurtu urban. Jest Selena Gomez, Jhene, Kehlani, The Weeknd, Camila Cabello, Tory Lanez, Ty Dolla $ign, Ariana Grande, MO, Kacy Hill…. Ale spokojnie, od takiego przybytku głowa nie boli, wszyscy trzymają bardzo dobry poziom. Przy wszystkich utworach Cashmere Cat współpracował z Bennym Blanco oraz SOPHIE stąd ten, momentami, pokręcony, „bubblegumowy” klimat.  Cukier dawkowany jest jednak idealnie, w sam raz na długo-weekendowy chillout z przyjaciółmi. — Pat


Parking Lot Symphony

Trombone Shorty

Blue Note Records

Okazuje się, że Trombone Shorty faktycznie gra na puzonie. Konsekwentnie wyciąga wnioski po letniego Say That to Say This i ociężałego For True. Nadal jest to jazz środka szukający konsensusu z funkiem i R&B, ale tym razem podany w zdecydowanie bardziej wysmakowanej i spójnej stylistycznie odsłonie. — Kurtek


Off the Grid

Bliss n Eso

Illusive Sounds

Bliss n Eso, to jeden z tych zespołów, który zaczynał od grania koncertów dla kilku osób, przechodząc drogę do olbrzymich tras koncertowych i wielkich sal wypełnionych aż po brzegi. Dlaczego prawdopodobnie jeszcze o nich nie słyszeliście? Otóż wszystko to rozgrywa się w Australii, a tamtejszym zespołom ze względu na odległość, nieraz ciężko jest podbić Europę lub Stany. Off the Grid to już szósty album w ich dyskografii i po raz kolejny dostarczają sporą dawkę przebojowych numerów, na których gościnnie wspomagają ich, chociażby Lee Fields czy Watsky. Sprawdzajcie więc i trzymajcie kciuki za jakąś trasę po Europie, bo koncerty to ich prawdziwy żywioł, a nowy album z pewnością dołoży do ich set listy kilka sztandarowych pozycji. — efdote


Manifest Destiny

Adam Turchin

Ropeadope LLC

Jakieś 7 lat temu, jazzowy multiinstrumentalista — Adam Turchin, spakował swoje rzeczy i wyruszył z rodzinnej Filadelfii do Los Angeles. Muzyczny światek Miasta Aniołów przyjął go z otwartymi ramionami i artysta pozostał tam do dzisiaj. Postacią z którą dogadał się najlepiej i w efekcie czego również zaprzyjaźnił, był Terrance Martin. Wspólne sesje sprawiły, że pojawił się on, chociażby na To Pimp a Butterfly (gra na saksofonie w utworze „u”) oraz na The Documentary 2The Documentary 2,5, firmowanymi przez The Game’a. W końcu przyszedł czas na solowe dzieło, którym jest album Manifest Destiny. Adam gra tam aż na dziesięciu instrumentach oraz śpiewa, a wspomagają go, chociażby wspomniany wcześniej Terrance Martin, Rose Gold czy Josef Leimberg. Wszystko to jest świetną, rewelacyjnie zaaranżowaną dawką jazzu, hip-hopu oraz soulu, którą TRZEBA sprawdzić. — efdote


VR

Adi Nowak

Asfat Records

Jedni nazwą jego rap intelektualnym, inni psuedobłyskotliwym zlepkiem przypadkowych słów. Na pewno Adiemu nie można odmówić rosnącej pozycji na polskiej scenie, czego dowodem jest zwrotka Quebonafide: „Dlaczego przespałem gdy Adi Nowak wysłał demo?”. W zeszłym roku zaskoczył wszystkich epką Nienajprawdziwsze, teraz powraca z albumem VR czyli Vafle Ryżowe. Całość to piętnaście kawałków, w tym trzy skity. Co prawda nie ma gości, ale przy płycie pracowało kilku producentów, w tym Drumlinaz, Aist czy kornel barwiński z Karolem Szczygłem. Dysk wydała wytwórnia Asfalt Records. — Polazofia


Gorillaz w czerwcu na dwóch koncertach w Polsce

Łohoho! Gorillaz nie zwalniają tempa. Nie tylko wydali w ostatnich tygodniach 6 (słownie: sześć) singli, za tydzień usłyszymy ich nowy album Humanz, dziś o 16:00 tutaj Murdoc i 2D wystąpią podczas pierwszej w historii konferencji prasowej grupy na żywo, ale przede wszystkim można będzie wreszcie zobaczyć animowany kwartet w Polsce. I to na dwóch koncertach — także, nomen omen, na żywo! 14 czerwca zespół wystąpi w Warszawie, a 18 czerwca w Katowicach. Występy będą częścią minitrasy po Europie obejmującej też Węgry i Niemcy. Partnerem koncertów jest T-Mobile Electronic Beats i właśnie za pośrednictwem ich strony można będzie też nabyć bilety na wydarzenia. Jeśli nie jesteście pewni, czego się spodziewać, sprawdźcie poniżej występ Gorillaz na Glastonbury przed 7 laty. To co, jedziecie?