Recenzja: Trombone Shorty For True

Data: 4 grudnia 2011 Autor: Komentarzy:

Trombone Shorty

For True (2011)

Verve Forecast

Trombone Shorty ma talent, instrument, warsztat i mimo młodego wieku – spore doświadczenie. Zdecydowanie nie ma natomiast dobrego pomysłu jak te rzeczy wykorzystać przy tworzeniu własnej muzyki. Jego najnowszy krążek For True sprawia wrażenie jednej z tych przykrych składanek, które zmęczeni życiem instrumentaliści, jak ostatnio Herbie Hancock czy Carlos Santana, nagrywają z towarzyszeniem przynajmniej tuzina znanych śpiewających przyjaciół. To tym smutniejsze, że młody puzonista popełnił właśnie taki album w wieku zaledwie 25 lat.

Muzyka popularna konsekwentnie zabija jazz, nowoczesna produkcja wygładza i niejednokrotnie pozbawia go duszy, a wielkie wytwórnie z zaangażowaniem zabiegają o gwiazdorskie kolaboracje na płytach swoich podopiecznych, bo znane nazwiska to nadal dobry sposób na podbicie ich sprzedaży. I właśnie gdzieś między tradycją klasycznego jazzu (czy raczej nowoorleańskiego rhythm & bluesa) a współczesną definicją muzyki popularnej tkwi For True. Brakuje finezji, lekkości ekspresji i choćby najmniejszej chęci zarzucenia ram i pozwolenia ponieść się muzyce, co czyni płytę wyjątkowo przyziemną, by nie powiedzieć – nudną. Sterylna produkcja, mało elastyczne podejście do rytmu (wplecione w części utworów hip hopowe beaty) czy mierne pop/rockowe wokale (m.in. w wykonaniu Jeffa Becka i Kid Rocka), które nierzadko całkowicie przejmują kontrolę nad nagraniami to największe mankamenty projektu. To płyta pełna niepotrzebnych kompromisów skutecznie tłumiących jakiekolwiek przejawy kreatywności (przebijające się w „Nervis”, „Big 12” czy obu częściach „Lagniappe”). Trochę szkoda, bo na rutynę przecież przyjdzie jeszcze czas.

Komentarze

komentarzy