Melancholijny slowthai z ciążowym brzuchem

Data: 1 października 2020 Autor: Komentarzy:

Slowthai we współpracy z Jamesem Blake’em i Mount Kimbie

Muzyczna i wizerunkowa ścieżka poczynań slowthaia to jedna z najbardziej niejednoznacznych i intrygujących karier ostatnich kilku lat. Manewrowanie od pozycji bohatera roku (tytularnie zalegitymizowanej w trakcie tegorocznych NME Awards) po kryzys wizerunkowy (sprzężony bardzo mocno z odbiorem wspomnianej nagrody) i usytuowanie się w pozycji „wroga numer jeden” sprowokowało zwrot w twórczości rapującego szkota koncentrujący się bardzo mocno na wpływach wyspiarskiego punkuprymitywnego, bangerowego trapu. Naleciałości te oczywiście w paradygmacie twórczym thaia żadną pierwszyzną nie były, jednak fani wspaniale eklektycznego, wymykającego się jednoznacznościom długogrającego debiutu mogli ostatnimi czasu odczuwać niedosyt.

Ów głód głębszej refleksji i produkcyjnego zniuansowania wspaniale zaspokoić może „Feel away”. Najnowszy singiel bez zabawy w półśrodki sięga po persony najdumniej w mainstreamie obnoszące się z korzeniami w wyspiarskiej elektronice, czyli Mount Kimbie i Jamesa Blake. Ci pierwsi zgrabnie natchniewają całość tradycją future garage z całym bagażem syntetycznej melancholii, tak wspaniale afirmowanej w ramach tej estetyki, Blake zaś przenosi w całość w rejony euforycznego art popu, wykorzystując doświadczenie zdobyte w kolaboracjach i podbojach na zeszłorocznym Assume Form. W tym kontekście slowthai pozwala sobie odbić w opowieści o damsko-męskich relacjach, opowiedziane jednak z zacięciem charakterystycznego dla rapera cynizmu. Całość dopełnia utrzymany w duchu brytyjskiego absurdyzmu teledysk, na którym thai paraduje z ciążowym brzuchem, po czym w czymś na kształt sali pogrzebowej rodzi w trakcie wesela dziecko, które okazuje się być zrobione z… ciasta (?).

Nie wiem, naprawdę nie wiem.

Jest w całości jednak na tyle dużo melancholii i przedziwnej wrażliwości, że skręca to raczej w rejony Lynchowskiej gry na enigmie empirycznego doświadczenia emocji niż na rzeczywistej symbolice, co jest doskonałym przepisaniem na język wizualny charakteru „Feel away”, które pozostaje nieco nierówne, wielowątkowe i szalenie nieoczywiste. Te wszystkie elementy zgrabnie składają się na manifest artystyczny, którego od brytyjskiego MC już pragnęliśmy i choć post-grimowych bangerów jesteśmy równie głodni, mamy nadzieję, że ta iskra muzycznej elokwencji w nich nie utonie.

Komentarze

komentarzy